Dodaj do ulubionych

"Rozładować emocje"

14.05.07, 17:23
linia.com.pl/public/article.php?1-11670-0
Obserwuj wątek
    • shelmahh Re: "Rozładować emocje" 15.05.07, 10:17
      rozwiazaniem sa nie tylko zajecia pozalekcyjne ale aktywizacja rodzicow poprzez
      pokazanie im jak wiele jest form spedzania wolnego czasu oprocz sledzenia
      seriali w tv

      czyli nie przed tv a czynnie poza domem..

      co da rozmowa z dzieckiem na temat tego jak mogloby zmienic swoje zycie, skoro
      wroci do domu a tam brak zainteresowania rodzicow nie tylko dzieckiem ale takze
      wlasnym zyciem, spowoduje efekt odwrotny od zamierzonego :\

      mamy efekt odwrocenia sie Panstwa od wlasnych obywateli..

      nie kazdy ma pomysl na siebie i pozostaje jedynie telewizor gdzie dzieje sie cos
      ciekawego do czego mozna chocby w myslach aspirowac..

      oczywiscie generalizuje ale gdyby ludzie mieli jakies perspektywy przed soba,
      stac by ich bylo na normalne i godne zycie to i brak relacji w domach moze
      mialby inny wymiar..gdybam sobie chociaz to bardzo ciekawy temat i licze na
      jakas dyskusje
      • surmia Re: "Rozładować emocje" 15.05.07, 10:50
        Uważam, że dużym problemem jest "przeludnienie" w szkołach. Jest to problem,
        który pociąga za sobą wiele innych, m.in. kiepska naukę, problemy z używkami,
        brak poczucia docenienia własnej pracy, poczucie bezkarności itd, itp...

        Klasy liczące powyżej 20 uczniów są trudne do ogarnięcia. I to jest fakt. Faktem
        jest również to, że nauczyciele nie bardzo sobie radzą z problemami
        współczesnych uczniów. Brak im ochoty na współpracę z młodzieżą z wielu powodów.
        To daje tej "bardziej wyluzowanej młodzieży" furtkę do źle pojętej wolności. A
        na tym traci, i to bardzo, ta "mniej wyluzowana młodzież".

        Poza tym, gdzie ma się ta szkolna młodzież spotykać po lekcjach? W szkole? Może
        niektórzy. Większość ma dość dużego, hałaśliwego gmachu, który im się źle
        kojarzy. Bo nauka w ogóle im się źle kojarzy. Oni potrzebują miejsca w mieście,
        gdzie mogliby się spotykać. Ale nie na zasadzie - masz zajęcia, musisz iść. Na
        razie spotykają się w pubach (przynajmniej ci starsi - chyba).

        To wszystko rozbija się o brak funduszy. Gdyby było więcej szkół, klasy byłyby
        mniej liczne. Nauczyciele mniej zmęczeni. Uczniowie mieliby mniejsze poczucie
        anonimowości w szkole. A gdyby jeszcze dostali zachętę w postaci ciekawych zajęć
        pozalekcyjnych, prowadzonych przez miłych, niezmęczonych nauczycieli, to kto wie?
        W ogóle w naszym szkolnictwie wszystko jest takie jakieś zmęczone, prawda?
        Wszystko rodzi się w bólach i to nie zawsze potrzebnie.

        No i rodzice...są tacy jacy są. Każdy żyje tak jak uważa. Każdy ma tzw. "swój
        rozum". Ale dzieciaki też myślą i gdyby mieli możliwość wyboru, to kto wie co by
        wybrali...Na razie wyboru nie mają. A brak możliwości wyboru rodzi bunt.
        • shelmahh Re: "Rozładować emocje" 15.05.07, 11:04
          ze tak powiem dorosli ciagle sie kompromituja od dluzszego czasu w Polsce i
          przez to nie stanowia autorytetu

          wystarczy wlaczyc pierwsze lepsze wiadomosci by zobaczyc,ze w zadnej sprawie nie
          mozna sie normalnie dogadac..mlodzi nas bacznie obserwuja..wyciagaja
          wnioski..nie chca miec z tym calym balaganem nic wspolnego..a co gorsza
          okazuje,ze balagan robia ludzie po studiach, na wysokich posadach przez co nauka
          z zalozenia moze wydawac sie absurdem..mam sie uczyc i chciec byc kims takim jak
          smutni panowie z tv co rzadza naszym krajem? nigdy w zyciu! juz lepiej zapalic
          jointa i powyglupiac sie z kumplami..po trochu jestem w stanie zrozumiec taka
          logike chociaz na pewno nie tyczy sie to wszystkich przypadkow..

          wbrew pozorom problem to my jako spoleczenstwo pelne nietolerancji, nienawisci
          oglaszanej wszem i wobec, ksenofobii..taki przyklad dajemy mlodym ludziom!

          efekty juz mamy
          kim beda Ci mlodzi ludzie jak dorosna, z bagazem doswiadczen wyniesionym z
          dziecinstwa?
    • michalin.pl Zajecia pozalekcyjne - propozycja harcerzy 15.05.07, 11:48
      Wiadomo, ze jednym ze sposobow walczenia z takimi
      patalogiami jest zajmowanie mlodych glow czym innym.

      27 marca 2007 bylo spotkanie komisji Komisji Oświaty, Kultury,
      Zdrowia, Opieki Społecznej i Sportu z organizacjami pozarzadowymi.
      Przedstawiciele harcerzy zlozyli na rece p. Ryszarda Nowaczewskiego
      (Przewodniczacego komisji) propozycje zorganizowania
      zajec pozalekcyjnych dla dzieci i mlodziezy z Jozefowa
      (tych, ktorzy nie naleza do harcerstwa)

      Poki co zostala bez odpowiedzi. Miejmy nadzieje, ze zgodnie
      z obietnica propozycja zostanie w miare szybko rozpatrzona
      i takowe zajecia beda mogly sie w Jozefowie odbywac.
      W celu wyluszczonym na poczatku ku naszemu wspolnemu dobru.

      Fragment propozycji:
      ======================================
      ORGANIZACJA CZASU WOLNEGO DLA DZIECI I MŁODZIEŻY MIESZKAJĄCYCH NA TERENIE
      MIASTA JÓZEFÓW

      - PROPOZYCJA -

      1. IDEA
      Wydaje się również, że ze względu na nieco odmienny charakter tych zajęć,
      prowadzonych metoda harcerską, powinny one być lubiane przez dzieci i młodzież.
      Traktujemy je jako narzędzie wspomagające prowadzone przez Szkołę działania
      wychowawcze oraz edukacyjne.

      Zaletą jest to, że do prowadzenia zajęć nie jest wymagana hala sportowa czy też
      basen. Zajęcia nie będą zatem konkurowały o te lokale z innymi zajęciami a
      nawet będą je mogły odciążyć.

      Udział w zajęciach pozalekcyjnych mogą stać się dla tych uczniów motywacją do
      podjęcia działań w kierunku poszerzenia wiedzy o Józefowie i zagrożeniach
      płynących ze środowiska uczniów. Osiągnięcia uczniów przenieść można będzie na
      zdrową rywalizację międzyszkolną, co dodatkowo może przywiązać uczniów do
      szkoły, której są uczniami.

      Zajęcia mogą zapobiec potencjalnemu wzrostowi agresji pomiędzy uczniami oraz
      pomiędzy uczniami i nauczycielami, kierując energię dzieci i młodzieży na inne
      tory.
      Mogą wpisać się w program formowania uczniowskich zainteresowań oraz
      realizowania ich aspiracji. Będzie to z korzyścią zarówno dla uczniów jak i
      józefowskich szkół.

      2. METODYKA PROWADZONYCH ZAJĘĆ

      Planujemy zastosować sprawdzoną unikalną harcerską metodę pracy z dziećmi i
      młodzieżą, która opiera się m.in. na takich elementach jak:
      Uczenie przez działanie - oznacza, że w harcerstwie wychowujemy w sposób
      czynny, poprzez aktywne uczestnictwo. Młody człowiek w sposób naturalny łatwiej
      kształci się przez obserwację, eksperymentowanie, samodzielne wyciąganie
      wniosków, dokonywanie wyborów i osobiste działanie. Harcerskie wychowanie to
      rozwój młodego człowieka przez działanie.
      System małych grup - mała grupa rówieśników, kolegów, przyjaciół to naturalne
      środowisko młodego człowieka. Nasza metoda opiera harcerskie wychowanie między
      innymi na systemie takich rówieśniczych grup - szóstek zuchowych, zastępów,
      patroli, grup zadaniowych itp. Skupiona w zastępie grupka przyjaciół sama uczy
      się współdziałania, samorządności, brania na siebie odpowiedzialności,
      solidarności, pomaga kształcić charaktery. Stwarza młodym ludziom atmosferę do
      stopniowego dojrzewania osobistego i społecznego.

      Planujemy przeprowadzić zajęcia w cyklu pięciu spotkań w następujących formach:
      - gra terenowa, czyli zajęć odbywających się w terenie mających na celu rozwój
      sprawności fizycznej oraz nawiązanie bliższego kontaktu z naturą.

      Celem tych zajęć jest również nabycie umiejętności strategicznego myślenia,
      pracy w grupie i odpowiedzialności za nią oraz umiejętności podejmowania
      decyzji.

      - gra miejska, czyli gier prowadzonych na terenie miasta mających na celu
      poznanie historii Józefowa, odkrycie wartościowych miejsc w Józefowie oraz
      walorów przyrodniczych Miasta.

      - szkolenie pierwszej pomocy przedmedycznej, czyli zajęć mających na celu naukę
      zachowania w sytuacji zagrożenia zdrowie lub życia oraz udzielania pierwszej
      pomocy.

      - konkurs z wiedzy o Józefowie, czyli zajęć sprawdzających wiedzę nabytą na
      wcześniejszych zajęciach mających na celu rozwój patriotyzmu lokalnego.

      - zajęcia z profilaktyki i uzależnień, czyli zajęć o zagrożeniach płynących z
      uzależnień oraz asertywnego zachowania

      Podsumowanie i wręczenie nagród proponujemy zrobić na festynie organizowanym z
      okazji 45-lecia Józefowa.

      --
      michalin.pl
      • doomi Re: Zajecia pozalekcyjne - propozycja harcerzy 15.05.07, 12:52
        A ja do tego wszystkiego dorzucę jeszcze jedno, może pozornie mało związane z
        tematem.
        Zgadzam się z tym, że szkoły są przeludnione, nauczyciele zmęczeni, a
        dzieciakom trudno czymś zaimponować.
        Prawdą jest to, że człowiek który nie ma zaspokojonych podstawowych potrzeb:
        głód, brak własnego kąta itd. nie będzie na pewno myślał o chodzeniu do teatru
        (choćby za darmo), czy wysyłania dzieci na jakieś zajęcia.

        Ale jest jeszcze inny problem: w Polsce nie ma "pochwały" nauki. Każde dziecko
        które ma pasję i chce ją realizować jest przez rówieśników natychmiast ściągane
        do dołu. I nie mówię tu o tak zwanych kujonach klasycznych.


        Nie zgadzam się, że szkoła nic ciekawego nie proponuje po lekcjach. Choć
        problemem może być to co pisze surmia, że do szkoły nie wszyscy wrócą po
        południu z różnych przyczyn.

        Proponuje i to bardzo wiele, ale garstka uczniów tylko z tych możliwości
        korzysta. Czyja wina? Ano znowu nas - rodziców.

        Moje dzieci są bardzo "się udzielające". Jedno wybitnie artystycznie, drugie
        matematyczno-informatycznie. O ile nasza rola w przypadku pierwszego ogranicza
        się do ciągłego przywożenia, odwożenia, zaprowadzania itd. to jeśli chodzi o
        dziecię starsze sprawa wygląda nieco inaczej:
        Tu przez pierwsze trzy lata nasza rola polegała na zachęcaniu go do pewnych
        rzeczy, tłumaczeniu zalet pewnych zajęć. Ale to zaprocentowało. Teraz nie tylko
        nie musimy go do niczego zachęcać, a raczej stopować jego zapędy do brania
        udziału w kolejnych konkursach itd.

        Nie jest to oczywiście tak proste jak piszę, bo słowo pisane jednak trochę
        ogranicza. Na pewno mamy jako rodzice pewną przewagę nad większością: nie
        pracuję od-do i sama ustalam swoje godziny pracy. Mogę podjechać po młodsze
        dziecię do szkoły o dwunastej, dać obiad w domu i na 13,30 z powrotem odwieźć
        na tańce, potem o 15,30 na zajęcia chóru i na koniec o 18,15 na czirliderki.
        Czy innym rodzicom tak się chce? garstce.

        Józefów ma 18 tys. mieszkańców i nigdy nie zrozumiem dlaczego na niektóre
        niezwykle atrakcyjne zajęcia do MOK-u czy na józefovię uczęszcza góra
        dziesiątka dzieci.

        Tak samo jak w głowie mi się nie mieści że na niektórych przedstawieniach w MOK-
        u czasem nawet połowa miejsc nie jest zapełniona.

        Teraz zgodzę się z shelmahhem smile jeśli nam rodzicom się nie chce, to dlaczego
        ma się chcieć naszym dzieciom?

        Ja póki co nie oglądam się na resztę i może wychowam indywidualistów (bo są
        kółka zainteresowań na których mój syn jest jedynym dzieckiem!) ale na pewno
        moje dzieci wiedzą jak korzystać z dobrodziejstw jakie daje im otoczenie i
        środowisko w jakim się wychowują.

        Po zastanowieniu stwierdzam, że tego samego nauczyli mnie moi rodzice: siostra
        chodziła do szkoły sportowej i codziennie dojeżdżała do wawki, ja też
        trenowałam wyczynowo sport przez 11 lat, a obiad jadłam w samochodzie w drodze
        na trening. Oprócz tego świetnie się uczyłam i grałam jakiś czas w otwockim
        teatrze amatorskim.

        Były chwile że trochę zazdrościłam równieśnikom, że cały dzień siedzą na
        przystanku wink ale tak naprawdę to miałam cudowne dzieciństwo i teraz widzę, że
        czerpię z niego siły na całe życie.

        Ale i tak artykuł mimo wszystko natchnął mnie optymistycznie: nie ma w szkołach
        prochów, nauczyciele jak wynika z artykułu zdają się zauważać pewne problemy (w
        realu mam często-gęsto wątpliwości), mieszkamy w małym miasteczku co zdaje się
        mimo wszystko ułatwi naszym dzieciom bezkolizyjne wejście w dorosłość i tych
        pozytywów musimy się trzymać.

        I jeszcze jedna refleksja: sobotni piknik w dwójce wpłynął niesamowicie
        integrująco na rodziców, okazało się, że te wszystkie milczące na zebraniach
        mamy są super babkami z masą pomysłów smile
        I że można sobie z panią od matematyki ot tak o życiu pogadać, niekoniecznie o
        ocenach smile

        CZyli co? To od nas zależy wszystko!

        Optymistycznie coś dzisiaj nastawiona doomi wink
        • shelmahh Re: Zajecia pozalekcyjne - propozycja harcerzy 15.05.07, 13:00
          nie no
          za ten usmiech przy moim nicku doomi nie wiem jak sie odwdziecze smile

          a co do mam, ktore maja przewage to piszesz tylko o sobie a przeciez wiekszosc
          rodzin ma model gdzie obydwoje rodzice pracuja :\ ale to tylko mala dygresja
          • doomi Re: Zajecia pozalekcyjne - propozycja harcerzy 15.05.07, 13:06
            I ja właśnie w tym kontekście shelmahh piszę, że ja mam właśnie łatwiej. To
            znaczy my jako rodzina!

            I tutaj napisać muszę to co już wiele razy źle jest zrozumiane: ja też pracuję!
            prowadzę własną firmę której siedziba mieści się w moim domu.
            Taka była nasza decyzja, bynajmniej nie wymusza tego profil mojej działalności.
            Bardzo chętnie popracowałabym wśród ludzi, w biurze, gdzie trzeba się co rano
            trochę odstawić itd. Ale właśnie ze względu na dzieci podjęliśmy taką a nie
            inną decyzję. Chociaż oczywiście mieliśmy wybór, a to bardzo dużo.

            Niemniej jednak jak każda decyzja ma także swoje minusy, ale nie o tym ten
            wątek wink
            • amigo9 Doomi, gratuluję 16.05.07, 01:11
              Mieszkam w Otwocku od 2 lat, przed młodym już chwilę nie pracowałam, potem młody
              i zaczęło mi się nudzić w domu (nie jestem matką Polką). Zaczęłam myśleć -
              powrót do Wawy do pracy, nie będzie mnie 10 godz. w domu (minimum)...,co z
              dziećmi? Kto się nimi zajmie? Kto je wychowa? No i mam nadzieję wymyśliłam.
              Młody prywatne przedszkole na kilka godzin (w żłobku lista rezerwowa...),
              starszy sobie radzi już bez nas (woli z kolegami), byle miał z godzinę na
              pogadanie (gaduła po mamusi, ale spróbuj go o coś spytać, jak kumple i zabawa
              czeka...).Więc ja będę głównie pracować w domu, a w każdym razie w Otwocku.
              • amigo9 Re: Doomi, gratuluję 16.05.07, 01:19
                I zgadzam się w 100 % z Tobą doomi, że dzieci trzeba zachęcać do różnych
                aktywności, co nie znaczy, że ja jako dziecko chciałam być primabaleriną i moje
                dziecko musi to robić, absolutnie nie. Ale generalnie pokazywanie im frajdy z
                różnych aktywności i niech sobie wybiorą tę, która ich na prawdę zakręci- mój
                syn próbował już 4, w tym 3 na zasadzie zaobserwowanych predyspozycji, z czego 2
                odrzucił, 4 - jego wielka i krótkotrwała pasja ,do której to dyscypliny
                zastanawia się, czy nie powrócić. Zastanawia się też nad 5. Ma 9 lat. Niech
                szuka....
                • doomi Ja Tobie Amigo też :) 16.05.07, 12:55
                  Bo przepis na szczęśliwe dziecko jest dość prosty!

                  Pomagać, wierzyć, wspierać, zachęcać... choćby pasja była dziesiątą z kolei.

                  Ja na przykład "nie próbowałam" w dzieciństwie harcerstwa.
                  A to co pisze michalin.pl bardzo do mnie przemawia i w efekcie moje dzieci w
                  piątek postanowiły iść na zbiórkę smile

                  Mam dzieci chciane i planowane i nie widzę powodu dla którego miałabym
                  przegapić ich dzieciństwo.
                  Nie potępiam matek co pracują w Wawce po 10-12 godzin bo to ich wybór, czasami
                  konieczność, ale ja bym tak nie wyrobiła: póki co wychowanie szczęśliwych
                  dzieci jest moim priorytetem.
                  Za to zobaczysz amigo, że nasza praca nie jest w otoczeniu tak szanowana jak
                  tych "dojeżdżających" wink ciągle się muszę czy w szkole czy wśród sąsiadów
                  tłumaczyć. Wyjrzę na chwilkę na balkon odetchnąć od kompa i zaraz pytanie nowej
                  sąsiadki "o, a pani to na urlopie"?

                  • surmia Re: Ja Tobie Amigo też :) 16.05.07, 13:21
                    Doomi, jak ja Cię rozumiem...Ja też w domu, przed kompem. A znajomi mówią: masz
                    fajnie, siedzisz sobie w domku, NIE pracujesz, masz czas na wszystko...
                    Najbardziej wkurza, jak ktoś chce mnie odwiedzić i dziwi się, że akurat właśnie
                    nie mam czasu. "Jak to? Przecież jesteś w domu?!?!"

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka