05.04.05, 11:32
byłam u lekarza.
Tak się złożyło, że byłyśmy w poczekalni wszystkie w ciąży - widocznej już.
I przyszła też jedna dziewczyna, o której przypadkiem dowiedziałam się, że ma
problemy z zajściem w ciążę. Widać było po niej, że jest jej przykro, że nie
może patrzeć na nas, "szczęśliwe brzuchatki". Było mi przykro cholernie,
chciałam jej powiedzieć: Słuchaj, ja też przeszłam swoje i tak samo czułam
się źle. Ale udało się i Tobie też się niedługo uda.
Ale nie podeszłam.
Nie czułam się po tym dobrze. Szczerze mi było szkoda te bieduli i
zastanawiałam się później, czy dobrze zrobiłam. Jak ja bym zareagowała
jeszcze pół roku temu...
Jak Wy byście to odebrały? Czy jako próbę pocieszenia, czy raczej jako
rzucenie w twarz mojego szczęścia?
Obserwuj wątek
    • invicta1 Re: wczoraj 05.04.05, 11:42
      to zależy
      gdyby ktos mi powiedział, że miał ten sam lub podobny problem i ten sam lekarz
      jej pomógł, bułabym zbudowana
      ale gdyby sie okazało, ze powód był inny niż u mnie (np łatwiejszy do
      wyleczenia), nie wiem czy bym się nie martwiła bardziej, ze jestem na stracionej
      pozycji
      miły gest gdyby kobieta w ciąży tak zareagowała, ale pewnie pamietasz, ze
      pocieszanie takie "ogólne" w tym naszym "amoku"smile mało pomaga
      • badarka Re: wczoraj 05.04.05, 11:48
        Pamiętam, dlatego się wahałam...

        Bardziej chciałam dać jej odczuć, że wiem jak się czuje. Bo dokładnie pamiętam
        siebie, jak siedziałam w tej samej poczekalni z samymi ciężarnymi. I jak mi
        było źle wtedy. Qrcze, zawaliłam?
        • invicta1 Re: wczoraj 05.04.05, 11:56
          nie zawaliłaś nic a nic-lepiej powiedzieć za mało niż za dużo
          miło, ze jesteś taka wyrozumiała, ale nie dręcz się, same musimy sobie poradzić
          -swiat nie dostosuje się do nas-my musimy dostosować się do świata i do
          ciężarnych kobiet teżsmile
    • pimpek_sadelko Re: wczoraj 05.04.05, 11:50
      przy innych ludziach moze bym nie gadala, ale jesli zdobylabym sie na odwage to
      poprosilabym ja na moment na bok i powiedzialabym, ze do niedawna mialam ten
      sam problem i jesli chce porozmawiac to mozna sie spotkac, zadzwonic itd. jest
      jeszcze takie wyjscie zeby poprosic gina, zeby jej to przekazal.
      to bardzo trudna sytuacja badarko, nie mniej wyrzutow sumienia.
    • nusia_135 Re: wczoraj 05.04.05, 13:12
      Ja tez musze się przyznać, że od czasu gdy nosze pod serduchem upragnionego
      maluszka - najchętniej wspierałbym i dawała otuchy wszystkim starajacym się
      dziewczynom. Mam w najbliższym otoczeniu 3 takie osoby, ale za każdym razem
      kiedy spotykamy się, zupełnie nie wiem jak zacząć. Zaraz staje mi przed oczyma
      moja reakcja gdy wiele osób próbowało mnie pocieszac, a ja reagowałam na to jak
      płachta na byka. Trudne to rozmowy, zwłaszcza że wiele osób nie umie albo nie
      chce na ten temat rozmawiać - sama taka byłam. A rozmowa boli tym bardziej,
      jeśli rozmawia sie z kimś komu się udało. Dlatego mimo wielkiej chęci
      pocieszania - ograniczyłam się jedynie do poinformowania, że sama 2 lata
      walczyłam o dzidzisia i jeśli te osoby beda chciały porozmawiać - to jestem dla
      nich otwarta. Do takiej rozmowy trzeba dojrzeć (przynajmniej ja walcząc
      musiałam) dlatego czekam cierpliwie. Nusia
      • nalo Re: wczoraj 05.04.05, 13:28
        No właśnie, to jest bardzo skomplikowana sprawa. Ja, przynajmniej na razie,
        ciążę prowadzoną mam w nOvum. Czasami jak siedzę przed gabinetem zabiegowym
        albo gabinetem mojego lekarza widzę kątem oka zazdrosne spojrzenia rzucane na
        mój brzuszek albo kartę ciąży (swoją drogą będę ją od teraz wyjmować dopiero w
        gabinecie, żeby nikomu nie sprawiać przykrości - wcześniej jakoś o tym nie
        pomyślałam). Za każdym razem mam ochotę odwrócić się do takiej osoby i
        powiedzieć: hej, skoro siedzę w tej klinice, to znaczy, że też nie było łatwo,
        że też musiałam swoje przejść. I że jestem najlepszym dowodem na to, że
        leczenie w tej klinice jest skuteczne. Nie odważę się jednak do nikogo odezwać,
        bo boję się, że zostanę opacznie zrozumiana. Ja akurat mam taką psychikę, że
        oglądanie ciężarnych (przynajmniej w nOvum) dawało mi nadzieję, że całe to
        leczenie ma sens. Dawało mi pozytywnego kopa. Zdaję sobie jednak sprawę, że
        różni ludzie różnie odbierają te same sytuacje i dlatego to jest takie
        trudne...
        • invicta1 Re: wczoraj 05.04.05, 13:31
          po drugie: ja np postanowiłam przenigdy nie rozważać in vitro, więc pocieszenie
          od kogoś z PCOS, ze zaszedł dopiero dzieki in vitro nie pocieszyło by mnie
          specjalnie...
          • nalo Re: wczoraj 05.04.05, 13:37
            No to nie podniosę Cię na duchu... wink Ale bez in vitro też się udaje i tego się
            trzymaj!
            • invicta1 Re: wczoraj 05.04.05, 13:38
              Nalo wszystkiego dobrego! a ja WIERZĘ, ze mój czas coraz blizej
              trzymajcie się MAMY!!!
    • justy11 Re: wczoraj 05.04.05, 14:03
      Badarka powiedz mi na jakiej podstawie stwierdziłas ze ta dziweczyna miała
      problem z zajściem w ciaże? To ze siedziała smutna to nie znaczy ze miała
      problem
      • badarka Re: wczoraj 05.04.05, 16:13
        Dość konkretnej mimo wszystko. Odbierała w laboratorium tuż przede mną wyniki
        badań, swoje i męża. Ponieważ pani nie mogła ich znaleźć, musiała dość
        dokładnie wytłumaczyć się, jakie to badania...
        Stała metr ode mnie, nie dało się niestety nie słyszeć sad
    • cetka Re: wczoraj 05.04.05, 19:10
      gdyby dziewczyna byla niesmiala introwertyczka, to bys ja, mimo najlepszych
      checi, sploszyla. duzo lepiej jakbys po prostu tam byla i niczego nie
      eksponowala. nie gadala glosno o tym, jak to fajnie jest w ciazy, bo takie
      rzeczy tez slyszalam...ja widzialam pare razy w novum ludzi, ktorzy w godzinach
      szczytu umawiali sie na wizyte biorac dziecko, zeby je pokazac i widac bylo, ze
      z trudem je uzyskali, bo calowali sie co minute, cmokali,tulili w nadmierny
      sposob. w zwyklych przychodniach dzieci traktowane sa "normalniej". a ja mialam
      taki widok - obok mnie siedziala taka rozanielona mama calujaca glosnym cmokiem
      co chwila swoje dziecko, a na wprost mnie para - on spojrzenie zbitego psa, ona
      lzy w oczach.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka