Dodaj do ulubionych

MAZDA 323F

IP: 192.168.1.* 30.10.01, 13:23
Szukam informacji i opinii na temat MAZDY 323F 1.6 16V r. 91.(ok.120.000 km)
Jest taka do kupienia z pewnych rąk za ok. 9 tys.
Czy warto?


Obserwuj wątek
    • Gość: Niknejm Re: MAZDA 323F IP: *.pg.com 30.10.01, 13:31
      Gość portalu: kos napisał(a):

      > Szukam informacji i opinii na temat MAZDY 323F 1.6 16V r. 91.(ok.120.000 km)
      > Jest taka do kupienia z pewnych rąk za ok. 9 tys.
      > Czy warto?

      Co do ceny - nie wiem. Natomiast znajoma jeździ i bardzo sobie chwali, mimo
      przebiegu zbliżającego się do 200000. Aha, ma też włożony do auta 'gaz'.
      Przy kupnie sprawdź amortyzatory i w ogóle zawieszenie. Przy przebiegach powyżej
      100000 może już być tam trochę do zrobienia. Niech serwis (ASO) to obejrzy i
      powie Ci, co będzie wkrótce do wymiany.

      Pozdrawiam,
      Niknejm
      • Gość: Mirek Mylisz się. IP: *.makolab.pl 30.10.01, 16:50

        Jak zwykle informacje od "brata szwagra kolegi z pracy" to nic nie warte
        pierdoły. Ale ktoś coś chlapnie, idzie w świat i kolejny stereotyp gotowy. W
        ten sposób za jakiś czas wszyscy w Polsce będą wiedzieli, że w 323F zawieszenie
        po 120.000 km prawdopodobnie jest "do roboty".
        W 323F jeszcze po 180.000 km zawieszenie jest w idealnym stanie, m.in.
        amortyzatory jak nowe. Wiem co mówię bo miałem to auto od nowości, przejechałem
        187.000 km gdy je sprzedawałem. A były to jazdy 90% po mieście, w którym
        jezdnie składają się z dziur przeplatanych torami tramwajowymi.
        Ale oczywiście nie ma rzeczy niezniszczalnych.
        1. Zaciął się termostat, w serwisie wymienili od ręki.
        2. Pękła plastikowa chłodnica. Wymieniłem na holenderską mosiężną podróbę.
        3. Wysiadł elektroniczny moduł zapłonu (sygnowany zresztą Mitsubishi). W
        najgorszym momencie, 2 tygodnie poszukiwań, zawracania głowy. I podobno to się
        niestety zdarza.
        4. Po ok. 130.000 km zaczęły na zimnie trochę chrupać przeguby. A to dlatego,
        że namówili mnie na wymianę (baaaardzo kosztowną) manżet. Zupełnie
        niepotrzebnie, chcieli zarobić. Przy wybijaniu półosiek młotem (podobno nie ma
        innego sposobu) musieli naruszyć trochę bieżnie. Ale się przejmowałem,
        jeździełem dalej i chrupanie nie narastało zupełnie.
        Nie przejmowałem się też że od ok. 70.000 km pociło mi się spod uszczelki
        głowicy. Też nie narastało. Powinienem za to trochę przejąć się przepuszczaniem
        simeringa pod aparatem zapłonowym (brudziło skrzynię).
        Poza tym auto bardzo miłe (siedzi nisko), proste w budowie i przyjazne, trwałe.
        Po długim okresie użytkowania siedzenie zrobiło się twarde i upijało w dupę na
        długich trasach. Silnik idealnie reaguje na pedał gazu - nic dziwnego bo
        gaźnik, bez kata.
        Jeśli auto jest pewne, za te pieniądze możesz kupować. Nawet jak coś walnie, na
        szrotach jest dość dostępne. O serwisie nawet nie myśl - 4 lata temu oryginalna
        chłodnica kosztowała (bez montażu) 1.600 zł i czekało się na nią 2 tygodnie.
        • Gość: Niknejm Nie mylę się IP: *.pg.com 30.10.01, 17:19
          Gość portalu: Mirek napisał(a):

          > Jak zwykle informacje od "brata szwagra kolegi z pracy" to nic nie warte
          > pierdoły.

          Jasne. Lepiej uczyć się na własnych przykrych doświadczeniach, he he.

          > Ale ktoś coś chlapnie, idzie w świat i kolejny stereotyp gotowy. W
          > ten sposób za jakiś czas wszyscy w Polsce będą wiedzieli, że w 323F zawieszenie
          > po 120.000 km prawdopodobnie jest "do roboty".

          W tym konkretnym egzemplarzu amortyzatory były do wymiany (i było to już wyraźnie
          czuć, zresztą pomiary to wykazały), serwis stwierdził też, że niedługo trzeba
          będzie robić w zawieszeniu kolejne rzeczy. Może tutaj akurat chcieli zarobić. Nie
          wiem. Natomiast uprzedziłem Kosa, żeby się nie wkopał. Lepiej dmuchać na zimne,
          niż się sparzyć.
          A o ASO nie mówiłem, że ma się tam serwisować. Zasugerowałem przegląd
          przedsprzedażny.

          > W 323F jeszcze po 180.000 km zawieszenie jest w idealnym stanie, m.in.
          > amortyzatory jak nowe. Wiem co mówię bo miałem to auto od nowości, przejechałem
          > 187.000 km gdy je sprzedawałem. A były to jazdy 90% po mieście, w którym
          > jezdnie składają się z dziur przeplatanych torami tramwajowymi.

          Teraz to chyba Ty nie wiesz, co mówisz. Nie uwierzę w amortyzatory 'jak nowe' po
          180000 przebiegu po dziurach. Sorry.

          > Ale oczywiście nie ma rzeczy niezniszczalnych.

          Właśnie.

          > 4. Po ok. 130.000 km zaczęły na zimnie trochę chrupać przeguby. A to dlatego,
          > że namówili mnie na wymianę (baaaardzo kosztowną) manżet. Zupełnie
          > niepotrzebnie, chcieli zarobić. Przy wybijaniu półosiek młotem (podobno nie ma
          > innego sposobu) musieli naruszyć trochę bieżnie.

          A może to 'chrupanie' wynikało z czegoś innego? Tyle, że wcześniej go nie
          zauważyłeś, bo całe zawieszenioe się tłukło, ale się 'nie przejmowałeś'. :-)

          Pozdrawiam,
          Niknejm
          • Gość: Mirek Jeszcze raz - wiem co mówię. IP: *.makolab.pl 30.10.01, 21:11
            Faktem jest że w niektóre rzeczy z tą Mazdą trudno uwierzyć (choć to nie H... i
            nie S...), ale tak naprawdę było! Auta od dawna już nie mam, w związku z tym
            nawet gdybym był z ludzi, którzy koniecznie muszą się samodowartościować (na
            tym Forum 2/3 osobników) i tak byłoby to nieaktualne.
            To auto (jak każde inne, a szczególnie takie które mam od nowości) znałem jak
            własną kieszeń. Może nie pod względem budowy wewnętrznej, bo nie było potrzeby
            rozbierać. Pod względem najmniejszych stuków, szumów, drgań itp. Nie jest to
            łagodna psychoza maniakalna, ale raczej wynik wykształcenia i zamiłowań. Miałem
            kiedyś np. SVX-a w którym przy wolnym wjechaniu na niewielki próg, np. ledwie
            wystający krawężnik było słychać delikatne puknięcie. Ale tylko jak było ok. +
            2-3 st.C lub zimniej. Jak się robiło ciepło - nic! Ludzie głowili się nad tym
            (większość w ogóle tego nie słyszała, inni pewnie sobie myśleli że facet nie ma
            prawdziwych problemów) i nie wykombinowali co to jest. Po pewnym czasie
            przyszła mi do głowy koncepcja... ale auto sprzedałem.
            Wracając do Mazdy. Też sprawdzałem amory na trzęsionce, ale obsługa wcale aż
            tak się nie dziwowała. Tym bardziej że np. przede mną był facet Camrą z
            podobnym przebiegiem. I z podobnym (czyli b.dobrym) wynikiem. Czyżby autom na
            literę H... takie osiągnięcia były niedostępne? Wykres dałem nowemu
            właścicielowi, niech wie co ma. Nie wyobrażam sobie abym mógł jechać autem w
            którym "całe zawieszenie się tłucze", nawet nie swoim i jako pasażer.
            (A właśnie Kos, ja swoją rocznik '92 niecały rok temu sprzedałem za 11,5 tys.
            zł; masz pewność że autentyczne 120 kkm a nie 2-3 razy więcej?)
            Co do przegubów to jestem absolutnie pewien. Nie ma możliwości żebym wcześniej
            nie wyczuł (tak samo mi zresztą wmawali w serwisie). A poza tym jak
            wytłumaczyć, że przy tych 130.000 km proces złuszczania bieżni nagle rozpoczął
            się, ale przez następne conajmniej 50.000 km nie postępował?
            Skoro dogadujesz mi że "nie przejmuję się" to wytłumaczę, że chciałbym aby
            wszystko chodziło jak w przysłowiowym zegarku, ale przekonałem się że lepiej
            czasami, gdy nic groźnego machnąć ręką niż zepsuć jeszcze bardziej. Przeguby
            jw. (a trzeba było nie ruszać). Czujnik temperatury ( w innym wątku opisywałem
            jak sprawdzanie w ASO mogło doprowadzić do spalenia samochodu). Itd. itp.
            Pzdr.
            • Gość: Niknejm OK, może czepiałem się IP: *.pg.com 31.10.01, 08:50
              Mirku,

              Rzecz w tym, że 2 różne egzemplarze tego samego auta mogą być różnie
              eksploatowane. Np. właściciel może mniej lub bardziej 'brutalnie' wjeżdżać na
              krawężniki. Stąd mogą wynikać różnice w trwałości niektórych elementów.

              Co do amortyzatorów - akurat Hondy i Mazdy w większości mają fabryczne
              amortyzatory z tej samej firmy (Kayaba) - przynajmniej tak było w starszych
              egzemplarzach.

              Jeśli dbałeś o autko - to tylko Ci się chwali. Odpłaciło Ci się ono w dużej
              mierze bezawaryjną eksploatacją.

              Moje uwagi n/t zawieszenia były spowodowane tym, że mam pewna wiedzę na temat 1
              konkretnego egzemplarza tego auta. Nie mówię, że wiem o nim wszystko. Ale jeśli w
              1 egzemplarzu był określony problem, to może pojawić się i w innym prawda? I
              przed tym ostrzegałem Kosa. Tym bardziej, że nie wiadomo do końca, jak
              egzemplarz, który kupowałby Kos, był eksploatowany.

              Pozdrawiam,
              Niknejm
              • Gość: Mirek Re: OK, może czepiałem się IP: *.makolab.pl 31.10.01, 11:02
                No to pełna zgodność! Przyznam szczerze (teraz już można), że mimo iż jeździłem
                nim prawie wyłącznie po miejskich dziurach, to go nie katowałem. Np. klocki
                tylko raz wymieniałem, tarcze b/z itd. No ale kto jeszcze oprócz mnie np.
                przejeżdżając przez szyny tramwajowe wciska sprzęgło? A warto na tę chwilę, bo
                się oszczędza przeguby, zawieszenie silnika, półośki. Mam jeszcze kilka
                własnych prostych pomysłów jak oszczędzać auto. I wcale nie chodzi o turlanie
                się wyłącznie z dopuszczalnymi prędkościami.
                • Gość: Ralph Re: OK, może czepiałem się IP: *.bielsko.dialog.net.pl 31.10.01, 12:22
                  Sory, ale z tego co piszesz wynika, że co kawałek musiałeś wciskac sprzęgło, bo
                  na mieście same torowiska. Poważnie? Co prawda metodę znam, ale nie stosuję
                  często. Bez urazy- na przeciętne standardy jesteś maniak. Chyba, że tak sobie
                  piszesz...
                  • Gość: Mirek Re: OK, może czepiałem się IP: *.makolab.pl 31.10.01, 14:04
                    E tam... to wciskanie z górą 1-2% wciskania "normalnego". Tylko duże dziury i
                    mocno wystające szyny. Teraz już nie wciskam, bo nie mam lewego pedału. Hi hi...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka