Gość: Wiktoria
IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl
13.10.03, 16:50
Pisałam tu już wczesniej! Na temat starań od półtora roku, na temat badań,
no i co?
Rzuciłam papiery do szuflady (te z wynikami, które były nieciekawe u męża),
postanowiłam że jak nie to nie, wrecz nie chcę być w ciąży bo jak bardzo
chciałam to nic z tego. Chodziłam jak nawiedzona, zaglądałam ludziom do
wózków jak wariatka!
Odpuściłam jakiś miesiąc, może półtora temu. Wyluzowałam się.
Postanowilismy z mężem (po kuracji antybiotykami na escherichię coli i takie
tam cuda na kiju), że nie bedziemy sie kochać do końca bo "ryba" mi życie do
reszty zatruje, oprócz tego jednego jedynego razu miesiąc temu.
Wszystko według planu.
Awantury na porządku dziennym, płacz, nerwy i zero starania.
Kupiłam sobie meridię 15 a co tam schudnę dwa, trzy kilo chociaz i tak
jestem chuda jak przecinak. No cóż psychotropy odchudzają i polepszają humor!
W ramach profilaktycznego dbania o siebie postanowilam pójść do dentysty.
Byłam chyba z pięć razy. Borowanie, leczenie kanałowe za kazdym razem
znieczulenie.
W trakcie dbania o sylwetkę i zęby postanowiłam leczyć dalej śmierdzące
bakterie, no więc brałam augumentin, ampicilinę itp.
Drogie koleżanki 12 dni po terminie czyli dzisiaj mąż kupił mi test ciążowy
("dla jaj"), bo akurat się wtedy nie kłócilismy.
Test jest pozytywny! Piersi jak wulkany przed erupcją, do tego chandra i
twarz z małymi pryszczami jak przed okresem albo po kilogramie czekolady!
Boję się! Leki które brałam na odchudzanie to leki psychotropowe (wzięłam 22
kapsułki meridii-15, nie biorę ich od pięciu dni bo mnie po nich rzucało).
Do tego antybiotyki ciężkiego kalibru.
Jak dzisiaj robiłam test to pomyślałam sobie, że mężowi sie pogorszyło bo
nie mogę być w ciąży po trzech tygodniach bez "zostawania do końca". A do
tego po każdej awanturze robiliśmy sobie ciche dni - zazwyczaj 5 dni postu i
odpychania, później sie godziliśmy ale tylko na dzień, dwa.
Jesli ktoś jest w stanie powiedzieć czy moje dziecko będzie normalne, tzn.
czy nie będzie zdeformowane od tych leków czy może lepiej taką ciążę usunąć
bo nie mam szans by mój Aniołek był zdrowy (przeze mnie, przez te leki i
stres) powiedzcie co mam ze sobą zrobić?
Myślę o usunięciu (czytałam tu o zastrzyku z metroxante czy czymś w tym
stylu), boję się że nigdy się nie dowiem (jeśli to zrobię) czy dzidziuś
byłby chory, czy bym go donosiła.
Jednocześnie chcę mieć to dziecko w sobie, chcę je urodzić i kocham je już
teraz!
Ale jeśli zrobiłam mu już krzywdę nie świadomie to nie zniosę tej
świadomości.
Żeby było śmiesznie spotkałam innego mężczyznę, który daje mi to czego nigdy
nie dał mi mąż (bo nawet nie jest w stanie tego wymyślić).
Jestesmy sobie bardzo bliscy, ale nie było między nami sytuacji, która
zaowocowałaby dzidziusiem.
Świat zwalił mi sie na głowę...