sylwia2714
03.11.06, 14:45
Opowiem Wam swoją historię..nigdy nikomu o tym nie mówiłm nigdy nikomu sie
nie zwierzyłam---nie potrafiłam o tym rozmawiac..miałam dość współczucia i
słów "bedzie dobrze"..bo wiedziałam ze już nigdy nie będzie dobrze..Może jak
wyrzucę to z siebie i przełamę barierę w psychice pomogę sama sobie..
14-09-2002 piękny wymarzony ślub..300 osób składa nam piękne życzenia...w
oczach kłebią się łzy... "pięknych dzieci", "syna" słyszymy co
chwila..spąglądamy się z mężem na siebie ...my wiemy o co chodzi...staraliśmy
się o dzidzię 2 lata przed ślubem i nic...piękne wesele --piękne wspomienia..
3 dni po ślubie kupjemy sobie nsze wspólne mieszkanie..coż za radość nasze
tylko nasze m4 ...radość nasza sięgała zenitu.
3 tygodnie po ślubie dziwnie się czuję...robimy test...płacz - ze
szcześcia ...są wreszcie są upragnione dwie kreseczki..mąż nosi mnie na
rękach dzwoni po znajomych po rodzinie i dumnie oznajmia : "jestem tatusiem"..
ja jestem w amoku nie wierzę w to szczęście...idę do lekarza potwierdza
ciążę...dostaję kartę ciażową - termin porodu 04-06-2003...nie potrafię
opisać tego co czuliśmy w tamtych chwilach...
15-12-2002 usg..jesteśmy razem -