Trudno mi w to uwierzyć, ale jestem w ciąży!
Zawsze uśmiechałam się, gdy czytałam: przestaliśmy się starać i się udało.
Dokładnie to mi się przytrafiło... Piszę, bo już teraz wiem, że nie warto się
poddawać, bo cuda naprawdę się przytrafiają!
Mam 30 lat, córkę wywalczoną przez lekarzy i wiele lat walki o drugie dziecko.
Mam PCOS (na szczęście przytrafia mi się czasami samoistna owulacja), mąż ma
beznadziejne wyniki, nikt nam nie dawał szans na naturalne zajście w ciążę,
później już w ogóle na zajście w ciążę... Już nawet przestałam liczyć ile
inseminacji za nami, przeszliśmy już przez wszystkie zabiegi - nigdy się nie
udało. W końcu poddaliśmy się, mamy fajną córkę i tylko tym żyliśmy,
zweryfikowaliśmy nasze plany co do dużej rodziny, zaczęliśmy żyć inaczej i nie
czekać na te dni. W końcu nasze dziecko przestało jadać kolacje w
poczekalniach ginekologicznych, spać na złożonych krzesłach w szpitalu, a my
bzykaliśmy się kiedy chcieliśmy

Wyjechaliśmy na wakacje. Rany, nawet nie
wiem kiedy miałam owulacje - pierwszy raz od lat nie wiem! Nawet nie zwróciłam
uwagi, że okres mi się spóźnia! Ja, która od lat zajmowałam się tylko tym.
Zrobiłam test mechanicznie, bo zawsze robię, bo w razie czego muszę brać leki,
zrobiłam, zostawiłam, poszłam do córki i nie spojrzałam na wynik... Dopiero
później zobaczyłam, że są dwie kreski! Przez dwa tygodnie nie wierzyłam,
myślałam że to coś nie tak z testami, że może coś mi się pomieszało już z
hormonami, że wszystkie objawy jakie mam to jakieś zaburzenia, że to jakaś
okrutna pomyłka... Jeszcze ledwo w to wierzę!
Naprawdę, warto wierzyć w cuda! Życzę Wam ich bardzo serdecznie! Zdarzają się
jednak!