emes-nju
30.06.05, 11:13
Stoje do skretu w lewo na dwujezdniowce w Warszawie. Przede mna Audi A3 (warszawskie blachy). Zapala sie zielone, Audi rusza i zatrzymuje sie na przejsciu dla pieszych - ujechal jakies 5 m. Ja stanalem jeszcze przed linia postoju warunkowego. Stoimy. Zapala sie zolte wiec trabnalem na Audi - w odpowiedzi zobaczylem wyrzut (z machaniem) lapek w gore. Czerwone - stoimy. Zapala sie zielone, ale kierowca Audi go nie widzi i stoi. Trabnalem - lapki w gore :-), ale nadal stoi. Znowu czerwone. Na nastepnym cyklu bylem juz zdrowo wkurzony, ale staralem sie jak moglem, zeby nie wyjsc na chama. Cala operacja powotorzyla sie z drobna korekta - kierowca Audi wreszcie podjal (albo podjela) decyzje i ruszyl. Ruszyl jak palilo mu sie juz czerwone - z piskiem opon oczywiscie i wstrzymujac ruch na przecznicy, w ktora skrecal. Uffff... Stoje trzeci cykl, ale Audi rozplynelo sie w dali :-)
Co ciekawe w calym utworzonym do skretu korku nikt, poza mna, nie trabil.
Ciekawe jak ten ktos w ogole dojezdza do jakiegokolwiek celu, w jakimkolwiek rozsadnym czasie. A moze bralem udzial w jakims badaniu nastrojow kierowcow?