Dodaj do ulubionych

myślałam, że jestem silna...

05.08.08, 10:13

Do wczoraj myślałam, że jestem silna, że potrafię sobie wytłumaczyć kolejną
porażkę w postaci @. Myliłam się i to jak bardzo... Po nieudanej pierwszej
iui wpadłam w taki stan w jakim jeszcze nie byłam! Wyłam jakby mi ktoś z
rodziny umarł. Nie mogłam powstrzymać potoku łez. Żal, złość na to wszystko i
pretensje do życia - takie emocje mną wczoraj targały. Dzisiaj wyglądam
okropnie - zapuchnięte, małe oczy jak u królika. Wstydzę się siedzieć w pracy
tym bardziej, ze mam styczność z ludźmi. Tak wierzyłam w inseminację.
Niepotrzebnie narobiłam sobie nadziei i teraz mam za swoje. Ach.. jak mi jest
ciężko. Wiem, że muszę wierzyć i muszę myśleć pozytywnie,ale czasem jest to
takie trudne...
Obserwuj wątek
    • magdaszy Re: myślałam, że jestem silna... 05.08.08, 10:17
      Obawiam sie, ze tez mnie to czeka ok. 16.08... Bede testowac po
      pierwszej IUI.
      Mysle, ze trzeba to przetrzymac, przeplakac, przewyc i ... probowac
      dalej! Mimo, ze pewnie teraz myslisz, ze nie masz juz sily. Ale to
      minie, napewno. Tylko sily i cierpliwosci musi nam starczyc.
      Kiedys musi sie udac!!!
      Pozdrawiam
      m.
    • kati-1 Re: myślałam, że jestem silna... 05.08.08, 10:49
      Dziękuję za wsparcie. Pewnie masz rację, że to minie, ale nie spodziewałam się
      po sobie aż takiej reakcji... No wpadłam po prostu w histerię - jak nie ja...
      Trudna jest ta walka o dzieciątko.
      Trzymam kciuki za Twoją iui. To, że moja się nie udała nie znaczy, że Twoja się
      nie powiedzie. Te zabiegi naprawdę si e udają. U nas doszło jeszcze słabe
      nasienie (całkiem niespodziewanie bo wyniki sprzed roku było całkiem ok)
    • lisu01 Re: myślałam, że jestem silna... 05.08.08, 10:55
      ja także dziś rano ryczałam jak bóbr, Choc spodziewałam się że znowu
      w tym cylku się nie uda, to na widok małych plamień nie mogłam
      powstrzymac łez.
      A miała być dziś tak pięknie i romantyczne, w końcu dziś mamy 2
      rocznice Naszego Ślubu...
      ale może następnym razem, znowu trzeba wziąść się w garść i wmawiać
      sobie że następnym razem pewnie się uda. tylko ile tak można?
      • kati-1 Re: myślałam, że jestem silna... 05.08.08, 11:12
        współczuję Lisiu- czuje to samo co Ty. Taka do niczego jestem. A w piątek
        latałam jak na skrzydłach bo jeszcze miałam nadzieję - nawet kupiłam maleńkie
        buciki i sobie wyobrażałam jak je wręczę mężowi a wczoraj rzuciłam tymi bucikami
        o ścianę ze złości - nie mogłam opanować emocji....
        • biedronka.online Re: myślałam, że jestem silna... 05.08.08, 12:00
          kati-1 przytulam cie ... ja jesli sie uda zrobie pierwsza IUI w
          sierpniu Mam duza nadzieje Ale az boje sie myslec co bedzie jak sie
          nie uda ...
      • edytka8080 Re: myślałam, że jestem silna... 05.08.08, 11:14
        Dziewczyny musimy walczyć nie podawać się,ja juz ta walke prowadze
        7lat i 2inseminacje nie udane i 1inwitro tez nie udane.Życze wam
        dużo siły i wytrwałośći w tej walce o maluszka pozdr.
    • martucha90 Re: myślałam, że jestem silna... 05.08.08, 12:21
      Bardzo Ci współczuję, bardzo ;-((( Z tym, że wiesz, iui udaje się
      rzadko i naprawdę warto powstrzymywać nadzieję, właśnie po to, by
      się potem nie rozczarować. Mnie lekarz powiedział, że jemu wychodzi
      1 na 100-120, to straszna statystyka, ale dobrze to wiedzieć jednak.

      Trzymaj się...

      I co Ci doradzić na koniec... Może: załóż z góry, że iui będzie
      sześć? Wtedy przy drugiej będziesz myśleć: jak się nie uda, to
      zrobię trzecią; a przy trzeciej będziesz myśleć: jak się nie uda, to
      zrobię czwartą; a przy czwartej...
      Zawsze to łatwiej psychicznie.
      • naise Re: myślałam, że jestem silna... 05.08.08, 12:34
        kochana, my z obecnymi wynikami nasienia M nawet nie mamy szansy na
        IUI sad( Ja już nie chcę mieć nadziei że kiedyś nam się uda, chcę się
        doprowadzić do stanu obojętności, nie chcę już płaczem reagować na
        @, muszę się uodpornić. Nadal będziemy próbować, będę wspierać M w
        leczeniu, ale nie chcę już tak emocjonalnie do tego podchodzić, bo
        już nawet fizycznie czuję się coraz gorzej (ciągłe zmęczenie,
        wypadające włosy, brak apetytu). I właściwie jest dobrzem, udaje mi
        się udawać że jest dobrze, dopóki kolejna koleżanka nie zajdzie w
        ciążę, dopóki przypadkowo nie spotkamy jakichś znajomych na spacerze
        z dzieckiem. Wtedy znów cofam się o dwa kroki w tył.
        • kati-1 Re: myślałam, że jestem silna... 05.08.08, 12:39
          naise - właśnie te włosy - wypadają mi garściami ostatnio i pewnie winny temu
          jest stres.
          Uccelino Twój przypadek daje jak najbardziej nadzieję! Czy to była Twoja
          pierwsza i jedyna iui?
          • uccellino Re: myślałam, że jestem silna... 05.08.08, 12:40
            > Czy to była Twoja
            > pierwsza i jedyna iui?

            Tak!
      • kati-1 Re: myślałam, że jestem silna... 05.08.08, 12:36
        Problem tez jest taki, ze u mnie po stymulacji clo robią się torbieliki no i nie
        wiadomo czy będę mogła podejść do kolejnej iui teraz czy dopiero jak wszystko
        się uspokoi. A to znowu odsuwa wizję dziecka na jakiś czas...
        Dziękuję Wam za wsparcie i za zrozumienie.
    • uccellino Re: myślałam, że jestem silna... 05.08.08, 12:34
      Kurczę...
      Co tu napisać?
      Chyba tylko to, że Twoje emocje są naturalne, że masz do nich prawo.
      I to nie jest "jakby ci ktoś umarł" - Tobie, Kochana, ktoś umarł.
      Umarło kolejne dziecko-którego-nie-było pewnie piętnaste albo
      dwudzieste? Ja przy każdej @ zapalałam świeczkę i bardzo mi to
      pomagało...

      Jestem z Tobą. Nie wiem, czy mój przypadek daje nadzieję, czy
      jedynie drażni...?
      • free-klaudia26 Re: myślałam, że jestem silna... 05.08.08, 14:33
        Dziewczyny ja tez jestem po 6 iui,mam endometrioze(tzn.teraz jestem
        po leczeniu)ale i tak nie wiadomo kiedy powróci.Męża nasionka też
        nie są najlepsze i powiem szczerze ,że teraz tez myślałam że wkońcu
        jestem w ciąży a tu @ ryczałam jak diabli nie moglam się
        powstrzymać.Mój lekarz tez mi powiedział,że nie zajde w ciąże przy
        zwykłym stosunku tylko nadzieja w in vitro czyli ja mogę zapomnieć o
        dziecku(brak funduszy).Ja po prostu jak mam ochote to rycze z tej
        bezsilności i z tego,że przegrałam tą walkęsad
        Ja dałam z siebie wszystko co mogłam teraz tylko
        nadzieja...........już sama nie wiem w kim.....
        • uccellino Re: myślałam, że jestem silna... 05.08.08, 14:37
          > nadzieja w in vitro czyli ja mogę zapomnieć o
          > dziecku(brak funduszy).

          Bierzesz pod uwagę uzyskanie kasy jakoś nietypowo?
          Ja np., gdyby doszło do ivf, miałam zamiar wystąpić do pracodawcy o
          zapomogę... Można też wziąć kredyt, ale tego bym nie zrobiła.
          • free-klaudia26 Re: myślałam, że jestem silna... 05.08.08, 14:43
            Wiesz co ja nie pracuję tylko mój maż czyli z jednej pensji nie
            byłoby nam łatwo zebrać kasy a kredyt nawet bysmy takiego nie
            uzyskali ale nawet gdyby to bym się nie zdecydowała bo nie miałabym
            żadnej gwarancji,że się uda.
            • uccellino Re: myślałam, że jestem silna... 05.08.08, 14:58
              No właśnie ja kredytu też bym nie brała, lepiej mieć tę kasę, która
              poszłaby na spłaty, dla adoptusia.

              A mąż może wystąpić o zapomogę?
              Albo Ty iść do pracy?
              • free-klaudia26 Re: myślałam, że jestem silna... 05.08.08, 16:17
                Wiesz to nie jest tak,że ja nie chce iść do pracy bo chętnie tylko
                jest jeszcze jeden problem nigdzie nie chcą przyjmowac młodych
                mężatek bezdzietnychsad
                Już się spotkałam z taką odmową także.........ale wciąż szukam może
                ktos mnie zechce pomimo moich problemów.A jeśli chodzi o męża to u
                niego w pracy nie ma takich zapomóg jego szefowa chyba by się
                szybciej powiesiła niżeli miałaby dać.Ale tak czy siak trzeba byłoby
                to spłacać-jakby się udało za pierwszym razem to fajnie wiesz,że te
                pieniądze nie poszły.........w błoto za przeproszeniem.A jak nic by
                z tego nie wyszło..........lepiej nie mysleć ,co ma byc to
                będzie.Jak mamy miec dziecko to będziemy je mieć a jak nie to
                nie.Oczywiście zamierzam się w najbliższym czasie przygotowywac na
                iui(może 7 będzie dla mnie szczęsliwa).
                • kolebeczka Re: myślałam, że jestem silna... 05.08.08, 19:36
                  a Ty jestes po prostu normalna, bo gdybys nie odczuwala po czyms
                  takim emocji tzn. ze cos nie tak. Ale jak to mowia- cwiczenie czyni
                  mistrza, wiec z czasem bedzie Ci nie wszystko jedno, ale nie
                  bedziesz pokladac bezgranicznej nadziei w kolejnej probie. To jest
                  proba- i tylko tyle. To oczywiscie straszne z praca. Ja sama
                  przestalam zasuwac, bo stres jest tez zlym towarzyszem terapii.
                  Oczywiscie jak mniej zasuwasz- mniej zarabiasz i na mniej prob
                  mozesz sobie pozwolic. Najgorsze jest to, ze w Polsce caly proceder
                  jest pewnie najdrozszy porownujac inne kraje, gdzie istnieje system
                  dotacji. Bierz/bierzmy udzial we wszelkich akcjach, zeby ta ustawa
                  wreszcie przeszla!
                  A co do IUI- jesli prawie wszystko gra- no to warto probowac, ale
                  to "prawie" zmienia sie czasem w praniu w lancuszek przyczyn i wtedy
                  nie ma co sobie robic wielkich nadziei przy tej metodzie.
                  Zycze Ci jednak powodzenia-przeciez wielu sie udalo, ale- ja sie
                  znowu powtarzam z innego watku- IUI to tylko wprowadzenie nasienia-
                  a cala reszta jest poza kontrola. Nawet in vitro nie daje gwarancji.
                  A UIU nie jest wcale tania metoda zwazywszy jakie jest
                  prawdopodobienstwo i ilu prob trzeba.
                  Ja pracuje od lat na umowe-zlecenie. Nie denerwuje sie juz, ze
                  zatrudnienie w naszym wieku to marzenie scietej glowy.
                  • kasiunia2124 Re: myślałam, że jestem silna... 05.08.08, 21:22
                    Też jestem słaba i to bardzo z miesiąca na miesiąc coraz gorzej......

                  • coldsong Re: myślałam, że jestem silna... 05.08.08, 22:08
                    Ja też miałam nadzieję, że jestem silna, ale już wiem, że nie...,te
                    wszystkie próby przekraczają moje możliwości! Niestety, już nie
                    wytrzymuję i już nie mogę się starać, bo zwariuję. Dzisiaj zaczęły
                    się plamienia, jutro okres i tak od 6 lat. Postanowiliśmy z mężem,
                    że już koniec tych udręk! Zaczynam wreszcie myśleć o sobie.
                    Postanowiłam polubić swoją niepłodność, w końcu ją zaakceptować,
                    cieszyć się z tego jaka jestem, cieszyć się na widok zaciążonych
                    kobiet i nie mieć żalu do świata. To moje postanowienie i muszę się
                    go trzymać, bo jeśli nie wyjdzie to stanę się straszną jędzą.
                    Dziewczyny, pamiętajcie - jesteśmy przede wszystkim kobietami i
                    cieszmy się z tego. Czy będziemy matkami? Każda z nas ma pewnie
                    zapisaną jakąś drogę, ja walkę o biologiczne dziecko przegrałam i
                    nie chcę już dalej walczyć, ta walka odebrała mi radość życia. Nie
                    chcę nikogo zniechęcać, ale ja po tylu latach już mam naprawdę dość.

                    • kati-1 Re: myślałam, że jestem silna... 06.08.08, 10:26
                      coldsoding - super podejście. Do takiego podejścia do sprawy niestety trzeba
                      dojrzeć, a aby dojrzeć i w końcu powiedzieć sobie DOSYĆ ODPUSZCZAM chyba trzeba
                      przejść długą drogę i wszystkie etapy związane z niepłodnością czyli nerwy, łzy,
                      afery, kryzysy małżeńskie... ja tez mam już powoli dosyć i może niebawem
                      dojrzeję do tego aby odpuścić - zarazie jeszcze nie mogę...
                      • free-klaudia26 Re: myślałam, że jestem silna... 06.08.08, 11:10
                        Nie wiem jak u was dziewczyny ale dla mnie ten problem strasznie
                        psuje związek bynajmniej na samym początku.Zreszta problem
                        niepłodności ciągnie za sobą setki innych problemów.Pamiętam te
                        nasze kłótnie,obwinianie się cała ta pogoń za ta ciążą i ciągle
                        nic.....nawet sex przestał byc przyjemnością tylko koniecznościa.
                        Teraz po 5 latach nauczyliśmy sie mniej więcej z tym żyć ,już
                        podchodzimy do tego z pewnym dystansem,nie ma tego co
                        kiedyś.Przyzwyczajamy sie do życia bez dziecka i troche wrzuciliśmy
                        na luz......
                        • kati-1 Re: myślałam, że jestem silna... 06.08.08, 11:39
                          tak u mnie jest to samo - sex?? Nie pamiętam już tego sexu co kiedyś... Sex
                          służy tylko do prokreacji i tylko i wyłącznie do tego. Obwinianie partnera, że
                          to pewnie jego wina wyładowywanie nagromadzonego żalu i złości na najbliższej
                          osobie to codzienność... Jednego dnia wyżywam się na partnerze a drugiego
                          zżerają mnie wyrzuty sumienia - i tak w kółko...
                    • joanna9629 Re: myślałam, że jestem silna... 06.08.08, 11:57
                      Dołączając sie do tego wątku,chciałabym napisać, że ja podobnie jak coldsong i
                      inne dziewczyny jestem po wielu latach walki o dziecko.Jestem 12 lat po ślubie i
                      praktycznie od początku, jak tylko dowiedzieliśmy sie o naszych problemach to
                      działaliśmy.Problem nasz jest na tyle trudny,że u mojgo męża brak jest plemników
                      w nasieniu.Podeszliśmy więc w 1998r do zabiegu ICSI w Novum.Niestety zabieg się
                      nie powiódł a tak bardzo wierzylam że wszystko będzie dobrze, nie znałam tych
                      wszystkich problemów i wierzyłam że musi się udać.Pozostały dwa zamrożone
                      zarodki, ale po rozmrożeniu nie nadawały sie do podania.Zrobiliśmy trochę
                      przerwy i w 2000 r podeszliśmy do kolejnego zabiegu, tym razem w Łodzi w
                      Gamecie, (bo tam mieszkamy ).Ku naszej radości byłam w ciązy, ale tylko do 7
                      tygodnia, po zrobionym USG w 8 tyg.okazało się że zarodek obumarł, chociaż też
                      miało byc wszystko okey.Tydzień czekania w szpitalu a moze jeszcze będzie dobrze
                      i niestety zabieg usunięcia.Wtedy powiedziałam sobie dość, ale to jest naprawde
                      trudne.minęły może 2 lata i znależliśmy się u lekarza który zaproponował IUI z
                      nasieniem dawcy.Miałam dwa podejścia, ale nic ztego.Miałam laparoskopię i wtedy
                      wyszło że endometrioza i PCO, acha a wcześnie miałam HSG, ale byo wszystko
                      powiedzmy dobrze.Teraz jesteśmy na etapie nic nie robienia, jest mi z tym dobrze
                      i żle.Sama nie wiem niby bym chciała ale boję się kolejnego podejścia i
                      rozczarowania, a moze to jest nam dane, nie umiem powiedzieć sobie dość, bo to
                      takie trudne, mój M też za bardzo nie chce o tym juz teraz rozmawiać.Byliśmy
                      ostatnio w Salve u sobkiewicza stwierdził, że ICSI w naszym przypadku to mały
                      procent na sukces, a ile kasy.Zostaje więc nam albo ICSI na nasieniem dawcy albo
                      adopcja.Jeśli chodzi o adopcję to jakoś na razie nie chcę o tym
                      myśleć.Zastanawiam się nad AID tylko mój mąż jakoś tak niekoniecznie, sam nie
                      wie, ale przecież nie mozemy czekać i zastanawiać się w nieskończoność, nie
                      jesteśmy tacy młodzi a czas leci.Może tzreba naprawdę sobie powiedzieć dość i
                      nie uzależniać swojego życia od tylko jednego tematu.Przydałby się remoncik w
                      mieszkaniu, ale zastanawiam się bo przecież ten temat ważniejszy i tak jest cały
                      czas.Może czas zacząć normalnie żyć i cieszyć się tym co jest.Juz naprawdę sama
                      nie wiem.Przecież nie można w nieskończoność oglądać się na ten temat.Jest mi
                      naprawdę cieżko, chociaż moze nie aż tak jak na początku, a moze po prostu
                      powoli sobi odpuszczam, bylebym tego kiedyś nie żałowała, tego najbardziej się
                      boję.Pozdrawiam wszystkich gorąco!!!!!!!!!!!!!
                      • kolebeczka Re: myślałam, że jestem silna... 06.08.08, 13:00
                        Tylko ktos, kto nie probowal bedzie zalowac. A Ty przeszlas juz
                        niejedna probe. Czuc w Twojej wypowiedzi zal takze z finansowego
                        powodu. Ze to on jest rowniez bariera. Wlasnie to mnie tak drazni,
                        ze w Polsce te proby sa limitowane przez zasoby kieszeni. W Austrii-
                        daje sie dotowana szanse 4x. Obecnie jestem w klinice, ktora przed
                        rokiem zaoferowala nawet in vitro gratis dla pieciu par, ktore nie
                        mialy mozliwosci dotacji (bo trzeba oczywiscie spelniac odpowiednie
                        kryteria medyczne).
                        Wierze, ze w Polsce to tez bedzie jeszcze mozliwe.
                        A na razie- zycze Ci sily i choc troszke odskoczni.

                        "I`m not alone in being alone"- jak spiewal Sting.
                        • joanna9629 Re: myślałam, że jestem silna... 07.08.08, 09:44
                          Koleeczka, dziękuję Ci bardzo za słowa otuchy.Tak masz rację, finanse to też
                          problem, bo nie chodzi o 1000,00 czy 2000,00.Pierwszy zabieg w Novum kosztował
                          nas ponad 12000,00 i to tyle lat temu a drugi w Gamecie 10000,00 zł.W
                          międzyczasie badania w Novum było ich strasznie dużo a gdzie jeszcze
                          immunologia.Myślę,że gdybyśmy wiedzieli,że sie kolejna próba powiedzie to kazdy
                          z nas poświęciłby każdą kwotę ( oczywiście w miarę możliwości), a tak niestety
                          to jest ciągle wybór, może coś kupić a może odłozyć na zabieg a może
                          inseminację.To się staje czsasami bardzo męczące.Jeszcze gdybyśmy wiedzieli co
                          dalej robić.Czasami czekam na taki moment,żeby zycie samo podpowiedziało co
                          dalej, boję się podjęcia niewłaściwej decyzji.Ach, czy to musi być aż tak
                          trudne.Pozdrawiam.
                          • kolebeczka Re: myślałam, że jestem silna... 07.08.08, 09:55
                            Bo nasz kraj jest strasznie ekskluzywny- nie tylko in vitro, ale i
                            rynek nieruchomosci czy turystyka...

                            No wiec ja place w Austrii jakies 900 EUR za probe in vitro- moze
                            byc troche mniej lub wiecej w zaleznosci od zuzycia lekow. Pozostale
                            1800 jest dotowane. W razie poronienia- masz do dyspozycji raz
                            jeszcze kontyngent prob (4), no bo sa szanse powodzenia. Nie mozesz
                            przekroczyc tylko 40 roku zycia, no i dokladne powody nieplodnosci
                            musza byc udokumentowane (np. pewien poziom ruchliwych plemnikow czy
                            tez anatomiczne przeszkody). Trzeba poza tym byc po slubie i
                            mieszkac tam na stale.
                            Jak tak dalej pojdzie z reforma w Polsce, to beda ludzie emigrowac i
                            z tego powodu...
                • uccellino Re: myślałam, że jestem silna... 07.08.08, 21:11
                  > Wiesz to nie jest tak,że ja nie chce iść do pracy bo chętnie tylko
                  > jest jeszcze jeden problem nigdzie nie chcą przyjmowac młodych
                  > mężatek bezdzietnychsad

                  Ło matko, to są jeszcze pracodawcy, którzy mogą sobie pozwolić na
                  luksus przebierania w kandydatach???

                  > A jeśli chodzi o męża to u
                  > niego w pracy nie ma takich zapomóg

                  Na pewno?

                  > jego szefowa chyba by się
                  > szybciej powiesiła niżeli miałaby dać.

                  To nie szef decyduje, tylko komisja socjalna.

                  > Ale tak czy siak trzeba byłoby
                  > to spłacać

                  No co Ty? Zapomogi się nie spłaca!
                  • free-klaudia26 Re: myślałam, że jestem silna... 07.08.08, 22:06
                    do uccellino
                    Wyobraź sobie,że są jeszcze pracodawcy,którzy przebierają.Wczoraj
                    byłam na rozmowie o prace i wyobraź sobie co usłyszałam cytuję"to
                    ile sobie pani dzieci kupiła?" chodziło o to czy mam dzieci
                    tłumacząc na język polski,no jeszcze z takim chamstwem to sie nie
                    spotkałam.
                    A jesli chodzi o zapomoge to nie ma szans.........trzeba liczyc,że
                    sie uda.....dzisiaj mnie koleżanka optymistycznie nastawiła więc mam
                    nadzieję,ze spełnia się jej słowasmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka