Dodaj do ulubionych

Triglav (i Góry Dynarskie)

29.05.13, 17:38
Na Triglav prowadzi wiele szlaków. Ogólnie - wejścia od północy są trudniejsze, południowe - bardziej nużące. Tyle wiem.
Czy ktoś z Was może porównać (w miarę dokładnie) trudności techniczne na szlaku, którym wchodził na Triglav z trudnościami w polskich Tatrach?
Chciałbym wybrać się na Triglav szlakiem nie trudniejszym niż wejście na Świnicę i przejście przez Orlą Perć a jednocześnie możliwie krótkim. W relacji Janusza Rośka trasa tam i z powrotem z Aliżewa Domu zajęła 12 godzin ale autor nie podaje dokładnych nazw topograficznych i nie wiem dokładnie, którędy szedł. Chciałbym wejść i zejść w jeden dzień.
Ale liczę się z noclegiem - na przykład w którymś ze schronisk na płd od Triglava. O ile mnie zachęcicie do wchodzenia od południa. Zdaje się tam jakieś jeziorka miłe oku są ;-) Wolałbym wracać do tego samego punktu (plecaki).
Rozumiem, że w lipcu trochę śniegu będzie ale da się przejść bez sprzętu.

Drugie pytanie dotyczy gór w Chorwacji oraz w Bośni i Hercegowinie. Chętnie bym się wybrał na jakiś szczyt >2000 m n.p.m. Co polecacie? Wiem, że jest trochę górek pod Sarajewem. Zależy mi na prostym dojeździe (autobus/pociąg) i zapleczu noclegowym. Aczkolwiek namiot będę miał.

Kornel
Obserwuj wątek
    • katja_24 Re: Triglav (i Góry Dynarskie) 13.06.13, 17:08
      Opis najlatwiejszego wejscia na Triglav jest w przewodniku "Po slonecznej stronie Alp". Jesli nie znajdziesz, to moge Ci spisac trase, ale jak mnie pamiec nie myli, to cala zajmuje bodajze okolo 17h wiec bez noclegu sie nie obejdzie.
      • kornel-1 Re: Triglav (i Góry Dynarskie) 13.06.13, 17:31
        W linkowanej przeze mnie relacji jest opis wejścia bez noclegu. Syn mi mówi, że obrócimy tam i nazad w 12h. Ale ja myślę, że to będzie zależeć od pogody i tego, gdzie dotrzemy na nocleg przed.
        O Triglawie poczytałem na stronie Tomka. Informacje są tam wystarczające. Rozumiem, że na szlakach nie będzie trudniej niż na Orlej Perci i Koziej Przełęczy ;-)

        W dalszym ciągu szukam jakiejś fajnej trasy w Bośni i Hercegowinie.
        Tam wolałbym więcej pochodzić po ceny schronisk w Słowenii są dla mnie zabójcze.

        A przy okazji: był ktoś zarówno w J. Postojnej i w J. Szkocjańskich i potrafi porównać ich atrakcyjność?

        Kornel
        • katja_24 Re: Triglav (i Góry Dynarskie) 14.06.13, 10:51
          Da sie wejsc bez noclegu, ale po ferratach ;) Choc slyszalam, ze osoby doswiadczone moga je pokonac bez sprzetu.
          • kornel-1 Re: Triglav (i Góry Dynarskie) 14.06.13, 11:00
            Tomek na swojej stronie pisze:

            "dąc sprawnym krokiem, zdobycie Trigalvu od północnej strony (przez Plemenice) może zająć 5 h (mój osobisty rekord to 3 h) - jednak zejście do punktu startu jest również meczące a jeśli w pełnym słońcu, staje się naprawdę meczące."

            O najtrudniejszym technicznie szlaku północnym (pomijającferraty) pisze:

            "Przy dobrej kondycji, rozchodzeniu, braku aparatu fotograficznego, marudzącego towarzysza itd. można szczyt zdobyć w mniej niż 3 godziny od wyjścia z Aljazev domu. "


            Życie pokaże jak będzie w naszym przypadku.
            ;-)
            O ferratach pisze:

            ". Sam przeszedłem najprostszą drogę słoweńską (II/IV, 800 m, 5.5 h, asekuracja na 10 metrach) oraz nieco trudniejszą drogą niemiecką (III/IV, 800 m, 5.5 h)" (rozumiem, że czas jest od podnóża ściany północnej)

            Kornel
    • katja_24 Alpy Dynarskie znam tylko w MNE 13.06.13, 17:09
      czyli Durmitor, wiec tu niestety nie doradze.
    • kornel-1 Kemping pod Triglawm? 14.06.13, 11:21
      Gdzie zanocować najbliżej?
      Czy ktoś zna to miejsce? Kamp Triglav?
      pl.camping.info/s%C5%82owenia/carniola-alpi-giulie-lublana-zasavje/kamp-triglav-16499?onMap=1
      Kornel
    • kornel-1 Re: Triglav (i Góry Dynarskie) 16.07.13, 07:30
      No, Tryglaw zaliczony.

      Wybralismy opcje z Trenty przez Planika Dom. Sniegu sporo. 14 (+1) h w tam i z powrotem.
      Niektorzy uwazaja, ze 2200 metrow przewyzszenia w jeden dzien (+tyle samo w dol) to za duzo. Ja z synem nie widzielismy w tym problemu.

      Szczegoly po powrocie.

      Kornel
      • kornel-1 Triglav - relacja 23.07.13, 01:30
        Wstajemy po piątej. W głębokiej dolinie Soczy jeszcze ciemno. Do
        początku szlaku na Triglav jest około kilometra z kempingu w Trencie.
        Maszerujemy szybkim krokiem i z pewnym niepokojem odczytujemy na tabliczce
        umieszczonej na skrzyżowaniu dróg wysokość miejscowości: 650 m n.p.m..
        Oznacza to, że musimy dziś pokonać ponad 2200 metrów różnicy wysokości, by
        wejść na najwyższy szczyt Alp Julijskich. To sporo. Do tej pory raz
        tylko zbliżyłem się do przewyższenia 2000 metrów wchodząc z Litochoro
        do Refiuge A pod Mitikasem. Czy damy radę wejść i zejść(!) na szczyt w
        ciągu jednego dnia? Zobaczymy.

        Na razie jest bez problemów. Wygodna droga wzdłuż potoku Zadnjlca prowadzi nas ku
        wysokim wapiennym szczytom. Tu góry wydają się znaczeni wyższe niż
        nasze Tatry z Zakopanego. Po godzinie przekraczamy potok (w oddali wodospad
        i woda wypływająca spod śnieżnej połaci) i zaczynamy mozolną
        wędrówkę po zboczu. Zakosami prawo-lewo idziemy przez najbliższą
        godzinę, aż do rozwidlenia szlaków. W lewo odbija droga na Luknję, to
        trudny technicznie szlak a zważywszy na ostatnią śnieżną zimę
        mógłby okazać się dla nas zbyt uciążliwy. My idziemy w prawo, ku
        Trzaska Koca. Wciąż jeszcze jesteśmy poniżej hal i turni. Szlak jest
        dobrze oznakowany, trakt wygodny. Po prawej odsłaniają się coraz
        częściej widoki na szczyty po drugiej stronie doliny. Jest już ósma i
        wapienne skały błyszczą w promieniach wschodzącego słońca. Kopuła,
        zdaje się Żadnjski Ozebnik (2084 m n.p.m.), zbudowana jest - podobnie jak sąsiednie góry z idealnie równoległych warstw wapiennych; w górnej części pokryta jest
        rachitycznymi krzewami. Ależ chciałbym mieć więcej czasu, by
        spróbować na nią wejść! Nieco dalej i wyżej wznosi się niemal
        pionowy biały filar. Wydaje się, że nie do zdobycia. Z pewnością jest
        atrakcją wśród alpinistów.

        Jesteśmy już ponad granicą lasów. Stąd jeszcze nie widać przełęczy pod Doliczem, ku której zmierzamy. Urządzamy sobie sesję zdjęciową fotografując
        pojedynczy kwiat: Lilium carniolicum czyli
        lilię kraińską. Jest po prostu śliczny. I taki samotny ;-)

        Wznieśliśmy się o jakieś 1000 metrów ponad Trentę. Wykuta w zboczu
        dróżka wyprowadza nas ramię Zelenica (2468 m n.p.m.) i dalej do zwężającej się doliny
        zakończonej przełęczą. Widać już schronisko z dwoma wiatrowymi
        generatorami dającymi monotonny dźwięk. Być może ułatwia on
        orientację we mgle. Coraz częściej zdarzają się poletka ze śniegiem.
        Na szczęście szlak idzie po zboczu. Schronisko osiągamy po 5 godzinach
        marszu. Herbata tu ponad 2 euro, zjadamy tylko po kanapce i ruszamy dalej.
        Chłopak ze schroniska, widząc moje trampki odradza nam szlak
        bezpośrednio wiodący na szczyt: "Tam dużo śniegu, idźcie przez
        Dom Planika". Ano dobrze, pójdziemy.

        Na początek po płaskim, po śniegu, później coraz bardziej stromo po
        skałkach. Sceneria już alpejska, jak okiem sięgnąć potężne szczyty
        poznaczone białymi plamami śniegu. Niebo znacznie zachmurzone, ale nie
        zanosi się na pogorszenie pogody. Jak do tej pory nikogo nie spotkaliśmy
        na szlaku. Dopiero za kolejnym ramieniem masywu Triglava mijamy się z
        parą turystów a potem kolejną. Idą z Domu Planika. Cały czas
        zastanawiamy się, czy nie zbyt pochopnie posłuchaliśmy rady Słoweńca:
        może dalibyśmy radę przejść tamtym bezpośrednim szlakiem? Mimo pól
        ze śniegiem? Droga przez Dom Planika jest dłuższa co najmniej o
        godzinę! Schodzimy teraz o kilkadziesiąt metrów niżej, ku malowniczej
        kotlince. Gdzieś zza mgły wyłania się na moment szczyt Triglava, ale
        naszą uwagę przyciągają napisy ułożone z kamieni w kotlince.
        Sympatyczne miejsce ;-)
        Po pięciu godzinach wspinaczki nie odczuwamy zbyt dużego zmęczenia.
        Przed wyjazdem proponowałem synowi jakąś traskę górską po Beskidach,
        ale stwierdził, że ma kondycję. Skoro ma to ma. Ja nie wiem, czy mam.
        Okaże się ;-) No niby w maju śmigałem po Andach, ale to były krótkie
        odcinki i niezbyt wysoko ;-p
        Ostatni odcinek podejścia do schroniska (2401 m n.p.m.). Wody do butelki nie dadzą, nie
        to nie, niech się wypchają. Idziemy dalej, na szczyt. Ale, ale! Szlak tu
        się rozdwaja, nie wiem, którą drogę wybrać. Zawracam do schroniska.
        "Przez Mały Triglav łatwiej" - stwierdza paniusia z bufetu. Ok,
        niech będzie. Cóż! Nie za bardzo chciało mi się przygotowywać do tego
        trampingu. Zero map i zero przewodników. No, jakieś foty map Alp w
        komórce ma Sergiusz, muszą wystarczyć, he he.
        Niestety, na szczyt jeszcze półtorej godziny. Najpierw strome podejście
        po śniegu. Właśnie z góry zjechał koziołkując jakiś turysta. No,
        nieźle się zapowiada :-/ Jak się okaże później, to jest jedyne
        miejsce w drodze od schroniska na szczyt pokryte śniegiem. A dalsza droga
        spoko: stromo w górę, ścieżka z naprężoną linką (lepsze to niż
        dyndające tatrzańskie łańcuchy), trochę błota, wąska, szczelina
        służąca za toaletę sądząc po zapachu i dalej po eksponowanym terenie
        na Mały Triglaw (2738 m n.p.m.). Turystów tu jakby więcej, doganiamy kilka grupek i par.
        Dobrze idzie. Niestety, pogoda się pogarsza, niebo zasnute jest chmurami,
        główny wierzchołek tylko na moment wyłania się z mgły. Trzeba teraz
        zejść na wąską przełęcz, klimaty jak na Granatach, szkoda, że bez
        widoków. I jeszcze ze 100 czy 200 metrów w górę. W końcu szczyt (2864 m n.p.m.) z
        małym schronem i kilkunastoma zdobywcami ;-) Szybko się fotografujemy i
        zaczynamy odwrót. Zaczął przed momentem kropić deszcz. Spotkane tu
        małżeństwo polskie schodzi ferratą przez Luknję. My wracamy do Domu
        Planika. Wciekamy się bo deszcz się nasila,narzucone pospiesznie ortaliony zamieniają nas w Batmanów a tu drogę tarasuje 8-osobowa grupka w uprzężach i tych wszystkich sznurkach. Przepinają karabinki pod czujnym okiem instruktora. Ze też wybrali się tu na szkolenie! W okńcu udaje się ich wyprzedzić. Do deszczu dołącza się grad i siecze nas drobnymi lodowymi kulkami aż miło. W "toaletowym" przesmyku woda spływa strumieniami, właściwie to już potok. Po kwadransie ulewa ustaje, deszcz rzednieje i ostatnie metry do schroniska pokonujemy we względnie dobrych warunkach. Uff! na szczęście to nie była burza z piorunami jak w zeszłym roku w Durmitorze.

        Suszymy się, zjadamy resztki kanapek i czekoladę. Cieszymy się z udanego wejścia, ale przecież to nie koniec. Przed nami jeszcze kawał drogi. Niebo się wypogadza, poniżej 2400 metrów prawie sucho. Zmęczenie nie pozwala na zbieganie po ścieżce. Zresztą za chwilę dochodzimy do śniegu pod Smarjetną Głavą i musimy uważać. Od Trzaska Koczy znów mży. Przechodzimy przez zaspę pod skałą a potem już na luzie w dół. Zastanawiamy się, czy ktoś nie zerwał "naszego" kwiatka. Jest! Dalej robi się ciepło wręcz upalnie. Z niecierpliwością zmierzamy do potoku, by nabrać wody i odpocząć z pół godzinki przy mostku. Na kemping docieramy po 15 godzinach.

        Dojazd:
        Orange Ways Kraków - Budapeszt ok. 80 zł
        Orange Ways Budapeszt - Lublana ok 70 zł
        autobus Lublana - Trenta ok 12.5 euro

        Kornel
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka