korozynka
26.03.07, 17:21
mam pytanie, moze trochę dziwne, do dziewczyn, którym udało się in vitro z
tzw "obcej: komórki jajowej.
pokrótce o mnie
po kilkuletnich, nieudanych niestety, staraniach się o dzieciaka trzeba było
pójść do kliniki niepłodności. Wybraliśmy z mężem Gametę w Łodzi - fizycznych
przyczyn u nas nie znaleziono (no moze mój wiek zblizajacy się do 40-stki).
Po kilku nieudanych inseminacjach dostałam leki stymulujące owulację,
niestety - po punkcji okazało się, że nie ma specjalnie "materiału" do
zapłodnienia. Od razu zasugerowano mi, abym skoorzystała z tzw "obcej"
komórki. Przystaliśmy z mężem na to - i po pierwszej próbie - ciąża. Dzisiaj
moja córeczka ma prawie 2 latka. Ale czasami nachodzą mnie dziwne myśli. Bo
że jest moim dzieckiem, noszonym przez 9 miesięcy i urodzonym - tak.
Ale... czasami nachodzą mnie ale. Czy jak będzie dorosła, to czy powinnam jej
powiedzieć, że genetycznie nie jest "moja". Na ile w czasie ciązy "oswoiłam"
tę komórkę - czy dalam coś dziecku ode mnie. Kiedyś przeczytałam artykuł o
kobiecie, która w imię wyższych celów oddała swoje komórki. Ona pisała listy
do przyszłego ewentualnego swojego dziecka.
Czy którakolwiek z was ma podobne dylematy - czy mam się ich pozbyć, czy żyć
w świadomosci, że kiedyś powinnam powiedzieć córuni, że ma inną genetyczną
matkę - ja nie znam dawczyni - i niewielka szansa jest, abym się czegoś o
niej dowiedziała - czy powinnam - czy mam po prostu uznać, że to jest w
całości krew z krwi, kość z kości.
Pomóżcie, doradzcie - jak nie tu na forum, to piszcie na gazetowego majla.
Każda opinia jest ważna