Adopcja - trochę inna...

27.11.05, 23:07
Od dzisiaj zacznam modlić się za dziecko, którego poczęcia rodzice nie
akceptują. To tzw. duchowa adopcja, przez kolejnych 9 miesięcy będę się
modlić w intencji jego narodzin. Sama jestem niepłodna, jestem na tym forum 5
lat, blisko mnie były osoby, które usunęły ciążę i widziałam ich wielkie
cierpienie - gdy było już za późno... Były też takie które choć o tym
myślały - urodziły dziecko i jest dla nich teraz największym szczęściem.
Może to dla Was śmieszne, ale ja wierzę w moc modlitwy i chcialabym w niej
wytrwać. Cieszę się wink. Obym wytrwała!!!
Magda
    • zemfira.m Re: Adopcja - trochę inna... 27.11.05, 23:49
      Ja od dwóch misięcy modlę się za poczęte dziecko, aby miało szansę.
    • sylasia Re: Adopcja - trochę inna... 28.11.05, 16:47
      Je też się modlę. Zaczęłam odmawiać różaniec choć zawsze kojarzyło mi się to z
      moją babcią. Od modlitwy się łagodnieje.
      • megang Re: Adopcja - trochę inna... 29.11.05, 09:06
        Mało mowimy o Bogu, modlitwie...
        A ja wiem, że tylko dzięki wierze pomimo bólu niepłodności jestem normalna.
        To krzyż, który niosę, ale widzę dziewczyny, że być może to jest krzyż mojego
        zbawienia. Życie jest chwilą, a to co będzie dalej wiecznością... Gdyby nie
        niepłodność - nie byłabym w Kościele. I tylko mogę powiedzieć, że to smutne, że
        Bóg musiał docierać do mnie przez takie wydarzenie.
        Bóg jest miłością, wszystkim co dobre i kocha nas, jednak jest delikatny,
        wierny, miłosierny - czeka i daje nam wolność. Możemy wybierać - i to jest
        piękne!
        Całuję Was, nie jesteśmy same!!!
        Magda
        • sylasia Re: Adopcja - trochę inna... 29.11.05, 10:43
          Zgadzam się. Ja długo krążyłam zanim zaczęłam rozumieć, że wewnętrzny głód i
          ciągły niedosyt to poszukiwanie Boga.
          TTeraz bym chciała znależć przewodnika duchowego, tylko nie wiem jak się do
          tego zabrać.
          • megang Re: Adopcja - trochę inna... 29.11.05, 12:08
            Jak dobrze, że jesteście!
            Myślałam, że jestem sama i że wyjdę na dewotkę.
            Nie biegam do Kościoła bo tak trzeba, wypada, dla zabicia czasu...
            Idę bo potrzebuję, potrzebuję siły, sakramentu, światła.
            W życiu moim i mojej rodziny jest wiele cudów, cudów, które nie pozwalają
            watpić.
            I jedno - bardzo ważne!!! Widzę po swojej historii, że to BÓG jest dawcą życia -
            nie człowiek.

            Pa,
            Magda
    • myszka-m Re: Adopcja - trochę inna... 29.11.05, 12:50
      Trzymam kciuki smile
      Ja też wierzę, że to ON daje życie. Może mnie też wybierze na swoje narzędzie
      stworzenia... To będzie cud. M-M
    • sylasia Re: Adopcja - trochę inna... 29.11.05, 15:05
      Czytając historie dziewczyn jest to dla mnie pewne. Nawet o powodzenie in vitro
      trzeba się modlić. Po transferze już tylko wola boża.
      Ja dewotek nie znoszę.Sama nie śmiałabym nikogo pouczać.
      Pozdrowienia
      Sylwia
      • gg24 Re: Adopcja - trochę inna... 29.11.05, 16:25
        Ja uważam, że Bóg nie zawsze jest sprawiedliwy, niestety... Sama tego
        doświadczyłam. Zaszłam w ciążę po ivf. Potem były problemy, duże. O to nie mam
        pretensji, ale dlaczego moje dzieci musiały tak cierpieć i ja z nimi. Dlaczego
        Bóg nie zabrał ich szybko i bez cierpień skoro Jego wola była taka, żeby nie
        przeżyły??? Dlaczego??? Czym one zawiniły???
        Już nie wierzę w sprawiedliwość i miłosierdzie.
        Mam nadzieję, że nikigo nie uraziłam swoją wypowiedzią.
        • sylasia Re: Adopcja - trochę inna... 29.11.05, 19:02
          Ja żałuję, że nie umiem odpowiadać na takie pytanie. JP2 by umiał.
          • kasia285 Re: Adopcja - trochę inna... 29.11.05, 19:24
            Wszystko co napisala gg24 jest takie trudne i nie znamy odpowiedzi -dlaczego
            tak sie dzieje? dlaczego?Mam tylko nadzieje ze Bog widzi w tym wszystkim jakis
            sens. Nie chce opowiadac o sobie ale wierze ze moje dziecko ktore nosze pod
            sercem jest wymodlone, codziennie sie modle o to by nic zlego go nie spotkalo.
        • megang Re: Adopcja - trochę inna... 29.11.05, 23:29
          Wierzę, że Bóg jest wszystkim co dobre, jest samą miłością. Kocha nas. I jeżeli
          Ci którzy odeszli są blisko Niego - to są blisko słodyczy bez końca. I jest im
          stokroć lepiej niż w ramionach matki... My możemy tylko modlitwą pomagać im być
          coraz bliżej Niego.
          Też nie wiem dlaczego jest tyle cierpienia, ale pewna Święta napisała, że
          aniołowie zazdroszczą nam tego, że możemy cierpieć. Bo cierpienie może być
          wielką siłą przeciwko złu, jeżeli jest przyjęte...jeżeli w takim momencie nie
          zwątpimy w miłośc Boga - to jest największa nasza broń i siła przeciwko
          szatanowi. Jeżeli w takim momencie wątpimy - on wygrywa i można to poznać po
          owocach - wystarczy spojrzeć wtedy na swoje życie...Co z niego zostaje...
          Bóg jest miłosierny. Nie mogłoby być inczej, gdyż umarł za nasze grzechy. Czy
          to było sprawiedliwe? To, że ktoś grzeszy - zabija, niszczy, gwałci, a Bóg,
          który jest Panem nieba i ziemi umiera za tego złoczyńca na którego nikt nie
          chciałby spojrzeć... To mnie powala. Ale przez tą śmierć, Bóg nawet ostatniemu
          i najgorszemu na ziemi dał szansę. Dzięki temu nie jest stracony. Bo gra idzie
          o duszę. A na ziemi jest zło i to wielka siła.

          Tylko nie krzyczcie na mnie za te wywody. Nie jestem "uczona" w tej kwestii -
          tak mówi mi serce.
          Dobra dosyć... Jutro do pracy, a późno,
          Dobranoc,
          Magda
          • egoscicka Ludzie i ich zdania 01.12.05, 08:05
            Cześć, nie wiem czy czytałyście moj post, Wiecie nie jestem niesamowicie
            wierzącą osobą. Trochę się zagubiłam w momencie gdy zaczeliśmy robić
            inseminacje, a ksiądz nei chciał nam dać rozgrzeszenia. Jednak powróciliśmy
            razem z mężem z jeszcze większą wiarą i nadzieją. Dostaliśmy rozgrzeszenie ,
            pojechaliśmy do niepokalanowa, gdzie zapisalismy sie do związku mszalnego i
            daliśmy na msze w naszej intencji. Tam też dowiedzieliśmy się, że ksiądz ojciec
            Sroka, mógłby nam pomóc. Tylko te zioła które są na internecie i w tych
            książkach, to nie są oryginalne mieszanki. Trzeba po nie pojechać i osobiście
            zostaną dobrane. Oprócz tego on sam ma pewna charyzme, a jego rady są cenne.
            Więc pojechaliśmy do Żywca i do Rychwałdu. Rzeczywiście jest niesamowity, dał
            anm wiele cennych rad. Powiedział żeby zachowac to dla siebie i pojawic się w
            ciązy. Jest tylko jeden warunek trzeba w to uwierzyć.napisałam do dziewczyn
            żeby, jeżeli miały taką potrzebę to też pojechały. Ja na przykład nie miałam
            pojęcia, gdzie mogę szukać pomocy i zobacznei co mi one napisały. nie wiem czy
            jestem jakaś nienormalna , czy co? Napiszcie co wy o tym sądzicie.podaje link:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=191&w=32451491
    • egoscicka Re: Adopcja - trochę inna... 02.12.05, 10:04
      czemu nie odpisujecie?
    • sylasia Re: Adopcja - trochę inna... 02.12.05, 10:36
      Uważam, że propozycja księdza Sroki jest do wypróbowania. Dziewczyny się
      wkurzają, bo to jest obwarowane wymaganiami. Ślub kościelny np. NIe każdy go
      może mieć, a to nie może wykluczać prób i chęci pomocy.Mimo moich poszukiwań
      Boga nie zawsze rozumię stanowisko Kościoła. JP2 nie miał tak wąskich
      choryzontów. NIe było selekcji przed audiencją.
      Nasz kościół musi się zmienić, otworzyć na ludzi. I o tym mówił sam Papież.
      Ja już ziół próbowałam.Nic mi to nie dało.
      Ale moze do tego wrócę.
      Teraz przygotowuję się do in vitro.
    • utka Re: Adopcja - trochę inna... 05.12.05, 12:25
      Trzymam kciuki Madziu - sama mam 'adoptowane' dzieciatko, ktore powinno urodzic
      sie gdzies ok. 10 lutego.

      modlitwa naprawde mozna wiele zdzialac

      a moze adopcja duchowa jest droga do normalnej adopcji ...

      serdecznych pozdrowien moc
      • megang Re: Adopcja - trochę inna... 05.12.05, 12:31
        Dzięki moje jest jeszcze malutkie - jeszcze matka nie wie o jego istnieniu...
        Całuję,
        Magda
        • utka Re: Adopcja - trochę inna... 05.12.05, 12:52
          Magda,

          dokladnie tak myslalam na poczatku ....... smile

          fajnie bylo wiedziec o czyims istnieniu, zanim jeszcze mama sie o nim
          dowiedziala czy je poczula ........

          potem bedzie okres pierwszych kopniaczkow .....

          ja teraz mysle sobie o 'moim', ze juz najgorsze minelo, ze juz by sobie samo
          poradzilo, gdyby musialo teraz sie urodzic, wszak 10 grudnia 'konczy' 7
          miesiecy ... no ale oczywiscie wole, by jeszcze w brzuszku mamy sobie troche
          pomieszkal. Teraz prosze Boga, by rodzice potrafili sie nim zaopiekowac jak
          nalezy i mocno bardzo je kochali.

          usciskow moc
          • megang Re: Adopcja - trochę inna... 05.12.05, 13:08
            Dzięki,
            Jesteś kochana...
            • utka Re: Adopcja - trochę inna... 05.12.05, 13:31
              Madzia,

              a moze i do Ciebie sie jeszcze slonce usmiechnie, sama wiesz, ze dla Boga nie
              ma rzeczy niemozliwych .....

              moja kolezanka tez nie mogla miec dzieci, postanowili adoptowac dwojee maluchow
              z DD, tak sie w to zaangazowali, ze nawet nie poczuli, kiedy sami zostali
              rodzicami biologicznymi. Teraz maja trojke fajowych dzieciaczkow ... smile

              pzfka
        • gg24 do Egoscicka 05.12.05, 13:01
          Nie przejmuj się proszę opiniami dziewczyn na temat ziół, Kościoła, księży,
          ślubów itp. Ja uważam, że dozwolone są wszystkie metody leczenia, nawet te
          najbardziej niekonwencjonalne. Sama przez 2 miesiące chodziłam do pani
          bioenergoterapeutki, która odpędzała jakieś złe moce i odpychała miejsca
          energetyczne. Teraz uważam, że to śmieszne, ale wtedy jej wierzyłam. Tak samo z
          ziołami czy innymi specyfikami. Jeżeli bardzo wierzysz, że pomogą to jest duża
          szansa, że tak będzie.
          Jestem wierząca. Jak przechodziłam najtrudniejszy okres w życiu to zgodnie ze
          swoim sumieniem poszłam do spowiedzi. Powiedziałam wszystko o sobie,oczekiwałam
          rady, zrozumienia, pocieszenia, pomocy. A księdza zamurowało, odklepał formułki
          i na odchodne aż wyszedł z konfesjonału, żeby zobaczć moją twarz... Bardzo
          potem płakałam, a teraz już wiem, że nie jest to dobry kierunek do szukania
          pomocy. Księża to też ludzie ze wszystkimi ich wadami. A najważniejsza jest
          wiara, Bóg i szczera modlitwa. Pozdrawiam Cię!
          • megang Re: do Egoscicka 05.12.05, 13:11
            Trzymaj się gg24!
            Pozdrawiam,
            Magda
            • gg24 Re: do Egoscicka 06.12.05, 16:09
              Dziękuję Megang, właśnie zbieram siły do dalszej walki o dziecko. Już czuję
              się silniejsza. Także Cię pozdrawiam!
    • azzurrina Re: Adopcja - trochę inna... 09.12.05, 14:45
      jesteś 5 lat na wątku, tylko postów nie piszesz?
      • megang Re: Adopcja - trochę inna... 09.12.05, 23:08
        Ja też Cię nie pamiętam.
        Może interesują nas różne sprawy?

        Miło mi, że przeczytałaś mojego posta.
        Pozdrawiam,
        Magda
        • azzurrina od niedawna tu jesteś 11.12.05, 14:11
          Nie chodzi o to, że Cię nie pamiętam tylko o to, że od niedawna tu jesteś. Jaka jest Twoja historia?
          • megang Re: od niedawna tu jesteś 11.12.05, 19:39
            Mam wrażenie, że mnie delikatnie atakujesz. Tak jak napisałam jestem na tym
            forum od 5 lat, a moje problemy są jeszcze starsze. Na początku czytałam
            wszystkie posty i zaglądałam codziennie, bo tutaj i na Bocianie można najwięcej
            się nauczyć - a ja chciałam wiedzieć wszystko. W internecie jest kilka
            ogólnikowych informacji, albo portale medyczne. Na forum - wiedza,
            doświadczenie i prawdziwe historie. Na początku szalałam, potem opadły mi z
            bezsilności ręce, a teraz myślę, co dalej? I zawsze znalazłam na forum
            dziewczyny, które pisały o tym, co ja też czułam. I co najbardziej lubię - były
            i są takie którym udaje sie!

            Interesuje Cię moja historia. Nic w niej szczególnego.
            Długo nie wiadomo było dlaczego nie mogę ponownie zajść w ciążę, ponieważ 10
            lat temu byłam w ciąży i to był chyba cud.
            Lekarze nie brali pod uwagę, że powodem naszych niepowodzeń mogą być jajowody.
            Dwa lata temu miałam HSG i sprawa wyjaśniła się. Byłam wtedy pacjentką Novum,
            tam usłyszałam, że w naturalny sposób nie zajdę w ciążę - jedyna szansa in
            vitro. Ale to nie moja droga.
            Tyle.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja