Dodaj do ulubionych

Z Kruszynki nici-co mam robić.......:(((

IP: *.nestle.pl 22.08.03, 14:24
Hej, czytam to forum i jestem Wami wszystkimi zachwycona. Podziwiam jakie
jesteście silne i jak pomagacie sobie nawzajem i trzymam za WAS kciuki!!!
Jestem strasznie zestresowana swoją sytuacją. Wiem od wielu lat że powinnam
jak najszybciej zacząć starać się o dziecko. Z tego całego "napędzania", że
muszę już! (kazdy jeden lekarz mi to mówił, ze jestem chora i z każdym
miesiącem tracę możliwość i wiem, ze będzie coraz gorzej z
moimi "możliwościami też ze względu na inne choroby chormonalne)
Mając świadomość i bojąc się tego, ze mogę mieć problemy z zajściem w ciąże i
potem jej utrzymaniem odrzuciłam mężczyzne mojego życia. Nie mogliśmy się
dogadać i teraz dopiero małymi kroczkami robimy postępy. Tylko, ze znowu mój
strach i pragnienie dziecka bierze górę i boję się, że znowu się przerażę i
będę chciała zostać sama. Wiem, ze łatwiej byłoby mi gdybym wiedziała, ze
moge jeszcze zaczekać i każdy dzień nie musi rozpoczynać się strachem.......
Ja wiem jedno świadomość i strach przed problemami z dzidzią przerasta mnie i
chciałabym mieć jak najwięce info na temat mojego stanu
zdrowia...........Wiem, ze mam PCO i mam do wyboru brać leki albo zrobić
laparoskopie. Okazałoby się wtedy jak bardzo źle jest........
Mam tego pecha, że praktycznie wszystkie leki mój organizm odrzuca. Wszyscy
dobrze je znoszą a ja po nich nie moge podnieść się z łóżka, więc lepszym
rozwiązaniem byłaby laparo.......
Prosze napiszcie, czy z własnego doświadczenia uważacie że warto zrobić
laparo nawet jeśli przez najbliższy rok (czy kilka miesięcy) nie będę starała
się o dzidzię....zrobić po to, zeby spać spokojnie nie ryczeć po nocach i nie
myśleć w czarnych barwach, żeby wiedzieć, czy wreszcie będę miała
owulacje....której chyba nigdy nie miałam........????????????
wiem, ze laparo starcza w zależności od kilku miesięcy do 2 lat, ale ja chcę
wiedzieć czy to wogóle jest jakieś rozwiązanie, czy mam zacząć inaczej sie
leczyć!

Zazdroszczę Wam partnerów/mężów, którzy was wspierają i są z WAMI w tym
wszystkim, rozumieją całą sytuację. Mój narzeczony (w zasadzie były) dostał
takiego kopa ode mnie ( ze strachu stwierdziłam, ze nie chcę go
unieszczęśliwiać i lepiej jak będę samasad(, że nie wiem, czy wróci.....:
(..ale mam nadziejęsmile)))....musi wrócić, bo jest moją największą
miłością...smile)
Pozdrawiam WAS wszystkie i bacznie śledzę Wasze dwie kreseczki.........
Trzymajcie się, jesteście naprawdę cudowne!.
Julka



Obserwuj wątek
    • Gość: zdziwiona Re: Z Kruszynki nici-co mam robić.......:((( IP: *.bumc.bu.edu 22.08.03, 17:31
      Wiesz kobieto, sama nie wiesz czego chcesz. Tzn wiesz, Ty chcesz dziecka, juz
      tera, za wszelka cene, ale dziecko ma byc owocem funkcjonalnego, zdrowego i
      kochajacego sie zwiazku, ktory zapewni mu stabilne srodowisko i rodzine.
      Wystarczajaco duzo jest zla i niesprawiedliwosci na tym swiecie, zeby jeszcze
      dziecku dokladac rodzine, w ktorej sprawy miedzy rodzicami nie sa poukladane.
      Jezeli myslisz, ze po urodzeniu dziecka sprawy miedzy Wami sie uloza, to sie
      mylisz. Dochodzi duzo stresow, dodatkowej pracy, dzielenia obowiazkow,
      obustronnej odpowiedzialnosci. I jezeli on nie byl gotowy, to jeszcze bardziej
      bedzie tego zalowal i podswiadomie obwinial Ciebie. Na prawde tego chcesz?

      Nie rozmumiem, dlaczego wykopujesz swojego mezczyzne, a zarazem masz nadzieje,
      ze wroci, bo Ty bez niego nie mozesz zyc? Gdzie tu logika??? Wynika z tego, ze
      jestescie na innych etapach rozwoju i ten zwiazek jest jakis chory. I jak on
      mowi, ze dziecka nie chce, to czego Ty tutaj nie rozumiesz? Nie chce i juz i
      niczym go nie zmusisz, chyba ze wpadka, a tego juz nie bede kometowac.

      Jezeli pragnienie dziecka jest tak wszechogarniajace, to udaj sie do banku
      spermy i zostan samotna matka, a nie wciagaj w to czlowieka, ktory tego nie
      chce.

      Moja rada: Wylecz sie z egoizmu!!!! I nic za wszelka cene. W zyciu czasami nie
      mozna miec wszystkiego czego sie chce, nawet nie wiadomo jakby sie chcialo.
      Mozna doprowadzic konia do zrodla, ale nie mozna go zmusic zeby z niego pil.

      • Gość: Julka Do Zdziwionej IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.08.03, 19:16
        Hej, dzięki za odpowiedz....bardzo źle mnie zrozumiałaśsad(.
        Owszem chcę mieć dziecko, ale ja jestem w zupełnie innej sytuacji niż wy....z
        waszych mail'i wynika, że dowiedziałyście się o swoich problemach dopiero kiedy
        zaczełyście sie starać o dziecko....ja natomiast słysze to od 17 roku życia
        9czyli od 10lat). Lekarze różnie mnie prowadzili, dopiero teraz dowiedziałm się
        że mam PCo wcześniej wszyscy o tym wspominali ale zostawiali temat (nie
        potwierdzli jednoznacznie diagnozy ani nie starli się nic zrobić). Teraz wiem,
        ze powinnam się poddać laparoskopii ( przedziurawienia błony wokół
        jajników)....ale lakarz twierdzi, ze nie wiadomo czy będzie to w moim przypadku
        rozwiązanie, to się okaze dopiero po zabiegu.
        Spytałam o mężczyznę, który nie chciał miec dziecka nie dlatego, że mój nie
        chce (chciałam wiedzieć dlaczego mężczyznom tak ciężko czasem przychodzi
        decyzja o tym kiedy ma się pojawić dziecko w rodzinie). My oboje chcemy ale
        najpierw musimy miedzy sobą wszystko pozałatwiać...i dopiero wtedy przyjdzie
        rozmowa i decyzja o dziecku.
        Żle napisałam, ze zrozumiała że byłabym w stanie wkopać go w dziecko. Zupełnie
        nie tak jest... Nigdy w zyciu na to bym się nie odważyła. Nawet gdybyśmy teraz
        wpadli (chociaż w naszym słowniku nie istnieje to słowo, bo w jaki sposób
        dziecka byśmy nie poczęli to będzie to dla nas wielkie szczęście i bardzo sie
        oburzamy kiedy ktoś wypowiada "dziecko z wpadki") to obydwoje ponosilibyśmy za
        to konsekwencje, nigdy nie odwazyłabym się o czym nie powiedzieć mojemu
        mężczyźnie-np, ze moze być prawdopodobieństwo że jednak teraz jestem płodna
        (rozmawialiśmy o tym czysto hipotetycznie bo mam wokól siebie przykłady par,
        które przez "przypadek" maja dzieci, bez problemów....to mnie bolało, ze ja
        będę maiła problem a oni nie chcąc tego maja dziecko, o które ja w przyszłości
        będę musiała się tak bardzo starać)
        W moim wątku chciałam jedynie zapytać czy warto, zebym już teraz na kilka
        miesięcy przed decyzją (może dłuzej) robiła coś w kierunku "zdobycia wszystkich
        informacji". Chciałabym wiedzieć, czy uwazacie to za sensowne, zeby robić
        laparo i dowiedziec się czy ma się po niej owulacje....ja starsznie chciałabym
        wiedzieć, bo to mnie niemal prześladuje....
        Nie oceniaj mnie że jestem egoistką i chce kogos wkopać....źle napisałam, ty
        inaczej odebralas niż ja chciałam...żle się zrozumialyśmy....
        Chciałam wiedzieć, jak postapiłybyście na moim miejscu........ja już wiem, ze
        będą problemy i nie chcę dowiedziec się za rok, kiedy zapadnie decyzja, że
        teraz mogłam cos zrobić.....chciałabym być gotowa na zajście w ciąże, kiedy już
        podejmiemy dezycje, ze to już........
        ...napisałam, że zazdroszczę (może to nie do końca dobre określenie)wam
        mężczyzn którzy was wspierają, bo to jest to, co ja chcę osiągnąć w swoim
        związku...kiedy już sie zdecydujemy chcę, zeby on zawsze mnie wspierał (nie
        byliśmy w takiej sytuacji, jeszcze nie przezywaliśmy razem stresów czekania na
        dziecko (były inne ale to nie to samo), dlatego moge tylko przypuszczać, ze
        będzie OK, ja jestem strasznie nerwowa i bardzo trudno mnie czasem uspokoić,
        mam świadomość, ze temat dziecko jest dla mnie bardzo newralgiczny...co odbija
        się na obydwojgu)
        Mam nadzieję, że masz troche inna wizje mojej osoby teraz i napiszesz mi co
        myślisz o laparo w mojej sytuacji...
        Czy na moim miejscu nie starlabyś się jakoś walczyć z "naturą" i nie robiłabyś
        wszystkiego, zeby w przyszlości kiedy juz zdecydujecie się na dziecko nie
        musieć tak bardzo długo na nie czekać i przez wiele miesiecy ganiac po test
        ciążowy i co miesiąc wiedzieć, ze jest na nim jedna kreska....?...nie
        chciałabys wiedzieć czy owulacja jest możliwa i jak doprowadzić do jej
        wywołania?....co byś zrobila gdybyś przed poznaniem swojego partnera wiedziała
        tyle co ja, nie starałabyś sie leczyć? ja właśnie tego chcę, chcę być zdrowa!
        nie chcę mieć problemów z Kruszynką! chcę żebyśmy byli rodzicami bo jestem
        pewna, ze stworzymy wspaniały i kochający domsad!
        Masz racje wykopalam swojego narzeczonego, ale to ze strachu...nie wiem, może
        jestm nienormalna, ale panicznie sie bałam, ze go zawiodę, ze nigdy nie spełnią
        się nasze marzenia i to przeze mnie...on tez chce dziecka, chce
        mieć "pelną "rodzinę i przestaszyła się, ze go zawiodę i uciekłam.......:
        (....teraz wiem, ze to była ucieczka wtedy (wiele miesięcy temu) nie do konca
        zdawałam sobie sprawę z tego...tłumaczyłam sobie, ze lepiej będzie jak zostanę
        sama bo wtedy on będzie miał sznase na "pełny"dom......
        ..ja wiem, ze dla mnie to będzie olbrzymi stres kiedy już zapadnie
        decyzja...więc chciałabym być gotowa wcześniej (na ile będzie to możliwe) a
        potem nie stresować się lakarzami tylko mieć komfort czekania aż któregos razu
        nie dostanę okresu....
        Pozdrawiam cię i trzymam kciuki za dwie kreseczki, jestem pewna ze taka
        wspaniała osoba jak ty musi urodzić piekną Kruszynke i stworzyć jej wymarzony,
        kochający dom.....a wierz mi, ze mi na tym samym zależy..chyba wszytskim
        kobietom na tym forum chodzi tylko o jedno...żeby zostac szczęśliwymi mamami i
        stworzyć dziecku kochający, cudowny dom....
        trzymaj się, Julka







        • Gość: Neska Re: Do Julki IP: *.przasnysz.sdi.tpnet.pl 22.08.03, 20:13
          Hej Julka, wcale Ci się nie dziwię, że masz takie dylematy. Raaanyyy, jak
          można napisać taki post! (to do Zdziwionej). Po części Cię rozumiem, bo sama
          zastanawiałam się, co dalej będzie z moim małżeństwem, kiedy dowiedziałam się,
          że będą problemy z ciążą. Jeśli pragnie się dla ukochanej osoby szczęścia,
          nawet kosztem samego siebie, to chyba nie jest egoizm?!!! Myślę, że jeśli jest
          jakaś szansa na odbudowanie Waszego związku, to powinniście to robić drobnymi
          kroczkami, dużo ze soba rozmawiając. Powinnaś mu powiedzieć o powodach Twojego
          zerwania, a jeśli on okaże się tym facetem, to z pewnością zrozumie i wszystko
          powolutku poukładacie między sobą. Jeśli nie, to kiedyś trafisz na takiego,
          który będzie z Toba na dobre i złe. Nic na siłę.
          Co do laparoskopii, to radziłabym zrobić. Nie mam takiego problemu jak Ty, ale
          też niedawno miałam laparo. Wierz mi jest to badanie, które wiele rzeczy
          pozwala zdiagnozować, a niektóre poprawić, tym bardziej że nie możesz brać
          leków. Generalnie leczenie warto rozpocząć jak najwcześniej, bo czas ucieka i
          po co go tracić na rozmyślania, a potem żałować, że się nie zrobiło tego czy
          tamtego. Ja tak straciłam rok, bo nie zrobiłam w czasie odpowiednich badań.
          Więc nie czekaj,tylko do dzieła. Laparo można powtarzać, jeśli jest taka
          potrzeba i naprawdę nie jest to takie straszne. Wiele dziewczyn z PCO własnie
          po laparo zaskoczyło, a jeśli Ty nie chcesz od razu to przecież można się
          zabezpieczyć. Będziesz przynajmniej wiedziała czy po niej wystąpiła owulacja i
          może nabierzesz trochę optymizmu i wiary w siebiesmile
          Pozdrawiam
    • Gość: mama_kajetana Re: Z Kruszynki nici-co mam robić.......:((( IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 22.08.03, 21:48
      Witaj Juleczko,

      mimo, że nasze choróbska są zupełnie inne, ale Twój post przypomniał mi moje
      problemy. Pozwolę sobie więc zabrać głos. Gdy miałam 21 lat przeszłam bardzo
      poważną operację na skutek której pozbawiona zostalam jajowodów i jednego
      jajnika. Od szaleństwa uchroniła mnie wtedy ciotka, która tak po prostu
      powiedziała: "No co tam? Słyszałam, że jesteś matką nowej generacji i będziesz
      miała dziecko z probówki?". Uczepiłam się tego tekstu jak rzep i powtarzałam
      jak mantrę. Gdy poznałam mojego obecnego męża i zaczęliśmy poważnie myśleć o
      wspólnym życiu opowiedziałam mu o mojej sytuacji. A on najnormalniej w świecie
      ją zaakceptował. Posunął się nawet dalej, bo gdy snułam czarne wizje o
      bezdzietności, sam zaproponował adopcję. Ja podobnie jak Ty przez jedenaście
      lat żyłam w panicznym strachu, czy uda mi się zostać matką. Jednak zawsze
      miałam wsparcie najbliższych. Nie piszesz, a może ja nie doczytałam, czy Twój
      mężczyzna wie o Twojej chorobie? Jeśli tak to co on o tym myśli? Wydaje mi się,
      że jeśli on kocha Cię tak mocno jak Ty jego i jeśli on też uważa jesteście dla
      siebie stworzeni, to będzie Cię wspierał i będzie przy tobie na dobre i na złe.
      Musisz tylko dać mu szansę. Nie możesz go odrzucać, bo robisz mu wielką
      krzywdę. Mężczyźni nie rozumieją naszych babskich dylematów i nie potrafią tak
      jak my roztrząsać każdego problemu i dzielić włosa na czworo. Oni działają.
      Jest problem to trzeba go rozwiązać. Szukają furtki. Myślę, że Twój facet jest
      teraz zdezorientowany. Musisz koniecznie z nim porozmiawiać. Bez tego ani rusz.
      Ja po jedenastu latach niepewności przystąpiłam do in vitro. Za trzecim razem
      się udało. I jestem matką nowej generacji - mam dziecko z probówki.
      Wszystko będzie dobrze!

      pozdrawiam
      mama śpiącego Kajetana
      • Gość: JULKA Re: Z Kruszynki nici-co mam robić.......:((( IP: *.net.plj.pl 23.08.03, 18:09
        Hej,
        Balam się dzisiaj zajrzeć na forum. Pomyślalam, że nie chcę nic więcej już
        przyżywać i czytać niczego, co mnie może zdołować, bo chyba niewiele jestem w
        stanie znieść więcej.....ale teraz się uśmiecham....co prawda przez łzy, ale
        sie usmiecham. Bardzo Wam dziękuję za dodanie mi otuchy.
        Jestem naprawdę Wam bardzo wdzięczna za te listy, bo co prawda moje najbliższe
        otoczenia akceptuje mój stan zdrowia, ale spotykam się z przeróżnymi opiniami.
        Cały czas po głowie chodzi mi tekst koleżanki, która kiedy dowiedziała się, ze
        jestem chora (dodatkowo mam jeszcze inne problemy hormonalne) doszła do
        wniosku, ze nie powinnam starać się o dziecko i wogóle o nim myśleć, bo to jest
        czysty egoizm. Czasem ludzie nie mając pojęcia o chorobie i jej konsekwencjach
        jakby nigdy nic mówią, że nie powinnam miec dzieci (zupełnie jakby mówili o
        wyjeździe na weekend)....a to tak strasznie bolisad
        Od wielu lat marzę, zeby w przyszłości stworzyć normalną rodzinę i założyć
        szczęśliwy dom. Tak bardzo chciałabym być zdrowa...mimo, że choruje już od
        kilkunastu lat nie pogodziłam się z tym. Może to z drugiej strony dobrze, ale
        ciężko jest z tym żyć. Nie umiem wyobrazić sobie, że mi się nie uda i w myślach
        nie odpuszczam sobie nawet na chwilkę, co czasem bardzo męczy.
        Mój narzeczony (były narzeczony, chociaz w mojej głowie jest nim nadal)
        wiedział od samego początku, ze jestem chora. Nie zrobił z tego żadnego
        problemu, ale problemem było zdecydowanie sie na dziecko. To jest bardzo trudna
        decyzja i chyba mężczyznom jest ciężej ją podejmowac niż nam.
        Ja od wielu lat jestem gotowa na dziecko. Zanim się rozstaliśmy miałam plany
        odnośnie przyszłości, ale po jakimś czasie nagle wszystko sie zawaliło.
        Kompletnie nie dałam sobie rady psychicznie z tym. Myślałam, że lepiej będzie
        jak on ułoży sobie życie z kimś zdrowym bez problemów i wmówiłam sobie, ze
        trzeba trzymać się od niego z daleka. Bardzo długo nie mogłam wyjść z depresji.
        On starał się ze mną rozmawiać, ale im bardziej chciał tym bardziej ja
        uciekałam i go strasznie odpychałam. Starałam sobie ułożyć życie bez myślenia o
        przyszości z dnia na dzień, ale ja tak już dłużej nie wytrzymam. Po ponad dwóch
        latach nie bycia ze sobą teraz robimy bardzo małe kroczki...Musimy obydwoje dać
        sobie szansę..Teraz on potrzebuje czasu...chyba tez żeby dalej żyć zablokował
        sobie myślenie o nas i teraz pewnie upłynie bardzo dużo czasu zanim będzie w
        stanie porozmawiać o naszej przyszłości..Ostatnio sporo rozmawialiśmy i bardzo
        duzo sobie powyjaśnialiśmy, ale żeby było dobrze potrzeba jeszcze sporo czasu i
        wielu godzin bardzo poważnych rozmów. Byc moze minie jeszcze wiele miesięcy
        zanim będzie dobrze, ale jestem pewna, że za kilka lat nie będziemy o tym
        pamiętać i będziemy się razem śmiać przy wieczornej kąpieli dzidzi...mam taka
        nadziejęsmile
        Wiem jedno, ze musze teraz zrobić ile tylko mogę, żeby przygotować się na to,
        aż on będzie gotów. Muszę to zrobić dla nas i dla siebie samej. Wierzę w to, ze
        po zrobieniu laparo okaże się, ze mam owulacje i to jest moje wyjście z
        sytuacji i będę mogła mu powiedzieć, że jeżeli tylko sie zdecydujemy to nie
        będziemy mieć problemów. Potrzebuje takiego komfortu psychiczengo, muszę w
        przyszłości zobaczyć jakies światełko, musze znaleźć jakies rozwiązanie, bo już
        za dużo wycierpiałam i teraz natura musi mi się zrewanżować...bo nikt nie
        załuguje na taki stres...
        Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję za odpowiedzi, wiele dla mnie znaczyły.

        Nesko-a jak po twojej laparoskopii (możesz napisac gdzie ją robiłaś?)? czekasz
        na dwie kreseczki, czy może już je zobaczyłaś? Jeśli nie mam nadzieję, że
        zobaczysz je już niedługo i będziecie obydwoje skakać z radości-tego Wam
        zyczę!smile

        Mamo Kajetana-ucałuj swojego Skarbeczka, On na pewno wynagrodził Ci te
        wszystkie lata stresów. Podziwniam Cię, przeszłaś długą drogę i się udało.smile

        Julka


        • Gość: jajo Re: Z Kruszynki nici-co mam robić.......:((( IP: *.daminet.pl 23.08.03, 19:32
          Nie przejmuj się co pisze "zdziwiona". Znam ją z innego forum i jedyne to co
          zauwazylam, to że jest chamska, wulgarna i kompletnie nie zna się na rzeczy, o
          której pisze. Obraża przy tym innych. Glowa do góry!
        • Gość: Neska Re: Z Kruszynki nici-co mam robić.......:((( IP: *.przasnysz.sdi.tpnet.pl 23.08.03, 23:02
          Hej Julka, ja miałam laparoskopię w Ciechanowie w Szpitalu Wojewódzkim. Nie
          wiem gdzie Ty mieszkasz, więc nawet nie umiem Ci nic doradzić w sprawie: gdzie
          to zrobić. Okazało się, że w zwykłym szpitalu w niedużym mieście też można to
          zrobić dobrze. U mnie sprawy nadal nie wyglądają tak różowo jakbym chciała.
          Miałam wyciętą torbiel razem z jajnikiem i została stwierdzona endometrioza.
          Tak więc czeka mnie leczenie hormonalne przez kolejne 3 m-ce, a może i pół
          roku. I mam nadzieję, że tylko tylesmile Zanim zacznę się leczyć (w połowie
          września) próbujemy z mężem coś zdziałać, bo niektórym tak się udało. Ale dziś
          robiłam test i na razie nic z tego. Czekam na okres i znów zabieramy się do
          dzieła, bo to bedzie ostatni cykl przed leczeniem. Cieszę się, że jednak
          zajrzałaś na forum, i że nasze posty Ci pomogły. Wiem, że czasami różne myśli
          kłębią się w głowie i nie wiadomo co robić (i ja tak czasami mam). U mnie
          lekarstwem na wahanie jest zacząć cokolwiek robić w kierunku zamierzonego
          celu. Mam nadzieję, że Ty też już jesteś bardziej pewna swoich decyzji, czego
          Ci bardzo mocno życzę. Neska
          • Gość: Do Neski Re: Z Kruszynki nici-co mam robić.......:((( IP: *.net.plj.pl 24.08.03, 16:24
            Hej Neska,
            Mam nadzieje, że Twoje dalsze leczenie nie będzie potrzebne i obejdzie się bez
            niego. Życze Ci żebyś jak najszybciej przeniosła się na forum dziecko (chociaz
            zaglądaj i na to czasemsmile)
            Zgadzam się z Tobą, że najlepszym lekarstwem jest działanie. Ja decyzje już
            podjęłam, jeszcze tylko pozostaje kwestia wyboru miejsca, lekarza no i
            porobienie wszystkich badań. Czekam więc do września, kiedy wybieram się do
            mojego lekarza i wtedy zapadnie ostateczna decyzja.
            Dzięki za Twoje posty i życzę powodzenia.
            Ściskam, Julka.
    • apolka Re: Z Kruszynki nici-co mam robić.......:((( 25.08.03, 08:31
      Oj Julka, coś mi się wydaje, że jesteś teraz w jakimś okropnym dołku, z którego
      nie możesz się wydostać. Te długie listy, nieskładne i trochę chisteryczne...
      dobrze, że szukasz tu pomocy, to chyba najlepsze forum (wiem z własnego
      doświadczenia :o) );
      Dziewczyny dobrze radzą: po pierwsze szczera, spokojna (bez łez, nerwów itp.)
      rozmowa z facetem (przygotuj się do niej i nie spiesz się, daj sobie parę dni
      na własne przemyślenia i dopiero "startuj"). Po drugie: zacznij badania już
      dziś, dla siebie, będziesz wiedziała na czym stoisz, zaznaczam, że fakt, że po
      laparo zaobserwujesz owulację nie oznacza jeszcze, że od razu zajdziesz w
      ciążę, nie straszę, tak po prostu jest i musisz to uwzględnić. Nie możesz
      powiedzieć facetowi że "teraz jestem pewna że się uda" bo ... nikt tego nie
      może być pewien, jeśli będziecie chcieli, zostaniecie rodzicani ale to może
      potrwać i przygotujcie się na to. Po trzecie, chyba teraz najważniejsze: WEŹ
      SIĘ W GARŚĆ, namieszałaś trochę w swoim życiu, namieszałaś w głowie facetowi,
      teraz musisz się z tym pomału uporać ale pamiętaj, żeby odnowić związek,
      najpierw musisz odnowić siebie. To mit, że panowie lubią byś rycerzami,
      opiekować się nami i wspierać... no może od czasu do czasu to owszem ale na
      dłuższą metę to oni lubią, gdy kobieta jest silna, radzi sobie w życiu i ...
      wspiera swojego mężczyznę :o), właśnie tak. Bądź więc silną kobietą, zmień coś
      w swoim życiu, poczytaj wartościowe książki, idź na dobrą komedię, jak tu ktoś
      już radził, zapisz się na jakieś zajęcia.
      Myślę, że problemy z zajściem w ciążę stały się dla ciebie pretekstem, żeby
      widzieć całe swoje życie w czarnych barwach i systematycznie je sobie
      komplikować, czas to przerwać.
      Poradzisz sobie, powodzenia.
      • Gość: Do Julki Re: Z Kruszynki nici-co mam robić.......:((( IP: *.przasnysz.sdi.tpnet.pl 25.08.03, 12:19
        Hej Julka apolka ma rację, mówiąc że faceci lubią silne kobietki i my
        faktycznie jesteśmy od nich silniejsze psychicznie. Mamy jednak potrzebę
        mówienia o swoich problemach, co ja osobiście załatwiam wyżywając się na
        forach związanych z tym tematem. Owszem, zaraz po laparo i diagnozie odbyłam z
        moim poważną rozmowę nt. naszej wspólnej przyszłości i tego jak on to widzi.
        Ale teraz staram się mu nie przynudzać o moich wątpliwościach i rozterkach.
        Jak mam doła to uciekam do drugiego pokoju, żeby się wypłakać. On oczywiście
        za mną, żeby mnie pocieszyć, ale wiem że dla niego to trudna sytuacja i nie
        wie biedak jak mi pomóc. Widzę jego ulgę jak mi się humor poprawi. Na
        przemyślenia czasu mam mnóstwo, bo obecnie nie pracuję, ale już szukam sobie
        innych zajęć, żeby nie wariować, oderwać się myślami od tego problemu i
        wychodzi mi to coraz lepiej. Dlatego myślę, że warto porozmawiać szczerze, ale
        nie ma sensu roztrząsać w kółko tego tematu, bo faktycznie faceta można
        wystraszyć. I warto znaleźć sobie antidotum, żeby nie myśleć o tym, oczywiście
        nie rezygnując z działania w kierunku rozwiązania problemu. Jest to trudne,
        ale możliwe. Pozdrawiam. Neska
    • Gość: kasialu Re: Z Kruszynki nici-co mam robić.......:((( IP: *.mofnet.gov.pl 25.08.03, 12:55
      Hej Julka!
      Nie stresuj sie "zdziwioną" ona ma problemy emocjonalne.
      Julka ja Ciebie też rozumiem bo sama walczę na różne sposoby o dziecko i mimo,.
      że mój mąż wspiera mnie bardzo to nieraz "daję Mu popalić. Robię wyrzuty, ze
      mnie nie rozumie i nic go nie interesuje. Prawda jest inna, ale kobieta z
      szalejącymi hormonami tak sie zachowuje.
      Nawet jak jeszcze się na 100% nie zdecydowałaś to zacznij coś robić
      wkierunku "dzieci". Im wcześniej tym lepiej.
      Głowa do góry ;o)
      • Gość: Julka Re: Z Kruszynki nici-co mam robić.......:((( IP: *.net.plj.pl 25.08.03, 19:22
        Hej,
        Każda z Was ma w tym co pisze racje. Teoretycznie to ja to wszystko rozumiem,
        ale każda z nas przechodzi te gorsze chwile. Moja chyba nadeszła teraz (ale
        długo bezczynnie nie wytrzymam więc musze tą malutką depresyjkę jakos
        spacyfikowaćsmile..
        Wierzcie mi, że robiłam i robię bardzo duzo, żeby o tym nie myśleć. Wiem, że
        kwestią jest moje podejście, ale strasznie ciężko jest je zmienić.
        Temat dziecka jest jedynym, z którym sobie kompletnie nie radzę (a co za tym
        idzie jest to temat i dziecka i ojca dziecka-czytaj narzeczonego).
        Przeszłam wiele (co jest związane z moją chorobą-nie pco) i poradziłam sobie ze
        wszystkim, ale ten temat jak wziąż jest moim bardzo słabym
        punktem...Najbardziej denerwuje mnie to, że w każdej prawie kwestii jestem
        silna a jeśli chodzi o dziecko, rodzinę to wymiękam...
        Mam tysiące zajęć, w domu na myśleniu i rozstrząsaniu tego nie spędzam wiele
        czasu a mimo wszystko gdzies zawsze w tle pojawia się ta kwestia. Robiąć
        wszystko, zeby nie myśleć i tak nie ucieknę od problemu, czasem się od niego
        oddalam, ale on i tak powraca (dziecka niczym innym nie zastąpię, realizuję sie
        w dużym stopniu w innych dziedzinach życia, ale to mi nie zastąpi...w
        przyszłości rodziny-narzeczonego i naszego dziecka).Muszę coś zrobić, zeby ten
        temat nie powracał jak burza...W szczególności, żeby moje humory pozostawały
        jedynie moimi a nie były zagwostką dla najblizszej mi osoby i nie odbijały się
        na moim zwiazku...pewnie stąd pomysł na forum...Można tu spotkać naprawdę
        pomocne opinie..
        Z pewnościa jest mi o tyle ciężej, że w koło rodzi sie mnóstwo dzieci. Tematem
        przewodnim czy w pracy czy poza nią jest ciąża albo niemowlęta. Najlepsza
        przyjaciółka teraz właśnie stara się z mężem o dziecko inna ma 6 miesięcznego
        bobasa a inna po czterech latach starania jest w upragnionej ciąży. Ciężko w
        takiej sytuacji oderwać się od tego.
        Nie ryczę na widok dzieci, bardzo się cieszę z innymi mamusiami albo przyszlymi
        mamusiami (za inne trzymam mocno kciuki!), ale wracam do domu i dopada mnie
        myślenie...
        Z resztą co ja będę o tym pisać, same na pewno też sporo myślicie i wiecie o
        czym mówię...więc szkoda zawracać głowę takimi wywodami...Wezmę się za
        działanie to wtedy zobaczymy...
        Zdecydowałam się, że zrobię laparoskopię. Tylko, że u mnie bardzo dużą
        przeszkodą jest znieczulenie ogólne. Dlatego tak się nad tym zastanawiam, bo
        jest to jakieś dla mnie ryzyko (tzn teraz nie zależy to ode mnie a od
        lekarzy..). Ze względu na moje inne dolegliwości (autoimmunoagresja rozwinięta
        do granic możliwości)lekarze bardzo niechętnie podejmują się ingerowania w moje
        dotychczasowe leczenie i robienie czegoś co nie jest ostateczną koniecznością i
        może zaburzyć stabilizację gospodarki hormonalnej, którą osiągnęłam.
        Pożyjemy, zobaczymy i tak sama niczego teraz już nie wymyślę (poczekam na
        mojego lekarza i zobaczymy)
        Wiem jedno, że bardzo pomaga to, że można poczytać Wasze historie i patrzeć na
        to, jak inni radzą sobie z podobnymi problemami i to jak po kolei przechodzicie
        na forum dziecko.

        Pozdrawiam i jeszcze raz dzięki za to, że jesteście, Julkasmile.





Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka