Gość: polokokt
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
24.06.02, 22:16
Czesc.
Poniewaz miarka juz sie przebrala postanowilem przestrzec innych przed tym
dealerem warszawwskim.
Zaczne od poczatku. Otoz na poczatku bylo bardzo kolorowo, udalo sie u nich
dostac upust na samochod kw wysokosci o jakiej inni nawet nie chcieli slyszec.
Upust wynosil ponad 8% co przy cenie ponad 100 tys zl jest juz znaczna kwota.
Termin odbioru okreslony przez DECAR byl wyznaczony na 14 czerwca. Od daty
zamowienia to okolo 2 miesiace. Wiec czekamy na samochod. 14 czerca zbliza sie
nieublagalnie a tu ani widu ani slychu. Wyslalismy e-maila z zapytaniem co sie
dzieje i czy moze juz przysla numer konta. Ale i to nie dalo zadnego skutku. 14
czerwca (piatek) przyszedl i zaden z przedstawicieli salonu sie nawet nie
odezwal. Poczekalismy do soboty. W sobote dzwonimy do Pana (nie bede podawal
nazwisk bo to nie ma znaczenia - wszyscy tam pracuja w ten sam sposob) ktory
nas obslugiwal. Okazuje sie ze jakos przypadkiem umknelo mu ze ktos zamowil
samochod za ponad banke, ale w poniedzialek z rana (poniewaz w sobote nie
pracowal) zorietuje sie co sie dzieje. Pytamy sie czy to My mamay zadzwonic czy
moze Oni laskawie nas o czyms poinformuja. Rzeczywiscie w poniedzialek (17
czerwiec) rano Pan dzwoni i mowi ze samochod juz jest do odbioru. A w sumie to
jutro bo jeszcze trzeba wydrukowac ksiazke wozu. Wiec we wtorek (18 czerwiec)
jedziemy po papierki i w srode z rana wszystko zalatwiamy w wydzialem
komunikacji. Na odbior jestesmy umowieni na 10:30. Jestesmy punktualni co do
minuty. Wchodzimy, Pan jak zwykle zajety (bardzo zajety). Zajety jest do tego
stopnia ze jednym uchem slucha nas (mnie i tate) a drugim rozmawia z kims przez
telefon (olewka klienta totalna). Klient kupuje u nich samochod za kupe szmalu
i ma wrazenie ze tym Panom sie przeszkadza w pracy. Ale samego siebie to
przeszedl kierownik salonu. Bo to on rowniez powinien byc zainteresowany tym ze
jak jego jeden pracownik obsluguje pozadnego klienta to zeby mu nie
przeszkadzac. A ten jeszcze srednio co dwie minuty przychodzi z jakimis
papierami do podpisania (ponoc to bardzo pilne) ustala gdzie sa jakies
saamochody i tak dalej. No poprostu jakas farsa. Co sie dalej okazuje. Otoz
Panowie z serwisu DECAR mieli tyle czasu (samochod stoi od soboty na placu,
jest sroda polodnie) na przygotowanie samochodu klientowi a robia to jak klient
siedzi w salonie juz z numerami rejstracyjnymi w reku. Ponoc jakis komp im
padl. Ale przeciez takich rzeczy nie robi sie w ostatniej chwili. Pan ktory nas
obsluguje oczywiscie caly czas ze sluchawka przy uchu i jedna reka nam pokazuje
gdzie co podpisac. kierownik znow przerywa i td :).
No ale w koncu wiechal nas wymarzony samochod. Pieknyslniacy i wogole. Tu Pan
ktory nas obslugiwal na piec minut odlozyl telefon ale kierownik oczywiscie ma
nadla mase problemow. juz myslem ze mu cos powiem. Ale Pan nam ladnie wszystko
pokazla objasil i super. W koncu odebralismy. Wieczorkiem oczywiscie oblewanko
nowego sprzeta. Samochod jezdzi super (laguna grandtour 2.2 dci).
Przychodzi piatek rano (czarny dzien w historii tego egzemplarza. Samochod ma
na liczniki niecale 200 km i poltorej dnia stazu :). Tata jedzie rano do pracy,
nagle w wawie na srodku skrzyzowania komputerek i mila pani powiadamiaja go ze
ma natychmiast wylaczyc silnik. Co oczywiscie czyni. Odczekal chwilke i rusza.
Po kilkuset metrach znow to samo. Komp informuje ze za maly poziom oleju.
Papcio wysiadl i idzie sprawdzic. Caly prawy bok samochodu zazygany olejem
(pieknie). Wyjmuje bagnet a tam suchusienko. Olej jest pod samochodem. No to
telefon do Car-asistance. Pan pojawil sie po 15 minutach. Ocziwscie wiedzeni
jeszcze srednio nadszarpanym zaufaniem zamowilismy kurs do DECAR-u. Za raz po
przyjsciu do pracy tata dzwoni co sie dzieje. Pan z serwisu renault DECAR
poinformowa ze wywalila zaslepka przy wale korbowym (czy cos takiego ) i sila
rzeczy wywalilo caly olej. Mowi ze zamowili czesc i bedzie wieczorem do odbioru
sprawny samochod. Przychodzi wieczor nikt nie raczyl sie odezwac. Wiec
dzwonimy. Pan z serwisu informuje nas ze jednak czesc dzis nie dotarla i bedzie
na jutro rano (sobota). OK czekamy. Jest sobota rano, oczwiscie godzinka 11:00
minela. Znow nikt nie zadzwonil i nie mowi co sie dzieje. Dzwonimy. No niestety
i tym razem nie odbierzemy. Okazalo sie ze pasek rozrzadu tez wymaga wymiany
ale zrobia to dopiero na poniedzialem wieczor. Pracuja w sobote do 16:00 a o
11:00 informuja ze nie wymienia paska. W serwisie mitsubishi z wymiana paska i
calym przegladam (duzym po 90 tys) radza sobie w 4 - 5 godzin, ale nie tu.
Czekamy wiec do poniedzialku (czyli dzis). Jest godzinka 15:00 ojciec jest juz
ostro wkorwiony na DECAR i ich podejscie do klienta i wlasciciela badz co badz
kupionego u nich dwa dni wczesniej nowego samochodu. Dzwoni. Mily Pan z serwisu
informuje go ze teraz to rozmawiac nie moze ale zorietuje sie cos ie dzieje i
zadzwoni. Mija kolejna gdzina i dwie minuty, telefon. Okazuje sie ze samochod
juz jest zrobiony ale zapomnieli poinformowac za co bardzo przepraszaja. Odbior
na 17:00. Tata jedzie odebrac. Samochod po zazyganiu olejem jest nie domyty. W
progach drzwiowych po prawej stronie olej i na wygluszeniu komory silnika
takze. Ale coz takie life. Hak do holowania rzucony pod nogi kierowcy. I tu
jednak szczescie.Otoz ten hak wlasnie sprawil ze tata musial isc do bagaznika.
Wklada ham do takiej specjalnej plastikowej ..... (nie wiem jak to nazwac, ale
sa tam klucze lewarek itd) a tam brak dwuch kluczy do zdejmowania kolpakow. Co
prawda kolpakow nie mamy, ale klucze w srode jak odbieralismy byly. Nawet sam
Pan ktory nas obslugiwal sie zdziwil a nam sie one przydadza bo na zime beda
kolpaki. Ojciec pyta sie goscia co jest. On mowi ze nie wie ale zawola
mechanika co to robil. Poszedl, ojciec czeka , mija 15 minut nikt nie
przychodzi a tata stoi na placu i czeka. Idzie do nich gosc cos robi (pojebany
jakis, olal klienta) Pytanie do niego ten wola jakiegos mietka ktory ponoc
zajmowal sie naszym samochodem. Ida razem do samochodu tata pokazuje czego
brak. On twierdzi ze nic nie wie. Tata prosi o widzenie z kierownikiem tego
burdelu. Znow mija z pietnascie minut. Przychodzi jegomosc. Znow sie pyta o co
chodzi. Wiec tata znow od poczatku tlumaczy mu ( a ja bym wzial tego klucza od
kol i mu wpierdolil - ale to moje zdanie), ze klucze byla i nawet
Pan ............ (tu nazwisko) dziwil sie ze sa wsadzone do aluminiowych kol. A
kierownik na to ze Pan........ (tu nazwisko) to dla niego zaden autorytet :).
Sytuacja dalej sie rozwija. Ojciec w koncu juz ostro wpieniony prosi o wpis do
ksiazki co zrobili i ze zwracaja samochod bez kompletu kluczy. A Ci mowia ze
nie wpisza czegos takiego. Wiec Tata wzial tylko wpis o naprawie (tez mi wielka
laska) i chyba jutro odiwedzi Renault Polska i klucze sie znajda.
A ja tylko zycze tym Panom dalej takiej polityki marketingowej.
Co wy zrobicie to Wasz wybor ale nasza noga tam wiecej nie stanie.
A jeszcze moze w celach wymiany tylnej lampy (teraz juz sie czepiamy
wszystkiego) bo jest wyraznie czyms pochlapana w srodku (malo widoczne ale
jest).
Nie wiem moze mamy jakies wygurowane wymagania ale chyba to Oni powinni dbac o
klienta a nie my o nich. Czy ASO w takim wypadku nie powinno powiadamiac
telefonicznie co sie dzieje???
Pozdrawiam
PS
Moze znacie jakies godne polecenia ASO Renault w wawie???