Dodaj do ulubionych

Przerazenie...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.03, 14:39
Witam wszystkie Forumowiczki. Jakis czas temu sledzilam to forum, poniewaz
staralismy sie z moim partnerem o dzidzie i nic nam nie wychodzilo. Dalismy
sobie spokoj... Minal rok, pojechalismy na 9 dniowy urlop... I wczoraj
okazalo sie, ze "zaskoczylam". Wiecie jaka byla moja reakcja??? Placz, ze
nie chce! Nie umiem sie z tego cieszyc. Moj partner ma o to pretensje, bo on
szaleje z radosci.
Czytam od rana wasze posty i mysle, ze powinnam sie cieszyc, bo nie kazda
kobieta, ktora pragnie dziecka, moze je tak po prostu miec. Prawda,
martwilam sie tym, ze nie moge miec dzieci, ale to caly czas bylo lata
swietlne przede mna... "aby wyrobic sie do 30tki". Teraz okazalo sie, ze
jest... i mnie to przeraza! Paralizuje i czuje sie jak w jakbym ogladala
jakis film!!!
Przepraszam Was wszystkie z gory, wiem, ze niektore z Was moge urazic swoim
postem, staracie sie latami, walczycie, kazdy grosz wydany na lekarzy,
zabiegi, lekarstwa ma tylko jden cel - dwie kreski na tescie... A potem
tylko lzy szczescia... Przepraszam Was wszystkie, bo moje lzy byly lzami
rozpaczy. Ale ja nie potrafie sobie z tym poradzic. Pisze bo nikt mni nie
jest w stanie zrozumiec... tego co ja przezywam... i tego ze nie czuje aby
macierzynstwo bylo moim splnieniem, sensem zycia...
Pozdrawiam i zycze Wam splnienia marzen.
Obserwuj wątek
    • Gość: mała Re: Przerazenie... IP: *.katowice.agora.pl 18.09.03, 15:12
      Hej nie przejmuj się. Ja myślę że tak zareagowałaś bo nie spodziewałaś się
      tego. Tak to zazwyczaj jest jak się staram to nam nie wychodzi a jak zapomnimy
      o tym to przychodzi w nieodpowiednim czasie i całkowicie "rujnuje" nam spokojne
      życie.
      Gratuluję Ci serdecznie i jestem pewna że Twoje uczucia się zmnienią i wkrótce
      będziesz szczęśliwą kobietą oczekującą dziecka
      • Gość: ni Re: Przerazenie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.03, 15:18
        Wiesz, dziekuje! jestes pierwsza osoba, ktora mnie nie zbesztala
        za "nieodpowiedzialnosc".
        Jeszcze raz dziekuje.
        A z myslami sie bije, bo mi z tym ciezko. I ciesza sie wszyscy... ale beze
        mnie.
        Pozdrawiam.
        • Gość: Malina Re: Przerazenie... IP: 217.153.130.* 18.09.03, 15:51
          Nic nie rozumiem. Najpierw staralisci sie przez rok i jak sie nie udawalo to
          bylo zle a teraz, jak sie udalo, to tez zle. Nie besztam tylko normalnie nie
          pojmuje.
          Malina
          • Gość: ni Re: Przerazenie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.03, 16:01
            Bylam przekonana ze mamy problemy z zajsciem i nie bylo to takie "trudno, nie
            to nie". Odlozylam sprawe, zajelam sie swoim zyciem, mieszkaniem, praca...
            Teraz wszystko na raz, obrona pracy, kredyt, dobra praca... Caly czas
            myslalam, mam jeszcze czas... "oby wyrobic sie do 30tki". Mam 26 lat,
            zbudowane plany... Co mam powiedziec? Wszystko na mojej glowie i
            pretensje "jak to nie pragniesz byc matka?". I nie umiem sie tym ciezyc,
            najzwyklej w swiecie nie umiem podzielac radosci mojgo partnra.
            • maja252 Re: Przerazenie... 18.09.03, 21:08
              droga NI twoja reakcja jest dla mnie całkowicie zrozumiała...ja chciałam
              dziecka bardzo ..po kolejnych miesięcach nieudanych prób a raczej poprostu
              sexu bez zabezpieczenia wkońcu zaskoczyłam ...matko jak zobaczyłam te dwie
              kreski na teśćie to mi się ręce zaczeły trząść z zdenerwowania a pierwsze co
              zrobiłam to zapaliłam papierosa....długo byłam jak by to powiedzieć zdziwiona
              faktem że to już że teraz nie ma odwrotu , nie mam wpływu na to co się dzieje
              to małe coś poprostu tam siedzi a ja to już nie tylko JA ...nie matrw się to
              minie na pewno daj sobie czas wkońcu w tobie rośnie nowe życie i nie pyta się
              czy może poprostu jest smile))


              Pozdrawiam Maja

    • piegoosek Re: Przerazenie... 18.09.03, 16:10
      kochana NI! teraz przede wszystkim musisz sie wyciszyc! zrozumiec! widocznie
      wlasnie to bylo Ci potrzebne, aby zajsc! duzo zajec i duzo na glowie!
      teraz musisz przewartosciowac caly swoj swiat! wiesz dobrze (podswiadomie) co
      jest teraz najwazniejsze! na pewno bedziesz sie cieszyla z tego daru jakim jest
      Twoj maly skarb, w Twoim lonie! to czasta i Ciebie i Twojego partnera, ktory
      rowniez pragnie tego dziecka! nie jestes sama, wiesz o tym i to daje sile!
      badz dzielna i mysl pozytywnie! nie opuszczaj teraz swojego skarbu, nie
      zostawiaj go samego, bo bedzie przerazone i samotne... przeciez go kochasz!
      najbardziej na swiecie! i dobrze o tym wiesz! juz jest i nic tego nie zmieni!
      zycze Ci duuuzo spokojniu i wiele milosci Twojemu szkrabkowi! i wiedz, ze my
      wszystkie chcialybysmy byc w Twojej sytuacji wink
      piegoosek
      ----------------------
      oczekujaca pozytywnego wyniku po IV(juz) iui
      • Gość: ni Re: Przerazenie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.03, 16:19
        Piegoosku, od dawna czytam Twoje posty i uwierz ja to wszystko rozumiem, to co
        przezywacie. Nawet nie wiesz ile razy po cichutku sobie poplakiwalam (nawet w
        pracy) czytajac to wszystko. I wiem, ze dla Was to spelnienie najwiekszego
        marzenia. Nie dociera do mnie, ze to czastka mnie, ze tam jest gdzies w
        srodku, ze ja TO mam kochac. Teraz to dla mnie (Boze przepraszam za
        slowa) "Obcy". Jestem szczera do bolu, tu latwiej... W zyciu nie przejdzie mi
        to przez gardlo...
    • Gość: bea14 Re: Przerazenie... IP: 195.187.135.* 18.09.03, 16:15
      Dziewczyno, to jasne że mogłaś wpaść w panikę bo zupełnie się nie spodziewałaś
      tej wiadomości. Pewnie, że miałaś inne plany i czujesz,że to nie jest
      najwłaściwszy moment. Ale jestem pewna, że kiedy ochłoniesz spojrzysz na sprawę
      nieco bardziej optymistycznie i powoli zaczniesz dostrzegać również plusy całej
      sytuacji. Nie ma właściwego lub niewłaściwego momentu. Mam siostrę o 20 lat
      młodszą i moja mama w wieku 42 lat, kiedy dowiedziała się, że jest w ciąży była
      załamana: bo to już za późno, itp. itd. Teraz świata poza Małą nie widzi.
      Zobaczysz: ochłoniesz, oswoisz się z myslą, że będziesz mamą i już niedługo nie
      będziesz mogła się doczekać kiedy wreszcie przyjdzie na świat. Trzymam kciuki i
      głowa do góry.
    • Gość: Monia Re: Przerazenie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.03, 16:24
      Dlaczego była taka twoja rekacja, jesli wczesniej straliscie sie o dziecko?
      • Gość: ni Re: Przerazenie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.03, 16:30
        nie wiem, odpuscilam sobie "tą" sprawe i nie planowalam przez najblizsze 2
        lata... tak poprostu.
        • Gość: Monia Re: Przerazenie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.03, 16:39
          Wlasnie, to jest podobno najlepszy sposob - PRZESTAC MYSLEC I CHCIEC, jak b.
          chce, to guzik z tego wychodzi. Oj zycie, zycie ....
          • Gość: ni Re: Przerazenie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.03, 16:55
            Wiesz, ja nigdy za dzieciakami nie przepadalam. Rok temu milismy taka jazde,
            ale mieliŚMY, to duzo powiedziane. A teraz, gdy stalo sie to faktem, to mnie
            przeraza...
            No wlasnie, ech zycie...
            • Gość: Paola Re: Przerazenie... IP: *.daminet.pl 18.09.03, 20:43
              To już nie pierwszy post o takiej właśnie reakcji...rozumiem Cię, nie dziwię
              Ci się. Ja też z mężem staram się o dzidzi, ale tak naprawdę nie wiem jak
              zareaguję, gdy dowiem się, że zaszłam w ciążę....może i ja będę w
              szoku....naprawdę nie wiem....dlatego wcale Cię nie potępiam. Z czasem
              zacznies się cieszyć, wierz mi. Życzę wszystkiego najlepszego.
              Paola
    • mamadwojga Re: Przerazenie... 18.09.03, 21:39
      Ja zawsze chciałam być w ciąży więc dla mnie dwie kreski to była ogromna
      radość ale rozumiem Cię całkowicie. Taki OBCY w brzuchu. I siedzi tam i
      rośnie, potem wprowadzi się do Twojego mieszkania i będzie z Tobą ZAWSZE od
      teraz. Na razie ma postać małej różowej lub niebieskiej kreski a potem ...
      Kiedy tak człowiek pomyśli o odpowiedzialności za w gruncie rzeczy obce życie
      to gęsiej skórki dostaje. Ale jak nie ma dzieci to życie jest okropnie puste.
      Wszystkim dziewczynom które jeszcze czekają na swoje kreski życzę byście mogły
      zmierzyć się z tą ogromną odpowiedzialnością, bo nie ma NIC cudniejszego niż
      własny wyczekany malutki bobasek.
      • Gość: ni Re: Przerazenie... IP: *.chello.pl 18.09.03, 23:51
        Dziekuje Wam wszystkim za slowa. Jest mi zle, nie mam co tego ukrywac. Wszyscy
        sie ciesza, gratuluja... ale gdzie w tym ja??? Czy JA juz sie nie licze???
        Moze to okropne, ze mysle tylko o sobie, ale to wlasnie moje zycie zmieni sie
        najbardziej.
        Moj partner mi w tym nie pomaga, pochwalil sie juz chyba wszystkim... wszyscy
        dzwonia i gratuluja... Tylko czego? Tego ze mi z tym wszystkim nie jest
        najlepiej?
        Mowicie - "mala istotka", "najpiekniejsze chwile zycia", sens zycia... Ale sa
        dobre chwile i te zle... pelne przerazenia, nerwow, bolu (juz nawet nie mysle
        o porodzie), zwatpienia itd. Zycie wlasnie sklada sie z tego wszystkiego. A ja
        nie widze jak mnie uszczesliwa "wyczekiwany wlasny bobasek". Piegoosek pisala
        takie piekne slowa, i az mi lzy ciekly... ale wierzcie mi, ze ja nie odnosze
        tych slow do siebie, wiem ze Ona czeka i to co dostalam ja, powinno trafic do
        kogos innego, kogos kto czeka na ta chwile jak piegoosek... To wszystko
        odbieram jakbym byla poza tym... Gdyby bylo to takie proste i mozna by
        przeteleportowac to male Cos, czy za pomoca kabelka i portu USB... Juz bzdury
        pisze. Nie moge zasnac.
        Dziekuje Wam. Spokojnych snow.
        ni
        • Gość: ni Re: Przerazenie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.03, 09:44
          Kolejny dzien, kolejna nieprzespana noc, nic sie we mnienie zmienia, nie
          cieszy mnie moja blastocysta...
          • Gość: Ryba Re: Przerazenie... IP: 195.245.213.* 19.09.03, 10:11
            Ni!
            A ja myslę, że trochę przeszadzasz. Jak nie chciałaś zajść w ciąże przez 2 lata
            to dlaczego się nie zabezpieczałaś?!!! Rozumiem wszelkie formy depresji, ale na
            Boga, twoje zachowanie i stan emocjonalny ma wpływ na rozwój płodu, więc opanuj
            się troszkę. Czytając te wszystkie listy jestem lekko zdenerwowana! Jak można?!
            Nie potępiam cię, ale uważam, że za bardzo chcesz skupić się na sobie, a życie
            to nie tylko TY!!!! To wszystko co cię otacza!!! Znajomi, przyjaciele a w
            szczególności rodzina....po latach pewnie zrozumiesz! W takiej sytuacji polecam
            wizytę u psychologa, on powinien pomóc, bo jak pociągniesz tak dalej to może to
            się źle skończyć! Mówię to zupełnie szczerze i bez żadnych podtekstów, znam
            osoby którym psycholog pomógł w różnych sytuacjach. Takie nastawienie może
            przeciez zniszczyć twój związek, zastanów się a jak potrzebujesz to nawet sama
            pomogę ci znaleźć dobrego lekarza.
            • Gość: Zołza Re: Przerazenie... IP: *.nd.e-wro.net.pl 19.09.03, 10:27
              Nie bluźnij Ni bo kiedyś możesz swoich słów gorzko żałować. Pomyśl o tym.
              Czasami słowo wypowiedziane w złą godzinę może się w prawdę obrócić. Ciesz się
              ciążą bo nie każdemu dane.
              • Gość: ni Re: Przerazenie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.03, 12:43
                Przepraszam Zolza, ale czym bluznie? Jako kobieta, a do tego kobieta ciezarna,
                powinnam zapomniec o sobie i cieszyc sie bo: "INNYM TO NIE JEST DANE"???
                Wiesz myslenie w ten sposob jest chore - ciesz sie bo inni maja gorzej. Tylko
                czy - smuc sie, bo inni maja lepiej?
                I jakie zle slowo??? W jaka prawde?
                Ech.
    • bianca66 Re: Przerazenie... 19.09.03, 10:38
      Ryba, wyluzuj! Trochę wyrozumiałości, nie gadaj jak baba-żołnież! Nie słyszłaś,
      ze kobiety w ciązy mogą być trochę przewrażliwione? Prawda jest taka, ze to my
      kobiety najbardziej odczuwamy zmiany jakie w zycie całej rodziny wprowadza
      dziecko, i czasem może nas to trochę przytłaczać. I w takiej chwili właśnie
      najbardziej potrzebujemy ciepłych słów, właśnie takich jakie znalazły się we
      wszystkich wypowiedziach przed twoją. Ciepło i zyczliwość na pewno pozwolą się
      odnależć Ni w nowej sytuacji. Każesz jej się szybko pozbierać, bo to ma wpływ
      na rozwój płodu, to jej nie denerwuj! Swoim stwierdzeniem utwierdzasz ją w
      przekonaniu, ze teraz Ona nie jest już wcale ważna, tylko jej ciąża. Takie
      myślenie na pewno jej nie pomoże. Jeśli będzie się czuła kochana i otoczona
      życzliwym zainteresoaniem najbliższych, na pewno będzie szczęsliwa i przeleje
      to szczęście na swoje dziecko, a nawet tą miłość pomnoży. Ni, trzymaj się,
      nonio do góry, na pewno szybko się ze swoim brzusiem zaprzyjaźnisz. Masz swój
      mały skarb jż teraz , nie musisz na niego dłuzej czekać, doceń to! A moze
      dzięki tej "niespodziance" ominęło cię kilkanaście cykli starań, które
      musiałabys podjąć za zaplanowane 2 lata? Tego nie dowiesz się nigdy, więc ciesz
      się, bo masz z czego! Wiem , potrzebujesz trochę czasu, ok, powodzenia, tzrymam
      kciuki za ciebie. Pa!
      • Gość: Ryba Re: Przerazenie... IP: 195.245.213.* 19.09.03, 11:04
        Bianca,
        mam wrażenie, że to własnie Ty jesteś lekko przewrażliwiona. Nie podeszłam
        negatywnie do Ni, wręcz przeciwnie, staram się jej pomóc!!! Często jednak inne
        słowa niż oczekujemy wydają się być bolesne, ale w perspektywie mogą okazać się
        cenne! Temat Ni jest mi bliższy niż sobie potrafisz wyobrazić, moja
        przyjaciółka w trakcie ciąży też miała podobną depresję, wiem jakie może to
        mieć skutki! Na szczęście wraz z przyjaciółmi jej pomogliśmy i teraz jest
        szczęśliwą matką 8 mies. Julki. Pamiętać też należy, że pierwsze miesiące ciąży
        są szczególnie ważne dla rozwoju płodu. Poza tym na Boga dajmy spokój, bo jak
        rozumiem temat tego forum to nie depresja ( a taki znaleźć można też na
        portalu) tylko niepłodność.
      • Gość: ni Re: Przerazenie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.03, 11:28
        Bianca66 dzieki za cieple slowa smile
        Ja na prawde nie pisze tutaj tego wszystkiego, bo sie np. nudze w paracy...
        Obawiam sie wielu rzeczy. To we mnie nastapia te zmiany, to moje cialo bedzie
        sie zmieniac, to ja bedze przezywac wszystkie uroki ciazy, porodu itd. To mi
        bedzie wolno lub nie wolno np. denerwowac sie, bo... no wlasnie, bo bedzie
        mialo to wplyw na rozwoj plodu... I teraz mam byc fabryka, wielka probowka
        (ktos to tak nazwal w innym poscie) a moje odczucia sie nie licza?
        Moze bedze kiedys zalowac moich slow, nie wiem. Ale wazne jest dla mnie to co
        jest teraz i tu. A teraz jest mi zle, bo nie umiem tej sytuacji zaakceptowac,
        nie mowiac juz o radosci...
        • Gość: Ryba Re: Przerazenie... IP: 195.245.213.* 19.09.03, 11:33
          Ni,
          musisz jakoś zaradzić temu i masz dwa wyjścia, albo skorzystasz z pomocy (podaj
          mi miejscowośc z której pochodzisz a doradzę ci specjaliste) albo postaraj
          sobie sama poukładać to w głowie, porozmawiaj z rodziną, bliskimi, przyjaciółmi
          o obawach oni Cie lepiej znają, lepiej wiedza jak pomóc. My możemy cie
          pocieszać, ganić etc., ale podejrzewam, że to niczego nie zmieni. Mam nadzieję,
          że poradzisz sobie i za 9 miesięcy będziesz najszczęśliwszą matką pod słońcem!
          • Gość: ni Re: Przerazenie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.03, 12:22
            Rybo,
            Mieszkam w Wawie i powiem Ci, ze wsrod znajomych mam pewnie z 6 psychologow.
            Nie jest to ten problem - depresja. Kurcze, moje zycie zmieni sie w cos czego
            teraz nie planowalam! A dlaczego sie nie zabezpieczalam?! Rany, to byla
            chwila, a poza tym rok wczesniej przez blisko rok nic nie bylo, mimo ze sie
            staralismy. Jak pisalam wczesniej odpuscilam sobie ta sprawe i... tak, tak...
            zajelam sie soba i swoim zyciem: praca, ostry kopal na studiach, mieszkanie,
            kredyt, basen, jazda konna, zadbalam o swoj wyglad, a w czerwcu wzielam sobie
            do domu 3 koty... A teraz? Co z tym wszystkim?
            Moj szef chyba przytrzasnie sobie kopara swoje sliczne lakierowane buciki
            prosto z Paryza... Nie wiem czy bede miala gdzie wracac po urlopie... Mam na
            glowie kredyt mieszkaniowy, wykonczenie mieszkania zeby mozna bylo tam
            mieszkac, obrona pracy dyplomowej. Nie wiem, moze dla wielu moje zalamywanie
            rak i uzalanie sie nad soba to reakcja rozwydzonej idiotki.
            Kurcze, nigdy, nigdy dziecko nie bylo moim celem, ale swiadomosc, ze "nie
            moge" tez nie byla OK. Czyli tak zle i tak niedobrze.
            Jak pisalam wczesniej, odzywam sie na tym forum, poniewaz jakis czas temu
            dosyc czesto tu zagladalam. Wiem, ze pisza tu kobiety, ktore tak bardzo
            pragna, moze mnie tym zaraza...
            OK. Basta, koniec.
    • bianca66 Re: Przerazenie... 19.09.03, 11:13
      ok Ryba, rozumiem ze miała to być terapia wstrząsowa!!! Przyjmijmy, że wszystko
      jest dozwolone jeśli tylko pomoże . Nie znamy się (forumowiczki) osobiście,
      więc trudno jest przewidzieć co na kogo podziała. Grunt, ze próbujemy, każda z
      nas jak najlepiej potrafi. Po prostu spróbujmy się nawzajem zrozumieć, to
      oczywiste, ze kazda z nas robi to na swój własny sposób.
      • Gość: Ryba Re: Przerazenie... IP: 195.245.213.* 19.09.03, 11:19
        Cieszę się, że rozumiesz co mam na myśli. Czasami mówimy coś, a odbiorca
        rozumie zupełnie co innego.
        Dziewczyny dla wszyskich proponuje zajrzeć na stronę
        www.tvp.pl
        dalej wejść na zdrowie i nauka i dalej WARTO ZOBACZYĆ - to jest extra.
        Pokazane tam jest, że płód się śmieje. Zobaczcie same.
        Pozdrawiam wszystkie forumowiczki.
        • piegoosek usmiech w lonie matki :) 19.09.03, 11:44
          kiedys byl taki program o malych malpkach - malpkach w lonie mamy malpy i
          malpkach niemowlakach! program byl rewelacyjny! porownywano w tym programie male
          malpki do malych ludzi, do plodu w lonie matki i niemowlaka czlowieka! reakcje
          obojga byly jednakowe! i jedno i drugie usmiechalo sie juz w lonie matki i w
          czasie snu jako male dzidziusie! super to bylo! niby takie maluchy nic nie
          rozumieja, ale musza miec jakies skojarzenia, jakies moze nie wspomnienia... ale
          cos do czego wlasnie we snie sie usmiechaja! to jest niesamowite!
          pozdrawiam
          piegoosek
          ----------------------
          oczekujaca pozytywnego wyniku po IV(juz) iui
          • Gość: kafka Re: Rozumiem IP: 195.117.227.* 19.09.03, 13:45
            Dobrze rozumiem Ni, bo mam akurat bardzo podobnie. To jest 8 tydzień, a ja się
            czuję bardzo dziwnie, nie wyobrażam sobie tego, co tam siedzi, bo to przecież
            NIE JEST JESZCZE DZIECKO. To jakiś Stwór raczej. Jest mi więc bardzo dziwnie -
            czasem trochę lepiej, czasmi gorzej. I jest tak, mimo że czekałam na ten czas
            ok. 8 miesięcy i wydawało mi się, że BĘDĘ PO PROSTU SZCZĘŚLIWA. A teraz nie
            jestemi nie potrafię być za bardzo... Trzymaj się Ni. Tak czy inaczej w końcu
            będzie lepiej i fajniej.
            • Gość: ni Re: Rozumiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.03, 13:51
              Tak myslisz? Bedzie lepiej i fajniej?
              Razniej mi troche, ale to glupie czuc tak, wiedzac ze ktos przezywa to co ja.
              3maj sie.
              ni
              • Gość: kafka Re: Rozumiem IP: 195.117.227.* 19.09.03, 13:55
                Ja sobie wyobrażam, że kiedy ten Stwór będzie powoli przybierał forme Dziecka,
                to wtedy będzie lepiej. Będzie go można sobie wyobrazić no i jakoś tak.
                W każdym razie teraz to i tak już za póxno żeby się zamartwiać. Tym bardziej,
                że pogoda się nam zdecydowanie poprawiła. Spróbuj może pojechać gdzieś, np. na
                grzyby, albo coś takiego. Miłego weekendu!
                • Gość: ni Re: Rozumiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.03, 14:01
                  W tym tygodniu bez szans... Moze w przyszlym rusze w swiat.
                  A mnie przeraza wlasnie, ze to Cos przybierze forme czlowieczka zupelnie
                  zaleznego ode mnie.
                  U mnie to dopiero koniec 3ciego tygodnia, a juz czuje sie fatalnie. Potwornie
                  boli mnie brzuch, jak na okres, no i piersi... zasypiam na stojaco, nie
                  pamietam co mam zrobic, tworze wokol siebie stosy zupelnie niepotrzebnych
                  papierow, heh... zachowuje sie jakos dziwnie... wink
                  Pozdrawiam.
                  ni
    • Gość: kafka Re: Przerazenie... IP: 195.117.227.* 19.09.03, 14:36
      Myślę jeszcze o jednym. Spróbuj porozmawiać ze swoim facetem, opowiedzieć mu o
      swoich strachach, jakoś mu to wytłumaczyć, że się boisz, czego się boisz itd.
      przy okazji może uda Ci się trochę uładzić własną psychikę. Ja tak się staram
      (chociaż miałam mniej fajnie niz Ty, bo mój się nie uradował, ale przeraził i
      przez ok. tydzień musiałam go "cucić" - ale na szczęście już doszedł do
      siebie). Możesz spróbować również się trochę "rozbawić", np. obejrzeć głupi i
      śmieszny film, albo książkę w podobnym stylu przeczytać. Albo też - postarać
      się o tym wszystkim tak bardzo nie myśleć. Może moje porady są głupie, ale ja
      się sama czuję ostatnia przez "to wszystko" zgłupiała.
      • Gość: ni Re: Przerazenie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.03, 15:17
        moze powinnam sie cieszyc, ze moj partner jest taki rozentuzjazmowany, ale na
        Boga, wiedza juz wszyscy! nawet jego byla fryzjerka!!! juz zdazyla mi nawet
        pogratulowac... jego mama rowniez wydzwaniala "czy sie cieszysz?", a co ja mam
        powiedziec??? Przezywam straszna walke wewnetrzna. Wczoraj z nim rozmawialam i
        prawie smiertelnie sie obrazil, ze nie podzielam jego szczescia i ze NIE CHCE
        JEGO DZIECKA!
        A Twoje rady nie sa glupie smile
        Grunt, to narazie skupic sie na czyms innym i nie uzalac sie teraz nad soba.
        Ech, jak to ladnie brzmi...
        • Gość: monia Re: Przerazenie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.03, 15:43
          Wiesz, uwazam, ze powinnas byc dumna, ze masz takiego meza. To, ze powiedzial
          nawet swojej fryzjerce, swiadczy tylko o tym jak bardzo sie cieszy! A co by
          bylo, gdyby bylo dokladnie odwrotnie, ty bys sie cieszyla, a on i kazal ci je
          usunac???
          • Gość: ni Re: Przerazenie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.03, 16:19
            Monia, pewnie, to inna zupelnie sytuacja. Nikt nie moze mi kazac robic czegos
            wbrew mojej woli, ale nikt tez ni moze mnie psychicznie molestowac! On sie
            cieszy, bo dziecko dla niego to: granie w pilke, kupowanie zabawek... A dla
            mnie dziecko to nie tylko to!
        • piegoosek Re: Przerazenie... 19.09.03, 15:55
          jejku NI, to straszne uslyszec od kogos kogo sie kocha, ze sie nie chce jego
          dziecka... strasznie smutne! nie wiem, czy bym wybaczyla...
          piegoosek
          • Gość: ni Re: Przerazenie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.03, 16:21
            Piegoosku, ale ja nic takiego mu nie powiedzialam!!! Ja tego nie wiem, czy
            chce czy nie, rany ja jestem w takim stanie ze nic teraz nie wiem!
            • piegoosek Re: Przerazenie... 19.09.03, 16:25
              aaa... sorki... bo zrozumialam, ze mu tak powiedzialas...
              nie mow mu tak! nie mow! nawet nie mozesz tak myslec! przeciez chcialas z nim
              dziecka!
              zycze Ci milego cieplutkiego weekandu i slonka w koncu w Twojej duszy!
              trzymaj sie!
              piegoosek
              ----------------------
              oczekujaca pozytywnego wyniku po IV(juz) iui
              • Gość: ni Re: Przerazenie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.03, 16:40
                Tez Ci zycze slonka, i zeby cie bimbaly dalej bolaly smile Mnie bola potwornie sad
                Chcialam, niechcialam, chcialam, niechcialam, chcialam, niechcialam... tak to
                wygladalo u mnie...
        • Gość: mocca Re: Przerazenie... IP: *.pl.ibm.com / *.de.ibm.com 19.09.03, 15:58
          O boże, Ni, jakbym to ja pisała te maile... Tym, ktorzy oczekują dziecka łatwo
          powiedzieć jakie to wszystko fajne, jak to się trzeba cieszyć itd. Tylko co
          robić, jak kolejne gratulacje przyprawiają cię o furię? Jak w odpowiedzi na
          zainteresowanie i troskę partnera ma się go ochotę pobić dotkliwie
          jako "sprawcę"? Jak znajomi z pieśnią na ustach opisują ci jak to bedzie
          pięknie jak już będziesz karmić piersią, a ciebie na ta myśl ogarniają torsje?
          Uczucie, że będzie się matką nie zawsze oznacza radość, nawet jeśli przedtem
          wydawało się, że się dziecka chce. Dla mnie to było tak, jakbym z kobiety stała
          się SAMICĄ. Jakimś podrzędnym gatunkiem, brakującym ogniwem w teorii dawrina.
          Wszyscy skaczą dookoła ciebie, pytają jak się czujesz - ale masz wrażenie że to
          całe zainteresowanie nie dotyczy ciebie - tylko tego "obcego" w twoim brzuchu.
          Nagle stajesz się dodatkiem, otoczką i otoczenie oczekuje, że automatycznie
          zmienisz też swoje myślenie i w sekundę przestawisz je z "ja i moje plany" na
          myślenie "dzidziuś, a ja się już nie liczę". Może większość kobiet tak ma, ale
          na pewno nie wszystkie. I nie od razu. Cholernej odwagi trzeba natomiast, żeby
          się do tego przyznać. Ja miałam ochotę wrzeszczeć "a odpieprzcie się wszyscy z
          tymi gratulacjami". Co gorsza, wszyscy pocieszali mnie podając
          przykłady "wspanialych" rzeczy, które mnie dobijały najbardziej. Dzidziuś
          ssący pierś, całkowicie zależny, ufny, tylko dla ciebie... RATUNKU! Dla mnie to
          brzmiało jak wyrok "do końca życia będziesz miała kulę u nogi". A koleżanka po
          moim "kurcze, nie dobijaj mnie" robi wielkie oczy... Świadomość, że to na całe
          życie jest przytłaczająca. Nikt ci nie da urlopu. Nawet jak wyrwiesz się gdzieś
          bez dziecka, to dopada cię myślenie "zjadł? zasnął? zdrowy?" Myślę, że pomoże
          ci jedynie czas, na razie po prostu będziesz wściekła na cały świat za
          pokrzyżowanie planów i tyle. Hormony zresztą też robią swoje. Na razie to
          początek, niedługo zobaczysz fasolkę na monitorze, oswoisz się z nią i będzie
          ci trochę łatwiej. Na razie
          • Gość: ni Re: Przerazenie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.03, 16:35
            Mocca! Widzisz, rany nie przezywasz/las tego tylko Ty, no i wiem teraz ze nie
            przezywam tego tak tylko ja!
            Mam ochote powiedziec wszystkim "a dajcie mi swiety spokoj!" i pojechac sobie
            SAMA gdzies daleko i miec chociaz warunki do pozadnego, histerycznego uzalania
            sie nad soba. Ale nie... MamY inne plany. Plany radosnego i hucznego
            swietowania zaplodnienia...
            Powiedz mi, jestes jeszcze w ciazy, czy moze juz urodzilas? Jak sie potoczyly
            Twoje uczucia?
            pozdrawiam.
            ni
            • Gość: nova Re: Przerazenie... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.09.03, 09:48
              Dziewczyny, przepraszam - nie chcialabym nikogo urazic, ani okazac sie nieczula
              baba - ale moze problem jest taki, ze tak naprawde nie wiecie czego chcecie...
              Moze tak naprawde nie chcialyscie zajsc w ciaze, tylko wkurzalo Was to, ze inne
              moga, a Wy nie? Moim zdaniem dorosly czlowiek, jesli decyduje sie na wspolzycie
              bez zabezpieczenia, to jednoczesnie bierze pod uwage mozliwosc pojawienia sie
              ciazy. Nie jest wytlumaczeniem, to ze wczesniej przez rok nic sie nie zdarzylo.
              Ja tez dlugo nie moglam sie przyzwyczaic do mysli, ze beda mamusia. Tez
              wydawalo mi sie, ze swiat sie zawali. Ze wszystko sie zmieni i ze nie bede juz
              na pierwszym planie. Bronilam sie przed tym, jak moglam. Za diabla nie chcialam
              odstawic tabletek. A moj kochany maz chodzil tylko smutny i mowil, ze chce miec
              dziecko ze mna. A jak w koncu i ja do tego dojrzalam - to kicha. Guzik. Nic.
              Trzy lata, tony lekarstw, laparoskopia i ... nic. Kazdy przypadek jest inny, bo
              kazda z nas jest inna. Kazdy czlowiek jest w gruncie rzeczy egoista i dlatego
              przeraza go sytuacja, w ktorej schodzi na drugi plan. Ale przeciez ten drugi
              plan nie musi oznaczac czegos gorszego, czegos drugiej kategorii. Mysle NI, ze
              po prostu nigdy tak naprawde nie pomyslalas na spokojnie, co bedzie jak
              zostaniesz mamusia i stad Twoje przerazenie. Zreszta zupelnie zrozumiale, bo
              sytuacja nowa, niespodziewana i na dodatek Twoje otoczenie "osacza" Cie smile.
              Nie narzekaj, ze mialas juz wszytsko zaplanowane - przekonalas sie zatem na
              wlasnej skorze, ze zycia nie mozna sobie zaplanowac. Ja to juz wiem i choc moze
              trudno sie z tym pogodzic, to jednak tak wlasnie jest. Glowa do gory! Teraz z
              obrzydzeniem sluchasz o porodzie, karmieniu piersia, zmienianiu pieluch itp. To
              minie, natura zrobi swoje. Po prostu sie boisz nowej sytuacji. Na prace
              zawodowa masz jeszcze jakies 35 lat, zdazysz ze wszystkim smile. Mam nadzieje, ze
              Cie nie urazilam i nie uderzylam w zbyt "profesorski" ton. Trzymaj sie i daj
              znac za jakis czas, co z Toba.
              • Gość: ni Re: Przerazenie... IP: *.chello.pl 20.09.03, 11:34
                Nova, to wcale nie bylo "profesorskie" smile
                Twoje slowa, to zdrowy rozsadek i spojrzenie z drugiej strony. Ze strony osoby
                pragnacej dziecka. A ja, masz racje, chyba tego nie pragnelam, bylo moze w
                moim zyciu kilka chwil, kiedy myslalam "powaznie" o macierzynstwie. Teraz to
                dla mnie szok i sytuacja, ktora MUSZE zaakceptowac.
                Co do pracy zawodowej... Nie chodzi wcale, ze ja kocham i jestem z
                tych "wyscig szczurow"! Praca jest dla mnie konieczna, bo za cos trzeba zyc!
                Nie chce "wisiec" na drugiej osobie i byc calkowicie finansowo zalezna. Zycie
                jest takie, ze trzeba zdawac sobie sprawe, ze jakiegos dnia mozna zostac
                samemu z reka w kieszeni. I co dalej? Ja sie tego boje, bo moj partner ma duzo
                wad, czest sie klocimy... ja jestem egoistka, ale on... on jest pepkiem
                swiata, a cala reszta tylko orbituje wokol niego. Dla niego bycie ojcem,
                to "ale masz fajnego tate". Zawsze musi byc najlepszy, najmadrzejszy, miec
                wszystko naj. Cala reszta to "chala i pol strucla", badziewie i prostactwo.
                Jego zdanie jest zawsze najwazniejsze i jego prawda jest najprawdziwsza.
                Moze problem tkwi wlasnie w tym, ze ja nie szaleje juz za nim?! Za dziecmi
                nigdy nie przepadalam i nie rozumialam roztkliwiania sie nad sinorozowya,
                zapuchnieta "larwa czlowieka". Moze to okreslenie Was urazi, ale zawsze mialam
                biologiczne podejscie do wszystkiego.
                Wczoraj byla u nas impreza. Wypic 5 lykow Redsa, to zabojstwo dla
                blastocysty... Jestem osoba wlasciwie nie pijaca (sporadycznie drinka na
                spotkaniach) i zupelnie niepalaca, ale jak swietowac to swietowac... W efekcie
                sie narobilam, napatrzylam na popijajacych kolesi, rozanielonego przyszlego
                tate, ktory przeciez o mnie tak dba... 4.30 impreza sie skonczyla... Pan domu
                polozyl sie spac, a dbajaca o siebie mamusia sprzatala ten caly chlew. Ale
                tatus przeciez jest osoba ktora alkoholu do ust nie bierze! Codziennie pelna
                kulturka... Od rana rzyganie i " jak ja sie zle czuje". A do cholery co ze
                mna? Kogo obchodzi, ze ja przeciez jestem w koncu w ciazy??? Troche
                konsekwencji prosze...
                • Gość: sylwiakrol Re: Przerazenie... IP: *.vline.pl / 172.16.3.* 20.09.03, 21:38
                  A ja Ciebie rozumiem chociaz w ciąży nie miałam takich odczuć jak Ty.
                  Miałam za to koleżankę, która zachowywał się tak ja Ty. O tym, że jest w ciąży
                  zawiadomiła mnie grobowym głosem, że powiększa się jej rodzina i ja myślałam
                  że będzie miała rodzeństwo. Wogóle nie przyszło mi do głowy że to o nią
                  chodzi. Zawsze marzyła o dziecku i teraz wpadła, chociaż to wpadką nie można
                  było nazwać, poprostu eksperymentowała, kusiła los. Więc stało się to co
                  chciała, ale ona była przerażona. Po jakimś czasie ryczała mi w słuchawkę, co
                  ja zrobiłam,co ja zrobiłam. Ona i mąż studiowali, nie mieli własnego
                  mieszkania,ona nie pracowała.Przez całą ciążę zachowywała się na nie, chociaż
                  od kiedy czuła ruchy dziecka było lepiej.Ale też nie lubiła gadać o swojej
                  ciąży, nie zachwycała się ciuszkami,nie pozwalała dotykać brzucha a już broń
                  Boże mówić o porodzie! Do tego okazało się,że będzie chłopiec a ona jak już to
                  wolała dziewczynkę.
                  Po porodzie dziecko było jej obojętne, była raczej zła,że nie daje jej pospać
                  ( a naprawdę potrzebował mało snu),że jest tak od niej zależny.
                  Po kilku miesiącach pomału nauczyła się to dziecko kochać i teraz świata poza
                  nim nie widzi. Jest najważniejszy! Ale nadal twierdzi, że woli większe dzieci,
                  maluchy ją przerażają.
                  Pamiętam jak spytała się mnie i mojego męża czy już kochamy swoje dziecko,
                  które miało już trzy miesiące i było to dla mnie niewyobrażalne bo ja kochałam
                  już swoje dziecko jak było zygotą, ale rozumiem,że nie zawsze tak jest.
                  Ona też mówiła,jak była w ciąży, że czuje się jak inkubator. Może Ty musisz
                  mieć poczucie, że masz kontrolę nad swoim ciałem i dlatego teraz się czujesz
                  się źle, jakby ubezwłasnowolniona? Bo teraz będziesz się zmieniać i to nie
                  zależy od Ciebie?
                  Myślę jednak,że w miarę rozwoju ciąży będziesz się oswajać sytuacją. A co z
                  tego,że nigdy Ciebie dzieci nie wzruszały? To będzie Twoje dziecko a to jest
                  różnica.
                  I powiem Ci, że ja mimo, że chciałam zajść w ciążę i długo się starałam to też
                  byłam na początku przerażona chociaż tak jak napisałam kochałam już tą
                  zygotkę. Ja też musiałam się oswoić.
                  • Gość: ni Re: Przerazenie... IP: *.chello.pl 21.09.03, 18:25
                    No wlasnie... "nauczyc sie kochac"... a jesli nie?
                    • Gość: nova Re: Przerazenie... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.09.03, 20:43
                      Ni, spokojnie... Glowa do gory! Pomysl o sobie (!)smile. Spokojnie, powtarzam
                      spokojnie, wszystko jeszcze raz sobie przemysl, uloz po kolei i... pogadaj ze
                      swoim facetem. Jestes w ciazy - koniec luksusow, sprzatanie i tym podobne
                      zajecia juz nie dla Ciebie smile. Musisz sie oszczedzac. Koniec z szalenstwami -
                      no chyba, ze to Ty masz na nie ochote smile. Obroc sytuacje na swoja korzysc, bo
                      ona naprawde ma wiele dobrych stron takze dla Ciebie. Na nikim na razie "nie
                      wisisz", wiec nie panikuj. To takze jego dziecko, wiec obowiazki i koszty sa
                      wspolne, to jasne. Poza tym chyba masz rodzine i znajomych, na ktorych mozesz
                      liczyc, wiec nie jestes sama. Po prostu przestan sie przejmowac wszystkim na
                      raz, bo rzeczywiscie wtedy oszalec mozna. Wiesz, jak sie zaakceptuje juz fakt,
                      ze na pewne rzeczy czlowiek nie ma wplywu, to duuuuzo latwiej sie zyje... Taka
                      jestem madra, a sama nie zawsze to potrafie wink... Sytuacja jest nowa,
                      stresujaca, ale masz kupe czasu, zeby sie do niej przyzwyczaic - az 9 miesiecy.
                      Wiec haslo Scarlet O'Hary "pomysl o tym jutro" jest wcale niezlym
                      rozwiazaniem smile. Moja kolezanka w ciazy miala obsesje na punkcie swojego
                      wygladu - ona jest gruba, dziecko nie jest wazne, ona nie chce byc gruba. Bez
                      przerwy to powtarzala, do szalu ja doprowadzalo, jak ktos jej mowil, ze widac
                      juz "brzuszek". Ja naprawde myslalam, ze bedzie dramatycznie, bo przeciez i
                      porod, gdzie czlowiek nie wyglada nadzwyczajnie i potem karmienie piersia (a
                      ona musi sie od razu odchudzac i byc szczupla). Ale nic sie nie stalo, jest
                      wspaniala Mama, kocha swojego bobasa i ma w nosie, ze tu i owdzie przytyla i
                      nie moze juz siedziec trzy razy tygodniowo u kosmetyczki. Jesli mozesz, to moze
                      wez tydzien wolnego i jedz gdzies pomyslec i odpoczac. Zostaw wszystko, dystans
                      dobrze Ci zrobi.
              • Gość: mocca Re: Przerazenie... IP: *.pl.ibm.com / *.de.ibm.com 22.09.03, 11:37
                U mnie było inaczej - bo ja już mam dziecko. Więc nie była to
                kwestia "przekory". Mąż najchętniej miałoby przedszkole w domu. Z jednej strony
                nie nalegał na dziecko przesadnie, ale wiem, że to marzenie jego życia. Mi też
                wydawało się, że tego chcę. Ni ma obiektywne powody niechęci - facet niby się
                cieszy, ale niewiele za tym idzie czynów, mają jakieś swoje problemy w związku,
                brak stabilizacji - i finansowej i emocjonalnej. Moja niechęć była w ogóle
                nieracjonalna, bo facet sprawdzony w praniu, finansowo też ok, ale mimo
                wszystko "po co mi to" - i nie trafiały do mnie argumenty męża, że dziecko to
                nowa jakość życia. Mi w zupełności odpowiadała dotychczasowa, a dziecko
                kojarzyło się wyłącznie z tym, z czego muszę zrezygnować. Natura rozwiązała
                problem za mnie - szkoda, że w momencie kiedy zaczęłam się z tą sytuacją
                oswajać...
                • Gość: ni Re: Przerazenie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.03, 12:57
                  wiesz, tu nie chodzi o strone finansowa. wiem ze nawet jakbym zostala sama, to
                  dam rade. dla mnie to nie jest najzwyklej w swiecie spelnienie marzen, teraz
                  odczuwam to jako bariere do ich spelnienia. on tez wczoraj uznal, ze teraz
                  mieszkanie, obrona pracy dypl., "kariera" itd. ale i tak sie cieszy, bo bal
                  sie, ze przez tyle czasu nie zachodzimy. dla niego to prawie planowana ciaza,
                  a dla mnie? ja sie poryczalam jak zobacylam dwie kreski, on malo z radosci nie
                  wyskoczyl przez balkon! narobil mi mase fotek, wczoraj to ogladalam...
                  przerazenie i lzy w oczach! jezeli urodze to dziecko, to raczej nie bedzie
                  wskazane kidys jemu/jej to pokazac... coz mamusia sie nie cieszyla...
                  nie wiem czy zdajecie sobie sprawe jaka ja w sobie przezywam walke!? jak mi
                  jest do cholery ciezko, bo nikt z mojej rodziny nie jest w stanie zrozumiec co
                  ja czuje... slysze tylko "zrozumiesz jak po raz pierwszy je zobaczysz"
                  i "gratuluje... gratuluje...", "fajna z ciebie bedzie mamuska, wszyscy beda
                  sie ogladac".
                  • Gość: dolores12 Re: Przerazenie... IP: 212.182.122.* 22.09.03, 19:21
                    Ni, wyglada mi na to ze ty tak naprawde nie dojrzalas jeszcze do macierzynstwa
                    ale uleglas silnej presji z zewnatrz (nie wiem z czyjej strony - rodzicow,
                    meza, znajomych ktorzy juz maja dzieci). Rozumiem to bo jeszcze 2 lata temu,
                    kiedy bylam w twoim wieku, moglabym sie spokojnie podpisac pod twoimi postami.
                    W myslach okreslalam wtedy dziecko jako "pasozyt" i "obcy", z przerazeniem
                    myslalam o zmianach jakie zajda w moim ciele...Jak bardzo denerwowaly mnie
                    wtedy pytania typu"A kiedy do was przyleci bocian?" bo ja tego tak naprawde nie
                    chcialam. Nawet poklocilam sie z mezem ktory rowniez naciskal na posiadanie
                    dzieci (jest starszy kilka lat ode mnie)i powiedzialam mu wtedy, czego zaluje,
                    ze moze on nie jest osoba z ktora chce miec potomka. Wkrotce potem jednak
                    rozsadek wzial gore (latka leca, zegar tyka...)i zaczelismy starania. Kazdy
                    odczytany test ciazowy to byly mieszane uczucia - szkoda a moze dobrze ze
                    jeszcze nie tym razem...Po roku niepowodzen zaczelam sie leczyc i wtedy zdalam
                    sobie sprawe ze to sie moze nie udac nigdy. Tak mocno zapragnelam wtedy tej
                    ciazy, zwlaszcza ze w miedzyczasie zaszla moja przyjaciolka, ze chyba z
                    zazdrosciwink udalo mi sie w pierwszym cyklu stymulowanym. Jestem w 8 tygodniu,
                    czuje sie bardzo zle (sennosc, calodzienne mdlosci, pryszcze na twarzy) ale
                    kiedy zobaczylam na usg pecherzyk ciazowy to az mi sie plakac chcialo. A kiedy
                    widze jak cieszy sie moj maz, to dopiero sobie zdaje sprawe jak go bardzo
                    kocham (a uwierz mi, roznie miedzy nami bywalo). Mysle, ze w koncu i ty uporasz
                    sie ze swoimi myslami, ostatecznie nie masz juz innego wyjscia, jakkolwiek
                    tragiczny to moze miec dla ciebie wydzwiek. Natura cos na to poradzi, jest
                    przeciez wiele kobiet ktore w ogole o ciazy nie myslaly, a wpadly, urodzily i
                    potem kochaly. Uwierz w instynkt i trzymaj sie.
                    • Gość: kafka Re: Przerazenie... IP: 195.117.227.* 23.09.03, 09:17
                      No niełatwo jest niełatwo.... Może to i hormony trochę przesadnie w nas
                      szaleją? Stąd te przerażenia różne itd. Wiesz, Ni, nie wiem czy dobrze się
                      stało, że tak od razu wszyscy się dowiedzieli o Twoim "błogosławionym" stanie.
                      Ja powiedziałam tylko moim rodzicom (rodzina mojego faceta nic nie wie) i
                      przyjaciółce, no i szczerze mówiąc wcale się nie palę, by tę wieść roznosić
                      wszędzie. Z drugiej strony, mimo że sama nie byłam zachwycona, gdy się
                      dowiedziałam było mi trudno, bo mój facet przyjął to chyba jeszcze gorzej niż
                      ja (co my zrobimy, nie stać nas itd.), ale na szczęście już jest lepiej, a
                      przede wszystkim ja staram się o tym nie rozmyślać i nie gadamy cały czas, więc
                      jakoś się sytuacja znormalizowała. I jeszcze jedno Ni, może jednak zbyt surowo
                      swojego faceta oceniasz?
                      • Gość: ni Re: Przerazenie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.03, 09:26
                        No wlasnie... nie powinien tak od razu wszyskim o tym mowic, to troche jak nie
                        liczenie sie z moim zdaniem i brak szacunku. W tej sytuacji kiedy juz wszyscy
                        wiedza, wydzwaniaja, gratuluja nie sposob o tym nie myslec...
                        Surowo oceniam... moze. Ja go troche znam, no i wkurza to, ze wszystkim
                        rozpowiada, choc moze to lepiej... nie jeden odwrocil sie w takiej sytuacji na
                        piecie...
                        Sciskam.
                    • Gość: ni Re: Przerazenie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.03, 09:19
                      Czyli ze swoimi uczuciami nie jestem/bylam sama. Szczerze mowiac boje sie USG,
                      ze jak zobacze, to mi sie odmieni i zapalam ta cala macierzynska miloscia. To
                      obce uczucie dla mnie.
                      Nie chce tych wszystkich zmian, ale wiem dlaczego, bo ja sie boje
                      odpowiedzialnosci.
                      Jest mi ciut lepiej, staram sie poprostu o tym nie myslec. Moze to nie jest
                      dobry sposob, ale zawsze sposob. Przeciez musze normalnie zyc...
                      No wlasnie MUSZE, brrr, przerazajace.
                      • Gość: dolores12 To naprawdę nie jest właściwe miejsce IP: 212.182.122.* 23.09.03, 11:19
                        Czytam ten wątek od początku i mimo dużej tolerancji coraz bardziej dochodzę do
                        wniosku, ze nie na miejscu jest wylewac zale z powodu zajscia w ciaze, gdy
                        zaraz ponizej czytamy "znowu nic...", "juz dalej nie moge...", "kolejna ivf na
                        prozno" Troche ludzkiej przyzwoitosci wobec tej masy dziewczyn ktore
                        poruszylyby niebo i ziemie, zeby byc w twoejej sytuacji, ni. Na poczatku ci
                        wspolczulam ale wszystko ma swoje granice. No, ostatecznie zmien forum na
                        Zdrowie kobiety, tam duzo latwiej bedzie o wsparcie i zrozumienie.POzdrawiam.
                        • Gość: kafka Re: a dlaczego nie? IP: 195.117.227.* 23.09.03, 11:23
                          Każdej z dziewczyn może się zdarzyć załamanie. Ja się starałam 8 miesięcy, a
                          kiedy mi się wreszcie udało... prawie że załamałam sie nerwowo. Zajście w ciążę
                          to też jest jakiś stres. Nie zawsze jest to czysta radość. Ja np. dowiedziałam
                          się już po zajściu, w chwili "bezgranicznej" szczerości mojego faceta, że nie
                          tak dawno, ok. miesiąc przed tym jak nam się "udało" miał skok w bok. I
                          myślała, że oszaleję z nieszczęścia. mimo że wydawało mi się wczesniej, że mi
                          będzie bardzo dobrze, gdy zobaczę te właściwa kreskę.
                          • Gość: dolores12 Re: a dlaczego nie? IP: 212.182.122.* 23.09.03, 13:06
                            Zgadza sie - zajscie w ciaze to nie zawsze jest czysta radosc i niesie z soba
                            jakas niepewnosc ale uwazam ze akurat na tym forum nie na miejscu jest pisanie
                            o tym fakcie jako powodzie do rozpaczy
                            • Gość: ni Re: a dlaczego nie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.03, 15:09
                              Ale osoby ktore oczekiwaly ciazy tez moga tak zareagowac. Jezeli sledzilas od
                              poczatku ta dyskusje, zauwazylabys ze ja tez rok temu przez rok staralam sie
                              zajsc i nie udawalo sie, ale odpuscilam sobie poniewaz dziecko na razie nie
                              bylo wszystkim czego pragnelam w zyciu. Teraz jestem w ciazy i jestem
                              zalamana, staram sie na razie o tym nie myslec, pewnie z czasem przyzwyczaje
                              sie i zaakceptuje, ale teraz jest mi z tym zle.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka