bulinkaj
09.02.07, 19:49
Kiedy we wtorek dowiedzieliśmy się z mężem, że jedyną szansą jest in vitro,
przyjęłam to z godnością, z wiarą, że to i tak wiele.
Ale dzisiaj chyba do mnie dotarły słowa lekarza. Jestem w totalnym dołku, nie
chcę płakać przy mężu, ale łzy same lecą. Czuję się taka bezradna... Wczoraj
szwagier (no cóż: rodziny męża się wybiera) jak gdyby nic poklepał mnie po
brzuchu i mówi, że już czas najwyższy, żeby coś tam się zakiełkowało, a do
mojego męża, żeby zaczął wreszcie działać. Dzisiaj dowiedziłam sie, że żona
kolegi z pracy jest w ciąży. Udało im się i to bardzo szybko. Ta wiadmość po
prostu mnie już dobiła... siedzę i ryczę...
Dziewczyny, jak Wy sobie radziłyście? Dlaczego nam nie mogło udać się też
naturalnie? A może to jakaś próba dla nas?