Dodaj do ulubionych

badanie nasienia a postawa meza....

28.05.09, 11:18
kilka miesiecy temu udalo mi sie w koncu namowic meza na badanie
nasienia. po badaniach okazalo sie, ze w nasieniu nie ma plemnikow.
lekarz kazal odczekac troche i powtorzyc badania. ciagle musialam
mezowi przypominac zeby w koncu wybral sie do urologa bo czas
ucieka. no i wybral sie dzis, po 2 miesiacach... niestety,
zapomnial pieniazkow i nie mial za co zaplacic za kolejny kwartal
(mieszkamy zagranica). prosil pielegniarke zeby pozwolila mu zrobic
badania, ja mialam dowiesc pieniadze. baba nie zgodzila sie, moj
maz poklocil sie z pielegniarka, powiedzial, ze do tego gabinetu
juz nigdy nie przyjdzie i sobie poszedl. wsciekla jestem jak nie
wiem co. za miesiac mam wizyte u ginekologa a maz ma nie zrobionych
badania (mial na to pol roku). teraz musi poszukac sobie kolejnego
lekarza umowic na wizyty i cala procedure powtorzyc jeszcze raz.
podejrzewam, ze kilka miesiecy to potrwa. jestem wsciekla, mam juz
dosyc tego wszystkiego a szczegolnie postawy mojego meza. czy tylko
moj jest taki czy wasi tez?
Obserwuj wątek
    • elka-helka Re: badanie nasienia a postawa meza.... 28.05.09, 12:39
      To naszykuj się, że na kolejne badanie też nie dotrze, bo: akurat
      tego dnia nie będzie mógł wyjść z pracy, będzie stał w korku itd.
      itp. tysiąc powodów.
      Tak będzie dopóki nie pozyskasz go do pomysłu diagnozy i leczenia.

      Ja z moim mężem nie miałam takiego problemu, a to co piszę powyżej
      wynika z doświadczeń moich koleżanek.
      • beniusia79 R w sumie to jemu zalezy, ale najlepiej jakby inni 28.05.09, 17:55
        za niego robote odwalili... tak wyglada u niego i z innymi
        lakarzami, szkoda gadac. pocieszam sie, ze mamy przynajmniej juz
        jedno dziecko....
        • markus0123 Re: R w sumie to jemu zalezy, ale najlepiej jakby 29.05.09, 09:27
          Jeśli mam być szczery to patrząc na formę w jaki piszesz posty, to zacząłem
          zastanawiam się jak wyglądała wasza rozmowa na ten temat.
          • ana_pe Re: R w sumie to jemu zalezy, ale najlepiej jakby 29.05.09, 09:57
            radzę Ci szczerze porozmawiać z mężem na spokojnie. To Wasza wspólna
            sprawa, az przykro czytac ze taki ma do tego stosunek.
            Powinien Cię wspierać.
            Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki
            • markus0123 Re: R w sumie to jemu zalezy, ale najlepiej jakby 29.05.09, 13:15
              Przykro, że ma taki stosunek że może się uda a jak nie to nic złego się nie stanie.

              Zbliżają się wakacje, może wybierzcie się na jakiś wyjazd z waszą pociechą.
              Gdzieś nad morze i wtedy jak odpoczniecie trochę od tego wszystkiego to może uda
              wam się porozmawiać i dojść do czegoś. Jak pojedziecie nad morze, to na pewno
              będą inne pary z dziećmi - jeśli gdzieś wtedy będzie para z dwójką to spróbuj
              może zagaić rozmowę o drugim dziecku, pokazując że wasza pierwsza pociecha na
              pewno będzie się cieszyła mając brata czy siostrę. Potem może, spróbujcie
              wciągnąć w tą rozmowę wasze dziecko, pytaniami co sądzi o tym, jakby kiedyś
              miało mieć siostrzyczkę lub braciszka. Idę o zakład, że dziecko się ucieszy nie
              tyle z pytania co z faktu, że może mieć rodzeństwo. Może to zmiękczy twojego faceta.
          • beniusia79 Re:markus, 29.05.09, 11:24
            > Jeśli mam być szczery to patrząc na formę w jaki piszesz posty,
            to zacząłem
            > zastanawiam się jak wyglądała wasza rozmowa na ten temat.
            po zaledwie 2 postach zaczales sie zastanawiac? rozmowe na ten
            temat ciagniemy juz od dluzszego juz czas. wiem, ze wielu mezczyzn
            ma podobne podejscie jak moj maz do tej kwestii. mamy juz jedno
            dziecko wiec maz uwaza, ze i drugie jakos pewnie uda sie "zrobic".
            moj slubny uwaza, ze w takie sprawy nie powinno sie ingerowac-tym
            bardziej, ze juz jedno dziecko jest. musze sie przyzwyczaic do tej
            mysli, ze maz zrobi kolejne badania, ale na tym sie prawdopodobnie
            skonczy... weszlam wczoraj na to forum bo chcialam sie wyzalic i
            wyrzucic swoj smutek.
            • kolebeczka Meska duma 29.05.09, 13:09
              hmmm
              ja np.potrafilam sobie wyobrazic zycie bez dzieci, moj M raczej nie,
              ale okazalo sie, ze gdy androlog postawil mojemu M diagnoze
              nie bylo wprawdzie wielkich cyrkow z jego strony, ale za to nagla
              blokada.
              Facet "malowal" przyczyny inaczej, lekcewazyl diagnoze, wspierala go
              jego mama, zrzucajac tzw."wine" na mnie, produkujac mrzonki
              typu "aaaa- jeszcze sie uda- mamy czas".
              Chociaz jestesmy partnerskim malzenstwem od lat 11-u wiedzialam, ze
              tak jak w innych waznych dla wspolnego pozycia kwestiach to ja musze
              zrobic pierwszy krok. A tu tymbardziej, bo chodzi o cos tak
              egzotycznego dla nas kobiet- wystawiajacych po setkach gabinetow i
              klinik wlasne cztery litery. Chodzi o meska dume. Czasem bardzo
              dziecinna dume.
              Sama szukalam klinik, lekarzy, metod. Z poczatkowych, delikatnych
              metod typu kupowanie specjalistycznej literatury, zrezygnowalam, bo
              kurzem zarosla. Zamawialam wizyty, zmusilam na wesolo do obecnosci
              przy transferze (w Twoim przypadku zaplacilabym nawet sama z gory w
              gabinecie, skoro M taki "zapominalski").
              Moj M sie dostosowal, bo widzial w tym system i z czasem bylo mu to
              na reke, ze ktos to robi za niego...
              Widzisz, gdy dzis ktos podpytuje, dlaczego podeszlismy do ICSI (a za
              2 tygodnie juz porod naszych blizniakow), moj M wciaz wspomina
              tylko moja dolegliwosc- Hashimoto. Ja dodaje wtedy zartami, ze my
              przeciez po fifty-fifty, ale choc leczylismy sie juz jakies 4-5lat
              (maz mial operacje jader)- wciaz moj M nie potrafi otwarcie przyznac
              sie do naszego "rownouprawnienia". Mysle, ze ogromny wklad do tej
              chorobliwej meskiej dumy maja mamy naszych partnerow...
              Pozostaje wiec pewnie uzyc broni tesciowych i przynajmniej w temacie
              nieplodnosc pomatkowac naszym co niektorym chlopakomsmile))
              Zycze Ci powodzenia w "przymuszaniu" do szczescia!
      • mrs.g fochy 30.05.09, 17:12
        zapytaj meza,czy chce miec dziecko czy stroic fochy na maxa.
        Ja nie wiem czemu oni maja tyle oporow, my jak biegamy i zmieniamy
        ginekologow, to nam to moze przyjemnosc sprwia. To czysty egiozm.
        Poewnie tez troche sie boi wynikow. Ale to nie tedy droga.
    • beniusia79 Re no wlasnie.... 29.05.09, 19:44
      po porodzie, kiedy nie moglam zajsc w kolejna ciaze, sam ginekolog
      wmawial mi, ze dlugo karmilam, ze moj orgazim pewnie jeszcze do
      siebie nie doszedl, ze jeszcze moze za wczesnie stad problemy z
      zajsciem itp. sama juz uwierzylam, ze chyba tak moze byc. po 2
      latach staran ginekolog stwierdzil w koncu, ze chyba jednak warto
      meza wyslac na badania bo z mojej strony nie widzi problemow. potym
      jak maz odebral wyniki, stwierdzil, ze zawsze myslal, ze to na ogol
      kobiety maja problem z zajsciem, ze to wina lezy na ogol po ich
      stronie. mysle, ze taki tok myslenie wynisl z domu, mysle takze, ze
      wiele osob dalej z zalozenia wychodzi, ze to wina lezy zawsze po
      stronie kobiety bo to w koncu ona w ciaze zajsc nie moze. potem maz
      sam stwierdzil, ze ten problem lezy w jego rodzinie, ale zawsze
      mowilo sie ze to albo ciotka albo szwagierka maja problemy z
      zajsciem... widze, ze powoli do niego dociera, ze moze byc inaczej.
      wiem, ze na badania sie wybierze, ale troche to jeszcze potrwa....
      • dagmara-k Re: Re no wlasnie.... 29.05.09, 20:11
        daj mu czas. macie rodzine. to jest zbyt cenne by popsuc jakosc z pospiechu.
    • martucha90 Re: badanie nasienia a postawa meza.... 29.05.09, 21:34
      Wygląda na to, że Twój mąż nie chciał robić tych badań, te wszystkie
      przeszkody na to wskazują: a to nie poszedł, a to nie wziął
      pieniędzy, a to pokłócił się z pielęgniarką itp. I jeszcze
      jak "ładnie" zakończył kłótnię: że więcej tam nie pójdzie.
      Bo on nie chce iść. Broni się rękami i nogami, psychicznie i
      fizycznie.
      Czy możesz coś z tym zrobił?
      Wątpię... Niestety sad Twój mąż musiałby się zmienić.
      • dagmara-k Re: badanie nasienia a postawa meza.... 29.05.09, 21:38
        bez pzresady. mysle ze moj maz tez poklocilby sie z pielegniarka w takiej
        sytuacji. tez mial poczatkowo opory przed badaniem i ciezko zniosl diagnoze nie
        do zmiany. dawno mu przeszlo i jest ze mna w kazdym momencie leczenia. troche
        wiary i szacunku wobec mezow, to moze beda chetniej wspolpracowali.
        • moniaa2009 Re: badanie nasienia a postawa meza.... 30.05.09, 20:35
          To jest problem ogólnomęski. Niewielu jest takich, którzy bez
          problemów godzą się ze swoją niepłodnością. Jeszcze kilkadziesiąt
          lub nawet kilkanaście lat temu uważano, że niepłodność dotyczy
          kobiet. Ten stereotyp pokutuje do dziś. Nie darmo powstało
          powiedzenie "prawdziwy mężczyzna musi wybudować dom, posadzić drzewo
          i spłodzić syna". Jakoś nikt nie robi problemów, jeżeli dom nie
          zostanie wybudowany, a drzewo nie posadzone. Natomiast gdy w grę
          wchodzi spłodzenie potomka i gdy to się nie udaje, a jeszcze na
          dodatek wmawia się mężczyznom, że problem może leżeć także po ich
          stronie, wówczas duma męska wystawiana zostaje na próbę. Mężczyźni
          uważają, że wyszukiwanie u nich problemów zwiazanych z poczęciem
          dziecka to wymysł lekarzy i kobiet, aby im także uprzykrzyć życie.
          Męża przez długi czas przekonywałam, że musi zrobić badania. W końcu
          gdy ja zrobiłam wszystki możliwe badania zgodził się, ale po
          wszystkim powiedział, że dawno nie czuł się tak upokorzony. I po tym
          wszystkim po prostu się upił. Po 3 latach walk wydaje się, że
          powinien być przyzwyczajony do całej tej procedury. Ale tak nie
          jest. To ja, czasami nawet 3 razy w tygodniu rozkladam nogi, mam
          pobieraną krew do badań, biorę hormony na stymulację, po których nie
          mogę chodzić z bólu, ja załatwiam wszelkie sprawy związane z
          umawianiem lekarzy, gdy mąż nie jest potrzebny, to nie ciągnę go na
          wizyty, aby nie stresować go niepotrzebnie. A gdy w końcu nadchodzi
          dzień, w którym mój mąż musi się zjawić w klinice i oddać nasienie
          do inseminacji to on wrzeszczy, że ma tego dość i to wszystko nie ma
          sensu. Mam wtedy ochotę krzyknąć mu sp......aj, ale zamykam się w
          sobie i proszę go jedź i zrób to. A po wszystkim on dzwoni, że już
          po wszystkim i mówi, że mnie kocha. A po każdej porażce, gdy ja
          wylewam morze łez, to on mnie wspiera na duchu i obiecuje, że zrobi
          wszystko, abyśmy mieli dziecko. I ja wiem, że zrobi co potrzeba, ale
          w chwili stresu będzie wrzeszczał, że to ostani raz, że ma dość i to
          nie ma sensu. Tacy są faceci i to my jako ta "słabsza" płeć, musimy
          być w tej walce twardsze.
          • gorzkacava Re: badanie nasienia a postawa meza.... 30.05.09, 20:58
            Jakiś czas temu pisałam na tym forum o kryzysie, który dopadł moje
            małżeństwo. Doszło do tego, że spakowałam swoje rzeczy i chciałam
            się wyprowadzić. Załamywała mnie postawa mojego męża - nie chciał
            słyszeć o żadnych badaniach. Zawalił mi się świat w jednym momencie.
            Nie poddałam się. Bardzo szczera rozmowa pomogła. Mój mąż po
            ostatniej naszej kłotni zmienił niesamowicie podejście do kwestii
            leczenia. I dzisiaj jesteśmy już o kolejny krok dalej. Mąż sam
            zadzwonił do klinki, umówił się i jest już po badaniu nasienia.
            Widzę teraz jak bardzo mu zależy. Wiem jednak, że pewnie wiele
            trudnych momentów jest jeszcze przed nami. Musimy sobie poradzić, bo
            bardzo nam na sobie zależy.
    • beniusia79 Re: kolejna rozmowa nic nie przyniosla... 03.06.09, 14:28
      maz wczoraj dzwonil do kolejnego urologa i tam zaspiewano mu, ze za
      badania nasienia musi zaplacic. troche to kosztuje wiec slubny sie
      wkurzyl bo u poprzedniego lekarza badania mial za darmo a "nowy"
      lakarz twierdzi, ze ponoc kasa chorych nie placi za takie badania
      wiec pacjent musi cale koszty poniesc sam... oczywiscie maz nie
      umowil sie na wizyte. po tej rozmowie oraz po wczesniejszym starciu
      z pielegniarka u poprzedniego lekarza, moj wspanialy malzonek
      doszedl do wniosku, ze wszystko wskazuje na to, zeby tych badani
      jednak nie robic. wszystko idzie nie tak jak powinno i jest to wg.
      niego zly omen i on daje sobie spokoj z badaniami... rozmawialam
      wiec z mezem, probowalam go przekonac, ale on swoje. nie zdawalam
      sobie sprawy, ze tak opornie to pojdzie. przeciez to tylko badania
      i to dopiero poczatek. powiedzialam mu, ze jesli mialby miec jakis
      zabieg z tego powodu i balby sie tego lub nie mial ochoty na to, to
      ja to zrozumiem. ale nie rozumiem jak moze poddawac sie juz po
      zaledwie jednym badaniu i rezygnowac? mysle, ze dam sobie na razie
      spokoj. za miesiac jedziemy na urlop. przeczekam az troche
      odpocznie. moze za kilka tygodni/miesiecy podejdzie do tego troche
      inaczej i zmieni zdanie...
      • kolebeczka Re: kolejna rozmowa nic nie przyniosla... 04.06.09, 08:24
        A zaplacilby za badania, gdyby wszedzie sie za nie placilo?
        Zreszta- nie slyszalam o tym, zeby byly gdzies za darmo...
        Mieszkam w kraju, gdzie sluzba zdrowia i opieka spoleczna sa na
        jednym z najwyzszych i najprzystepniejszym dla pacjenta poziomie, a
        jednak za kazde naklucie szpilka w zwiazku z IVF- czy to moje czy M-
        trzeba bylo placic. Fondy nie obejmuja badan wstepnych.
        Dlaczego nie zaplacisz sama, a jego tylko poslesz na ten termin?
        Jesli facet wierzy w omeny (bo za cos trzeba zaplacic) i jakies tam,
        to znaczy ze bzikuje, ma mokro w gaciach nawet jak pogoda tego
        konkretnego dnia nie bedzie po jego mysli i nie spodziewaj sie po
        nim w najblizszym czasie logicznego i konstruktywnego myslenia.
        Zrob to SAMa- jak mawial Adam Slodowy. To Twoj zegar tyka. Jego
        stanal na etapie dziecinnego EGO.
        • olenka-13-13 Re: kolejna rozmowa nic nie przyniosla... 04.06.09, 09:02
          Mój M też na początku miał przeciwko badaniom wiele a to termin zły,
          a to nie ma czasu, a to nie ma kasy. W mojej rodzinie jest dużo
          małych dzieci a od M ze strony ani jednego bo on jest najstarszy z
          rodzeństwa. Gdy pojechaliśmy ostatnio do mojej mamy i się bawił sam
          z moją siostrzenicą to zdaje mi się że coś w niego tknęło. Gdy
          wróciliśmy powiedział że w piątek bieże urlop ( o którym wcześniej
          nie było mowy) i zrobi wszystkie badania a potem abym umówiła nas do
          lekarza jak najszybciej aby mu je pokazać. Myślę że nic na siłę bo
          czasami facet do tego musi dorosnąć. Mam nadzieję, że twój M wkońcu
          to zrozumie jak ważne jest to dla ciebie i dla niego. Trzymam
          kciuki. Powodzenia.
          • tekla12 Re: kolejna rozmowa nic nie przyniosla... 04.06.09, 09:55
            Chciałabym zwrócić uwagę autorce wątku, że plemniki nie pojawiają się okresowo i
            nie znikają. Jeśli macie naturalnie poczęte dziecko to aspermia może być objawem
            poważnej choroby. Wizyta u urologa i powtórne badanie jest konieczne nie z
            powodu konieczności zdiagnozowanie płodności a z powodu ustalenia przyczyn
            choroby męża.
        • beniusia79 Re: kolejna rozmowa nic nie przyniosla... 04.06.09, 10:00
          nie, nie bede go na sile uszczesliwiac. wierze, ze potrzebuje
          troche czasu i w koncu zmieni zdanie. moge go umowic na wizyte, ale
          sila go tam przeciez nie zaciagne. moj maz niestety potrzebueje na
          wszystko wiecej czasu. a co do placenia za badania, pierwsze
          badania u innego urologa mial rzeczywiscie za darmo, lacznie z usg
          i badaniem nasienia. nie rozumiem wiec dlaczego inny lekarza, za te
          same uslugi kaze mu placic?...
          • beniusia79 Re: telka... 04.06.09, 10:05
            zdaje sobie z tego sprawe. prawdopodobnie to, ze juz mamy dziecko,
            jest cudem.... poprzedni lekarz badal meza, robil usg i wszystko
            wygladalo pieknie, zadnych guzkow, zadnych problemow z prostata,
            zadnego nowotworu. sam lekarz zdziwil sie, ze nie bylo
            plemnikow.... dlatego kazal tez powtorzyc badania. maz uwaza, ze z
            wynikami cos pokrecona. wczoraj stwierdzil, ze kupi sobie
            mikroskop... juz mi sie nawet smiac nie chce z jego pomyslow...
            • gorzkacava Re: telka... 04.06.09, 17:48
              Nic na siłę. Im bardziej będziesz nalegać, tym będzie gorzej. Z moim
              mężem było tak samo. Przestałam napierać i mąż sam wziął sprawy w
              swoje ręce. Teraz chodzi zadowolony i mówi, że już jesteśmy blisko
              celusmile Mam nadzieję, że u Was będzie tak samo.
              Pozdrawiam,
              • olenka-13-13 Re: telka... 08.06.09, 15:12
                gorzkacava u mnie tak samo było smile na początku namawiałam go aby
                poszedł na badania i nie chciał a teraz w piątek miał urlop
                specjalnie na badania bo dwa razy musiał tam jeżdzić smile teraz się
                dopytuje kiedy będą wyniki i kiedy idziemy do lekarza.
    • aurita Re: badanie nasienia a postawa meza.... 08.06.09, 18:11
      Wydaje mi sie ze dla faceta takie badanie jest mega stresujace. Baby sa jakies
      bardziej odporne.
      Moze pojdz poprostu z nim? moze potrzebuje bratniej duszy?
      Moj bardzo sie bal, że wynik bedzie zly i ze nasza nieplodnosc to bedzie "jego"
      wina. Wina jest moja wink
      • beniusia79 Re: 08.06.09, 20:20
        nastraszylam meza i powiedzialam mu, ze wina jego bezplodnosci moze
        byc jakas choroba, ze to moze byc jakis guz, nowotwor i ze
        lekcewazenie tego jest calkowita glupota z jego strony... w sumie
        jedno dziecko mamy wiec zastanawiajacym jest fakt, dlaczego nagle
        stal sie bezplodny? powiedzialm mu, ze juz nie tylko chodzi o
        kolejne dziecko, ale przede wszystkim o jego zdorowie. to dalo mu
        chyba do myslenia bo za 2 idzie do urologa smile tak sprawe
        rozegralam, ze prawdopodobnie nie bedzie musial nic placic za
        badania...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka