niutka29
22.10.05, 12:43
Buja mi sie w głowie splot magii, pragnień, ułudy i rzeczywistosci, który
bierze swój początek w połowie minionego tygodnia. Szykowałam sie psychicznie
do HSG, który mial wykazać drożność moich jajowodów i jednocześnie dawał mi
cichą nadzieje na życiodajne przepłukanie ich z ewentualnych zatorów. Nocą
poprzedzającą wizytę w szpitalu miałam sen - śniła mi sie moja Mama, której
wystawiono diagnoze poważnych komplikacji jajnikowych. Sen był z tych, w
których się wie, że się śni i powtarzalam sobie i Mamie, że to tylko sen i
jak się obudzę, to wszystko będzie dobrze. Tak tez było oczywiście.
Rano pojechałam z mężem na zabieg, który odbywał się w piwnicach szpitala w
przyciemnionej sali. Nie udał się zabardzo, bo kontrast się rozlał i była
jedna wielka plama w jamie otrzewnej. Nazajutrz otrzymałam negatywny opis
zdjęcia pt. macica i jajowody niezakontrastowane. Poryczałam sie.
Nastepnego dnia mieliśmy gości. Przed wieczorem oglądalismy razem film i
nagle dostrzeglismy ruchomy cień na zasłonach, któremu towarzyszył trzepot
skrzydeł. Wyjrzeliśmy i zobaczylismy pięknego białego gołębia,
przechadzającego się po parapecie. Powiedziałam, że pewnie przynosi dobre
wieści.
I wtedy zaczęło się moje myślenie magiczne. Nazajutrz wypadał właściwy
dzień mojej owulacji i kochaliśmy się z mężem rano i wieczorem. Moja nadzieja
łączyła szansę na udrożnione zabiegiem jajowody i białego gołębia z
zapowiedzią, że ktoś maleńki jest juz gotowy, by do nas przybyć. Od
następnego dnia zaczęłam odczuwać bóle w podbrzuszu, a dokładnie po lewej
stronie i po cichutku witałam istotkę przemieszczającą się w dół jajowodu, by
osiąść w bezpiecznej macicy. Ból był intensywniejszy z dnia na dzień, a ja
przypomniałam sobie słowa koleżanki, która po nim rozpoznała swoją ciążę.
Zrobiłam test po czterech dniach o oczywiście wyszedł negatywny -
jeszcze za wcześnie, na opakowaniu pisze sześć dni. Nazajutrz poszłam do
gina, żeby obejrzał sytuację na USG. I okazało się..., że mam krwiaka, który
mi rośnie od kilku dni z powodu stanu zapalnego wywołanego zalegającym
kontrastem rentgenowskim. Powstała torbiel napływająca krwią, która może
pęknąć w każdej chwili i spowodować wylew wewnętrzny. Wtedy natychmiast do
szpitala. Może tez powstać wylew ropny i wtedy też - do szpitala. Teraz snuje
się powoli po domu, bo mam się prawie nie ruszać. Już nie płaczę. Patrzę na
jesienne słońce i liście opadające razem z moją nadzieją. Myślę, że chore
jajniki mojej Mamy z zeszłotygodniowego snu to była zapowiedź moich
komplikacji po szpitalu. Czy miało mnie to ostrzec i powstrzymać? Może tak? I
po co przyleciał do nas biały gołąb...?