Dodaj do ulubionych

Cały artykuł z ŻW o SEACIE

IP: proxy / 157.25.84.* 05.02.03, 09:35
Dealerzy przeciw Seatowi

Adam Ł. chciał się zabić w 2000 roku. Ryszard K. zastrzelił się rok później.
Janusz K. próbował popełnić samobójstwo kilka miesięcy temu. Trzy osoby, trzy
różne historie. Jedna śmierć. I jedno, co ich łączy. Wszyscy byli dealerami
Seata.
Jeżeli w grupie czterdziestu paru osób, kilka próbuje targnąć się na życie, w
tym jedna skutecznie, nie można mówić o przypadku - psycholog Katarzyna
Wiejak nie ma wątpliwości. - To warunki zewnętrzne, konkretne zdarzenia,
polityka firmy... Gdyby taka sytuacja miała miejsce np. w oddziale wojskowym,
to należałoby go wziąć pod szczególny nadzór.
Samobójcy
- Jak mógł sam strzelić sobie w plecy!? Gdy znaleźliśmy ciało, broń leżała
kilka metrów dalej, na stole. Poza tym rozmawialiśmy godzinę przed zajściem i
nie sprawiał wrażenia osoby, która chce się zabić... - mówią przyjaciele
Ryszarda K. W Łomiankach Ryszard K. prowadził warsztat samochodowy przez
kilkanaście lat. W 1995 r. został serwisantem Seata. Później przyszła pora na
własny salon. Zastrzelił się 21 czerwca 2001 r. - Na rękach denata znaleziono
ślady prochu. Lufa w momencie strzału była bezpośrednio przy ciele -
przypomina sobie sprawę Jacek Pergałowski, prokurator rejonowy w Nowym Dworze
Mazowieckim. Chociaż większość samobójców strzela sobie w głowę, w jego
przypadku można przypuszczać, że było inaczej. Był myśliwym.
Myśliwi nie strzelają zwierzynie w głowę, tylko w serce. Prokuratura w Nowym
Dworze Mazowieckim śledztwo w tej sprawie umorzyła. Dlaczego jeden z
najbardziej szanowanych obywateli podwarszawskich Łomianek 21 czerwca poczuł
się jak zwierzyna?
Wszystko szło świetnie aż do 2000 r., gdy podjął się wyremontowania ponad stu
seatów zniszczonych gradobiciem. Naprawę zlecił blacharzom. Auta odebrała
Iberia i... nie zapłaciła od razu. Ryszard K. został z milionowym długiem,
gdyż tyle właśnie musiał wyasygnować blacharzom. Z dnia na dzień stał się
bankrutem.
- Pamiętam, jak na kilka dni przed śmiercią przeklinał Iberię, ale miał
nadzieję, że mu w końcu zapłaci - opowiada Leszek Górzyński, znajomy Ryszarda
K. Krystian Poloczek, prezes zarządu Iberia Motor Company SA. W wywiadzie
dla "Rzeczpospolitej" mówił o sobie: - W Monachium uzyskałem dyplom na
wydziale prawa. A gdy Hiszpania weszła do EWG i zniesiono tam cła, kupiłem
auto z klimatyzacją i pojechałem do Barcelony. Sprzedaż przyniosła mi zysk
tak znaczny, że zrezygnowałem z prawa na rzecz handlu samochodami. Ojciec
mojego wspólnika, wiceprezes klubu FC Barcelona, po wygranym meczu z
warszawską Legią powiedział mi: "Pochodzisz z Polski, my boimy się tam robić
interesy, ale ty, to co innego". Dziś Poloczek siedzi w luksusowej siedzibie
Iberii w Piastowie. Gdy pytam go o Ryszarda K., denerwuje się.
- Nic mu nie jestem winien - przekonuje. Na potwierdzenie swych słów pokazuje
nam faktury. te, które oglądałam zostały wystawione przez Iberię we wrześniu
i październiku 2001 r., czyli wtedy, gdy dealer już nie żył.
Bankruci czy szaleńcy?
Nieszczęśliwie zakończyła się też współpraca z Seatem Janusza K., który
próbował się zabić we wrześniu ub.r. W szpitalu psychiatrycznym spędził trzy
miesiące. - Poza kilkuset tysiącami długów, nie mam już nic. Od 2002 r.
miałem prowadzić salon samochodowy Seata. Iberia nakazała mi kupienie u
siebie sprzętu, firmowych ubrań itp. Wydzierżawiłem plac, urządziłem cały
salon, wyposażając go tym, co oferowała Iberia... Zadłużyłem się. Gdy
wszystko już było gotowe, powiadomiono mnie telefonicznie, że żadnego salonu
nie otworzę... Straciłem cały majątek, odeszła żona. Nie mam nic - płacze
Janusz K. Krystian Poloczek twierdzi, że nic mu nie obiecywał. Oświadcza
natomiast, że Janusz K. był kontrahentem Auto Barcelony, "której dłużnikiem
jest do dnia dzisiejszego".
W 2000 r. na życie próbował się także targnąć Adam Ł., właściciel salonu w
Gdyni, który stał się bankrutem w 2000 r. Wtedy też przestał istnieć jego
salon. Cały ubiegły rok, podobnie jak Janusz K., wymagał intensywnego
leczenia psychiatrycznego. - Wciąż grożono mi zerwaniem umowy, raz jeden z
wysłanników Iberii wymachiwał mi przed nosem bronią. Kazano mi płacić za
faktury w terminach krótszych, niż w umowie, naliczając za każdy dzień zwłoki
karne odsetki, część należności za samochody dawać w kopercie pod stołem, co
podobno miało być związane z obniżeniem wartości celnej - twierdzi.
W latach 1997-2001 zbankrutowało i straciło majątek kilkunastu dealerów
Seata, pozostali w większości są już tylko udziałowcami w firmach. Z co
najmniej dziesięcioma, dawniej niezależnymi salonami dealerskimi, teraz
powiązany kapitałowo jest Krystian Poloczek. Należą do nich m.in.
International Car Trading ze Śląska, Euromarketing z Lublina, Exter z
Rzeszowa, Auto Śląsk z Nysy.
Randka w ciemno
Niezadowoleni ze współpracy z Iberią dealerzy przyznają, że błędem było
podpisywanie umów, wedle których zobowiązali się m.in. w razie przekroczenia
terminu płatności do płacenia 0.3 procent odsetek dziennie, co w skali
rocznej daje aż 109 procent. Nikogo nie było na to stać. Faktem jest, że
zgadzali się na podpisywanie w rocznych umowach zamówień na kilkaset
samochodów, których nie byli w stanie sprzedać. Twierdzą jednak, że gdy nie
chcieli tego robić, grożono im rozwiązaniem umowy dealerskiej. Iberia
tymczasem przesyłała im jedną po drugiej faktury za samochody. - Terminy
płatności były nikczemne, często nawet jedno-, dwudniowe. Dealerzy nie mieli
czym płacić, bo faktury przychodziły zazwyczaj wcześniej, zanim do salonów
docierały seaty.
Potem zżerały ich odsetki. Bogaciła się za to Iberia. Gdy ktoś był
niewypłacalny, musiał np. przepisać na Iberię udziały w swej firmie albo cały
zakład - mówi chcący zachować anonimowość dealer seata.
Księgowa prezesem
Jak wyglądały przejęcia salonów dealerskich? Były dealer Seata z Nysy nie
jest już właścicielem swojej firmy i salonu. W 2001 r. przejęła je Iberia. -
Pozbawili mnie wszystkiego. Nie boję się użyć określenia, że polityka tej
firmy przypomina działanie mafii. Byłem szantażowany, zastraszany. Stosując
różne groźby zmuszano mnie do podpisywania niekorzystnych dla mnie umów. W
rezultacie pozbawiono mnie niemal całego majątku. Nie zamierzam jednak dłużej
milczeć. Złożyłem do prokuratury wniosek o popełnieniu przez Iberię wielu
przestępstw. Wiem, że dochodzenie może trwać całe lata, ale nie odpuszczę -
mówi dealer (imię i nazwisko do wiadomości redakcji).
Historia jego współpracy z Iberią jest tyleż barwna, co skomplikowana.
Problemy zaczęły się w 1996 r., kiedy dał się namówić na wejście w spółkę i
przekazanie 40 procent udziałów swojej firmy spółce Synergy, należącej do
prezesa Iberii Krystiana Poloczka. - Wtedy praktycznie straciłem kontrolę nad
firmą. Zaczęły wypływać z niej pieniądze, w dziwny sposób rosło zadłużenie
wobec Iberii. Późniejsze badania biegłych księgowych wykazały, że w
księgowości nic się nie zgadzało. W 2001 r. musiałem przekazać Iberii
wszystkie swoje udziały. Zmuszono mnie, obciążając fikcyjnym długiem, a do
tego dochodziła sprawa moich weksli, które były w dyspozycji Iberii. Aby je
odzyskać, a tym samym nie ryzykować stratą m.in. domu, oddałem wszystkie
udziały - opowiada. W swym wniosku do prokuratury oskarża nie tylko Iberię,
ale także dawną księgową ze swojej spółki. - Była marionetką w rękach Iberii.
Działała na szkodę mojej firmy. Mam nadzieję, że prokuratura wyciągnie wobec
niej konsekwencje - twierdzi dealer.
Tymczasem kobieta na piśmie stwierdziła, że nigdy nie była... księgową w
firmie dealera, mimo że fakt zatrudnienia potwierdzają dokumenty, m.in.
deklaracje ZUS, podpisy na fakturach itp. Zastanawiające jest także to, że
owa księgowa po przejęciu firmy została mianowana jej nowym... prezesem.
Strzały w okolicy Jabłonny
Przez siedem lat byłem jednym z ważniejszych pracowników Auto-Barcelony. Moja
współpraca z firmą skończyła się, gdy po raz
Obserwuj wątek
    • Gość: els Re: Cały artykuł z ŻW o SEACIE IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.02.03, 09:49
      oto reszta artylułu bo coś hehłaczowi urwało :)

      Strzały w okolicy Jabłonny

      Przez siedem lat byłem jednym z ważniejszych pracowników Auto-Barcelony. Moja
      współpraca z firmą skończyła się, gdy po raz kolejny odmówiłem podpisania
      faktury opiewającej na 1.7 mln zł. Ta faktura była fikcyjna, bo wystawiono ją
      za usługi Iberii dla Auto-Barcelony, największego sprzedawcy Seata w Polsce,
      które nigdy nie miały miejsca - tłumaczy Leszek Buczyński, do 2000 r. prezes
      Auto-Barcelony, z której zwolniono go w 2000 r. Kilka miesięcy wcześniej, gdy
      jechał z córką samochodem, strzelano do jego auta w okolicach Jabłonny. Nie
      zgłosił tego faktu policji. Nie potrafi tego wytłumaczyć, nikogo nie chce
      oskarżać. Tych historii z bronią jest więcej.

      Krystian Poloczek współpracuje z Jarosławem Kościuszką, prezesem firmy
      ochroniarskiej Securitas, byłym kapitanem milicji. To jego firma strzeże niczym
      twierdzy siedziby Iberii w Piastowie. Według jednego z byłych współpracowników
      Poloczka, to właśnie Jarosław Kościuszko jest prawą ręką prezesa Iberii. Jego
      podpis figuruje nawet na wypowiedzeniu umowy o pracę i świadectwie pracy
      jednego z pracowników zależnej od Krystiana Poloczka firmy Auto-Barcelona. W
      dokumencie z 20 stycznia 2000 r. jego podpis widnieje w rubryce "pracodawca".
      Byli dealerzy to właśnie Kościuszkę wskazują jako tego, któremu zdarzało się
      wywierać na nich naciski, gdy usiłowali sprzeciwić się w czymś Iberii. W
      pisemnej skardze właściciela salonu Auto Nord do Stowarzyszenia Dealerów
      Samochodów Marki Seat czytamy: "Jarosław Kościuszko demonstracyjnie obnosząc
      się z bronią palną, przedstawiając się jako pełnomocnik K. Poloczka, żądał
      zapłaty zgodnie z oświadczeniem notarialnym i przekazania mu mojego majątku".
      Autor tego oświadczenia wskazuje świadków całego zajścia.

      - Takie spotkanie rzeczywiście miało miejsce. Broń noszę na co dzień, bo to
      moje narzędzie pracy. A fakt, że ktoś postrzega to jako "obnoszenie się",
      pozostawiam bez komentarza - tłumaczy Kościuszko.

      Jak to robią inni

      Czy nie jest zastanawiające, że podczas gdy Iberia staje się coraz bogatsza,
      jeden po drugim plajtują jej dealerzy? - mówi Piotr Kenig. - Jeśliby 10 procent
      dealerów nie dawało sobie rady, byłoby to naturalne, przy 20 można by się
      zastanawiać, ale jeżeli bankrutuje 70 procent, to znaczy, że coś jest nie tak -
      dodaje. Teraz Kenig prowadzi salon samochodowy innej dużej firmy. - Warunki,
      jakie stawia mi teraz producent, są nieporównywalnie lepsze niż Seata - mówi
      Kenig. - Po pierwsze, termin płatności wynosi 45 dni, a nie tak jak w Seacie,
      gdzie zdarzało się, że za samochody trzeba było płacić nawet w ciągu kilku dni.
      Nie ma też mowy o obowiązkowym udziale dealera w kampaniach reklamowych,
      targach itp. Leży to w gestii każdego z partnerów. Seat natomiast wystawiał
      faktury za najróżniejsze reklamy prasowe, radiowe, targi, w których nie brało
      się nawet udziału itp. Poza tym w przypadku Seata każdy dealer musiał sam
      płacić za oznakowanie salonu, czyli neony, plansze, chorągiewki.

      Musieliśmy to kupować od Iberii, chociaż gdzie indziej byłoby taniej. Firma,
      dla której teraz pracuję, tak nie postępuje, a do tego pokrywa 50 procent
      wydatku na promocję marki. A to niebagatelna suma, bo żeby oznakować salon,
      trzeba wydać przynajmniej 50 tys. zł - tłumaczy Piotr Kenig. Ofiarą Iberii
      padła również firma Zeork ze Skarżyska Kamiennej (jej salon dealerski przestał
      istnieć w 2000 r.). W 1999 r. zmuszono ją do zapłacenia 55 tys. zł za udział w
      targach Auto Tour Market. Problem w tym, że Zeork udziału w nich nie brała.
      Mało tego. Dealer musiał nabywać niepotrzebne mu materiały reklamowe.

      - Ciągle dosyłali mi faktury na kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy złotych za
      jakieś audycje, reklamy, targi itp. Wystawcą tych rachunków była Iberia. Nigdy
      na żadne moje prośby nie pokazano mi oryginalnych rachunków z redakcji, od
      organizatorów targów, żebym dowiedział się, ile owe reklamy i promocje tak
      naprawdę kosztowały - mówi jeden z byłych dealerów Seata.

      Iberia tłumaczy tymczasem, że zgodnie z umową każdy dealer był zobowiązany do
      promowania marki Seat i udziału w akcjach reklamowych. Jednak zupełnie inaczej
      politykę Iberii oceniają obecni dealerzy Seata, m.in. Wojciech Woja, właściciel
      salonu Auto-Woja w Gostyniu. - Prowadzę salon od 1996 r. i nie mam problemów z
      Iberią. Wiem, że wielu dealerów z nią wojuje, ale przecież zawsze we współpracy
      między firmami są jakieś plusy i minusy. Mnie osobiście ta współpraca pasuje, i
      naprawdę nieźle mi się wiedzie jako dealerowi - mówi Wojciech Woja.

      Byli partnerzy Iberii śmieją się z tych słów. - Może akurat firma tego pana ma
      jakieś specjalne względy. My bez przerwy zmuszani byliśmy do płacenia. Doszło
      do tego, że żaden z nas nie zarabiał ani złotówki. Rosło tylko zadłużenie wobec
      Iberii. Moglibyśmy mieć zysk z naszej kilkuprocentowej marży ze sprzedaży aut,
      ale jej praktycznie nie było. Te kilkaset złotych zysku pochłaniały obowiązkowe
      wydatki narzucane przez Iberię, np. kupowanie różnych gadżetów dodawanych do
      samochodów: telewizorów, rowerów, a nawet... pontonów. Tak więc na samochodach
      zysku często praktycznie nie było.

      Stowarzyszenie kontra Iberia

      W 2000 r. dealerzy Seata postanowili zjednoczyć swe siły. Powołali
      Stowarzyszenie Dealerów Samochodów Marki Seat. Twierdzą, że Iberia nakazywała
      im wypisanie się ze stowarzyszenia. 30 października 2000 r. stowarzyszenie
      wystąpiło w związku z tym do prokuratury. We wniosku czytamy "Od kilku miesięcy
      członkowie naszego stowarzyszenia są zastraszani i szantażowani przez
      pracowników Iberia Motor Company. (...) Przejawiają się one: w groźbach
      telefonicznych i osobistych (...). Groźby te zawierają ostrzeżenia, że w
      wypadku niewystąpienia ze stowarzyszenia, nastąpi z nami rozwiązanie umowy
      dealerskiej, naliczanie karnych odsetek, niedostarczanie samochodów do
      sprzedaży itp.(...), nasyłaniu niepotrzebnych kontroli do siedzib dealerów
      członków stowarzyszenia, sporządzaniu sprawozdań z tych kontroli nie
      odpowiadających rzeczywistości, fakturowaniu niechodliwych i nie zamawianych
      aut i innych materiałów (...)". W 2001 r. prokuratura umorzyła postępowanie w
      tej sprawie, uzasadniając to "znikomą szkodliwością społeczną" zarzucanych
      Iberii czynów.

      Właściciele salonów, m.in. Action w Radomiu i Auto Ruch w Tarnowie (oba już nie
      istnieją) uważają, że to właśnie wskutek przystąpienia do stowarzyszenia Iberia
      wystawiła im ocenę negatywną. Taką samą otrzymał też prowadzący w latach 1995-
      2000 sprzedaż seatów prezes stowarzyszenia Piotr Kenig. Jako dealer tej firmy
      ma na swoim koncie 11 wyróżnień od Iberii i samego prezydenta sieci Seat, w tym
      dwukrotny tytuł "Golden Dealera" i za najlepszy salon w Polsce. Mimo to w 2000
      r. Kenig umowę dealerską stracił. Byli dealerzy Seata założyli w sądach
      kilkadziesiąt spraw przeciw Iberii. Wiele z nich przegrali, wiele czeka dopiero
      na rozstrzygnięcie. Iberia nie była im dłużna. Wytoczyła wiele spraw przeciw
      dealerom. Zarzuca im m.in. niewywiązywanie się z umów.

      - Ci, którzy stracili umowy, na pewno sami są sobie winni, gdyż nie sprostali
      kryteriom stawianym przez importera. Jako pierwsi zrobiliśmy po prostu porządek
      w sieci dealerskiej. Dzięki temu przodujemy na rynku, rygorystycznie dbając o
      jakość, profesjonalizm w naszych salonach - tłumaczy Krystian Poloczek. Uważa
      wszelkie zarzuty za pomówienia.

      - To ich osobista zemsta za to, że nie mogą być już dealerami, chociaż na pewno
      bardzo by tego chcieli - twierdzi Poloczek.

      Agata Janczewska

    • vwpassat Dobre na reklame 05.02.03, 10:06
      Niezłe. Jak z dobrego thrillera.
      Dobry temat do antyreklamy - a moze do czarnej reklamy w stylu:

      "SEAT - this Car is Red Color like the blood in your veins."
      "Love... or Beware of SEAT !"
      "It's your life ! It's your choice !"
      • Gość: zbig Re: Dobre na reklame IP: 212.160.128.* 05.02.03, 10:19
        Włos się na głowie jeży jak się to czyta,a gangsterom z pewnością nic się nie
        uda udowodnić.
        Ponad tydzień temu było w programie p.Jaworowicz o stosunkach na linii
        Mitsubishi Polska,a jednym z dealerów/KOR-MAN/-też ciekawe stosunki i relacje.
        Pozdr
    • Gość: młody Re: Cały artykuł z ŻW o SEACIE IP: *.acn.pl / 10.72.5.* 05.02.03, 11:55
      widać Krystian Poloczek skończył prawo z wyróżnieniem...

      Seata nigdy nie kupię.

      pzdr
    • Gość: nika Re: Cały artykuł z ŻW o SEACIE IP: proxy / *.bp.com.pl 05.02.03, 12:34
      a ja mam wadliwy silnik seata, od miesiąca z nimi walczę - ale teraz włos na
      głowie mi sie zjeżył - chyba sobie odpuszczę, sprzedam samochod i zapomne o
      seacie do końca życia. Zebym wiedziała, że to gangster to nie kupiłabym tego
      samochodu.
    • Gość: Toma Re: Cały artykuł z ŻW o SEACIE IP: *.teleton.pl 05.02.03, 15:56
      NIE KUPUJCIE SEATow.
    • Gość: Toma Re: Cały artykuł z ŻW o SEACIE IP: *.teleton.pl 05.02.03, 15:56
      NIE KUPUJCIE SEATow.
    • Gość: af Re: Całe sprostowanie do artykułu IP: 212.69.73.* 16.02.03, 11:49
      Zlecone: Importer Seata żąda od redakcji "Życia Warszawy" dwóch milionów ...

      Zlecone: Importer Seata żąda od redakcji "Życia Warszawy" dwóch
      milionów złotych odszkodowania za fałszywe oskarżenia o
      fałszowanie dat produkcji samochodów


      Dwa miliony złotych (2.000.000) - takiej właśnie kwoty będzie
      dochodzić przed sądem Iberia Motor Company S.A. od redakcji "Życia
      Warszawy". Będzie to najwyższe w historii prasy polskiej
      odszkodowanie, jakiego przed sądami RP zażądano od tytułu prasowego.



      "Na bieżąco śledzimy poziom sprzedaży samochodów SEAT, jak również
      ewidencjonujemy wszelkie przypadki rezygnacji przez Klientów z
      zakupu i w przypadku spadku sprzedaży, spowodowanego publikacjami
      "Życia Warszawy", będziemy dodatkowo dochodzić na drodze sądowej
      od wydawcy dziennika "Życie Warszawy" korzyści utraconych z tytułu
      nie zawartych umów" - twierdzą prawnicy reprezentujący Iberię nie
      wykluczając, że wysokość odszkodowania może się jeszcze zwiększyć.

      Chodzi o opublikowane w "Życiu Warszawy" artykuły "Zajęcie dla
      samobójców" i "Inna tabliczka, inny rocznik" z dnia 5.02.2003r.,
      "Nowe ofiary Iberii" z dnia 6.02.2003r. oraz "Nie te papiery, nie
      te numery" z dnia 10.02.2003r. - w publikacjach tych "Życie
      Warszawy" twierdziło m.in. - powołując się na "byłych dealerów
      seata" - że "w Polsce jest wiele tysięcy aut [marki seat], których
      rok produkcji jest wcześniejszy niż wynikałoby to z faktury".
      Dziennikarka "Życia Warszawy" stwierdziła również, że jedynym
      sposobem sprawdzenia czy posiadacz seata nie jeździ samochodem ze
      sfałszowaną datą produkcji jest sprawdzenie "jaka jest litera na
      dziesiątej pozycji w numerze na tabliczce znamionowej pojazdu
      (red. litera ta oznacza rok produkcji)".

      Tymczasem według wyjaśnień specjalistów z Iberia Motor Company
      S.A. (firmy reprezentującej SEAT-a na rynku polskim od 10 lat; w
      tym czasie IMC sprowadziła do Polski ponad 80.000 Seatów) litera
      (a obecnie cyfra) na dziesiątej pozycji na tabliczce znamionowej
      pojazdu nigdy nie oznaczała roku produkcji. W wypadku SEAT-a
      (podobnie jak i wielu innych marek) cyfra ta oznacza tzw. model
      roku. Pojęcie modelu roku zostało wprowadzone w celu odróżniania
      (dla celów marketingowych) wersji produkcyjnej danego modelu
      samochodu; określa ono różnice w stosunku do poprzednio
      produkowanego modelu m.in.: zmiany konstrukcyjne w poszczególnych
      zespołach, zmiany w wyposażeniu standardowym oraz dodatkowym
      pojazdu, wzbogaconą ofertą w zakresie typów i odmian silników oraz
      nową paletą kolorystyki nadwozia i tapicerki, ewentualnie
      wprowadzone do produkcji nowe elementy bezpieczeństwa biernego
      oraz czynnego. Model roku nie jest tożsamy z rokiem produkcji; np.
      dwa samochody wyprodukowane w tym samym roku kalendarzowym mogą
      należeć do dwóch różnych oznaczeń modelu roku, gdyż nie zawsze rok
      modelu zmieniany jest 1 stycznia.

      "Bezpodstawnie oskarżono nas o fałszerstwo; "Życie Warszawy"
      uderzyło w to, co dla nas najważniejsze: podważono zaufanie
      Klientów do nas! - komentuje z oburzeniem Arkadiusz Miętkiewicz,
      Dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu oraz Członek Zarządu Iberia
      Motor Company - Sprzedaż samochodów jest "zawodem zaufania
      publicznego", trudno wykonywać ten zawód będąc oskarżanym o
      postępowanie tak nieetyczne jak fałszowanie dokumentów i
      sprzedawanie starych samochodów "odmłodzonych" przez nabijanie
      nowych danych na tabliczkach znamionowych. Z tego powodu
      zdecydowaliśmy się wystąpić na drogę sądową przeciwko "Życiu
      Warszawy".

      Podobnego zdania są członkowie Stowarzyszenia Partnerów Seata w
      Polsce, którzy twierdzą w swoim oświadczeniu, że "celem
      przedmiotowych publikacji było narażenie na szwank dobrego imienia
      całej organizacji Seata w Polsce". Dodatkowo partnerzy Seata
      twierdzą, iż "Tendencyjność sformułowań i brak elementarnej
      rzetelności dziennikarskiej wskazuje na złą wolę autorów i
      inspiratorów publikacji", a jako przykład podają, że inaczej nie
      da się wytłumaczyć faktu "przemilczania przez autora artykułu
      "Inna tabliczka inny rocznik" różnic pomiędzy pojęciami rok
      produkcji i rok modelu", podczas gdy różnica ta jest "oczywista
      dla każdej osoby zaznajomionej z zagadnieniami branży
      motoryzacyjnej".

      Przedstawiciele Iberia Motor Company podkreślają jednak stanowczo,
      że nie chodzi tu o tłumienie prawa do krytyki prasowej czy
      ograniczanie wolności mediów: - Przyjmiemy ze zrozumieniem każdą
      krytykę opartą na rzetelnych faktach. - zapewnia Ewa Kielan
      Dyrektor ds. Public Relations Iberia Motor Company - Nie możemy
      jednak przejść do porządku dziennego nad nieodpowiedzialnymi,
      nierzetelnymi, opartymi na półprawdach i przekłamaniach
      oskarżeniami. W trakcie procesu sądowego "Życie Warszawy" będzie
      miało doskonałą okazję, by udowodnić, że tak jak to napisało w
      swoim artykule, "w Polsce jest wiele tysięcy aut [marki seat],
      których rok produkcji jest wcześniejszy niż wynikałoby to z
      faktury". Jeżeli jednak tego nie uczyni nasi prawnicy, w trosce o
      dobre imię marki i naszej firmy, postarają się wyegzekwować
      stosowne zadośćuczynienie finansowe za pomówienia
      rozpowszechnianie przez "Życie Warszawy" pod adresem naszej firmy.
      To kwestia prostej odpowiedzialności za słowo, dziennikarskiej
      wiarygodności i rzetelności.


      Oświadczenie Stowarzyszenia Oficjalnych Importerów Samochodów

      Warszawa, 13 lutego 2003


      Pan Marek Zagórski

      Redaktor Naczelny Życie Warszawy

      Szanowny Panie,

      w imieniu Stowarzyszenia Oficjalnych Importerów Samochodowych
      wyrażamy nasze najgłębsze zaniepokojenie publikacjami
      zamieszczonymi w ostatnim czasie w "Życiu Warszawy" a dotyczącymi
      importera samochodów Seat, firmy Iberia Motor Poland. Nasze
      Stowarzyszenie skupiające zdecydowaną większość oficjalnych
      importerów pojazdów ma na uwadze troskę o zapewnienie naszym
      klientom obsługi na najwyższym poziomie oraz budowanie dobrego
      imienia branży motoryzacyjnej i zaufania do poszczególnych marek.
      Serię artykułów odbieramy jako próbę upublicznienia wewnętrznych
      sporów firm działających na wolnym rynku, które mają prawo
      dobierać swoich partnerów wedle własnego uznania, ale mając na
      uwadze dobro klienta.

      Nie chcemy tu zajmować stanowiska w sporach między Iberia Motor
      Poland a jej byłymi lub obecnymi dealerami, choć po zapoznaniu się
      z publikacjami w "Życiu Warszawy" spodziewamy się, że sprawa po
      raz kolejny znajdzie swój epilog w sądzie. Rozwiązanie takie
      gorąco polecamy, bo tak poważne zarzuty powinny być udowodnione i
      osądzone. Tym bardziej, że w samym artykule autor napisał: "Byli
      dealerzy Seata złożyli w sądach kilkadziesiąt spraw przeciw
      Iberii. Wiele z nich przegrali, wiele czeka dopiero na
      rozstrzygniecie."

      Nasza troska wynika z obawy, że oskarżenia wysunięte pod adresem
      jednej firmy mogą spowodować naruszenie dobrego imienia i zburzyć
      zaufanie do uczciwie działających firm importerskich i dealerskich
      w branży motoryzacyjnej.

      Nie jest naszym celem dławienie krytyki prasowej, czy też
      odmawianie komukolwiek prawa do wyrażania swych poglądów, a wręcz
      przeciwnie uważamy, że należyta praca dziennikarska jest godna
      podziwu i bardzo pożyteczna, jednak sądzimy, że stawiając tak
      poważne zarzuty jednemu z liczących się na rynku importerów
      samochodów należy oczekiwać od dziennikarza i redakcji zachowania
      maksimum staranności i rzetelności. Niestety, w wypadku publikacji
      w "Życiu Warszawy" nie dochowano tej staranności. Opisano bowiem
      zarzut naruszający wiarygodność importera w oczach klientów a
      dotyczący fałszowania roku produkcji podając nieprawdziwą
      informację, że na tabliczce znamionowej, na dziesiątej pozycji
      znaku VIN, (numeru identyfikacyjnego pojazdu) umieszczony jest w
      formie zakodowanej rok produkcji. Co gorsza zamieszczono swoistą
      instrukcję pt. "Jak czytać tabliczki znamionowe", która podaje, że
      dziesiąty znak oznacza "rok i model
      • Gość: af Re: Całe sprostowanie do artykułu - odc. 2 IP: 212.69.73.* 16.02.03, 11:55
        Jest to nieprawda, gdyż na dziesiątej pozycji u różnych
        producentów może znajdować się:

        a) cyfra "0" będąca wypełnieniem pola, i nie niosąca żadnej
        informacji

        b) dowolny znak oznaczający w wewnętrznym kodzie producenta np.
        rodzaj nadwozia

        c) "model roku" czyli specyfikację pojazdu produkowanego między
        połową roku, a połową roku następnego

        d) stosowane przez nielicznych producentów kodowanie okresu
        produkcyjnego (kalendarzowego)

        Należy tu dodać, że rok produkcji i model roku to dwie zupełnie
        różne rzeczy i nie można w żadnym wypadku na podstawie odczytania
        dziesiątego znaku wyciągać wniosku, że producent, importer lub
        dealer fałszował dane samochodu. A jednak "Życie Warszawy"
        zilustrowało materiał zdjęciem tabliczki znamionowej i podpisem,
        że dany pojazd pochodzi z roku 2002, co nie musi być prawdą. Taka
        informacja wynika z niekompetencji autora, bo wystarczyłaby
        krótka rozmowa z rzeczoznawcą samochodowym (jest to nawet
        sugerowane przez autora w przypadku wątpliwości z rokiem
        produkcji), aby zrozumieć fundamentalną różnicę między modelem
        roku a rokiem produkcji.

        Reasumując: nie zamierzamy bronić czyjejkolwiek nieuczciwości i z
        całą surowością potępiamy jakiekolwiek oszustwa, uważamy jednak,
        że przy poruszaniu tak poważnego tematu należy dokładnie go
        poznać, bo możemy spodziewać się teraz wielu klientów, którzy po
        wprowadzeniu w błąd przez autora artykułu zaczną podejrzewać, że w
        ich samochodzie faktyczny rok produkcji jest niezgodny z rokiem
        oznaczonym na tabliczce.

        Należy tu dodać, że w większości krajów nie występuje w
        dokumentach pojazdu rok produkcji, a jedynie model roku i data
        pierwszej rejestracji i te dane całkowicie wystarczają do
        określenia wartości pojazdu.

        Życząc Państwu wszystkiego dobrego i bezlitosnego tępienia afer
        (ale po dokładnym zbadaniu tematu) oczekujemy, że "Życie Warszawy"
        kierując się poszanowaniem prawa prasowego zamieści sprostowanie i
        przeprosi czytelników za wprowadzenie ich w błąd, my ze swej
        strony deklarujemy pełną pomoc i współpracę dotyczącą każdego
        tematu dotyczącego motoryzacji.

        Łącząc wyrazy szacunku

        Przemysław Rajewski

        Prezes SOIS


        Do wiadomości: Iberia Motor Poland


        Oświadczenie Stowarzyszenia Partnerów Seata w Polsce

        Tychy, 12 luty 2003

        Oświadczenie w sprawie artykułów w "Życiu Warszawy"

        W imieniu Stowarzyszenia Partnerów Seata w Polsce, organizacji
        zrzeszającej 94% dealerów tej marki, pragniemy wyrazić nasze
        głębokie oburzenie treściami zawartymi w artykułach, które ukazały
        się w "Życiu Warszawy" w dniach 5, 6 i 10 lutego br.

        Jest dla nas jasnym, że celem przedmiotowych publikacji było
        narażenie na szwank dobrego imienia całej organizacji Seata w
        Polsce. Tendencyjność sformułowań i brak elementarnej rzetelności
        dziennikarskiej wskazuje na złą wolę autorów i inspiratorów
        przedmiotowych publikacji. Jak bowiem inaczej można wyjaśnić fakt
        przemilczania przez autora artykułu "Inna tabliczka, inny rocznik"
        różnic pomiędzy pojęciami "rok produkcji" a "rok modelu", podczas
        gdy jest ona oczywista dla każdej osoby zaznajomionej z
        zagadnieniami branży motoryzacyjnej.

        Nie chcemy odnosić się do pozostałych kłamstw zawartych w
        artykułach, pragniemy jednak z całą stanowczością stwierdzić, że
        konflikt pomiędzy dealerami samochodów Seat a importerem tej marki
        w Polsce nie ma miejsca, jak sugeruje tytuł artykułu "Dealerzy
        przeciw Seatowi".

        Oczekujemy, że firma Iberia Motor Company S.A. podejmie wszelkie
        możliwe działania w celu ochrony dobrego imienia marki Seat, jej
        dealerów oraz interesów naszych Klientów.

        Za Zarząd Stowarzyszenia:

        Eugeniusz Jasikowski

        Prezes


        Oświadczenie Pani Elżbiety König

        OŚWIADCZENIE

        Ja niżej podpisana Elżbieta König stanowczo protestuję przeciwko
        dziennikarskim insynuacjom jakoby śmierć Mojego Męża miała
        jakikolwiek związek z prowadzoną przez niego działalnością
        gospodarczą, a w szczególności - aby miała związek z działalnością
        firmy Iberia Motor Company SA w Warszawie. Tym bardziej, że z
        tekstu opublikowanych artykułów wynika bezspornie, że ich autorka
        stara się instrumentalnie wykorzystać moją osobistą tragedię do
        swych własnych celów: chce wykorzystać ją w walce z firmą Iberia
        Motor Company i jej Prezesem; co z mojego punktu widzenia jest nie
        tylko nieprawdziwe, ale także nieetyczne, gdyż zarówno ze strony
        tej Firmy, jak i jej Prezesa uzyskałam w ostatnim, tak trudnym dla
        mnie okresie olbrzymią pomoc i wsparcie.

        Oświadczam, iż na przestrzeni ostatniego miesiąca do siedziby
        mojej Firmy, bez uprzedniego uzgodnienia spotkania, przybyła młoda
        kobieta, która nie legitymując się, przedstawiła się jako
        dziennikarka "Życia Warszawy". W trakcie bardzo krótkiej rozmowy,
        mimo nalegań i dość agresywnego sposobu bycia dziennikarki
        odmówiłam udzielania informacji na temat okoliczności śmierci
        mojego Męża, Ryszarda König .

        Po tym spotkaniu na łamach Życia Warszawy w dniu 5 lutego b.r.
        przeczytałam artykuł, w którym przedstawiono spekulacje dotyczące
        rzekomych przyczyn śmierci Mojego Męża.

        Abstrahując od faktu, podania w tym materiale nieprawdziwych
        okoliczności (np. Pan Górzyński nie był znajomym męża, lecz
        pracownikiem) i nie wchodząc w nimi w polemikę, oburzona jestem do
        głębi publikacją dotyczącą osoby Mojego Męża ze wskazaniem danych
        nie pozostawiających żadnych wątpliwości co do Jego tożsamości
        zarówno dla mieszkańców Łomianek, znajomych, jak i innych osób,
        które miały kiedykolwiek styczność z naszym salonem.

        Z dużym niepokojem zatem przyjmuję fakt, iż dziennikarka żegnając
        się ze mną zapowiedziała możliwość kolejnych spotkań. Opisana
        wyżej wizyta nie tylko przywołała wspomnienia bardzo trudnych dla
        mnie przeżyć związanych z tragiczną śmiercią Męża i przebiegiem
        postępowania zmierzającego do wyjaśnienia okoliczności zgonu Męża,
        lecz także wpłynęła na pogorszenie stanu mojego zdrowia.

        Wobec powyższego kategorycznie protestuję przeciwko wszelkim
        próbom podejmowania przez przedstawicieli mediów nawiązywania ze
        mną kontaktów oraz dalszemu naruszaniu dóbr osobistych Mojego
        Zmarłego Męża i moich poprzez publikowanie materiałów i informacji
        nas dotyczących, czy też pozwalających na zidentyfikowanie nas
        oraz poddających ocenie publicznej zdarzenia, będące tragedią
        mojego życia.

        Postępowanie takie traktuję nie tylko w kategoriach naruszenia
        moich praw do ochrony miru domowego i życia prywatnego, lecz także
        jako naruszenia elementarnych zasad etyki tak zawodu dziennikarza,
        jak i człowieka.

        Łomianki 12.02.2003

        Uwaga! Za treść informacji zleconych PAP nie ponosi
        odpowiedzialności (ZLECONE PAP)

        • Gość: młody Re: Całe sprostowanie do artykułu - odc. 2 IP: *.acn.pl / 10.72.5.* 16.02.03, 12:37

          > Nie chcemy odnosić się do pozostałych kłamstw zawartych w
          > artykułach, pragniemy jednak z całą stanowczością stwierdzić, że
          > konflikt pomiędzy dealerami samochodów Seat a importerem tej marki
          > w Polsce nie ma miejsca, jak sugeruje tytuł artykułu "Dealerzy
          > przeciw Seatowi".

          CIEKAWE...CZYLI NIC NIE BYŁO, 70% DEALEROW NIE ZBANKRUTOWAŁO...

          > Oczekujemy, że firma Iberia Motor Company S.A. podejmie wszelkie
          > możliwe działania w celu ochrony dobrego imienia marki Seat, jej
          > dealerów oraz interesów naszych Klientów.

          OCZEKUJCIE...ŻE EWENTALNE ODSZKODOWANIE ODBIERZE A WAS JESZCZE OBARCZY
          KOSZTAMI "WALKI O DOBRE IMIĘ SEATA W POLSCE" :))

          > Oświadczenie Pani Elżbiety König
          >
          > OŚWIADCZENIE
          >
          > Ja niżej podpisana Elżbieta König stanowczo protestuję przeciwko
          > dziennikarskim insynuacjom jakoby śmierć Mojego Męża miała
          > jakikolwiek związek z prowadzoną przez niego działalnością
          > gospodarczą, a w szczególności - aby miała związek z działalnością
          > firmy Iberia Motor Company SA w Warszawie.

          FACET SIĘ ŹLE ODŻYWIAŁ... ;-)


          ; co z mojego punktu widzenia jest nie
          > tylko nieprawdziwe, ale także nieetyczne, gdyż zarówno ze strony
          > tej Firmy, jak i jej Prezesa uzyskałam w ostatnim, tak trudnym dla
          > mnie okresie olbrzymią pomoc i wsparcie.

          CIEKAWE CZY PRZYPADKIEM OSOBIŚCIE NIE STAWIŁ SIĘ U PANI KOENIG JAROSŁAW
          KOŚCIUSZKO PREZES FIRMY OCHRONIARSKIEJ SECURITAS UŻYWAJĄC SZCZEGÓLNIE
          PRZEKONUJĄCYCH ARGUMENTÓW KTÓRE OKAZAŁY SIĘ POMOCNE W NAPISANIU
          OŚWIADCZENIA....NIE MA TO JAK "WSPARCIE"

          nadal wierzę w tą historię bo czemu odszkodowania rząda się "tylko"
          za "tabliczki" i przekręty z rocznikiem a nie o zniesławienie z tytułu
          opisania nie mającego nigdy miejsca konfliktu na lini dealerzy kontra IMC

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka