Dziewczyny, chciałam Wam bardzo podziękować za tworzenie tego forum, za
dzielenie się tyloma uwagami, za całokształt

. To mój pierwszy post, choć
jestem "z Wami" od kilku dobrych miesięcy, postaram się napisać wszystko w
kilku zdaniach: o dziecko staraliśmy się od półtora roku - przez kilka
miesięcy bez pomocy medycyny, później jednak, gdy rezultatów ciągle nie było
żadnych postanowiłam sprawdzić czy wszystko jest ok. Lekarz stwierdził u mnie
zbyt liczne, małe pęcherzyki - bez szans na "samodzielny" wzrost. Przez 2 m-ce
brałam antyki (wcześniej brałam ponad 10 lat), potem duphaston i nic. W
kolejnych cyklach lekarz dołączyl mi CLO.. Lek na mnie w ogóle w pierwszym
cyklu nie podziałał, próbowaliśmy w kolejnych - monitoringi miałam raz w
miesiącu (14-15 dzień cyklu, przy moich 32-35 dniowych cyklach!), niby
pęcherzyk rósł, ale bez rewelacji, endo miałam masakrycznie cienkie (5mm),
brałam więc wspomagacze - estrofem mite. Dalej nic.. Po 4 bezowocnych cyklach
z CLO, nim przystąpiłam do kolejnego, podliczyłam + i - kuracji i postanowiłam
zmienić lekarza. Przez CLO nabawiłam się tylko konkretnych zaburzeń widzenia..
W kwietniu poszliśmy z m. do wrocławskiego INVIMEDU, byłam akurat na początku
cyklu, P. doktor stwierdził, że nie będziemy tego marnować i zrobimy wszelkie
badania i obserwacje. Faktycznie - miałam kilka monitoringów, badani wrogości
śluzu, progesteronu (wcześniej cierpiałam na niedobór - miałam ok 8
jednostek).. Oba wyniki wyszły poprawne, a monitoring w 20 dniu cyklu pokazał,
że dopiero teraz zbliża się owulacja. Czas ten pokrył się z badaniem wrogości,
kilkudniową abstynencją, a nasze "spotkanie" wypadło właśnie w czasie
okołoowulacyjnym. Doktor zalecił mi choragon w 21 dniu cyklu, w 22 dniu miałam
badanie i monitoring, który potwierdził pęknięcie jednego pęcherzyka i pokazał
drugi 19 mm, który miał pęknąć za kilka dni. Ostatnim etapem kwietniowych
badań było badanie nasienia, kolejnym badaniem, które już czekało mnie w maju
to badanie drożności, już miałam skierowanie.. W przeddzień badania m.
pomyślałam, że wolałabym mu oszczędzić tych "przyjemności" związanych z
badaniem, kupiłam w aptece 2 testy i postanowiłam rano, w dniu jego badania
zrobić, tak, dla pewności. Był już chyba 35 dzień cyklu - jakoś 2 tygodnie po
stwierdzonej owu.. jakie było moje zaskoczenie, szczęście jak na teście
zobaczyłam drugą bladą, bo bladą, ale widoczną kreskę! Od razu poleciałam na
betę, potem w majowy weekend test robiłam jeszcze 2 razy aby sprawdzić czy
kreska ciemnieje i wszystko było ok

. W piątek lekarz potwierdził ciążę i
ucieszył się, że całkowicie naturalna "nam" się udała. Na razie strasznie się
boję bo to sam początek, przestałam chodzić po forach, czytać, bo to strasznie
nakręca a zewsząd tyle niepokojących postów. Dziewczyny, to była moja
historia, miała ona na celu po pierwsze podziękowanie - bez Was nie zaczęłabym
się leczyć i co najważniejsze - gdyby nie Wy nie pomyślałabym o zmianie
lekarza. Do dotychczasowego lekarza miałam ogromne zaufanie, jednak teraz
widzę różnicę. Jak mogłam zajśc w ciążę, skoro od 16 dnia cyklu brałam
duphaston a owu była znacznie później? Cykle z niskim endo spisane na straty,
a ono jecze do tego 20-go któregoś dnia rosło.. fakt, marnie, ale rosło i na
razie wystarczyło. Dziewczyny, przepraszam, jeśli post wyszedł za długi -
pomimo tego, iż jak pisałam, odpuszczę wszelkie fora, przynajmniej na jakiś
czas aby się nie wkręcać, to gorąco Wam wszystkim kibicuję. Wierzę, że nam
wszystkim się uda!