Witam, Kochaniutkie prawiemamuśki i jużmamuśki

Niestety, czas
biegnie nieubłaganie i muszę decydować, kiedy jechać po moje
zarodeczki. Tak bardzo sie boję... I juz nie chodzi o to, ze mi sie
nie uda, tylko, że coś przeoczę, nie zrobię wszystkiego, aby sie
udało. Jak wiecie, podchodzę w Gamecie (choc najchetniej dałąbym
sobie spokój z tą pseudokliniką). Mam tam zarodki i przenoszenie ich
do innej kliniki graniczy z cudem. Te, które miąły do czynienia z
gameta, wiedzą kto to jest prof. Radwan i znają jego zachowania,
głównie te, delikatnie mówiąc, nietypowe. Pierwszy emriotransfer
przypominał koszmar. Koło grudnia zamierzam podejść drugi raz. Mam
jeszcze cztery zarodki -trzy ośmiokomórkowe i jeden
sześciokomórkowy. Prawdopodobnie będę miała podane dwa
osmiokomórkowce, jak za pierwszym razem. Jakie badania powinnam
zrobić przed udaniem sie na kriotransfer? Na pewno zrobie
histeroskopię (poprzednim razem wynik bety świadczył o tym, że
arodki nie zatrzymały sie nawet na chwilę - tak mi powiedziała pani
w laboratorium), cytologię, badanie czystości pochwy, co jeszcze
mogę? Wiem, ze w gamecie olewaja takie badania, nie zlecają nic,
poza badaniami krwi i usg. Chciałabym mieć czyste sumienie, że
zrobiłam wszystko, aby sie udało.
Dziewczyny, sumienia nie da sie oszukać

. Wyjącego głosu
macierzyństwa także... Ja próbowąłam. Nawet udało mi sie troche
wyciszyć, uspokoić, oderwać od tej całej invitrowej kołomyi. Jednak
im blizej drugiego transferu, tym większy odczuwam niepokój. Boje
się, ze nie zrobią wszystkiego tak, jak powinni, że znów potraktują
mnie gorzej niż szmatę (zakłądania wziernika przez profesorka nie
zapomnę w życiu)... Co robić? Oni tam wszystkich traktują tak
instrumentalnie, przedmiotowo. Najważniejszy jest ten, co niesie
kasę, pozostali, którzy już ja zapłącili, zdają sie mieć inne serca,
sumienia i myśli. Po położeniu łapy na pieniadzach, juz nikt nikogo
nie interesuje. Dlaczego tak sie dzieje? Co mogę zrobić we własnym
zakresie, zeby zwiększyć szanse powodzenia zabiegu? Tak bardzo
chciałabym, aby sie udało. Mój Adaś ma już 3 latka i 3 miesiace i
serce mi sie kraje,jak widzę, jak zagląda ludziom do wózków i potem
pyta" a jak będę grzeczny, to kupisz mi takiego dzidziusia?".
Kurcze, boje się...