Dodaj do ulubionych

Trasa samodzielnej podróży po Chinach, pomożecie?

25.08.06, 13:35
Właściwie po kawałku Chin, bo przecież całych na raz sie nie da zobaczyc :)
Lecimy na 3 tygodnie, ladujemy w Chengdu a wracamy z Shanghaiu.
Zanim powiem co sami wymyslilismy to poprosze Was o podpowiedzi.
Co ciekawego i wartego obejrzenia mamy po drodze?
Jak to jest z tym spływem po Yangcy, bo im więcej czytam tym większą cepelią
mi się to wydaje? Może lepiej ten czas zostawić na inne miejsce?
Będę wdzięczna za wszelkie sugestie, ewentualne linki i wszystkie praktyczne
porady:)
Pozdrawiam
kreola
Obserwuj wątek
    • Gość: Wiech pomożecie, o ile zdążycie.. IP: *.tvk.torun.pl 25.09.06, 22:52
      • Gość: Wiech Re: pomożecie, o ile zdążycie.. IP: *.tvk.torun.pl 25.09.06, 22:52
        sorki, miało być z linkiem..

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=193&w=43606316&a=49242435
        • moped zainwestuj w przewodnik z znakami chinskimi! 26.09.06, 00:37
          Ciekawy projekt i zycze powowdzenia.
          Podane polaczenie - duzo cennych oraz praktycznych informacji.
          Jak najmniej zabieraj z soba. Miej wolne rece od bagazu zbytecznego.
          Nie-mniej napewno kilka razy "zaplacisz" za gapowe- nie unikniona sprawa.

          Konkretnie- co zobaczyc?

          Beijing - wez pierwszy lepszy przewodnik- mnostwo informacji poczawszy od:
          Tian'anmen Square, Forbidden City, The Temple of Heaven, Letni Palac
          itd... z Great Wall na polnocy.
          Xian - z Terra Cotta Warriors oraz Shaanxi Provincial Museum of History,
          Shanghai - mnostwo, oraz nie daleko miasto stare Suzhou (najlepiej autobusem)
          Guilin oraz przeplyw rzeka Li,
          Tai'an z gora Mt. Tai or Taishan,
          Uwazam Yangtze River - warto zaliczyc...
          itd. itd. itd..
          Masz czas skorzystaj z nowego pociagu do Tybetu
          (potrzebne extra pozwolenie-wiza)

          Nie znam twoich mozliwosci finansowych -
          ale czasowo bys b. zyskala poruszajac sie samolotem z miejsca na miejsce...
          i wcale przleoty nie sa drogie.

          To tylko "lizniecie' na poczatek!

          Na zakonczenie sugestia:
          zainwestuj w przewodnik z znakami chinskimi,
          ktorymi bedzies zmogla bez problemu sie porozumiewac z lokalnymi.
          np. gdzie jest taki lub inny hotel?
          Cena lub lotnisko gdzie sie znajduja ? -
          chcesz uzyskac informacji wiec ulatw sobie zycie
          tam po angielsku prawie nikt jeszcze nie mowi......itd. itd..

          • tartus1 Re: zainwestuj w przewodnik z znakami chinskimi! 26.09.06, 07:23
            moped napisał:
            > Tian'anmen Square, Forbidden City, The Temple of Heaven, Letni Palac
            > itd... z Great Wall na polnocy.
            > Xian - z Terra Cotta Warriors oraz Shaanxi Provincial Museum of History,

            Ja być Polaka a ty?

            > Guilin oraz przeplyw rzeka Li,

            Err, you mean river Li?

            > Tai'an z gora Mt. Tai or Taishan,

            Góra i mount to to samo w nazwie. Czy szczyt będzie wyższy, jeśli do nazwy
            dołożysz "shan"?

            > itd. itd. itd..

            niestety....

            > Masz czas skorzystaj z nowego pociagu do Tybetu
            > (potrzebne extra pozwolenie-wiza)

            tak sądzisz?


            > Na zakonczenie sugestia:
            > zainwestuj w przewodnik z znakami chinskimi,

            Na zakończenie sugestia:
            zainwestuj w przewodnik z polskim tekstem.
            Zapewniam cię, że określenia Wielki Mur i Zakazane Miasto mają wielowiekową
            tradycję w języku polskim. Również Pekin.

            Tartus
            tartus.cba.pl
            • moped Re: zainwestuj w przewodnik z znakami chinskimi! 26.09.06, 17:25
              tartus1 napisał:

              > Ja być Polaka a ty?

              nie mam najmniejszej watpliwosci zes Polak z Polski ! :)))))

              > > Guilin oraz przeplyw rzeka Li,
              >
              > Err, you mean river Li?

              Yes, Li River... not 'river Li' :)))
              itd.itd.

              jak widzisz 'tartus1' to sa typowe pi.ier.doly..rodaka,
              ktory zawsze chce byc madrzejszy :))))

              • tartus1 Re: zainwestuj w przewodnik z znakami chinskimi! 26.09.06, 23:23
                moped napisał:

                > tartus1 napisał:
                > > Ja być Polaka a ty?
                >
                > nie mam najmniejszej watpliwosci zes Polak z Polski ! :)))))

                O ciebie pytałem!
                Jeśli ktoś pisze "blisko i swiente warunki akomodacji" to mam poważne
                wątpliwości, czy język polski jest dla niego językiem ojczystym. Nie jest to,
                co prawda, forum literackie, ale jakieś minimum chyba obowiązuje?

                Tartus
                tartus.cba.pl
                • kreola Panowie !!!! Opamiętajcie się :) 27.09.06, 16:17
                  Nie ma absolutnie żadnego powodu do sprzeczek!
                  Że też ludzie wszędzie znajdą miejsce i okazję, żeby komuś dokopać ....

                  Dziękuję za cenne dla mnie uwagi i pozdrawiam cieplutko :)
                  k.
                  • moped tzw. Zyczliwosc na Codzien :)) 27.09.06, 18:58
                    Dziekuje za pozdrowienia:)))

                    Oczywiscie z mojej strony sie nie sprzeczam
                    tylko dziele sie osobistymi doswiadczeniami z podroz po swiecie.
                    O, moze przydadza sie moje skromne spostrzezenia.

                    Coz, nie kazdy z nas bezblednie wlada jezykiemn polskim
                    skoro w tym jezyku nie zyje ani posluguje sie na codzien,
                    a tym bardziej w tym jezyku wyrosl.

                    Mala dygresja, kilkanascie lat temu podczas zwiedzania zamku krolewskiego
                    Wawel w Krakowie, kiedys przysluchiwal sie mojej rozmowie z lokalnymi turystami
                    jakis czlowiek..i nagle przepraszajac mnie zadal pytanie...
                    "pan nie jest z Polski?"

                    Oczywiscie, ze nie jestem....ale on stawierdzil,
                    ze tak "czystego" jezyka polskiego bez nalecialosci obcych wyrazow
                    od wielu lat nie slyszal.

                    Coz, na tutejszym Forum jak zauwazylem od lat,
                    kazdy kazdemu usiluje cos "dolozyc"!
                    To jest tak zwana ZYCZLIWOSC NA CODZIEN!

                    A to przeciez takie Polskie - prawda?

                    Rowniez zasylam wiele serdecznosci :))))
    • kreola Dzieki za wszystkie informacje :))) 26.09.06, 13:21
      Wiechu, jestes nieoceniony, bardzo dziekuje. Wylatujemy w niedziele, 1
      pazdziernika, wiec jestes jak najbardziej na czas:)
      Oczywiscie wszelkie dostepne przewodniki juz kupilismy, mamy jakies mapy,
      sciagnelismy rozmowki angielsko chinskie na palmtopa, wiec mamy nadzieje jakos
      sobie poradzic.
      Wstepnie juz zaplanowalismy podroz i wyglada to mniej wiecej tak:
      Chengdu, bo tam ladujemy, tu pewnie pandy, potem Chongqing, bo tam bedziemy
      obchodzili urodziny mojego mezczyzny z naszymi znajomymi co to wlasnie w
      Chongqing mieszkaja. Dalej Leshan, Dali, Kunming, Guilin, moze Kanton no i Szanghaj.
      Oczywiscie wypisalam tylko glowne punkty, ale jasne jest, ze bedac tam bedziemy
      starali sie obejrzec jak najwiecej w okolicach.
      W zaleznosci od tempa w jakim bedziemy podrozowali, zdecydujemu co do srodkow
      transportu. Nie chcemy wybierac zbyt wielu miejsc na raz, bo wiadomo, ze na raz
      i tak nie da sie wszystkiego zobaczyc. Pozostale chinskie atrakcje zostawimy
      sobie na nastepna podroz:)
      Jeszcze raz dziekuje za wszystkie rady! Po powrocie zdam relacje:)
      Pozdrawiam serdecznie wszystkich podroznikow!
      k.
      • Gość: Wiech Re: Dzieki za wszystkie informacje :))) IP: 217.97.236.* 26.09.06, 13:51

        cała przyjemność po mojej stronie! :)

        fakt, że nie ma co przeładowywać programu, bo w końcu chodzi o to, żeby czerpać
        frajde, a nie się zarżnąć

        tak na marginesie - mam szczerą nadzieję, że nie popełniacie spływu po Jancy?!
        W Chongqing polecam spacer po jednym z osiedli w centrum. Ociekajace wilgocią
        wieżowce, stojace ściana w ścianę i estakady na wysokości 3-go piętra robią
        wrażenie!.. :)
        Była tam też całkiem sympatyczna kafejka, jakies 100m poniżej stacji kolejki
        (tej od strony portu, z którego ruszają rejsy po Jangcy). Kawa może taka se,
        ale jak na Chongqing miejsce bardzo sympatyczne.
        Jeśli będziecie w Guilin to KONIECZNIE trzeba ruszyć do Longji (parę fot
        wysyłam Ci na maila) - to tylko 1,5h autobusem. (w sumie z Longji do Sanjian są
        tylko kolejne 3h ;))
        Poza tym, zamiast zatrzymywać się w wielkomiejskim Guilin, lepiej poświęcić tę
        godzinkę na przejazd do Yangshuo i pospędzać w tamtej okolicy - zupełnie inna
        jakość.

        i łezka zaś się w oku kręci.. ;)

        miłego pobytu, jeszcze raz!
        pzdr
        W.
    • pstosia Re: Trasa samodzielnej podróży po Chinach, pomoże 28.09.06, 13:27
      polecam skngug.blox.pl/ :)
    • kreola Jutro lece :))) 30.09.06, 13:26
      Dziekuje wszystkim za dobre rady i linki, juz zaczynam pakowanie i jutro wylot :)))
      Baaaardzo sie ciesze, po powrocie zdam relacje!
    • Gość: marganomad Re: Trasa samodzielnej podróży po Chinach, pomoże IP: 202.103.223.* 12.10.06, 03:44
      Wejdzdz na liste dyskusyjna na: www.travelbit.pl i w dziale o Azji znajdziesz
      ten temat walkowany wielokrotnie.
    • kreola Wrocilam :))) 26.10.06, 14:11
      I nigdy w zyciu tak sie nie cieszylam z powrotu do domu!!!
      Jak sie pozbieram to spisze jakas relacje, na razie nawet myslec mi sie nie chce
      o tym kraju. A w zasadzie to nie tyle o kraju, co o ludziach. Bleeeeee....
      • wrobelptak Rowniez wrocilem....Zachwycony Mlodymi Ludzmi 26.10.06, 19:00
        Rowniez wrocilem i prosze zajrzec na opis moich wrazen:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=193&w=51026770
        Jak widac na wlasna reke bez znajomosci jezyka trudno jest cokolwiek
        z sensem zobaczyc, a tym bardziej madre wnioski wyciagnac!

        • s.wawelski Re: Rowniez wrocilem....Zachwycony Mlodymi Ludzmi 26.10.06, 21:18
          Z przyjemnoscia Twoj artykul przyczytalem: jest informatywny i napisany z
          werwa. Jednak brakuje mi w nim nieco ducha historii i romantyzmu. Czyzby juz
          nie bylo tych prawdziwych Chin? Czy moze Ty tam po prostu nie dotarles? Tresc
          Twojego artykulu mnie raczej nastawila negatywnie do wyjazdu do Chin. Rozumiem,
          ze nie ma tam wiele poza zmianami gospodarczymi do ogladania. Czy tak?

          Pozdrowienia,

          S.W.
      • Gość: janusz Re: Wrocilam :))) IP: *.dip.t-dialin.net 26.10.06, 22:35
        cytuje Cie:
        " nigdy w zyciu tak sie nie cieszylam z powrotu do domu!!!
        Jak sie pozbieram to spisze jakas relacje, na razie nawet myslec mi sie nie chce
        o tym kraju. A w zasadzie to nie tyle o kraju, co o ludziach. Bleeeeee...."

        Hallo Kreola,
        kiedys dawno temu na tym forum napisalem nieostroznie, ze wg. mnie najlepiej
        pierwszy raz do chin jechac ze zorganizowana grupa i przewodnikiem bo zobaczy
        sie najczesciej te ciekawsze miejsca, nie straci mnostwa czasu, nerwow i
        pieniedzy na organitowanie podrozy itp. i dopiero po takiej wyprawie jezeli
        czlowiekowi sie spodoba to wybrac sie ponownie samemu i indywidualnie..
        Zostale zrownany z ziemia i zmieszany z blotemm wlacznie z zarzucaniem mi ze
        pracuje dla polskich biur podrozy..:-))
        Z tego co napisalas w Twoim krotkim poscie wnioskuje, ze przezylas podobne
        doswiadczenia o ktorych ja pisalem argumentujac "za przeciw" - ciekawy jestem
        Twojej relacji
        pozdrawiam
        janusz


        • s.wawelski Re: Wrocilam :))) 26.10.06, 23:51
          Bedac kiedys przejazdem w Hong Kongu rozmawialem z przygodnie poznanymi
          Chinczykami o podrozowaniu. Opowiadali mi o swych czestych wyprawach do
          Japonii, twierdzac, ze latwo sie tam samemu podrozuje i nie trzeba znac
          japonskiego aby bez problemu wszedzie dotrzec i wszystko zobaczyc. Na moje
          pytanie gdzie warto pojechac do Chin, odpowiedzieli mi, ze oni jezdza tylko na
          wycieczki zorganizowane, bo samemu jest bardzo im ciezko cokolwiek zalatwic, a
          indywidualnie wynajmowac przewodnika jest dosc drogo. Hmm! Ciekaw jest wiec
          wrazen Kreoli.

          Pozdrowienia,

          S.W.
          • wrobelptak Re: Wrocilem, ciesze sie swiezym powietrzem! 27.10.06, 00:54
            Ale powracajac do pytnaia/stwierdzneia przez "smok_wawelski" na temat miejsc
            romantycznych, histori, jest tego duzo do ogladania.
            Specjalnie nie poswiecalem uwagi w swojej wypowiedzi,
            gdyz przedemna to inni duzo lepiej zrobili.

            Jest duzo miejsc historycznych, ale uwazam osobiscie, ze na tak dluga historie
            Chin to w sumie bardzo malo im zostalo zabytkow do pokazania.
            Budowali w drzewie- wiec jest to oczywiste, ze malo im zostalo....

            Czy ja sie ciesze z powrotu do swego domu?

            Oczywiscie. Po dwoch dniach pobytu w Chinach juz bylem, potwornie zmeczony
            okrutnym zanieczysczeniem powietrza, panujacym brudem w starych Hutongs czy na
            wsi. Brakowalo mi niebieskiego nieba, jaskrawego slonca i swiezego powiewu
            wiatrow....

            Chiny nie sa latwe do zwiedzania, ale co w zyciu jest latwe?

            Ale czy cale zycie musimy byc do wszystkiego oraz do wszystkich nastawieni
            tylko negatywnie?
    • kreola Krotka relacja dla zainteresowanych :) 28.10.06, 15:28
      Wreszcie doszlam do siebie po powrocie. Porzadnie sie wyspalam, oczy juz nie
      szczypia po podrozy, brzuch nie boli i najadlam sie ulubionych potraw ;-)
      Tylko, ze nie o tym chcialam pisac! Obiecalam po krotce opowiedziec o naszych
      chinskich wojazach i perypetiach.
      Wyladowalismy w Chengdu i oczywiscie natychmiast popedzilismy ogladac miasto, bo
      kto by wypoczywal po podrozy?! Ludzi na ulicach masa, wszedzie festyny i
      wystepy, bo to 2 pazdziernika, wiec drugi dzien z chinskiego swieta narodowego,
      ktore zreszta trawalo tydzien, bo sie polaczylo z full moon, czyli swietem na
      pelnie ksiezyca.
      Na poczatek musze sie przyznac, ze mam lekka agorafobie, bo to wyjasni troszke
      moje problemy w tlumie i moje czasem histeryczne reakcje.
      Tak wiec juz pierwszy dzien dal mi sie we znaki, bo doslownie wszedzie byly
      takie tlumy, ze wciaz mnie ktos potracal, popychal i dotykal. Ale jako, ze to
      poczatek, to zacisnelam zeby i jakos wytrzymalam. Obeszlismy miasto,
      obejrzelismy kilka swiatyn i usilowalismy kupic sobie cos do jedzenia. Okazalo
      sie to niezwykle trudne, bo w wiekszosci chinskich restauracji najpierw sklada
      sie zamowienie i placi u kasjera a potem siada przy stoliku i czeka lub odbiera
      dania w innym okienku. No i ok, tylko, ze menu jest wylacznie po chinsku, nie ma
      nawet zdjec a jak sa to niewiele na nich widac, my jestesmy tu pierwszy dzien i
      kompletnie nie mozemy sobie poradzic. Poszlismy wiec szukac straganow na ulicy,
      jedyne co nam sie udalo kupic, to zimne "rozciagane" kluski z sosem z pieprzu
      syczuanskiego. Calkiem ciekawy smak, ale piekielnie ostre, nawet dla mnie,
      wielbiciela tajskich chili:)
      Z Chengdu autobusem (ok. 4,5 godz.) pojechalismy do Chongqing, odwiedzic
      przyjaciol, ktorzy od ponad pieciu lat mieszkaja i pracuja w Chinach. Tu tez
      obchodzilismy urodziny moejgo narzeczonego przy pysznych hot pocie, i to bylo
      jedna z najsamczniejszych kolacji, jakie w Chinach jedlismy. Jesli chcecie
      poczytac o hot pocie, to tu link: www.pinezka.pl/content/view/2126/357/
      Artykul napisany wlasnie przez moja kolezanke.
      Chongqing nie jest specjalnie ciekawym miejscem do zwiedzania, ale tez nie po to
      tam pojechalismy. Spedzilismy wspaniale dwa dni z przyjaciolmi i pojechalismy
      dalej - do Leshan. Dotarlismy tam w nocy, ale na szczescie w autobusie
      poznalismy chlopaka z SIngapuru, wiec mielismy darmowego tlumacza i pomoc
      wielka. Szybko pojechalismy do hotelu, wynegocjowal nam niezla cene, ale
      oczywiscie hotel byl szczytem komuny, choc i tak najlepszy w calym miescie.
      Poszlismy razem z tym chlopakiem na kolacje, knajpka byla nawet mila, wlasciciel
      - mlody chlopak - jako tako nawet mowil po angielsku, ale niestety dostalismy
      miejscowy przysmak - pelen zestaw smierdzacych jak gowno podrobow i flaczkow w
      czyms co tylko odrobine przypominalo hot pota.
      Przez grzecznosc musielismy jesc, ale gdyby nie miejscowe piwo, trudno by bylo
      przelknac. Wlasciciel zaprosil nas na nastepny wieczor na rodzinna kolacje z
      okazji full moon, ale juz w momencie, kiedy nas zapraszal wiedzielismy, ze nie
      damy rady przelknac tych rarytasow po raz kolejny:-/
      Rano obejrzelismy wielkiego budde w strugach deszczu i musze przyznac, ze mimo
      fatalnej pogody, posag zrobil na nas kolosalne wrazenie.
      Oczywiscie tu juz zaczely sie "schody ": po pierwsze tysiace zwiedzajacych,
      wydzierajacych sie chinczykow; po drugie wydostanie sie, zeby jechac dalej,
      czyli dojazd taksowka na stacje, kupienie biletu odpowiedniej klasy i w
      odpowiednim kierunku, poszukiwanie kafejki internetowej, zeby sprawdzic czy aby
      napewno na wlasciwy pociag mamy bilety itd.
      Sami sobie zreszta wymyslilismy trase z przesiadka w miescie, o ktorym nic nie
      wiedzielismy. Udalo sie na szczescie i po niemal dwudziestu godzinach podrozy
      dotarlismy do Lijian.
      Zaskakujaco sliczne miasteczko, zamieszkalismy w rodzinnym pensjonacie u Naxi i
      niezwykle nam sie podobalo i samo miasteczko i okolice. Z Lijian pojechalismy
      juz w gory, ogladac wawoz skaczacego tygrysa i inne slicznosci. Naprawde bylo
      slicznie i milo, bo chinczykow malo :P
      Z Lijian popedzilismy do Dali, tu tez nam sie podobalo, choc juz troszke mniej.
      Ale spotkalismy mieszkajacego tam Polaka, zrobil nam pyszna pizze i humory sie
      troszke poprawily.
      Potem wyprulismy do Kunming, tam kamienny las, absolutnie zachwycajacy, pod
      warunkiem, ze jest ladna pogoda i nie ma miliona chinczykow - my oczywiscie
      mielismy ulewe i jakas godzine po tym jak zaczelismy spacerowac miedzy skalkami,
      zaczely sie masowe chinskie wycieczki z tradycyjnym wrzaskiem, pluciem,
      przepychaniem sie itd. Nie zmienia to jednak faktu, ze kamienny las jest jednym
      z najpiekniejszych miejsc jakie widzielismy.
      Na szczescie z Kunmingu udalo nam sie zlapac samolot do Guilin, bo juz bylismy
      naprawde zmordowani ciaglymi przesiadkami, ganianiem za biletami i sciskiem oraz
      smrodem dookola. Naturalnie kupienie biletu lotniczego tez nie bylo proste, bo
      przeciez ani w biurze linii lotniczych, ani w agencji turystycznej, nikt nie
      mowil na tyle komunikatywnym angielskim, zeby sie normalnie porozumiec. Naprawde
      chwilami mialam lzy w oczach a chwilami gotowa bylam ich tluc, bo nawet nie
      probowali nas zrozumiec. My naprawde za wszelka cene usilowalismy dukac po
      chinsku lub pokazywac cos w slowniku, ale gdzie tam, nikt nie podjal
      najmniejszego wysilku, zeby nam pomoc a nawet, zeby nam pomoc wydac pieniadze!
      Guilin jest ladnym i milym miastem, ale na tyle atrakcyjnym, ze mielismy klopot
      ze znalezieniem miejsca hotelu.
      Jak juz znalezlismy hotel to natychmiast pojawil sie kolejny problem - jak sie z
      Guilin wydostac do Yangshuo i to na dodatek statkiem po rzece Li. Wieczorem nie
      dowiedzielismy sie niczego, dopiero rano po kilku godzinach ganiania z plecakami
      udalo nam sie znalezc na statku. Tu (na statku) wszyscy, a byli wylacznie
      chinczycy, przychodzili do nas robic sobie fotki i w zasadzie zadne widoki nie
      byly tak atrakcyjne, zeby odwrocic od nas uwage;-) Na szczescie wszyscy byli
      bardzo mili, choc halasowali tak potwornie, ze moj chlop niemal cala droge
      siedzial z zatyczkami w uszach.
      Yangshuo jest milym miasteczkiem, gdzie bardzo duzo jest bialych i dzieki temu
      wiecej ludzi mowi po angielsku. Pierwszego dnia poznalismy chinke, ktora
      sprzedawala rozne miejscowe wycieczki i dzieki niej bez wiekszych problemow
      zaliczylismy wszystko co w okolicy warto zobaczyc, a najpiekniejsze z pewnoscia
      gigantytczne tarasy ryzowe, nocne polowy ryb z kormoranami i fantastyczny splyw
      pontonowy gorska rzeczka.
      W Yangshuo zaczelismy sie zastanawiac co robic dalej, bo nasz plan
      przedwyjazdowy zrealizowalismy a zostal jeszcze niemal tydzien. Zastanawialismy
      sie nad Hongkongiem, ale wizy mielismy jednorazowe, tam trzeba za wize sporo
      zaplacic... W rezultacie zdecydowalismy zobaczyc Zolte Gory, bo wydawaly nam sie
      naprawde zachwycajacym miejscem.
      No i zaczelo sie! Najpierw szukanie polaczen - nie ma bezposredniego samolotu a
      te z przesiadkami piekielnie drogie. Jest bezposredni pociag ale jedzie ponad
      dobe i nie ma zadnych (!!!) biletow na tydzien do przodu, tzn. mowia zeby
      probowac u konduktora kupic, ale my przeciez wiemy, ze nie ma sie jak dogadac i
      poza tym pociag wyrusza o trzeciej w nocy.
      Znalezlismy w internecie polaczenie przez Nanchang, do Nanchang udalo nam sie
      zdobyc miekka lezanke, ale z Nanchang do Huang Shan juz tylko twarde siedzenie,
      bo innych nie bylo. Podroz hard seatem to naprawde silne przezycie i nawet juz
      mi sie nie chce tego wszystkiego opowiadac, ale wyobrazcie sobie, ze ten odcinek
      drogi zajal nam ponad 11 godzin w nieprawdopodobnym scisku, dymie papierosowym
      itp! Dojechalismy ciemna noca, jakos po polnocy juz chyba bylo. Hotel byl nawet
      przyzwoity blisko dworca i bardzo wczesnie rano zarzucilismy na plecy plecaki i
      wyruszlismy w gory. Wejscie na teren parku kosztuje 200 RMB i wjazd kolejka
      linowa kolejne 65 - oczywiscie to ceny za osobe.
      Wjechalismy i okazalo sie,
      • kreola Krotka relacja - cd. bo ucielo ;-) 28.10.06, 15:30
        Wjechalismy i okazalo sie, ze zachmurzenie jest takie, ze nie widac kompletnie
        nic na odleglosc wieksza niz 5 metrow, wiec o podziwianiu gor nie ma mowy. Bylam
        bliska placzu, ale ustalilismy, ze znajdziemy sobie tam na gorze hotel i
        poczekamy z nadzieja, ze moze jutro bedzie lepiej. Hoteli na gorze jest co
        prawda kilka, ale w zadnym nie bylo wolnych miejsc a my maszerowalismy od
        jednego do drugiego z plecakami na plecach, po schodkach to w gore to w dol.
        Glodni, zmeczeni, zmoknieci i u kresu wytrzymalosci psychicznej z powodu
        dzikiego tlumu chinskich halasliwych turystow dookola.
        Nie wspomne juz o tym, ze ceny w hotelach byly szokujace - od 1200 RMB czyli ok.
        500 zl, i nawet gotowa bylam zaplacic, tylko nie bylo miejsc! Zjechalismy wiec
        na dol, przenocowalismy w jakiejs miejscowosci co nawet nie mam zielonego
        pojecia jak sie nazywala. Znow walka o jedzenie, bo tam chyba bialego czlowieka
        nie bylo od dwoch stuleci, wiec komunikacja niemozliwa. Znow walka w hotelu - bo
        nie ma cieplej wody, bo nie dziala telewizor, bo w pokoju po przeciwnej stronie
        korytarza chinczycy urzadzili sobie party przy drzwiach otwartych itd. itp.
        Ranek niestety przywital nas jeszcze wiekszymi chmurami niz poprzedniego dnia,
        wiec nawet juz nie wjezdzalismy na gore, bo to by oznaczalo znowu to samo co
        dnia poprzedniego.
        Pozostalo nam czekac prawie caly dzien na pociag do Szanghaju, ale przynajmniej
        udalo nam sie zdobyc twarde lezanki, bo podroz tez kilkunastogodzinna.
        Z Szanghajem wiazalam nadzieje na wieksza cywilizacje i jakas odmiane, ale coz
        ... pieknie wygladaja biurowce na Pudongu, stara czesc miasta, ogrod Yuyuan i
        jeszcze kilka rzeczy, ale za to zageszczenie ludnosci w tym miescie jest tak
        gigantyczne, ze mnie doprowadzalo momentami do rozpaczy. Hotel byl calkiem
        czysty i mily, ale za to taksowkarze to istna makabra. Nie spotkalismy ani
        jednego, ktory znalby droge do miejsca, ktore wybralismy. I to nie z powodu
        niezrozumienia, bo na wszelki wypadek prosilismy w recepcji o napisanie po
        chinsku albo szukalismy w przewodniku napisu po chinsku, ale z powodu
        nieznajomosci miasta. W Szanghaju ja bylam szczerze zaskoczona tym, ze tak
        niewiele osob w tym kosmopolitycznym miescie mowi po angielsku i ze tak smierdzi
        to miasto.
        Zreszta to nie jest w tym wszystkim najgorsze. Najgorsi sa chinczycy i ich
        zwyczaje, to okropne plucie (delikatnie mowiac), wrzeszczenie, halasy, brak
        higieny, arogancja, bezmyslnosc a czasem wrecz glupota.
        Naprawde nie wiem jak nasz znajomy radzi sobie pracujac z ta nacja. Jestem pelna
        podziwu dla jego cierpliwosci. Moge tez tylko podziwiac jego zone, ze tak
        dzielnie trwa w tym kraju przy swoim mezu.
        Na koniec dodam, ze ja naprawde bardzo duzo podrozuje i nie jestem osoba
        marudna, choc oczywiscie lubie miec czysty pokoj o ile nie jestem w srodku
        dzungli i odrobine komfortu tam gdzie sie da. Poniewaz jestem zarlokiem, to
        zawsze probuje wszystko co jedza tubylcy i tam gdzie oni jedza, czyli glownie na
        bazarach i na ulicy, bo dotychczas w kazdym kraju tam bylo najsmaczniej. Kocham
        tajska kuchnie, meksykanska, nawet ptaki smazone na ognisku w srodku
        wenezuelskiej dzungli byly puszne. Ale Chiny zaskoczyly mnie potwornie!!! Gdzie
        jest ta legendarna kuchnia chinska??? Po wielu probach miejscowej kuchni w
        kazdym miescie skonczylo sie na tym, ze poszukiwalismy jakichkolwiek fastfoodow
        w kazdym z miast. Jak nigdy nie lubilam hamburgerow i innych hot wingsow, tak
        tam zajadalam sie nimi jak najlepszymi frykasami:)

        Jestem zajadlym backpackerem, ale po raz pierwszy musze przyznac, ze tu nalezy
        jechac na wycieczke zorganizowana, zeby uniknac zbyt bliskich kontaktow z
        miejscowa ludnoscia. Przysiegam, ze pierwszy raz w zyciu wyszlo to z moich ust i
        z mojej klawiatury!!!
        Teraz mozecie na mnie jezdzic jak nalysej kobyle i nawet nazywac rasistka albo
        nadwrazliwa krolewna, ale do Chin juz nigdy w zyciu nie pojade !!! A do Tybetu
        wjade od strony Nepalu, zeby sobie oszczedzic nerwow;-)

        Pozdroofka
        kreola

        P.S. Oczywiscie gdyby komus to bylo potrzebne, to moge sie podzielic
        szczegolowymi wiadomosciami, linkami, cenami itd.
        • wrobelptak podziwiam Twoja odwage na podroz z plecakiem! 28.10.06, 21:00
          Kreola, podziwiam Twoja odwage na podroz z plecakiem po Chinach.
          Na wlasna reke podroz po tym ogromnym kraju jak sama zauwazylas - jest nie
          tylko trudna, uciazliwa, meczaca, ale rowniez wyrabiajaca do daleko posunieta
          nauke cierpliwosci oraz wytrzymalosci nerwow.
          Gratuluje przezycia tych nowych doswiadczen podroznika!

          To rowniez byl moj (nasz z zona) powod, zeby absolutnie nie jechac do Chin na
          wlasna reke, a tylko zorganizowana tura zapieta na wysoki guzik.
          Przeloty samolotami, aleganckie autokary z przewodnikiem z Kanady plus lokalny
          Chinski przewodnik w danym docelowym miejscu. Nasze hotele 5* lub 4*,
          restauracje serwujace chinskie jedzenie zjadliwe dla cudzoziemca.
          Nasze kontakty z miejscowymi byly na tyle, na ile nasza tolerancja mogla je
          zniesc w miejscach publicznych.
          Jednym slowem nasza podroz do Chin i po Chinach to bylo jak cudzoziemcy
          odwiedzali w latach szescdziesiatych PRL przez Orbis. Co prawda nasze biuro
          podrozy jest b. znamnym biurem podrozy z Vancouver specjalizujacym sie w
          Chinach i nie bylo zadnego bull...tu oraz propagandy komunistycznej,
          natomiast jakosc byla podana na b. wysokim poziomie.

          Nasze doswiadczenia z podrozy po Chinach sa b. pozytywne.
          Pozwolily nam spojrzec na ten kraj o 1.3 miliarda ludzi z duzej perspektywy.
          Zauwazyc mnostwo naduzyc podstawowych praw czlowieka, pracy niewolniczej,
          katastrofy srodowiska naturalnego jak zarazem zauwazyc nowe, mlode pokolenie
          pelne energi, pewnosci siebie oraz patrzenia na swoja przyszlosc z duza doza
          optymizmu.

          Mielismy szanse na kilka rozmow z miejscowymi, ktorzy lepiej lub gorzej dukali
          po angielsku czy tez po francusku.
          Nasza znajomosc mandarynskiego ogranicza sie raczej tylko do podstawowych zdan
          typowych dla turysty, wiec nie bylo szans na wymiane zdan w tym jezyku.
          Natomiast duzo, bardzo duzo dalo nam obserwowanie tzw.
          "body language" i duzo wiecej nam dalo do myslenia niz sto zdan wczesniej
          wypowiedzianych.

          Oboje z zona jechalismy swietnie przygotowani, obeznani z literatura fachowa na
          temat naszych miejsc docelowych. Natomiast styk z rzeczywistoscia jest zupelnie
          czyms innym niz tysiace napisanych slow wczesniej przeczytanych.

          Uwazam, ze kazdy kto wyjezdza do tego kraju powinien byc uzbrojony w specjalne
          wydawnictwo dla cudzoziemcow np. jezyk angielski z odpowiednikiem w pisanych
          znakach chinskich.
          Nam taki przewodnik oddal nie ocenione uslugi i stwierdzilismy, ze na wlasna
          reka nie ma zadnego problemu w poruszaniu sie w duzych metropoliach.

          W kilku miejscach widzielismy polskie grupy z plecakami i widac, ze byli
          strasznie stlamszeni oraz zmeczeni. A szkoda, bo duzo stracili, gdyby jechali
          na ciut ciut wyzszym poziomie i byloby dla nich mniej zmeczenia, a wiecej
          korzysci w obserwacji oraz zwiedzaniu.

          Na zakonczenie- kazda podroz rozwija oraz otwiera nowe horyzonty.
          Twoje opisane doswiadczenia sa rowniez tego dowodem.

          Pozdrawiam,
          • s.wawelski Re: podziwiam Twoja odwage na podroz z plecakiem! 28.10.06, 21:10
            Wrobel i Kreola, dzieki za chec podzielenia sie z reszta swoimi ciekawymi
            doswiadczeniami i spodtrzezeniami na temat Panstwa Srodka. Wasze relacje daly
            mi nieco do myslenia przed moja "kolejna podroza zycia", ktora, nie wiem, czy
            teraz dojdzie do skutku.

            Pozdrowienia,

            S.W.
            • wrobelptak Re: podziwiam Twoja odwage na podroz z plecakiem! 28.10.06, 21:27
              Smoku Wawelski, nie zrazaj sie naszymi uwagami.
              Przyjmij nasze uwagi jako ostrzezenie "czego powinienem sie spodziewac" i jadac
              uzbrojony w podstawowe wiadomosci oraz ostrzezenia mozesz bardzo tanio
              zorganizwac swoj wyjazd objazdowy po Chinach np. przez biura podrozy z Hong
              Kongu.
              Te z HK biura serwuja na bardzo dobrym poziomie swoje uslugi, wiec warto zrobic
              rozpoznianie poprzez internet. Nie znam polaczen, wiec nie moga podzielic sie
              dokladnymi informacjami. Wiem, ze duzo znajomych kilka lat wczesniej tak
              podrozowalo do Chin jak rowniez do innych miejsc SE Azji...

              Na marginesie, Azje znam na tyle, ze zawsze czuje sie w niej dobrze i wracam z
              pozytywnymi refleksjami. Ale jedno moge powiedziec jako "ostudzenie",
              ze bez przygotowania sie do podrozy z odrobiona "praca domowa" to duzo sie
              traci. Rowniez nalezy miec dobre rozeznanie co do bazy noclegowej,
              zwlaszcza w krajach biednych. Thailand, Malaysia czy Taiwan wlacznie z Bali sa
              dobrze przygotowane na najazd turystow.
              Pozostale to juz ryzyko...choc Wietnam oraz Laos bajecznie tanie, wiec i
              akomoadacja z wyzszej polki nie powinna sprawiac wiekszego klopotu.

              Ostatnio , ukazalo sie duzo ciekawych relacji na temat:
              Wietnamu www.worldisround.com/home/brecky/vietnam_2006/index.html ,
              Malaysia www.worldisround.com/home/brecky/penang/index.html ,
              Thailand www.worldisround.com/home/brecky/thailand/index.html .

              Zajrzyj...

              Pozdrawiam,
              • s.wawelski Re: podziwiam Twoja odwage na podroz z plecakiem! 28.10.06, 23:44
                Moje wyobrazenie o Chinach wyrabiane przez mlodziencze lata nieco zostalo
                zmienione nim tam jeszcze zdazylem pojechac. Pewnie, gdy juz bede na miejscu
                inaczej to wszystko bede widzial. Zrezygnowac z wyjazdu nie zrezygnuje, ale
                pewnie inaczej do niego podejde. Niektorzy moi znajomi tez byli w Chinach i
                kazdy z opowiadajcych swe wrazenia mial nieco inne zdanie. Kazdy pewnie szuka
                tez czego innego podczas podrozy. Boje sie, ze ja bede tam szukal wczorajszego
                dnia...

                Dzieki za uwagi. Napewno mi sie przydadza.

                Pozdrawiam,

                S.W.
            • amused.to.death s.wawelski 28.10.06, 21:57
              ja też z niezwykłą uwagą przeczytałam wszystko w tym wątku.
              Rozmawiałam też z innym znajomym, który właśnie wrócił z samodzielnej podróży po Chinach i był zachwycony twierdząc, że to przyjazny i sympatyczny kraj.
              Więc...chyba o tym jak naprawdę jest trzeba się przekonać na własnej skórze.
              • s.wawelski Re: s.wawelski 28.10.06, 23:51
                Przygotowanie do podrozy jest w duzym stopniu gwarancja sukcesu. Bogatszy o
                doswiadczenia (zle i dobre) innych powinny procentowac. W moim gronie co
                niektorzy tez sie ocierali o Chiny i ich wrazenia byly raczej pozytywne choc
                czasem kontrowersyjne. Moj jedyny kontak z Chinami byl poprzez krotki pobyt w
                Hong Kongu, ktorym akurat bylem zachwycony.

                Dzieki z list, lacze pozdrowienia,

                S.W.
        • Gość: Usjwo Re: Krotka relacja - cd. bo ucielo ;-) IP: 222.68.66.* 10.11.06, 19:13
          Ja tu wtrące swoje trzy grosze, tak żeby trochę może wybielić te Chin.
          Pierwszy raz przyjechałem (Szanghaj) 8 lat temu. Jak na lotnisku otworzyły się
          dzrzwi i poczułem ciepłe wilgotne oślizłe powietrze to chiałem wracać
          natychmiast. Z daleka było widać wielkie wieżowce, a u podnóża "zapach"
          wykręcał żełądek na lewą stronę. I tak było pierwszy raz. Drugim razem już nie
          śmierdziało, dało się jakoś żyć. Następnym razem czekałem, kiedy poczuję ten
          zapach ;-)... a teraz tu mieszkam i tu pracuję.
          Faktycznie kuchnia jest inna niż zna się ją z Polski, ale u nas jest to kuchnia
          chińska przyprawiona na sposób polski. Poza tym powiedzenie "kuchnia chińska"
          nie ma sensu, jest zbyt różnorodna (ze względu na wilekośc kraju) . Porównaj
          kuchnie w Chongquingu (Hot pot) z kuchnią Szanghaju (słodko-trawiastą) to dwa
          różne światy.
          Mówisz że lepiej jechać na wycieczkę zorganizowaną, ale wtedy w Shanghaju
          pokażą Ci Pudog i Yuan Garden, aw Chongqiungu pandy. Ty masz już początek za
          sobą, jak emocje opadną to trochę inaczej na to spojżysz wstecz i zatęsknisz za
          Chinami ;-)
          Pozdrawiam z Sznaghaju
    • Gość: Janusz Kreola.. IP: *.dip.t-dialin.net 28.10.06, 23:21
      @Kreola
      Dzieki za relacje.. czytam z usmiechem (wcale nie politowania) i przypominam
      sobie moje wlasne proby poruszania sie na wlasna reke w roku 1990 (moj pierwszy
      wyjazd do china).. :-))
      Szkoda tylko, ze tak bardzo sie zrazilas.. no coz, w Azji wszedzie i ZAWSZE
      bedziesz otoczona mnostwem ludzi.. tak juz jest i zapewniam cie ze pod wzgledem
      "upierdliwosci" chinczycy wcale nie sa najgorsi.. sproboj pozyc w Indiach lub w
      Mongolii czy Korei..
      Szkoda rowniez, ze takie negatywne doswiadczenia masz z chinska
      kuchnia ..troche nie rozumiem bo ja sie nia zachwycam po tylu latach (chociaz
      tez nie wszystko jadam..)
      W kazdym razie nie sa latwe dla europejczyka.. wiem cos o tym...
      pozdrawiam
      janusz
      PS. W styczniu lece tam znowu na dluzszy okres..
      • annja5 Re: Kreola.. 30.10.06, 00:30
        Byłam w Chinach w tym roku z dwoma koleżankami.Wyjechałyśmy w ciemno, z
        plecakami, z przewodnikami po Chinach - i ja nie żałuję. Faktycznie po Chinach
        podróżuje się trudno, mało ludzi zna angielski i często dość słabo, choć w
        podbramkowej sytuacji zawsze się w końcu ktoś znalazł.
        Ale podstawowym sposobem porozumiewania się jest książka-słowniczek z napisanymi
        po chińsku słowami.
        Jeśli chodzi o jedzenie też nie umiałam wybrać i smakowało mi raczej
        umiarkowanie- choć nawet kiedyś pokazywałam palcem na jedzone przy sąsiednim
        stoliku potrawy.
        I tak samo na początku Chińczycy wydawali mi sie mało sympatyczni, obojętni i
        zupełnie nami nie zainteresowani (za wyjątkiem robienia nam i z nami -
        blondynkami- zdjęć).
        Natomiast w momencie gdy zostałam sama, bo ja musiałam wcześniej wracać do
        Polski -kończył mi się urlop- nagle okazali się zupełnie inni. Na dworcu gdy
        długo czekałam na pociąg podchodzili zapytać czy czegoś nie potrzeba. W Pekinie
        gdy w autobusie zapytałam gdzie mam wysiąść (pokazując chińską nazwę w
        przewodniku) pół autobusu dyskutowało gdzie i na co mam się przesiąść, w końcu
        po ustaleniu trasy starsza kobieta nakazała jakiejś młodej dziewczynie,żeby mnie
        zaprowadziła na przystanek następnego autobusu. Ta wzięła mnie za rękę,
        zaprowadziła na miejsce, pokręciła się chwilę i przekazała pod opiekę nastepnym.
        Czyli nie jest tak źle...Choć faktycznie zachowują dystans i nie są zbyt serdeczni.
        Ale faktycznie przy ograniczonym czasie na wycieczce zorganizowanej zobaczy się
        więcej.
      • Gość: Wiech Re: Kreola.. IP: 217.97.236.* 09.11.06, 13:18
        No szkoda, ze przywiozłaś wrażenia, jakie przywiozłaś..
        Inna sprawa, że wyprawa do Chin z agorafobią w plecaku, to chyba nie był
        najlepszy pomysł - w ciągłym tłumie po prostu nie mogło Ci się podobać! :o)

        Pamiętam z własnego wyjazdu, że pierwszy tydzień pobytu w Chinach był
        rzeczywiście lekko traumatyczny - ani zapachy, ani inne detale nie wyglądały
        tak jak na filmach w National Geografic, a komunikacja nie była łatwa.. :)
        Aklimatyzacja trochę 'bolała', to fakt.
        No, ale im dalej żeśmy się przemieszcali, tym było lepiej i łatwiej, i dziś
        wspomnienia mam zaprawdę godne!

        Jeszcze mała uwaga do Wrobelptaka:
        podróżowałem indywidualnie i ani nie byłem stłamszony, ani smutny z tego
        tytułu. Zobaczyłem kraj, takim, jaki jest naprawdę, a nie to co mi chcieli
        pokazać. Gdzie mi się podobało, zatrzymywałem się na dłużej, a gdzie nie -
        jechałem lub leciałem po prostu dalej.
        Przyjmijcie Obywatelu do wiadomości, że bez pięciu gwiazdek w hotelu i opieki
        rezydenta też może być bardzo ciekawie, a zaryzykowałbym nawet swierdzenie, że
        ciekawiej!
        • wrobelptak do Wiecha - kazdy ma prawo do wyboru.... 09.11.06, 21:46
          Obywatel wrobelptak przyjal do wiadomosci Obywatela Wiecha
          uwagi na temat "wrobelptaka poprzednich wypowiedzi",
          ktore Obywatelowi Wiechowi sie nie podobaly
          wlacznie z zakwaterowaniem w hotelach 5*****.

          Jak napisalem, to sa moje osobiste refleksje oraz obserwacje.
          Nikomu nic nie chce narzucac, a podzielic sie.
          Widzac wielu Australijczykow czy tez Europejczykow
          ktorym udalo sie "zalapac" do roznego rodzaju atrakcji w ktorych mielismy
          okazje wpsolnie spedzic czas, jest oczywiste,
          ze wymieniamy sie swoimi spostrzezeniemi z napotkanymi turystmai na naszej
          drodze.

          Moja uwage oparlem na wypowiedziach tych wlasnie napotkanych turystow,
          ktorzy doswiadczyli na wlasnej skorze dolegliwosci zoladkowe dzieki
          "zemscie Mao" czy tez trudne warunki noclegowe, gdyz nie blyo miejsc lub nie
          mili rezerwacji. Dojazd to miejsc ciekawych tez nie nalezal do latwych...

          Natomiast dla kogos kto ma nie ograniczony czas,
          lubi podroze harcerskie z plecakiem i uwaza ze to jest ciekawsze.
          ..oczywiscie zgadzam sie...
          kazdy robi wybory w zyciu na poziomie do swoich mozliwosci.

          Prawda?

          Pozdrawiam,

          a tak na marginesie...dlaczego nikt konstruktywnie nie opisze swoich wrazen z
          podrozy, tylko "dopierdliwie" doczepia sie do czyis obserwacji?




          • Gość: Wiech próżnyś, Waść.. IP: 217.97.236.* 10.11.06, 09:04

            Obywatel Wróbelptak przyjął, ale wyraźnie nie zrozumiał.
            Nie o gwiazdki mi chodziło, a pogardliwy ton przedmówcy, który - nota bene -
            został również podtrzymany w ostatnim mailu.

            jak Kolega słusznie (choć niegramatycznie)zauważył:
            > kazdy robi wybory w zyciu na poziomie do swoich mozliwosci.
            I wcale nie o możliwości finansowe chodzi (z resztą na tym polu zdecydowanie
            nie mam kompleksów). Raczej o zdolność do poświęcenia czasu i energii na
            zdecydowanie trudniejsze przygotowanie się do wyjazdu indywidualnego oraz na
            poznanie lokalnych warunków i obyczajów. Nie każdy ma na to ochotę i czas, jak
            również nie każdy ma do tego predyspozycje.

            Nie wartościuję. PO prostu Z ZAŁOŻENIA nie jeżdżę na wycieczki zorganizowane,
            bo - w mojej ocenie - są one zwyczajnie mniej atrakcyjne. Nie oceniam jednak
            uczestników takich wyjazdów i nie wydaje mi się, aby byli oni gorsi tylko
            dlatego, że nie chciało im się/nie mogli wyjechać w taki sam sposób, jak robię
            to ja.

            A tak na marginesie.. konstruktywne (i użyteczne) uwagi i wrażenia zgłosiłem w
            mailach powyżej. Wystarczyłoby przeczytać.
            I nie czepiam się ani upierdliwie, ani tym bardziej "dopierdliwie", cokolwiek
            to znaczy - po prostu nie spodobał mi się pogardliwy ton rozmówcy..
            • wrobelptak Re: próżnyś, Waść..nawzajem 11.11.06, 04:31
              Widze, ze Wasc denerwuje sie moimi spostrzezeniami oraz obserwacjami.

              Coz, kazdy z nas inaczej widzi swiat.
              W tym rowniez inaczej obserwuje napotkanych ludzi na swojej drodze.

              Moje uwagi na temat napotkanych zmeczonych, stlamszonych
              turystow z plecakiem ( w tym spotkani rodacy wedrujacy indywidualnie,
              ktorzy z wielka checia dzielili sie swoimi klopotami)
              byly jako sugestia dla innych na przyszlosc,
              aby raczej skierowac swoj wyjazd w zorganizowanej turze
              w kraju takim jakim sa np. Chiny.

              Coz, kazdy z nas wypowiada sie tak jak umie (wlacznie z gramatyka :)))
              A to, ze Koledze moj "ton" sie nie podoba- to juz nie moja sprawa.
              Dziwne insynuacje Kolega chce pod moim adresem skierowac.
              Dla mnie najwazniejszy jest czlowiek, kim kolwiek on jest i gdziekolwiek on
              mieszka...

              Czy to nie wlasnie ludzie zamieszkujaca ziemie polska odnosza sie wrecz
              pogardliwie oraz lekcewazaco na jakiegokolwiek napotkanego drugiego czlowieka?
              Wystarczy tylko posluchac opinie na temat obcokrajowcow pierwszego lepszego
              rozmowcy z krajowej ulicy! ...wlosy staja deba!!!

              Na zakonczenie, zycze dalszych dobrych podrozy,
              indywidualnie czy tez w grupie.

              Natomiast z wielka checia przeczytal bym Kolegi obserwacje
              oraz refleksje z jakiejkolwiek odbytej podrozy,
              lubie poznac innych punkt spogladania na otaczajacy swiat,
              jest to mozliwe?

              PS...jeszcze jedno, widze, ze Kolega jakos nie moze wyzbyc sie swoich
              nalecialosci z PRL-u uzywajac forme zwracania sie per "Obywatel".

              Czy nie pora podniesc glowe do gory,
              przestac udawac ciagle zastraszonego czlowieka
              oraz wyzbyc sie falszywego poczucia skromnosci?

              • Gość: Wiech pitolicie, Hipolicie.. i to ciężko niestety IP: *.tvk.torun.pl 12.11.06, 17:20

                Cóż, pozostaje tylko pogratulować owocnego wyjazdu!
                Ja nie miałem tyle szczęścia, ponieważ przez blisko miesiąc pobytu nie
                spotkaliśmy żadnych Polaków (w tym stłamszonych), a bywało nawet i tak, że
                przez kilka dni nie widzieliśmy ani jednej 'białej twarzy'..
                Rozumiem, że Kolega stadami napotykał Polaków z plecakami, a przynajmniej
                kilkukrotnie miał taką okazję. No bo przecież nie zbudowałby chyba
                swoich 'mądrych' tez, bez napotkania statystycznie istotnej grupki Polaków?!..

                Ciekaw jestem również, kiedy to Koledze ostatnio na 'krajowej ulicy' włosy
                stanęły dęba i kiedyż to tak się nasłuchał tych 'ludzi zamieszkujących ziemię
                polską' (nie mylić z prawdziwymi Polakami, zamieszkującymi ziemię
                amerykańską!)?..

                Pragnę również uświadomić Kolegę, że nie da się głowy podnieść ani w bok, ani
                też do dołu, zatem za konstruktywną propozycję podniesienia jej do góry
                serdecznie dziękuję. :o)
                Gratuluję również talentów poznawczych, jako, że już po 2 postach potrafił
                Kolega postawić diagnozę i rozpoznać 'zastrasznego człowieka', 'pełnego
                naleciałości z PRL', który 'nie potrafi wyzbyć się fałszywego poczucia
                skromności'.
                Szczęśliwie, dla Ciebie 'najważniejszy jest człowiek, kim kolwiek on jest i
                gdziekolwiek on mieszka...'. To takie szlachetne. No i co ważne - wprost wynika
                z Twoich wypowiedzi..

                Wybacz łaskawco, ale Twoje wywody sa pełne sprzeczności oraz zawoalowanej
                pogardy dla naszego kraju i rodaków, co jest nielekko żenujące.
                Idę o zakład, że nie mieszkasz w Polsce, ale jej dobro, jako 'prawdziwemu
                Polakowi', oczywiście głęboko Cię obchodzi. Strzelam: Polonia amerykańska w
                pierwszym pokoleniu, pewnie tak ze 20 lat poza krajem, stąd doskonała wiedza na
                temat aktualnych zachowań Polaków na naszych ulicach..

                Dyskusja jest jałowa i nic nie wnosi.
                Możesz wyciągać pochopne wnioski na temat kraju/regionu po krótkotrwałym w nim
                pobycie, choć ich jakość pozostaje mocno dyskusyjna (vide: chociazby Twoje
                wywody na temat Chin w innym watku, które rażąco odbiegają od opinii osób
                doskonale znajacych ten kraj). Możesz nawet czuć się z siebie dumny z tego
                tytułu - w końcu to Twoje osobiste prawo.
                Ale nie ubliżaj bliźnim i nie opluwaj kraju, w którym się urodziłeś, bo to
                zaprawdę poniżej krytyki!
                • kreola Re: pitolicie, Hipolicie.. i to ciężko niestety 12.11.06, 18:01
                  Wiechu, zaiste dyskusja niczego nowego nie wnosi:) Na szczescie ja juz znam
                  doskonale Twoje relacje z roznych podrozy, zreszta zna je wielu forumowiczow, i
                  Ty nie musisz nikomu niczego udowadniac!
                  Ciekawa bylabym za to relacji Wroblaptaka (czy Wrobelptaka?)z innych jego
                  wypraw, bo kazda taka relacja wiele o czlowieku mowi. Ciekawa jestem tez ilez
                  tych wypraw bylo, ze z taka latwoscia przychodzi mu ocenianie innych.
                  Fakt, ze nie podobalo mi sie w Chinach nie oznacza, ze od teraz zaczne jezdzic
                  wylacznie na zorganizowane, luksusowe wycieczki. I nie rzecz w pieniadzach, bo
                  tych mi nigdy nie brakowalo na szczescie, a sposobie na zycie i poznawanie
                  swiata. Tu, podobnie jak Wiech, uwielbiam samodzielne zmaganie sie z
                  trudnosciami, nawet jesli mam wrocic zmeczona, jak to po Chinach bylo.
                  Pozdrawiam podroznikow :)
                  k.
                • bonzee Re: pitolicie, Hipolicie.. i to ciężko niestety 12.11.06, 19:23
                  >Ale nie ubliżaj bliźnim i nie opluwaj kraju, w którym się urodziłeś, bo to
                  >zaprawdę poniżej krytyki!

                  Przeczytalam wypowiedzi Wrobleptaka i nic, kmpletnie nic...
                  Zadnych bluznierstw tam nie widze na temat Polski i Polakow!

                  Moze ty poprostu probujesz rozpetac wojne: 'backpackers' kontra '5*' ?
                  • Gość: Wiech do Bonzee IP: 217.97.236.* 13.11.06, 08:55

                    Bonzee, a jak znajdujesz taką wypowiedź?:

                    "Czy to nie wlasnie ludzie zamieszkujaca ziemie polska odnosza sie wrecz
                    pogardliwie oraz lekcewazaco na jakiegokolwiek napotkanego drugiego czlowieka?
                    Wystarczy tylko posluchac opinie na temat obcokrajowcow pierwszego lepszego
                    rozmowcy z krajowej ulicy! ...wlosy staja deba!!!"
                    W moim odbiorze jest to zdecydowanie pogardliwy i antypolski wywód. Może jestem
                    przewrażliwiony trochę na tym punkcie, ale trudno.

                    Poza tym, żadnej wojny 'backpackerzy-gwiazdki' nie staram się rozpętać. Po
                    prostu rozeźliła mnie rzekoma obserwacja Wrobelpataka:
                    "W kilku miejscach widzielismy polskie grupy z plecakami i widac, ze byli
                    strasznie stlamszeni oraz zmeczeni. A szkoda, bo duzo stracili, gdyby jechali
                    na ciut ciut wyzszym poziomie i byloby dla nich mniej zmeczenia, a wiecej
                    korzysci w obserwacji oraz zwiedzaniu."
                    Tak ja wspominałem, przez miesiąc pobytu w Chinach nie napotkałem żadnych
                    Polaków (no, może poza samolotem do Pekinu, ale tego nie liczę). Napotykani
                    backpackerzy byli szczerze zdziwieni widokiem Polaków, twierdząc, że nie jest
                    częsty, a jedna sympatyczna parka Francuzów, podróżująca po Południowym
                    Wschodzie od blisko roku, stwierdziła nawet, że jesteśmy pierwszymi Polakami,
                    jakich napotkali.
                    Biorąc pod uwagę powyższe oraz fakt, że turyści zorganizowani - którym wozi się
                    dupke od miejsca do miejsca - raczej rzadko spotykaja się z backpackerami,
                    wywód Wróbelptaka znajduję, jako zwyczajne pitolenie nadętego gościa. I tyle.

                    • Gość: anka Re: do Bonzee IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 13.11.06, 11:29
                      A ja spotkałam! Ostatniego dnia pobytu w Pekinie w trakcie negocjacji w
                      sympatycznym hoteliku w Qianmen (musiałam chyba coś powiedzieć do siebie "o,
                      cholera!" albo coś podobnego) nagle usłyszałam; "O rany, Polka". Ale chłopak
                      siedział w Chinach od 3 miesięcy i po raz pierwszy spotkał kogoś z Polski.
                    • bonzee Re: do Bonzee 13.11.06, 20:03
                      > "Czy to nie wlasnie ludzie zamieszkujaca ziemie polska odnosza sie wrecz
                      > pogardliwie oraz lekcewazaco na jakiegokolwiek napotkanego drugiego czlowieka?
                      > Wystarczy tylko posluchac opinie na temat obcokrajowcow pierwszego lepszego
                      > rozmowcy z krajowej ulicy! ...wlosy staja deba!!!"

                      Test to jakas tam opinia, gruba generalizacja. Czy bluzniercza? Dla mnie nie.

                      > "W kilku miejscach widzielismy polskie grupy z plecakami i widac, ze byli
                      > strasznie stlamszeni oraz zmeczeni. A szkoda, bo duzo stracili, gdyby jechali
                      > na ciut ciut wyzszym poziomie i byloby dla nich mniej zmeczenia, a wiecej
                      > korzysci w obserwacji oraz zwiedzaniu."

                      Tu juz kompletnie nie rozumiem, w czym problem.
                      Osobiscie lubie zmeczenie po calodniowym trekkingu, ale dajmy rowniez
                      zyc 'couch potatoes'! (To tak naprawde slabe geny, nie ich wina)


                      > Tak ja wspominałem, przez miesiąc pobytu w Chinach nie napotkałem żadnych
                      > Polaków (no, może poza samolotem do Pekinu, ale tego nie liczę). Napotykani
                      > backpackerzy byli szczerze zdziwieni widokiem Polaków, twierdząc, że nie jest
                      > częsty

                      Polska jest krajem raczej biednym. (To jest fakt) Wyprawa do Chin? Jest to
                      daleka wyprawa i nie na przecietna polska kieszen...


                      A tak apropos jeszcze backpackersow. W Australii (czy Nowej Zelandi) to jest
                      sposob na zycie.(Kompletnie nie kwestia pieniedzy).

                      Taki przecietny Ozzie, Kiwi na wakacjach przespi sie raczej w hostelu, ale
                      wieczorem wyskoczy na piwo pubu.
                      Przecietny Polak przespi sie w hotelu (4*/5*), ale piwo wieczorem kupi w
                      sklepie... Co kraj to obyczaj :-)
                      • kreola Bonzee - rulez :) 13.11.06, 21:13
                        > Przecietny Polak przespi sie w hotelu (4*/5*), ale piwo wieczorem kupi w
                        > sklepie... Co kraj to obyczaj :-)

                        Rulez za ten tekst :) Jest dokladnie tak jak piszesz!
                        Ale... zaraz, zaraz.. ja chyba jestem Polka ?!
                        No dobra, moze generalizujemy troszke, ale to prawda. Dla mnie wedrowki z
                        plecakiem to takze sposob, moze nie na zycie, ale na fajne wakacje. I rowniez
                        nie jest to wybor spowodowany koniecznoscia oszczedzania, bo ja jestem
                        deweloperem :-/ Co pewnie nie powiekszy grona osob lubiacych mnie na tym forum:-P
                        • bonzee Re: Bonzee - rulez :) 13.11.06, 22:57
                          > Ale... zaraz, zaraz.. ja chyba jestem Polka ?!

                          Do mnie tez to nie pasuje! (ale wiekszosc wyznacza norme ;-)

                          (NB Wrzucilam sobie Ciebie w ta wyszukiwarke ( u gory), Kreola... i
                          dowiedzialam sie o dopiero teraz o smierci Kingi.... Brak slow.. Dla mnie tez
                          byli z Chopinem inspiracja...)
                • wrobelptak do Wiecha - belkot plynie... 13.11.06, 01:54
                  jak sam napisales:
                  "...Dyskusja jest jałowa i nic nie wnosi..."

                  otoz to...belkot ... nawet na forum turystycznym znajdzie sie,
                  ktory belkocze... podobnie Gomulka kiedys 'godol'!

                  Daruj sobie swoich wypocin adresowanych do mnie!

    • hm95 Re: Trasa samodzielnej podróży po Chinach, pomoże 13.11.06, 22:21
      kreola napisała:
      > Będę wdzięczna za wszelkie sugestie, ewentualne linki i wszystkie praktyczne
      > porady:)

      Witaj! Polecam miejscowosci lezace kolo Szanghaju - np. Zhouzhuang lub Suzhou. Z
      tej ostatniej mam troche zdjec - linki ponizej - zapraszam:

      hamster95.blog.pl/archiwum/index.php?nid=11169465
      hamster95.blog.pl/archiwum/index.php?nid=11173783
      hamster95.blog.pl/archiwum/index.php?nid=11176013
      HM
      • kreola HM :-D 13.11.06, 22:44
        Dziekuje za linki, ale ja juz wrocilam :)
        Linki przydadza sie nastepnym podroznikom z cala pewnoscia.
        Nie wlaczysz sie do dyskusji?
        :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka