Po pierwsze Zuzanno, to b. Ci dziekuje za ten post i za poprzednie też.
Dzieki
nim dowiedzialam sie o czyms/kims, co daje mi nowa nadzieje.
Wspolczuje Ci bardzo tych 7 lat, (wiem, co przeszlas),ale ciesze sie

)) ze
juz sie udalo !!! Bardzo milo czytac, ze bylas na usg, slyszalas
serduszko....
cudownie...
Co do wizyty, to bylo tak jak opisujesz. Wrazenia bardzo pozytywne, zero
stresu. Mnich tez powiedzial mi, ze bedzie wszystko ok, ze sie uda, zebym
tylko
sie nie denerwowala i spokoj, spokoj. I stwierdzil, ze nie cwicze a powinnam
duzo cwiczyc a zwlaszcza brzuch i zawsze miec cieplo, pic tylko cieple plyny,
zero zimnych napojow, kawy, slodyczy. Krew podobno mi slabo krazy.
A w ogole z punktu naszej medycyny to u mnie z mezem wszystko ok, wszystkie
badania pozytywne (monitoring, hormony, droznosc jajowodow, sluz).
Od wczoraj juz pije ziółka.
Wiem, ze nastawienie ma ogromne znaczenie, staram sie nie myslec, ze to sie
zaraz uda, ale jednak mysle o tym wciaż. Musze uzbroic sie w cierpliwosc,
czego
mi b. brakuje. Juz zajrzalam na strone,o sw. Ekspedycie (wczesniej nie
slyszalam o nim), ja tez sie modle, ale chyba za malo zarliwie.
Dzieki za wszystko, odezwij sie jak sie czujesz i w ogole,
pozdrawiam