trypel
22.04.14, 11:37
www.gazetawroclawska.pl/artykul/3409507,wroclaw-wypadek-porsche-na-rondzie-zolnierzy-wykletych-zdjecia,id,t.html
wczoraj byłem świadkiem. Latarnią prawie w dach dostałem.
Czytam teraz opis i sie zastanawiam jak było naprawdę :)
Porsche wjechało na czerwony, ewidentnie. Volvo jechało na zielonym. Jasne.
Kierowca porsche od razu sie przyznał.
Na straż czekaliśmy jakieś 5 minut, zajęli sie od razu usuwaniem "skutków" (lampa uliczna była pod prądem)
na pogotowie czekalismy minut 8 - przebadali kierowcę volvo a potem porsche.
Dopiero po 20 minutach przyjechała policja i tu faktycznie okazało się że nie ma kierowcy porsche. Jest jego portfel na siedzeniu ale jego brak. Ponieważ po "okazaniu sie" policji nie mogłem już czekać to pojechałem - jak sie okazało kierowcy nie znaleźli.
Gość ponad 60 lat, na pewno nie "wczorajszy" bo wyciągałem go z auta, lekarz - od razu zaczął sie przed pogotowiem pytać tego z volvo co go boli itd.
Myślicie że zniknął bo bal sie jakiegoś 0,2 po kolacji z winem w niedziele?
Szczerze - jak mnie pociągną na świadka to na 100% potwierdzę że gość był trzeźwy i nie czuć było od niego alkoholu.
Kto z Wrocławia niech się przyznaje czy zna pana doktora z Kamieńskiego jeżdżącego Kajenką :)