travel_wawa
16.10.03, 02:13
"Ponad 100 razy funkcjonariusze Karpackiego Oddziału Straży Granicznej
zatrzymywali tego lata turystów, którzy bezwiednie bądź świadomie
przekroczyli na szlaku w Tatrach granicę ze Słowacją. Mimo, ze za rok Polska
i Słowacja znajdą się w Unii Europejskiej, Tatry dla turystów wciąż
przedzielone będą granicą. Aż do 2006 roku. Nawet jednak potem, po
teoretycznym zniesieniu granicy, Tatry prawdopodobnie pozostaną podzielone, a
to ze względu na Sztywne przepisy obowiązujące w słowackim Tatrzańskim Parku
Narodowym.
Wśród turystów wędrujących po Tatrach, którzy granicę polsko-słowacką
przechodzą nieświadomie, dominują cudzoziemcy (najczęściej są to Czesi i
obywatele UE). Nie znają oni przepisów obowiązujących w Tatrach, dzielących
góry na dwie części - polską i słowacką. Dla cudzoziemców przepisy owe muszą
wydawać się co najmniej dziwne: zamiast swobodnego poruszania się po
wytyczonych na terenie całych Tatr szlaków, muszą oni przerwać wycieczkę w
nieraz najbardziej atrakcyjnym punkcie, w którym widnieje tablica "GRANICA
państwa, przekraczanie wzbronione". Szczególnie uciążliwe jest to po polskiej
Stronie Tatr, znacznie mniejszej niż Tatry Słowackie. Czy to w Tatrach
Zachodnich, czy w Wysokich, wycieczka musi zakończyć się na granicy, mimo że
wiele szlaków poprowadzonych jest dalej, na Słowację. Przekraczanie granicy
to problem i dla turystów, i dla... pograniczników, którzy muszą respektować
umowy pomiędzy rządami Polski i Słowacji i "zwijać" turystów, którzy
nielegalnie przekroczyli granicę na szlaku.
- Taką osobę odstawia się do przejścia granicznego. Cala procedura trwa wiele
godzin, trzeba wypełnić mnóstwo formularzy i dokumentów. Jest to także
kłopotliwe dla turysty, który z przejścia granicznego musi się jakoś dostać
do domu, lub punktu, gdzie się zatrzymał. To dla niego nieraz bardzo duży
problem - mówi kapitan Marek Jarosiński, rzecznik prasowy Karpackiego
Oddziału Straży Granicznej. Jeżeli turysta przekroczył granicę nieświadomie,
na przykład w wyniku pobłądzenia, kończy się na upomnieniu. Funkcjonariuszy
straży granicznej nie da się jednak zbyć byle wytłumczeniem.
- Osoba, która twierdzi, że zabłądziła, musi nam to udowodnić, opisując na
przykład trasę, którą przeszła - mówi kapitan Jarosiński. Upomnieniem kończy
się także nielegalne przekroczenie granicy "w przypadku wyższej
konieczności", na przykład w przypadku zagrożenia zdrowia lub życia turysty.
Gdy leje jak z cebra, a wokół biją pioruny, lub szaleje zadymka śnieżna, i
turysta wybierze bezpieczniejsze zejście - na stronę słowacką, strażnicy
także po odstawieniu go na przejście, poprzestaną na upomnieniu.
- Taką sytuację mieliśmy tego lata w Pieninach. Polskiego paralotniarza wiatr
zwiał na stronę słowacką, mimo jego starań, by wylądować po stronie polskiej -
mówi kapitan Marek Jarosiński. Gdy jednak turysta świadomie przekroczy
granicę, sprawa skierowana jest do sądu, a osoba, która złamała przepisy,
prawdopodobnie zapłaci karę grzywny.
Przystąpienie w przyszłym roku Polski i Słowacji do Unii Europejskiej nie
zmieni sytuacji. Dopiero w 2006 roku, gdy na terenie Polski i Słowacji
obowiązywać zacznie Układ z Schengen, regulujący sprawy granic, problem
częściowo zniknie. Częściowo - bowiem sztywne przepisy obowiązujące zwłaszcza
w TANAP (słowackim Tatrzańskim Parku Narodowym) nie sprzyjają uprawianiu
turystyki. Owszem, szlaki przecinające granicę zostaną w całości udostępnione
turystom, jednak Tatry Słowackie i tak przez większą część roku (od l
listopada do 15 czerwca) są dla turystów zamknięte. Poza tym znaczna część
Tatr Słowackich jest nieudostępniona dla turystów (na przykład znaczne
obszary Tatr Bielskich), a na wiele szczytów można wejść tylko z
przewodnikiem."
To cytat z Gazety Krakowskiej.
Ależ wcale nie musimy czekać na Schengen!!!
No chyba że to kit wciskany nam przez SG, aby w ten sposob uzasadnic w
idiotyczny sposob swoja dalsza obecnosc i range na tej likwidowanej granicy.
Otoż: już dzisiaj, a więc nawet przed oficjalnym wstąpieniem do UE, granicę
czesko słowacką przekracza się w DOWOLNYM MIEJSCU pod warunkiem posiadania
przy sobie dokumentów tożsamości.
Tak samo pomiędzy Szwajcaria i sąsiadami w górach granice przekracza się bez
przeszkód (Szwajcaria nie nalezy ani do UE ani do Schengen).
Zatrzymywanym w Tatrach cudzoziemcom, zwłaszcza właśnie Czechom i Szwajcarom
często padającym ofiarom nadgorliwości SG, w głowach się nie mieści, że u nas
obowiązują dalej te komunistyczne idiotyzmy.
Układ Schengen reguluje te zagadnienia w ten sposob, że kiedy zacznie
obowiązywać, nie będzie trzeba posiadać przy sobie dokumentów, po prostu
granicy fizycznie nie bedzie. Schengen nie jest potrzebne do zawarcia
dwustronnych umów.
Ale zeby uzasadniać i bronic za wszelka cene juz dzisiaj idiotycznego STATUS
QUO - to zakrawa na kompletny absurd! Tym bardziej, ze po 1 maja z przejsc
granicznych na granicy poludniowej znikaja celnicy i kontrola towarow, a
kontrola osobowa bedzie przeprowadzana wybiorczo i to tylko przez
przedstawiciela kraju do ktorego sie wjezdza, nie jak obecnie podwojnie.
Po 2006 roku zaś przejscia graniczne zamienia sie w kawiarnie lub sklepy.