Gość: hehłacz
IP: proxy / 157.25.84.*
05.02.03, 09:35
Dealerzy przeciw Seatowi
Adam Ł. chciał się zabić w 2000 roku. Ryszard K. zastrzelił się rok później.
Janusz K. próbował popełnić samobójstwo kilka miesięcy temu. Trzy osoby, trzy
różne historie. Jedna śmierć. I jedno, co ich łączy. Wszyscy byli dealerami
Seata.
Jeżeli w grupie czterdziestu paru osób, kilka próbuje targnąć się na życie, w
tym jedna skutecznie, nie można mówić o przypadku - psycholog Katarzyna
Wiejak nie ma wątpliwości. - To warunki zewnętrzne, konkretne zdarzenia,
polityka firmy... Gdyby taka sytuacja miała miejsce np. w oddziale wojskowym,
to należałoby go wziąć pod szczególny nadzór.
Samobójcy
- Jak mógł sam strzelić sobie w plecy!? Gdy znaleźliśmy ciało, broń leżała
kilka metrów dalej, na stole. Poza tym rozmawialiśmy godzinę przed zajściem i
nie sprawiał wrażenia osoby, która chce się zabić... - mówią przyjaciele
Ryszarda K. W Łomiankach Ryszard K. prowadził warsztat samochodowy przez
kilkanaście lat. W 1995 r. został serwisantem Seata. Później przyszła pora na
własny salon. Zastrzelił się 21 czerwca 2001 r. - Na rękach denata znaleziono
ślady prochu. Lufa w momencie strzału była bezpośrednio przy ciele -
przypomina sobie sprawę Jacek Pergałowski, prokurator rejonowy w Nowym Dworze
Mazowieckim. Chociaż większość samobójców strzela sobie w głowę, w jego
przypadku można przypuszczać, że było inaczej. Był myśliwym.
Myśliwi nie strzelają zwierzynie w głowę, tylko w serce. Prokuratura w Nowym
Dworze Mazowieckim śledztwo w tej sprawie umorzyła. Dlaczego jeden z
najbardziej szanowanych obywateli podwarszawskich Łomianek 21 czerwca poczuł
się jak zwierzyna?
Wszystko szło świetnie aż do 2000 r., gdy podjął się wyremontowania ponad stu
seatów zniszczonych gradobiciem. Naprawę zlecił blacharzom. Auta odebrała
Iberia i... nie zapłaciła od razu. Ryszard K. został z milionowym długiem,
gdyż tyle właśnie musiał wyasygnować blacharzom. Z dnia na dzień stał się
bankrutem.
- Pamiętam, jak na kilka dni przed śmiercią przeklinał Iberię, ale miał
nadzieję, że mu w końcu zapłaci - opowiada Leszek Górzyński, znajomy Ryszarda
K. Krystian Poloczek, prezes zarządu Iberia Motor Company SA. W wywiadzie
dla "Rzeczpospolitej" mówił o sobie: - W Monachium uzyskałem dyplom na
wydziale prawa. A gdy Hiszpania weszła do EWG i zniesiono tam cła, kupiłem
auto z klimatyzacją i pojechałem do Barcelony. Sprzedaż przyniosła mi zysk
tak znaczny, że zrezygnowałem z prawa na rzecz handlu samochodami. Ojciec
mojego wspólnika, wiceprezes klubu FC Barcelona, po wygranym meczu z
warszawską Legią powiedział mi: "Pochodzisz z Polski, my boimy się tam robić
interesy, ale ty, to co innego". Dziś Poloczek siedzi w luksusowej siedzibie
Iberii w Piastowie. Gdy pytam go o Ryszarda K., denerwuje się.
- Nic mu nie jestem winien - przekonuje. Na potwierdzenie swych słów pokazuje
nam faktury. te, które oglądałam zostały wystawione przez Iberię we wrześniu
i październiku 2001 r., czyli wtedy, gdy dealer już nie żył.
Bankruci czy szaleńcy?
Nieszczęśliwie zakończyła się też współpraca z Seatem Janusza K., który
próbował się zabić we wrześniu ub.r. W szpitalu psychiatrycznym spędził trzy
miesiące. - Poza kilkuset tysiącami długów, nie mam już nic. Od 2002 r.
miałem prowadzić salon samochodowy Seata. Iberia nakazała mi kupienie u
siebie sprzętu, firmowych ubrań itp. Wydzierżawiłem plac, urządziłem cały
salon, wyposażając go tym, co oferowała Iberia... Zadłużyłem się. Gdy
wszystko już było gotowe, powiadomiono mnie telefonicznie, że żadnego salonu
nie otworzę... Straciłem cały majątek, odeszła żona. Nie mam nic - płacze
Janusz K. Krystian Poloczek twierdzi, że nic mu nie obiecywał. Oświadcza
natomiast, że Janusz K. był kontrahentem Auto Barcelony, "której dłużnikiem
jest do dnia dzisiejszego".
W 2000 r. na życie próbował się także targnąć Adam Ł., właściciel salonu w
Gdyni, który stał się bankrutem w 2000 r. Wtedy też przestał istnieć jego
salon. Cały ubiegły rok, podobnie jak Janusz K., wymagał intensywnego
leczenia psychiatrycznego. - Wciąż grożono mi zerwaniem umowy, raz jeden z
wysłanników Iberii wymachiwał mi przed nosem bronią. Kazano mi płacić za
faktury w terminach krótszych, niż w umowie, naliczając za każdy dzień zwłoki
karne odsetki, część należności za samochody dawać w kopercie pod stołem, co
podobno miało być związane z obniżeniem wartości celnej - twierdzi.
W latach 1997-2001 zbankrutowało i straciło majątek kilkunastu dealerów
Seata, pozostali w większości są już tylko udziałowcami w firmach. Z co
najmniej dziesięcioma, dawniej niezależnymi salonami dealerskimi, teraz
powiązany kapitałowo jest Krystian Poloczek. Należą do nich m.in.
International Car Trading ze Śląska, Euromarketing z Lublina, Exter z
Rzeszowa, Auto Śląsk z Nysy.
Randka w ciemno
Niezadowoleni ze współpracy z Iberią dealerzy przyznają, że błędem było
podpisywanie umów, wedle których zobowiązali się m.in. w razie przekroczenia
terminu płatności do płacenia 0.3 procent odsetek dziennie, co w skali
rocznej daje aż 109 procent. Nikogo nie było na to stać. Faktem jest, że
zgadzali się na podpisywanie w rocznych umowach zamówień na kilkaset
samochodów, których nie byli w stanie sprzedać. Twierdzą jednak, że gdy nie
chcieli tego robić, grożono im rozwiązaniem umowy dealerskiej. Iberia
tymczasem przesyłała im jedną po drugiej faktury za samochody. - Terminy
płatności były nikczemne, często nawet jedno-, dwudniowe. Dealerzy nie mieli
czym płacić, bo faktury przychodziły zazwyczaj wcześniej, zanim do salonów
docierały seaty.
Potem zżerały ich odsetki. Bogaciła się za to Iberia. Gdy ktoś był
niewypłacalny, musiał np. przepisać na Iberię udziały w swej firmie albo cały
zakład - mówi chcący zachować anonimowość dealer seata.
Księgowa prezesem
Jak wyglądały przejęcia salonów dealerskich? Były dealer Seata z Nysy nie
jest już właścicielem swojej firmy i salonu. W 2001 r. przejęła je Iberia. -
Pozbawili mnie wszystkiego. Nie boję się użyć określenia, że polityka tej
firmy przypomina działanie mafii. Byłem szantażowany, zastraszany. Stosując
różne groźby zmuszano mnie do podpisywania niekorzystnych dla mnie umów. W
rezultacie pozbawiono mnie niemal całego majątku. Nie zamierzam jednak dłużej
milczeć. Złożyłem do prokuratury wniosek o popełnieniu przez Iberię wielu
przestępstw. Wiem, że dochodzenie może trwać całe lata, ale nie odpuszczę -
mówi dealer (imię i nazwisko do wiadomości redakcji).
Historia jego współpracy z Iberią jest tyleż barwna, co skomplikowana.
Problemy zaczęły się w 1996 r., kiedy dał się namówić na wejście w spółkę i
przekazanie 40 procent udziałów swojej firmy spółce Synergy, należącej do
prezesa Iberii Krystiana Poloczka. - Wtedy praktycznie straciłem kontrolę nad
firmą. Zaczęły wypływać z niej pieniądze, w dziwny sposób rosło zadłużenie
wobec Iberii. Późniejsze badania biegłych księgowych wykazały, że w
księgowości nic się nie zgadzało. W 2001 r. musiałem przekazać Iberii
wszystkie swoje udziały. Zmuszono mnie, obciążając fikcyjnym długiem, a do
tego dochodziła sprawa moich weksli, które były w dyspozycji Iberii. Aby je
odzyskać, a tym samym nie ryzykować stratą m.in. domu, oddałem wszystkie
udziały - opowiada. W swym wniosku do prokuratury oskarża nie tylko Iberię,
ale także dawną księgową ze swojej spółki. - Była marionetką w rękach Iberii.
Działała na szkodę mojej firmy. Mam nadzieję, że prokuratura wyciągnie wobec
niej konsekwencje - twierdzi dealer.
Tymczasem kobieta na piśmie stwierdziła, że nigdy nie była... księgową w
firmie dealera, mimo że fakt zatrudnienia potwierdzają dokumenty, m.in.
deklaracje ZUS, podpisy na fakturach itp. Zastanawiające jest także to, że
owa księgowa po przejęciu firmy została mianowana jej nowym... prezesem.
Strzały w okolicy Jabłonny
Przez siedem lat byłem jednym z ważniejszych pracowników Auto-Barcelony. Moja
współpraca z firmą skończyła się, gdy po raz