Dodaj do ulubionych

poznajmy się...

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.09.06, 23:38
Od jakiegoś czasu czytam wypowiedzi na poniższym forum i zastanawiam się kim
jesteście Wy drodzy forumowicze, w jakim wieku jesteście, od kiedy chodzicie
po górach, które góry są Waszymi ulubionymi, czy chodzicie na górskie wyprawy
samotnie czy wolicie w towarzystwie.

Jestem ciekaw bo nikt z moich znajomych nie chodzi po górach - jestem nieco
osamotniony w mojej pasji. Co więcej, znajomi lekceważąco wypowiadają sie na
temat takiej formy spędzania wolnego czasu. Dla nich wakacje spędzone w gorch
to strata czasu. Co innego w nadmorskch kurortach zagranicznych. Im drożej
tym lepiej. Większy szpan...

Ostatnio nawet usłyszałem od kolegi, że w gory to jeżdżą mało zamożni ludzie,
którzy chcą gdziekolwiek wyjechać a nie stać ich na żadne inne wakacje.

Więc poniekąd stąd moje zainteresowanie tym kim jesteście. Więc na zachętę
pierwszy napiszę kilka słów o sobie. Mam 32 lata, jestem żonaty, mam 2,5
roczną córkę. Oboje z żoną kochamy góry (nasze ulubione to Tatry oraz
Bieszczady). Jesteśmy średnio zamożni ale stać nas na wakacje za granicą :-)
Mimo to wybieramy wakacyjne wędrowanie po szlakach. Mieszkamy w Krakowie więc
w góry mamy dość blisko. Do tej pory po górach wędrowaliśmy we dwójkę. Mamy
jednak nadzieję, że nasza córeczka podzieli naszą pasję i już niedługo
będziemy całą rodziną wędrowali po szlakach. Bo góry sa dla nas bardzo ważne.
Tam odpoczywamy, tam ładujemy akumulatory, tam ciągle zachwycamy się pięknem
otaczającego nas świata...

Może napiszecie kilka słów o sobie?
Obserwuj wątek
    • Gość: Ela Re: poznajmy się... IP: *.ec.kalisz.pl 26.09.06, 07:25
      Witaj. To, że inni wolą droższe kurorty, to tylko snobizm i nie wiedzą co
      tracą. W górach jest pięknie i zawsze warto iść popatrzeć i podziwiać przyrodę.
      Tak więc nie przejmuj się znajomymi. Ja w góry zaczęłam jeździć późno tzn. gdy
      miałam 45 lat. Jedno tylko co mnie denerwuje, to komunikacja. Nie mam prawa
      jazdy i aby jechać z centralnej Polski w góry to muszę się naskakać po
      pociągach i autobusach. Czasami syn mnie przywozi z powrotem. Mam 2 dzieci,
      córka przeniosła się do Krakowa, tam rozpoczęła nowe życie. Też mi nic nie
      brakuje (no chyba, ze prawka). Sam widzisz, że trudy podróży nie zrażają mnie
      aby jechać w ukochane góry. Byłam w Zakopanym, Karpaczu, Wiśle, Polanicy.
      Wszędzie tam chodzę pieszo. Ciągnę w góry nawet moją 85 letnia ciotkę, która
      jest jeszcze na chodzie. Mąż mój to pracoholik i nigdy nie ma czasu żeby jechać
      ze mną. Dlatego na trudniejsze szlaki wybieram się z którąś ze sióstr. Samemu
      trochę jest nieswojo. Nad morzem byłam tam ze 2 razy i mnie wcale tam nie
      ciągnie. Pozdrawiam Cię i życzę wytrwałości w wędrówkach na szlakach ze swoją
      rodzinką.
    • Gość: Agatam26 Re: poznajmy się... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.09.06, 10:41
      Cześć !
      Też jestem z Krakowa :). Po górach zaczęłam chodzić pod koniec liceum. Ale
      naprawdę pokochałam góry na studiach. Jeździliśmy wiosną - na rajdy, jesienią -
      indywidualnie - z moim chłopakiem - teraz już mężem. Mamy po 26 lat. Zwykle
      chodzimy po górach we dwójkę. Uwielbiamy chodzić "od schroniska do schroniska",
      po prostu odciąć się na kilka dni od codziennosci, pobyć samemu ze sobą i
      przyrodą. Nasycić sie pięknem natury, ciszy, gór. Nasza ulubiona okolica to
      Gorce - zwłaszcza jesienią. Nocleg na Maciejowej, następny na Turbaczu - piękna
      malownicza okolica, babie lato, róznokolorowy las mieniacy sięw słońcu. I
      piękny widok spod schroniska na Turbaczu - gdy wstajac wcześnie rano -
      wychodzimy z gorącą herbatką przed schronisko zaczerpnąć pierwszy tego dnia łyk
      górskiego powietrza.
      Wielu naszych znajomych - też uważa chodzenie po górach za totalną
      bzdurę, "bezsensowny wysiłek" itp. itd. Nam to specjalnie nie przeszkadza.
      Oni nie czuja tego co my w górach - chyba mają inny rodzaj wrażliwości.
      My nabieramy energii i dystansu do "normalnego życia" właśnie tam ,w górach.
      Każdy ma swój sposób.
      Pozdrowienia.
      • Gość: Julia Re: poznajmy się... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.06, 11:47
        Chętnie podłączę się pod ten wątek :)
        W góry praktycznie jeżdże od 8 klasy podstawówki (chociaż byłam raz na kolonii
        w Tęgoborzu w wieku chyba 8 lat ;)Miałam do wyboru kolonie nad morzem albo w
        górach, wybrałam góry, rok pozniej Bielsko-Biała.
        Pozniej długo długo nic aż do końca 8 klasy. Wybrałam sie wtedy na pierwszy
        obóz wędrowny po beskidach (Makowski, Wyspowy, Żywiecki) Spanie w schroniskach,
        wędrowanie z pełnymi plecakami, to było to!!
        Pozniej miłoscią do gor zaraziłam chłopaka (teraz męża), on wolał jeziorko,
        morze imprezki, muzyke dance :D a przy mnie polubił Dżem, Deep Purple, Led
        Zeppelin itp. :)
        Nasze ulubione góry to oczywiście Tatry :), ale tydzień miodowy spędziliśmy w
        Bieszczadach, było cudownie, cisza spokój, pięknie :)
        Uważam że Polska jest tak piękna, dopiero jak ja zwiedzę może wybiorę się
        gdzieś dalej.
        Nieprawdą jest, że tylko biedni ludzie jadą na odpoczynek w góry, bo nie stać
        ich na zagraniczne wyjazdy. TOTALNA BZDURA. Wystarczy pojsc na szlak i zobaczyć
        jakim sprzętem niektorzy ludzie dysponują, często za cięzkie pieniądze -większe
        niż wycieczka na Dominikane.
        W życiu nie zamieniłabym wyjazdu w góry nawet na najdroższą zagraniczna
        wycieczkę.
    • ka2 Re: poznajmy się... 27.09.06, 14:45
      może kiedyś na szlaku
      bo jak na razie nie podoba mi się ton wypowiedzi w tym wątku, tego porównywania
      do znajomych
      jakby tak dokładnie poczytać, wychodzimy, my chodzący po górach na snobów
      strach miec lepsze buty, bo prawdziwy turysta takich nie używa...
        • Gość: Andrzej Re: poznajmy się... IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 27.09.06, 19:12
          Mam 42l, w górach bywam ponad 20lat.Mieszkam w centrum kraju. Moje ukochane góry to Gorce, skąd pochodzi moja żona. Kocham tak góry jak i ludzi, którzy tam mieszkają, wspaniali, uczciwi, honorowi tacy trochę nie na dzisiejsze czasy.Uwielbiam wyjazdy z rodziną,z którą wspólnie dzielimy pasję. Mamy taka traperską chatkę, do której chętnie jeżdzimy, a czasem zaglądają tam znajomi. W niedziele wróciłem z dwudniowego wypadu na grzyby, pogoda rewelacyjna, grzyb też sie trafił . Na ostrzejsze łażenie jeżdżę w Tatry, zwłaszcza Zachodnie po stronie Słowackiej, mogę udzielić wskazówek odnośnie kwater, punktów wypadowych i szlaków. Generalnie omijam nasze Tatry Wysokie, które są zapchane i brak w nich właściwej turystycznej atmosfery.
    • tatromaniak Re: poznajmy się... 27.09.06, 21:56
      Mam 26lat, góry to moja pasja, w zasadzie o 6 lat często chodze po Tatrach,
      dosyć dobrze znam Polsie Tatry Wysokie (kilkadziesiat wycieczek), niestety
      Zachodnie jak i Słowackie znam słabiutko(po kilka razy tam byłem), ale myśle ze
      to sie kiedyś zmieni na lepsze. Chodze w zasadzie albo sam, albo z jedną osobą,
      wycieczki w wiekszej ekipie raczej mnie nie kreca, chyba ze po beskidach.
      Uwielbiam ogladanie zachodow i wschodow slonca z wierzchołków, oraz to co sie
      tym łączy - nocne chodzenie po Tatrach. Zdarzalo mi sie być samemu na
      Giewoncie, Kaspowym Wierchu, Swinicy, Kozim Wierchu, Koscielcu, Granatach i
      wielu innych szczytach i podziwiac w samotnosci piekno Tatr, niesamowite
      uczucie, tylko ja sam - zadnych ludzi, a w kolo same góry. Wydaje mi się że
      przeżyłem już każdą pogodę w każdej porze roku w Tatrach, ale tak pewnie nie
      jest, są one z jednej strony tak stałe, a z drugiej tak paradoksalnie zmienne.

      Pozdrawiam wszystich romantyków tatrzańskich i nie tylko :P
      • samanta455 Re: poznajmy się... 27.09.06, 23:35

        coś mi tu pachnie jakąś analizą turystyczną, turyści podzieleni na wiek, płeć,
        zamożność, miejsce zamieszkania, ilość dzieci, zawód, zaintersowania, itd, co do
        twoich znajomych, to współczuję, ale może i dobrze, że oni za granicę jadą,
        przynajmniej nie śmiecą u nas tylko tam, bo napewno i chipsy i batoniki i różne
        kolorowe świństwa w plastikowych butelkach lubią - jeść i pić - sprzątać napewno
        ci wielcy państwo nie lubią, a tak poza tym spotkać takiego snoba na szlaku
        średnia przyjemność, ja tam wolę biednych i skromnych, których samo wzdychanie
        po ujrzeniu pięknego widoku na szlaku, jest mi bardziej bliskie, niż zaproszenie
        do domu przez snobów.....pozdrawiam założyciela wątku
        • Gość: zorro Re: poznajmy się... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.09.06, 12:04
          Cześć. Moja historia jest chyba dość stadartowa, w góry jeździłem okazjonalnie,
          ze szkołą, kiedyś tam na studiach, ale jakoś się nie zaraziłem. Dopiero w wieku
          dojrzałym :) postanowilismy z kolegą odświeżyć wspomnienia i.. zaczęło się.
          Teraz mam cztery dychy na karku, niestety, nie jestem przedstawicielem wolnego
          zawodu, więc w góry jeżdżę w czasie urlopów, z racji miejsca zamieszkania (Łódź
          - zazdroszczę wam, Krakusy...) jest to raz, góra 2x w roku. Jeżdżę w 90% właśnie
          z kumplem, czasem jeszcze ktoś się przypnie. Z rodziną raczej rzadko, ze 2 razy
          z żoną, raz z córką. Nie to, że nie chcą, ale po prostu - czasem trzeba od
          siebie odpocząć. Razem jeździmy raczej na Południe. Nie przeszkadza mi, że
          poświęcam pół dnia czy noc na dojazd, tak już jest i koniec. Kocham Beskidy, nie
          przepadam za Tatrami, choć doceniam ich urodę. Ale tłumy na szlakach i - przede
          wszystkim - koszmarne ich zachowanie, odbierają mi wszelką ochotę na Zakopane i
          okolice. Jesli już polskie Tatry - to zachodnie, z kwaterą np. w Kirach. Albo
          słowackie.

          Ale moje góry to zupełnie inne klimaty. Lubię ciszę, samotność na szlaku, kolory
          i niepowtarzalne zapachy wczesnej jesieni, poranne mgły, zachody i wschody
          słońca, obserwację zwierząt w ich naturalnym środowisku, a po przyjściu do
          schroniska prysznic, obiad i piwko. Czego więcej chcieć od życia...
          Jeszcze trochę mam do pozwiedzania, głównie te mniej znane fragmenty Beskidów,
          Bieszczadów, Sudetów.

          Mała uwaga do samego tematu. Nie mam takich zastrzeżeń jak samanta czy ka2.
          Trzeba sobie powiedzieć, że jesteśmy mniejszością. Nie ma to nic wspólnego z
          wywyższaniem się, ot, większość woli inne formy wypoczynku i już. Ja też jeżdżę
          w ciepłe kraje, ale wybieram raczej zwiedzanie niż leżak. Ale skoro ktoś lubi..
          jego sprawa. A wracając - mniejszość powinna się odnajdywać, wspierać i cieszyć
          sobą. Więc podtrzymujmy swoje pasje.
          Moi znajomi, w odróznieniu od wspominanych tutaj, raczej nie patrzą na mnie
          dziwnie. Może nie jest to od razu podziw, ale jakieś tam uznanie, że mi się
          chce, że dobrowolnie sie męczę, zamiast luźno sobie leżeć i popijać zimne piwo.
          Ot, mam swój model wypoczynku, oni swój. A, że nie dają się w to wciągnąć - cóż,
          nie wiedzą co tracą.

          Pozdrówka dla towarzyskiego, dzięki za wątek.
          • Gość: zaba-agata Re: Korekta: IP: *.gorzow.mm.pl 30.09.06, 13:33
            No pospieszyłam się. W góry chodzę od zawsze. Mieszkam tuż przy zachodniej
            granicy Polski, więc mam kawał. Wyrywam się jak tylko mogę. Od zawsze kocham
            Tatry - chodzę po nich, interesuje mnie historia góralszczyzny, czytam
            literaturę taternicką i himalaistyczną. Jestem pewna, że na starośc, do której
            już niestety blisko, zamieszkam w Zakopanem albo gdzieś koło. Skoro już nie
            będę mogła chodzić po górach, to sobie na nie będę patrzeć. Pozdrówka dla
            wszystkich górołazów
            • gosiazet Re:poznajmy sie... 30.09.06, 21:08
              Moja fascynacja górami jest całkiem świeża,bo dopiero 2-letnia.A mam 41 lat i
              całe moje dotychczasowe życie spędziłam nad wodą-gł.Mazury.Takie były warunki
              niestety,bo dzieci małe (wolały kopać w piachu),bo towarzystwo raczej nie
              górskie,więc się dostosowywałam.I wreszcie na moje 40 urodziny pojechałam z
              córkami w Tatry.Mąż tradycyjnie w pracy,a my same z mapą na szlak.Kalejne
              wakacje to też wyjazd w Tatry,bo nie umiemy już inaczej spędzać czasu.
              I tylko ubolewam nad tym,że tyle zycia zmarnowałam chlapiąc sie w wodzie.Bo
              Tatry,to najcudowniejsze miejsce na ziemi.Teraz jeden dzień na plaży jest dla
              mnie niesamowitą udręką.A 10 dni w Tatrach.............bajka.
              Ktos tu przede mna napisał,że na starość się przeniesie do Zakopanego.Dobry
              pomysł,może i ja skorzystam?
    • Gość: hipek Re: poznajmy się... IP: *.aster.pl 30.09.06, 22:02
      Witam!
      Mieszkam w centralnej Polsce, mam 27 lat. W Tatrach zakochałam się w wieku 19
      lat kiedy to zamiast uczyć się do ustnej matury dałam się namówić koleżance na
      wyjazd do Zakopanego. Jestem wierna Tatrom i jeżdżę tam prawie co roku a miłość
      jest tak wielka, że niestety nie jestem wstanie z nich zrezygnować na rzecz
      innych gór czy wyjazdów zarganicę (co zrobić...) Górami zaraziłam mojego
      chłopaka (obecnego męża) i tak sobie wędrujemy nie dając się stonce i innwym
      przeciwnościom :o) - niestety mam lęk wysokości ale systematycznie i powoli go
      pokonuję (w tym roku byłam na Zawracie). Ci co mają podobny problem wiedzą jak
      wielkiego wysiłku (psychicznego) to wymaga :o).
      Pozdrawiam
    • grepmore Re: poznajmy się... 01.10.06, 10:19
      A wszystkich, których towarzystwo w góry się wykruszyło (bo się zestarzeli, bo
      się ożenili/wyszli za mąż, bo zupka była za słona*) i szukają towarzystwa na
      górskie wyprawy zapraszam na appletour.fora.pl lub
      appletour.forumer.pl. Uwaga forum zrzesza głównie ludzi po 25 roku życia
      więc młodzież nie przepadającą za włóczeniem się z "wapniakami" proszę o
      przemyślenie kroku rejestracji na forum.
      Pozdrawiam
      • Gość: zaba-agata Re: poznajmy się... IP: *.zgora.dialog.net.pl 01.10.06, 10:35
        Do gosizet - lęku wysokości nie wyleczysz tłumaczeniem sobie czegoś tam. Nie
        idź na Zawrat, wybierz się w Zachodnie. Kiedyś, kiedy jeszcze jeździłam w Tatry
        z ludźmi własnie w drodze na zawrat zblokowało moją koleżankę, wzywaliśmy GOPr,
        bo tak się wówczas pogotowie nazywało, był wstyd jak cholera. Dopiero tam
        yszło, że baba ma właśnie lęk wysokości. A kiedy nastepnego dnie oznajmiła, że
        chce na Świnicę, wtedy ja sobie przyrzekłam - nigdy więcej z ludźmi.
      • jooggii Re: poznajmy się... 01.10.06, 21:25
        hej -co tam statystyki,tak czy nie ktoś pyta wypada odpowiedziec.moja historia
        z górami...rozpoczęła się sporo lat temu-urodziłem się w beskidzie niskim,potem
        spory czas już w wieku szkoły średniej spędziłem w bieszczadach(pięc lat
        spędzonych w tych wspaniałych górach),ten klimat i wszystko zaowocowały tym że
        po dziś dzień góry są dla mnie czymś niesamowicie ważnym.są tacy wśród moich
        znajomych którzy twierdzą że jestem nienormalny(ale to normalne).po założeniu
        rodziny ciągałem partnerkę i swoje latorośle po bieszczadach,pieninach,gorcach
        no i oczywiście tatrach.teraz są w tym wieku że wolą to robi we własnym
        gronie...potem zostało mi wędrowanie z partnerką.stało się jednak tak że na
        chwilę obecną zostałem samotnikiem-w wędrówkach tatrzańskich.ale warto .
    • tomo1974 Re: poznajmy się... 02.10.06, 00:18
      Witam. W gory jezdzilem poczatkowo na wycieczki szkolne, pozniej kumpel wyciagal
      mnie na 2 osobowe wypady, dopiero po 20-tce odkrylem przyjemnosc jak daje
      samotne chodzenie. W gorach szukam przede wszystkim spokoju, unikam najbardziej
      zatloczonych szlakow. Obecnie mam podobna sytuacje jak Ty: 32 lata, zona i
      3-letnie dziecko. I nie widze powodu zeby rezygnowac z wakacji w gorach, kupuje
      sie dobre nosidelko i ...na szlak. Rok temu bylismy z coreczka w B. Żywieckim, a
      teraz we wrzesniu w Bieszczadach (2 tygodnie) i bylo pieknie. Jak by co to moge
      podeslac jakies know-how :-) jak w naszym przypadku wygladalo chodzenie z
      maluchem. Pozdr.
      • gosiazet Re: poznajmy się... 03.10.06, 22:31
        Żabo-Agato i wszyscy inni ludzie gór.
        Czy myslicie,ze ja,z lękiem wysokości,mam szanse wejść na Zawrat od strony
        Doliny Piątki? Bo w tym roku się wybierałam ,tylko zabrakło mi czasu.A
        chciałabym wejść....
      • Gość: towarzyski Re: poznajmy się... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.10.06, 21:18
        My tez próbowaliśmy z dzieckiem iść w góry. Tzn. w dolinki tatrzańskie (nie
        żadne tam poważne wyprawy na szczyty). To była porażka. Córkę bardziej
        interesowały leżące na ziemi kamienie niż maszerowanie po szlaku. Przejście 100
        metrów trwało wieki. Już się z tym pogodziliśmy, że póki co chodzenie po górach
        to nie dla nas. Trzeba odczekać kilka lat.

        W naszym przypadku noszenie dziecka w nosidełku odpada. Córka waży prawie 19
        kg, więc nawet nie wiem czy są nosidełka przewidujące taki ciężar. Poza tym
        znając ją, wiemy że nie usiedzi w nim dłużej jak 15 minut (ze zwykłego wózka
        gramoli się mniej więcej po kwadransie) . Więc nawet nie kupowaliśmy nosidełka
        bo uznaliśmy, że to wyrzucanie pieniędzy w błoto.

        Na razie chodzimy po dolinkach, ciesząc się jak uda nam sie pokonać 0,5
        kilometra.

        Sądzać z Twojej wypowiedzi, Wasze dziecko lepiej współpracuje z Wami na
        górskich szlakach:-)
        • Gość: no to przygotujcie no to przygotujcie się na lata czekania IP: *.aster.pl 05.10.06, 10:58
          nasz siedmiolatek jest nad wiek wysoki, silny i sprawny, choć jak większość
          miastowych dzieci, rozleniwiony i nawet kilometr do sklepu woli przejechać
          samochodem. Poszliśmy z nim piewrszy raz w Tatry. Z Siwej Polany do leśniczówki
          przejechaliśmy rowerami, do schroniska jakoś doszedł.

          Potem wybraliśmy się na Grzesia. Jak pamiętacie, średnio sprawny człowiek
          przechodzi tą trasę w jakieś półtorej godziny. My szliśmy co najmniej dwie i
          pół. Dziecko interesowało wszystko po drodze - kamyki, patyczki, robaczki,
          liście, strumyki. Szliśmy średnio 15 minut, po czym oznajmiał że jest zmęczony -
          musieliśmy stawać. W końcu wpadłem na sposób - wziąłem go za rękę i cały czas
          z nim rozmawiałem, o różnych rzeczach. Zapomniał że mu się nie chce i wszedł.

          Ogólnie nasz wniosek jest taki: siedmiolatek nie ma z chodzenia po górach
          żadnej przyjemności. Ciągnięcie go po to, żeby go "oswoić", żeby "połknął
          bakcyla" etc uznaliśmy za bzdurę. Byłby to typowy przykład stonki - pchanie w
          góry ludzi, których to w ogóle nie interesuje.

          Spróbujemy znowu może za dwa lata.
          • Gość: towarzyski Re: no to przygotujcie się na lata czekania IP: 62.29.137.* 05.10.06, 15:38
            ha, trochę mnie zmartwiłeś :-( liczyłem, że siedmioletnie dziecko zaczyna
            powoli łapać bakcyla; nie myślę tu o podziwianiu przyrody ale o pewnego rodzaju
            satysfakcję ze zdobywania szczytu

            nie wyobrażam sobie rozstania z górami na 5 lat albo i dłużej (córka ma niecałe
            3 lata); z drugiej strony chcemy wolny czas spędzać wspólnie i dlatego nie
            wyobrażam sobie, że ja np. jadę sam w góry a żona z dzieckiem nad morze

            ciężko będzie znaleźć złoty środek...

            • gosiazet Re: no to przygotujcie się na lata czekania 05.10.06, 19:10
              Posłuchajcie moi mili,co może wam powiedzieć doświadczona matka latorośli w
              wieku 17 i 13 lat.
              Kiedy moje dziewczyny były w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym,to nawet mi
              do głowy nie przyszło,żeby ciągnąc je w góry.Ubolewałam nad tym,bo góry kocham
              od wczesnej licealnej młodości.Ale niestety musiałam sobie odpuscić to na jakiś
              czas.Jeżdziłam z dzićmi na Mazury i jak ta kwoka wypatrywałam,zcy moje
              kurczątka nie topią się gdzieś.A one siąchlapały w wodzie i przekopywały tony
              piachu.Właśnie TO pasjonuje małe dzieci.
              No i tak sobie jeżdziłam nad te wody,az zapomniałam,że istnieją góry na
              świecie.A w zeszłym roku zaproponowałam im nieśmiało,że może by tak
              Tatry..............I radości nie było końca,bo one to juz własciwie.....nie
              chcą nad wodę....no ale ja zawsze je ciągnę......itd.Pojechałyśmy same we
              trzy,bo nasz padre tradycyjnie w pracy.Dziewczyny nie chciały wracać.Połknęły
              bakcyla,nie wyobrażają sobie wakacji bez wędrowania z matką po Tatrach.Ale tego
              bakcyla potrafiły przełknąć dopiero dużym ( hahahah) Gardłem.Myslę,że gdybym je
              ciągała po górach ,kiedy miały po kilka lat,to bym im te góry dostatecznie
              obrzydziła.
              Takie jest moje zdanie.Oczywiście co innego może byc w innych rodzinach.Ja w
              każdym razie uważam to za swój sukces wychowawczy,takie właśnie zupełnie
              nieswiadome postępowanie wakacyjne.Mi sie udało,jestem z tego dumna.Moje
              dziewczyny,to ludzie gór.Tak jak ja.
            • tomo1974 Re: no to przygotujcie się na lata czekania 05.10.06, 23:56
              Hmm... 17 lat bez gor? :-(
              Re: [towarzyski] Nie wiem jak to jest z siedmiolatkiem, pozyjemy - zobaczymy.
              Natomiast na pewno moge stwierdzic ze 3-latek lepiej znosi siedzenie w PORZADNYM
              nosidelku niz 2-latek (dotyczy to rowniez wozka i fotelika rowerowego). NIE
              PODDAWAJ SIE...
              Na pewno odpuscilbym Tatry - duzo ludzi, zmienna pogoda, przeciez sa jeszcze
              inne gory: www.gory.bezdroza.com.pl/
              Takie np. nosidelko tiny.pl/73dl ma dopuszczalna wage (z dzieckiem) 22 kg
              (ma tez daszek i swietna oslone przeciwdeszczowa).
              Ja pogode sprawdzam na meteo.icm.edu.pl/, jak moze padac - odpuszczam.
              Wybieram szlaki z czasem przejscia max 2 h w jedna strone, najlepiej jak jest na
              szczycie schronisko i z gory zakladam ze poswiecamy na to caly dzien, wiec
              nigdzie sie nie spieszymy. Wchodzimy z przerwami jakies 3 h, u gory corka
              szaleje 1 - 2 h. Zejscie w dol trwa 1,5 - 2 h, czesto maluch zasypia po takim
              dotlenieniu. Przykladowa trasa: Wielka Racza zoltym szlakiem z Soblówki.
              Ps. Chyba trzeba przeniesc ten watek do "Wakacji z dzieckiem"...
              • Gość: bardzo rozsądna st bardzo rozsądna strategia IP: *.aster.pl 06.10.06, 08:52
                podziwiam, robiłbym dokładnie tak samo.

                Oczywiście jestem pewien, że dziecko nic z tych gór nie zapamięta, ale przecież
                nie o to chyba Wam chodzi - tylko o to, żeby być z nim razem.

                Jeszcze jedna oparta na własnych doświadczeniach anegdota. Rodzice zaczęli mnie
                prowadzać w góry gdy miałem 11 lat i muszę powiedzieć, że wtedy chwyciło.
                Głównie w aspekcie, nazwijmy to, "wyczynowym" - zacząłem pisać kronikę, robić
                statystyki, liczyć własne rekordy wysokości. Już nie z przymusu, ale z własnej
                woli chodziłem w góry.

                Oczywiście o żadnej "magii gór" w tym wieku nie ma mowy. Poza aspektem czysto
                ruchowym, dziecko może jeszcze zainteresuje się po linii przyrodniczej -
                przecież w tym wieku potrafi już systematyzować gatunki roślin i zwierząt. Ale
                to wystarczy. Potem zainteresowania będą się stopniowo rozszerzać na sfery
                niezrozumiałe dla dziesięciolatka - historię, etnografię, topografię, geologię
                i co tam jeszcze.

                Zresztą niektóre doznania są pewnie i tak niedostępne przed siedemdziesiątką.
                • samanta455 Re: bardzo rozsądna strategia 06.10.06, 21:10

                  popieram, że najważniejsze jest, aby być razem z dziećmi, zmienić klimat,
                  nauczyć dzieci szacunku i pokory do przyrody, teraz, kiedy nie mam za dużo
                  pieniędzy i czasu, zaczynają jeździć same i wspominać nasze wspólne wyjazdy
                  • billy.the.kid Re: bardzo rozsądna strategia 07.10.06, 18:14
                    pierwesze wyjazdy z dzieciakami 4-5lat[takmi się jakoś smiesznie zdarzyły dwie
                    dziewuchy rok po roku].bystra k/bielska. spacerowo po góreczkach typu kozia
                    górka. był tam z nami zreszta starszy pan adam pepee-najstarszy w tym czasie
                    polski olimpijczyk i medalista.dzieciaki troche konkurowały z nim we
                    wspinaczce. a miał on wtedy coś 93 roczki. jakos w tom wieku nie przyjmowały
                    one hasła"patrz i podziwiaj".frajdą były zimowe wyjazdy do bukowiny. jakoś do
                    nart panienki nie miały zamiłowania do czasu gdy zapiosalismy je do startu w
                    memoriale kornela makuszyńskiego.łojezuniu,przez kilka dni "trenowały" do
                    pożnej nocy. no, prawdziwe numery startowe, atmosfera wielkich zawodów. stamtąd
                    mają zresztą zdjęcie z dziadkiem marusarzem. on ci to był szefem schroniska na
                    ornaku a przed wojna na pysznej. zreszta poznałem go wcześniej na pocz.lat70.
                    no i słodycze każdemu startującemu dawała siostra helenka warszawska. w tych
                    latach tez górki traktowane spacerowo, i więcej ojciec robił za konika pana
                    jezusa ciągnąc saneczki po dolinkach.letnie tez spacerowo i jakos trza było
                    zaciekawić dziewuchy ze gdzieś tam jacyś rycerze w jaskiniach,gdzieś tam jakieś
                    walące sie sciany które podpierały patykami zeby sie nie zawaliły. a frajdą
                    były nie górki, a chlapanie sie w lodowatej wodzie potoków,turlanie sie po
                    łąkach w bukowinie z wturlaniem sie w jakiś krowi placek,i owczarek który z
                    radoscią oblizywał dzieciakom gebusie. i takie wydarzenia przedewszystkim się
                    zapamiętywało.szczytem szczytów był wjazd na kasprowy,wdrapanioe się na beskid
                    i zejście na dół przez jaworzynkę-naturalnie z zupą pomidorową w
                    schronisku.pózniej jako 10 latki łąziły po ścieżkach nad reglami, troche po
                    taterkach zakopiańskich a jeszcze pózniej zaczęły same sobie organizować
                    wyjazdy. naturalnie stary finansował ewentualanie wynajdował po znajomych
                    gazdach lokum dla większej ferajny.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka