Dodaj do ulubionych

jak dalej żyć......

12.08.08, 23:03
jestem katoliczką ale często zadaje sobie pytanie-czy Bóg mnie każe tym że nie
mam dziecka,czy to jest jego wyróznienie? jesli kara to strasznie bolesna i
nie zrozumie tego rzadna kobieta która tego nie przezyła,a jesli
wyroznienie......tylko ze ja nie widze celu w zyciu,nie mam marzen nic mnie
nie cieszy jestem wrakiem czlowieka.Nie moge patrzyc na kobiety w ciąży i
wcale sie nie ciesze z ciąży kolejnej dziewczyny na forum Boćka.Nie chce juz
sie kochac z mężem bo i tak wiem ,ze dzidziusia z tego nie będzie.Juz tak
dlugo pragnę tego malenstwa,ale powoli trace nadzieje.Dlaczego mam brać mase
tabletek,zastrzyków i te okropne badania i te przykre komentarze innych,litry
wylanych łez...czy tak wygląda wyróznienie?
Obserwuj wątek
    • misia322 Re: jak dalej żyć...... 12.08.08, 23:28
      dosłownie czuje to samo sad(( nie mam juz siły do zycia,straciłam swoja energie
      której miałam strasznie duzosad(i jak dalej zyc....
      • zala.mka Re: jak dalej żyć...... 12.08.08, 23:49
        otwieram rano oczy i juz mam doła ja nie potrafie myslec o niczym innym tylko o
        dziecku! nie chodze do kolezanek które mają dzieci,nie moge patrzeć na
        spacerujące rodziny z małymi dziećmi.Gdzie jest ta wesoła,roześmiana i
        towarzyska dziewczyna sprzed lat......
    • matylda_milena Re: jak dalej żyć...... 13.08.08, 14:27
      Wiesz zala.mka poruszyłaś trudny temat. Ja pamiętam swoje starania i
      pretensje do Boga, że mi nie chce pomóc. Pamiętam łzy, histerię,
      stres i wszystko to co nas spotyka na drodze do macierzyństwa.
      Kobiety w ciąży wkurzały mnie na maksa, a jak spotkałam jedną taką,
      która z szóstym była w ciąży i mówiła, że nie myślała, że uda się za
      pierwszym strzałem bo ona ma już 35 lat, a tu proszę niespodzianka,
      to myślałam, że mnie szlag trafi. I ciągle to pytanie dlaczego ona,
      a nie ja? Jak one to robią? To są pytania retoryczne, z gatunku
      dlaczego dlaczego to ja jestem chora a nie ktoś inny. A niepłodność
      to choroba i jak każda inna ona też "podlega" leczeniu. Niestety to
      leczenie czasem długie i nie ma gwarancji sukcesu, ale tak jest w
      większości innych chorób z wyjątkiem kataru i to niealergicznego,
      nikt nie gwarantuje pełnego powrotu do zdrowia. Wydaje mi się, że
      dopadł Cię straszny dół. Może spróbuj pogadać o problemie z
      przyjaciółką, mężem, mamą. Powiedz co czujesz, może Ci ulży. Co
      do "mieszania" Boga w ten temat to już trudniejsza sprawa. Jeśli
      mocno wierzysz, to "bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi".
      Wiem jak bardzo trudno się z tym pogodzić. Jeśli mocno wierzysz w
      siłę modlitwy to się módl ile wlezie (wiesz, proście, a będzie wam
      dane). Tylko nie kombinuj, że skoro Bóg Ci nie daje być matką (póki
      co) to jesteś jakaś gorsza albo coś w tym stylu. Były już wątki, że
      modliłam się i Bóg mnie wysłuchał, a inna pisała, że też się modli i
      jej jakoś Bóg wysłuchać nie chce. No i rozpoczęły się dyskusje, że
      te co ich nie wysłuchuje to może jakieś omsknięte są. Ja myślę, że
      jak długo będzie trzymał Cię ten dół i nie odzyskasz dobrej
      psychicznej formy to może warto zwrócić się o pomoc do jakiegoś
      specjalisty, typu psycholog. Są wśród nich spece od niepłodoności.
      Trzymaj się ciepło.

      Pozdrawiam
      • biedronka.online Re: jak dalej żyć...... 13.08.08, 14:48
        Matylda ladnie napisala Nie mam juz czego dodac Zgadzam sie ze
        wszystkim.
      • kolebeczka Re: jak dalej żyć...... 13.08.08, 14:57
        Mnie sie troszke zdaje, ze nieslusznie stawiasz Boga przed dziwna
        sytuacja: albo kara albo wyroznienie. Jesli to kara, to dzialasz
        przeciwko sobie (a podobno Bog nie kaze)- w koncu kara jest za cos.
        Co takiego zrobilas, zeby byc ukarana? Co takiego dobrego zrobili
        inni, ze sa nagradzani i maja dzieci jak grochu?
        A dlaczego to jest niby wyroznienie- czy nie przemawia troche przez
        Ciebie pycha, sklonnosc do umartwiania sie?

        Nieplodnosc jest choroba.
        Ty/ Wy nie jestescie jedynymi, ktorzy sie z nia borykaja.
        Zyjemy w czasach, gdzie mozna ja leczyc.
        Nikt nie daje nam wprawdzie pewnosci, czy sie uda, ale sa szanse,
        ktorych pary jeszcze 20 lat temu nie mialy.
        Sprobuj skorzystac z medycyny, z porad ludzi madrych.
        I powiedz sobie- probujemy czego sie da, a jak sie po wielu
        staraniach nie uda, tzn. ze pan Bog ma jakies inne plany wobec mnie/
        nas.
        Wiesz- w tym pedzie do czlowieka, ktorego jeszcze nie ma
        tak latwo podeptac zwiazki z ludzmi, ktorzy juz sa
        • lucjeczka_2 Re: jak dalej żyć...... 13.08.08, 16:11
          Pieknie to napisalas kolebeczka az mi swieka w oku stanela... Ja
          wierze ze nam sie uda wszystkim, tyle przykladow na tym forum malych
          Wielkich cudow... Pozdrawiam Was dziewczyny
          • zala.mka Re: jak dalej żyć...... 13.08.08, 17:32
            to prawda,dopadł mnie straszny dół i od kilku dni nie moge patrzeć na świat
            pozytywniesad.Jedna z Was napisała,ze dobrze jest skontaktować sie z psychologiem
            tylko,ze ja biore pod uwage adopcje i niestety leczenie w poradnii zdrowia
            psychicznego moze mnie kiedyś skreślic jako przyszłą matke adopcyjną.Nie mam
            wokół siebie kolezanek z takim problemem i nie mam do kogo sie wypłakac,a mąż
            -jak to facet ciągle go nie ma.Kolejna z Was napisała,ze urzalam sie nad
            sobą-tak,po 5latach skrywania problemu iudawania twardzielki w końcu
            przyznaje,ze jest mi ciężko,żle i mam ochote wyć....jest nas na forum bardzo
            duzo ale kazda tak naprawde jest sama.
            Przepraszam jesli kogoś uraże,ale piszą na forum o swojej nieplodnosci rowniez
            dziewczynyn ktore mają juz dziecko,a teraz nie mogą mieć kolejnego-tylko,ze im
            ma juz kto powiedziec"mamo"wiedzą co to jest mieć maleństwo
            • bdw1 Re: jak dalej żyć...... 13.08.08, 19:55
              witaj,ja też myślę o adopcji, oboje z mężem jesteśmy bardzo
              pozytywnie nastawieni na taka formę rodzicielstwa, mnie pomaga w
              chwilach zwątpienia myśl,że jest to właśnie wyjście z sytuacji i
              wcale nie jestem skazana na to,że nigdy nie usłyszę ,,mamo''i że
              gdzieś ktoś maleńki czeka właśnie na mnie.rana w sercu zawsze będzie
              i nieme skargi do nieba.Dla mnie to nie kara, to zraniona
              kobiecość....
              bardzo podobał mi się fragment o tym,że w pogoni za maleństwem
              ranimy najbliższych-bardzo prawdziwe.
              • alex-7 Re: jak dalej żyć...... 13.08.08, 20:25
                cześć
                ranimy najbliższych, to mało powiedziane...
                ja nie potrafię już rozmawiac z moim mężem,
                a myśl, ze nigdy nie będzie naszego wyczekiwanego maleństwa...
                nie chce mi się żyć
                • bdw1 Re: jak dalej żyć...... 13.08.08, 21:16
                  alex wiem o czym mówisz, gdybym opisala to, przez co moj mąz musial
                  przejśc ze mną ...., przerabialam chyba wszystko, o czym w tej
                  kwestii piszą dziewczyny na forum ...podziwiam go, ja sama do siebie
                  nie miałabym takiej cierpliwości.teraz wiem,co oznaczaja slowa
                  przysięgi.Teraz chcę zrobic wszystko,abym emocjonalnie być w rownym
                  stopniu jego żoną tak jak o jest moim Mężem.to trudne...mężczyźni
                  tez to przezywaja ale bardziej chowaja w sobie, nie wpadaja w
                  histerie jak my...
            • alex-7 Re: jak dalej żyć...... 13.08.08, 20:32
              nie jesteś samasmile
              miej nadzieję...znajoma mojej mamy po 20 latach starań, wyroku, ze
              nigdy nie będzie mama, dwóch adopcjach...a jednak udało sie,
              organizm kobiety jest tak nieprzewidywalny...ja nadal wierzę
              • zala.mka Re: jak dalej żyć...... 13.08.08, 20:48
                ja tez wierze,bo bez wiary już by mnie nie byłosmile)ale czasem przychodzi taki
                dzień,że obwinia się cały świat za swoje niepowodzenia.
                • alex-7 Re: jak dalej żyć...... 13.08.08, 21:02
                  smiletrzymam kciukismile
            • dagmara-k Re: jak dalej żyć...... 13.08.08, 21:23
              dyskwalifikowac moga stwierdzone w badaniach psychologicznych powazne problemy
              ze zdrowiem psychicznym, a nie fakt odbycia psychoterapii zeby tym problemom
              zapobiegac. dopytaj o to w oao, bo po co ci taki argument przeciw pomocy sobie w
              dolku.
              • kolebeczka Re: jak dalej żyć...... 14.08.08, 09:16
                A propos dola czyli dlugotrwalej depresji- w moim przypadku jego
                wymierna przyczyna jest niedoczynnosc tarczycy z zespolem Hashimoto.
                Nie zajdzie sie z tym bez leczenia w ciaze, nie pozbedzie dolow, bo
                hormony szaleja.
                Wiec:
                Biore leki.
                Wymyslilam tez sobie zupelnie nowe hobby.
                Zalozylam wyjscie awaryjne tzn. ze calkiem mozliwe, ze sie nam nie
                uda- oswajam sie z ta mysla, ale nie rezygnuje z dzialan.
                Caly czas aktywnie korzystam z badan i zabiegow.
                Lepszym nastrojem doprowadzilam do tego, ze moj maz nie robi juz
                nadgodzin- ot zeby uniknac moich histerii.
                Korzystam z tego i innych forow- tu jest tyle zyciorysow- tak innych
                niz moje a jednoczesnie tak do mojego podobnych- nie czuje sie sama,
                moge tez wesprzec kogos moja rada.
                No i- placze, jak mi ku temu- nikt nie kaze mi byc silna.
                Lzy to taka duchowa miesiaczka, he he.
                Ale staram sie nie spychac winy na Boga, meza, instytucje i ich
                kryteria. Nie podjelabym sie adopcji w stanie rozpaczy, bo nie
                uwazam dziecka jako plaster na odciski, jako antidotum na moje
                niepowodzenia. Najpierw musze sie sama uporzadkowac, ponaprawiac
                uklady i caly ten balagan wokol siebie, ktory sobie sama nawarzylam.
                W przyrodzie dziala prawo rezonansu- dasz usmiech- bedzie Ci dany
                usmiech. Zycze Ci powodzenia i szczerosci wobec samej siebie.
                Jak to mawial Einstein- problemow nie rozwiaze sie tym samym
                nastawieniem, ktore doprowadzilo do ich powstania.
                Wymysl sobie jakis nowy pomysl na siebie. Wyobraz sobie siebie za 20
                lat. Czy Twoje zycie byloby bezwartosciowe, gdybys nie zostala matka?
                Czy nie mialoby zadnego sensu?
                • z_milo kolebeczka :) 14.08.08, 09:38
                  ...znakomity post, palce lizać wink czytam i znowu zbieram siły do dalszej walki
                  • zabcia35 Re: kolebeczka :) 14.08.08, 13:51
                    jak każdy post kolebeczki. Kolebeczka Ty napewno jesteś świadoma jak
                    mnie uduchawiasz w chwilach zwatpienia, a Twoje przemyslenia
                    trafiają centralnie w mój system wartości, w moją duszę i za każdym
                    razem gdy przypominasz o tym co najważniejsze w życiu przywołujesz
                    gęsią skórkę i łezkę wzruszenia. Dzieki
                    • kolebeczka Re: kolebeczka :) 14.08.08, 17:43
                      aj- czuje sie nieskromnie a mile polechtana (a niech tam-
                      przyjemnosc tez trza miec!)
                      Dziewczyny- to po prostu cudownie dzielic sie dobrym slowem, bo jak
                      w nowozalozonej Liscie Przebojow- zlych slow nie brak.
                      Ale my juz tam wiemy jak tworczo i konstruktywnie te trucizne na
                      lekarstwo przerobic, he he!
                      Jak mawia moj Tesc- "Co Cie nie zabije, to Cie umocni"
                      • lusiasia Re: kolebeczka :) 17.08.08, 10:46
                        dla mnie to zawsze byla i jest choroba, posiadanie dziecka nalezy do potrzeb
                        podstawowych
                        zyjac z choroba tez mozna sie smiac i cieszyc zyciem, ta chorobe mozna leczyc z
                        roznymi skutkami, albo probowac ja zaakceptowac

                        dla mnie osoby ktore zachodza w ciaze bez problemow sa zdrowe, Boga w to nie
                        mieszma, to czysta biologia, sa zdrowe i zachodza, moja kuzynka samotna matka,
                        rozwiedziona, niewiezaca, 37 lat + 600 zl pensji, zaszla w druga ciaze, czysta
                        wpadka, facet mocno nie zainteresowany

                        moj maz sluchajac tej historii, w pierwszej chwili wypalil "niech nam da to dziecko"
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka