arcoiris78
23.09.08, 17:06
zastanawiałam się czy opisywać swoją historię, bo po pierwsze do happy end-u
jeszcze jakies 7 miesięcy, a po drugie, jak było źle, jak się nie udawało, nie
byłam pewna czy czytanie takich historii mi pomagało... ale może jednak, może
ktoś wyciągnie wnioski i szczęście też się do niego usmiechnie.
Staralismy się z chłopakiem, teraz już mężem o dziecko 2 lata - byłam leczona
Duphastonem, Clostylbegytem, w zależności od reakcji pojawiały sie jeszcze
inne leki , luteina itd. Raz udawało się coś uregulowac ( mam PCO,
bezowulacyjne cykle generalnie i nieregularne) ale bez skutków w postaci ciąży
- z resztą, było to mało możliwe, jeśli zaledwie raz wystymulowaliśmy
owulację. Nienajlepiej znosiłam coraz większe dawki hormonów, miałam dosyć,
pogadałam z lekarzem i zdecydowaliśmy sie na laparoskopie ( mam 30 lat, także
czas też powoli tyka). Miałam termin na 16 września na laparo, wczesniej
miałam zrobić badania. Zaczęłam je robić, ale też okres zaczął się spóźniać.
Tyle, że wielce mnie to nie zdziwiło, bo zdarzało mi się to nie raz.
Profilaktycznie i bez wielkiej nadziei zrobiłam test: OKAZAŁ SIĘ
POZYTYWNY!!!!!!! JESTEM TERAZ W 9 TYGODNIU CIĄŻY!!!!!
Wiem, że wszyscy tak mówią, ale teraz uwierzyłam - odwrócić myśli od starań,
odpuścić czasem... ja nastawiłam sie już na laparo, myślałam tylko o tym i
stało się!!!!
Do dzisiaj trudno mi w to uwierzyć!
Tą historią chciałam Wam dodać otuchy i powiedzieć, że czasem to, że
odpuscimy, przynosi lepsze efekty niż liczenie dni od jednej próby do
drugiej... Życzę powodzenia, a Wy trzymajcie kciuki~!