Gość: Zastanawiający się
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
24.10.05, 15:24
Powiedzcie mi, czy nie zdaje Wam się, że tak intensywnie lansowany rozwój
agroturystyki niesie z sobą pewne niebezpieczeństwo?
1. Całe gminy nie wyobrażają sobie inaczej własnej przyszłości, jak w
agroturystyce i sprzedaży jak największych terenów pod domki letniskowe.
A to oznacza, że musi to być turystyka masowa, najlepiej tłumna. Ludziom w
miastach trudno jest wytrzymać w tłumie - a tu funduje się drugi tłum, w
którym oni mają tym razem... wypoczywać. Przy czym tłum to jest społeczeństwo
zatomizowane. Innym słowem, chce się zaprowadzić atomizację społeczeństwa
tam, gdzie jej jeszcze nie ma...
2. Masówka oznacza stawianie na tandetę i masowy przerób klientów. W końcu
samych mieszkańców wsi zacznie brać obrzydzenie na ten najazd. Zaczną
traktować ich jak dopust Boży, tolerowany tylko dlatego, że przynosi szybkie,
łatwe i duże pieniądze. Już teraz jest tak na Podhalu albo nam morzem - nie
owijajmy w bawełnę. Masówce, jeśli dominuje ona w gospodarce, towarzyszy
zawsze następująca zasada: "ciągnąć kasę z frajerów"! Jeśli tego nie widzimy,
to albo jesteśmy ślepi, albo zakłamani, albo tak prymitywni, że masówka
wydaje się nam to Bóg wie czym.
3. Marzy się o ściąganiu jak największej liczby turystów z zagranicy. W
przyszłości może to oznaczać uzależnienie się od wielkich międzynarodowych
biur podróży, które wycisną polskich gospodarzy jak cytrynę i zostawią. Dotąd
ludność wiejska jest wprawdzie uboga, ale niezależna gospodarczo od
międzynarodowych oligarchów.
4. Planuje się w gruncie rzeczy urządzenie masowej eksploatacji przemysłowej
(przemysłu turystycznego) wszystkich tych cennych przyrodniczo miejsc w
Polsce, których przemysł jeszcze nie zdążył zniszczyć. Czy naprawdę nie ma
innego wyboru, jak tylko między przemysłem fabrycznym i turystycznym? W
rezulatacie pojawią się wszędzie coraz ostrzejsze zakazy, kanalizujące ten
masowy ruch. O ile zakazy te będą stać na drodze zwiększeniu przepustowości
przemysłu turystycznego, mogą zostać przez ludność uznane za "barierę
rozwoju". W sytuacji, kiedy utrzymywanie polskiej prowincji z turystyki się
nie sprawdzi, będzie gotowy winowajca - przepisy chroniące przyrodę.
5. Masowa turystyka jest to przyzywczajanie ludności wsi i miasteczek do
spekulacji. Już teraz spekuluje się na turystach ("niech zostaną choć chwilę
dłużej i zostawią pieniądze!") oraz - co dawniej było nie do pomyślenia - na
ziemi.
6. Masowa turystyka odwołuje się do ludzkiego prymitywu i go lansuje, bo
tylko na prymitywnym, zwierzęcym poziomie ludzie są tacy sami. Sprowadza się
taki "rozwój" masowej turystyki do przystosowywania się do
następujących "wymagań" klientów: "woda, zieleń, alkohol i kobiety". Poza tym
ściąganie z masowych turystów pieniedzy za "zaliczanie atrakcji
turystycznych", których idea polega na wmówieniu, że dane miejsca "koniecznie
trzeba zobaczyć".
Poza tym powsadza się tego prymitywnego masowego turystę na konie oraz rowery
i wepchnie na szlaki, bo "to jest teraz trendy, to jest fajne i tak jest na
Zachodzie". I już nie będzie gdzie uciekać przed prymitywem, bo będą pełne
prymitywów wszystkie miejsca w Polsce, gdzie tylko wstęp będzie dozwolony - a
zwłaszcza te ciekawsze. Konsumenci samochodów, komputerów i komórek zmienią
się w konsumentów piwa, jazdy konnej i pływania po wodzie.
7. Nie przypominam sobie regionu, w którym pod wpływem masowej turystyki
nastąpiłby rozwój gospodarczy. Mogło najwyżej nastapić znaczne wzbogacenie
ludności - a to nie to samo. Bywałem na Podhalu, w Krainie Wielkich Jezior i
nad morzem i jakoś tam rozwoju gospodarczego nie widziałem, a raczej
przyzwyczajenie do życia łatwym kosztem. Poza tradycyjnym przynajmniej od XIX
w. "budarstwem" na Podhalu istnieją niemal wyłącznie dziedziny związane z
obsługą ruchu turystycznego i konsumpcją. Gdzie ta "odskocznia gospodarcza" -
bo ja jej nie widzę? Wiecie, co by było, gdyby nagle nad morze albo w okolice
Zakopanego nie przyjechali turyści?
8. Panuje zupełnie mylne mniemanie, że wieś i w ogóle prowincja może żywić
się wyłącznie ochłapami tego, co wytworzą wielkie miasta, zwłaszcza Warszawa.
Tymczasem to stolica żyje eksploatacją prowincji, a stolice prowincjonalne -
eksploatacją otoczenia. Po co dostosowywać wieś do tych chorych trendów?
8. W dużych miastach panuje atomizacja społeczeństwa, demoralizacja i
prymityw. Ludność wiejska na zasadzie "ja płacę - ja wymagam" będzie się
musiała do tego dostosować. A na zasadzie przykładu sama może zacząć się tak
zachowywać. A wieś polska i małe miasteczko to ostatnie jeszcze miejsca w
kraju, gdzie jest NORMALNIE, tj. relacje międzyludzkie nie są oparte
wyłącznie na pieniądzu.
9. Jeśli istnieje jakieś rzemiosło ludowe, to zostanie ono zamienione w
tandetną cepeliadę.
10. Sprowadzanie na masową skalę turystów z zagranicy może zagrozić tym, że
dla Polaków nie będzie tam miejsca, gdyż po pierwsze nie będzie ich stać, a
po drugie będę "zabierać miejsce" bogatszym zagranicznym turystom. O ile
wiem, już teraz widać pierwsze symptomy tego w Zakopanem.
Ja wiem, że większość czytających pewno w ogóle nie zrozumie moich
wątpliwości. Przecież ma przybyć kasy na wsi, i to szybko. A czy coś więcej
jeszcze się liczy?
Oczywiście, założyłem tutaj, że pomysł z "rozwojem" wsi poprzez wprowadzanie
na niej wielkomiejskich stosunków gospodarczych (i co za tym idzie -
społecznych) się powiedzie. A jeśli się nie powiedzie? Czy wszyscy, którzy
lansują "rozwój" turystyki masowej na wsi na prawach niemal religijnej wiary
w dogmaty zastanowili się? Ile ludzkiej energii i ludzkich pieniędzy pójdzie
wtedy na marne?