Dodaj do ulubionych

Tak sobie jadę autobusem....

IP: *.lukowa7.waw.pl 17.04.03, 11:59
W tygodniu śmigam autobusami bo autko mamy tylko 1.
I tak sobie patrzę.... Autobusy zapchane, korki straszliwe .......
Za oknami przejeżdżają autka - w których siedzi tylko i wyłącznie kierowca. 3
albo 4 miejsca pozostają wolne!
I widzę panów w kombi, jeepach i olbrzymich sedanach i panie w małym
miejskich autach - wsszyscy sami....
o ile puściej byłoby gdyby w każdy z tych aut siedziały 4 osoby!!!
Czy to tylko marzenie??????
Obserwuj wątek
    • Gość: Mar Re: Tak sobie jadę autobusem.... IP: *.skorosze.2a.pl 17.04.03, 12:09
      Gość portalu: martynka napisał(a):


      > I widzę panów w sedanach - wsszyscy sami....
      > o ile puściej byłoby gdyby w każdy z tych aut siedziały 4 osoby!!!
      > Czy to tylko marzenie??????


      To co, mam se przygadać żonkę i zrobić trójkę bachorów, żeby wypełnić wszystkie
      siedzenia????
      • Gość: xxxxxxxxx martynka - nie przejmuj sie tym niedorosłym osłem IP: 213.76.133.* 17.04.03, 12:23
        Gość portalu: Mar napisał(a):
        >
        > To co, mam se przygadać żonkę i zrobić trójkę bachorów, żeby wypełnić
        wszystkie
        >
        > siedzenia????

        Ten koleś już w kilku wątkach pokazał w podobny sposób swój "lotny" poziom
        wiec nie trać czasu na odpowiedzi do tego bałwana.
        Natomaist co do Twojego marzenia - nie jesteś w tym odosobniona. Były pomysły
        w Belgii na wprowadzenei ograniczen na jazdę po brukseli samochodów w
        których nie ma conajmniej 2 osób. Miało to dotyczyć chyba tylko godzin szczytu
        ale mimo wszystko ktoś nad tym myślał.
        W Atenach w dni parzyste wolno jeździć pojazdom tylko o numerach parzystych i
        na odwrót. Miało to zmniejszyć ruch w mieście i częściowo zmniejszyło, ludzie
        się na wzajem wożą ale też spowodowało spadek poziomu aut - część ludzi kupiał
        sobie drugi samochód z inną rejestracja - wiec mają 2.
        Jest to faktycznie problem - tylko jak go rozwiązać? Brać ludzi na
        przystankach do samochodu? (akurat mnie to dotyczy bo jeżdżę samochodem sam
        po mieście i myslę jak by to rozwiązać).
        Pozdrawiam
      • Gość: martynka Re: Tak sobie jadę autobusem.... IP: *.lukowa7.waw.pl 17.04.03, 14:52
        nie, ale np. sąsiada...kolegów z pracy ...mieszkających w pobliżu...itd. rusz
        głową!!!
        • Gość: Mar niech se zrobią zrzutę na taksówke IP: *.skorosze.2a.pl 17.04.03, 16:10
          Gość portalu: martynka napisał(a):

          > nie, ale np. sąsiada...kolegów z pracy ...mieszkających w pobliżu...itd. rusz
          > głową!!!


          Nie po to się wypsikuje śmierdziuchem za kilkkaset zł za 1 opakowanie, żeby
          wąchać cudze smrody podczas jazdy. Ludzie śmierdzą, nawet jeśli się myją - to i
          tak im cuchnie z gęby i mają brzedi zapach sami z siebie. A z sąsiadami
          najlepiej ttrzymać się na dystans.
    • frustrat1 Re: Tak sobie jadę autobusem.... 17.04.03, 12:29
      no i co z tego ze ktos sobie sam jedzie duzym samochodem, stac go to sobie
      jedzie a wy dziady tloczcie sie w autobusach..co to w ogole za pomysly zeby
      komus jakiegos obsranca do samochodu na sile wpychac..komuna juz dawno
      skonala....jest kapitalizm i ten co ma forse gora....czyzbyscie tego jeszcze
      nie zauwazyli..pocioty komuchowe
    • Gość: robert Gomułka wiecznie żywy? IP: *.acn.pl 17.04.03, 12:37
      Gość portalu: martynka napisał(a):

      > W tygodniu śmigam autobusami bo autko mamy tylko 1.
      > I tak sobie patrzę.... Autobusy zapchane, korki straszliwe .......
      > Za oknami przejeżdżają autka - w których siedzi tylko i wyłącznie kierowca. 3
      > albo 4 miejsca pozostają wolne!
      > I widzę panów w kombi, jeepach i olbrzymich sedanach i panie w małym
      > miejskich autach - wsszyscy sami....
      > o ile puściej byłoby gdyby w każdy z tych aut siedziały 4 osoby!!!
      > Czy to tylko marzenie??????

      Mam nadzieje że to marzenie nigdy sie nie spełni. Kiedyś był taki pan, który
      wymyslił że obywatelowi wystarcza 10m2 do życia. Za wiecej musiał płacic
      nadmetraż. Ciekawe kiedy w narodzie wygina tendencje egalitarne. Fuj i wstyd!
      Komuno wróć?
    • Gość: xxxxxxxxx wszystkim kolejnym cytujacym komunę IP: 213.76.133.* 17.04.03, 12:43
      Więc pro społeczne i pro socjalne państwo nie musi byc państwem
      komunistycznym. To raczej Panowie powinniście się wyzbyć takich skojarzeń.
      Czy skandynawowie to komunisci? A gdzie jest lepiej rozwinięta opieka socjalna
      i oplaty na cele socjalne sa wyższe?
      Jak juz pisałem w Brukseli sie zastanawiali nad tym o czym mówi martynka.
      Belgowie to komunisci?
      Tylko chyba ten problem nie ma rozwiązania...
      • Gość: robert zamiast naprawiać świat moze warto się IP: *.acn.pl 17.04.03, 13:23
        zapytać martynki w ile osób jedzie samochodem, kiedy ona go używa, nie?
        Ciekawe jaka będzie odpowiedź:-))))
        • frustrat1 Re: zamiast naprawiać świat moze warto się 17.04.03, 13:32
          Gość portalu: robert napisał(a):

          > zapytać martynki w ile osób jedzie samochodem, kiedy ona go używa, nie?
          > Ciekawe jaka będzie odpowiedź:-))))

          dotknales sedna sprawy..bo tu chodzi o to by kosztem innych swoja dupe
          przewiesc za darmo cudzym samochodem w mozliwie komfortowych warunkach...po co
          pracowac, skladac pieniadze na wlasny samochod a potem jeszcze placic za
          benzyne, przeglady itp..pod plaszczykiem walki o ekologie i rozladowania korkow
          w miescie mozna przeciez stworzyc takie przepisy by mozna bylo za friko
          wladowac sie komus do samochodu.....i na bilecie autobusowym tez sie
          zaoszczedzi...dobry pomysl, co?
          • Gość: xxxxxxxx oj wujek, wujek... IP: 213.76.133.* 17.04.03, 13:51
            możesz tak domniemywać sądząc po martynce jeśli naprawdę masz tak grube
            klapeczki by nie widziec problemu.
            Ale co powiesz o miastach w ktorych wprowdazono jakieś przepisy zbliżajace do
            propozycji martynki?
            Pomijam fakt ze majac samochód, zarobiwszy na niego wlasną pracą, uważam
            podobnie jak ona. I to nie jest kwestia ze chcę się komus wąłdować do auta
            czy chcę zeby mi się ladowano. Po prostu problem istnieje

            (nawiasem mowiąc pewien jestem że autostopowiczów nie bierzesz nigdy, prędzej
            ich ochlapiesz z przydrożnej kałuży, nie mam racji?)
            • frustrat1 Re: oj wujek, wujek... 17.04.03, 14:17
              Gość portalu: xxxxxxxx napisał(a):

              > możesz tak domniemywać sądząc po martynce jeśli naprawdę masz tak grube
              > klapeczki by nie widziec problemu.
              > Ale co powiesz o miastach w ktorych wprowdazono jakieś przepisy zbliżajace
              do
              > propozycji martynki?
              > Pomijam fakt ze majac samochód, zarobiwszy na niego wlasną pracą, uważam
              > podobnie jak ona. I to nie jest kwestia ze chcę się komus wąłdować do auta
              > czy chcę zeby mi się ladowano. Po prostu problem istnieje
              >
              > (nawiasem mowiąc pewien jestem że autostopowiczów nie bierzesz nigdy,
              prędzej
              > ich ochlapiesz z przydrożnej kałuży, nie mam racji?)


              nie sluszalem by gdziekolwiek na swiecie istnial obowiazek wozenia martynki
              tylko dlatego, ze ona nie ma drugiego samochodu i nie chce sie gniesc w ciasnym
              autobusie.
              p.s. autostopowiczow nie biore bo nie chce by ktorys z nich poderznal mi gardlo
              w samochodzie. ale to nie znaczy bym musial zaraz chlapac na nich woda z kaluzy.

              problem rozwiazania korkow lezy w budowie nowoczesnej infrastruktury drogowej,
              ale do tego potrzebne sa checi, fachowcy i pieniadze..a po to by wepchnac komus
              goscia do samochodu zadna inwestycja nie jest potrzebna, podobnie w przypadku
              gdy chce sie go dyskryminowac na szosie dajac przywileje samochodom obladowanym
              pasazerami...

              • Gość: martynka Re: oj wujek, wujek... IP: *.lukowa7.waw.pl 17.04.03, 15:06
                Frustrat1 - naprawdę jesteś wyjątkowym frustratem!!!
                Nie mam ochoty z nikim jeździć samochodem, a juz na pewno ze znerwicowanym
                kierowcą - panem świata , którym za pewne jesteś!!!
                Nie mam nic przeciwko komunikacji miejskiej - dobrowolnie zrezygnowałam z
                dojazdów samochodem. Jeździłam samochodem przez miesiąc - i muszę ci powiedzieć
                że po przejechaniu z Mokotowa na WOlę byłam ledwo żywa, wypalona ze wszelkiej
                energii - jedyny pozytyw to taki , że z chęcią biegłam do spokojnej pracy bo
                tej przebrniętej dżungli!
                Czasem też cieszę się ,jak jadę tramwajem , i widzę zapoconych kierowców
                zamkniętych w swojej blaszce , wkurzających i zionących agresją. Potem
                przesiadam się w metro, kilka stacji i jestem w domu.
                Słucham sobie walkmena, czytam knigę (nawet stojąc w tłoku...) i niczym
                bohater "Dnia Świra" - lubię sobie posłuchać "jak te ch..je stoją w korkach"
                Podejrzewam Frustracie, że jakbyś mógł tez byś tak myślał, gdybyś w tym korku
                nie stał. SAM
                • frustrat1 do martynki 17.04.03, 15:17
                  martynko,
                  niestety cale moje zdenerwowanie nie dotyczylo ciebie personalnie tylko samego
                  sposobu podejscia do rozwiazywania problemow cywilizacyjnych drogami
                  administracyjnymi a nie poprzez przemyslane planowanie i przede wszystkim
                  inwestycje, ktore zajmuja wprawdzie wiecej czasu ale efekt daja wiekszy..i
                  zapewniaja ludziom prace...ja mam juz troche lat..pamietam dobrze komunizm i
                  sposob myslenia tamtej administracji...musze ci powiedziec ze teraz zmienilo
                  sie niewiele w sposobie myslenia...jestem moze przeczulony na punkcie wolnosci
                  osobistej i dlatego tego typu rozwiazania ktore zasugerowalas spowodowaly piane
                  na ustach..
                  p.s. sorry jesli kogos urazilem
                  • Gość: martynka Re: do martynki IP: *.lukowa7.waw.pl 17.04.03, 19:04
                    Frustrat1- aż nie wierzę, że pisała to ta sama osoba.
                    Grunt to rehabilitacja.
                    Pozdrawiam
                • Gość: misiu Re: oj wujek, wujek... IP: *.chello.pl 20.04.03, 20:07
                  Gość portalu: martynka napisał(a):

                  > Frustrat1 - naprawdę jesteś wyjątkowym frustratem!!!
                  > Nie mam ochoty z nikim jeździć samochodem, a juz na pewno ze znerwicowanym
                  > kierowcą - panem świata , którym za pewne jesteś!!!
                  > Nie mam nic przeciwko komunikacji miejskiej - dobrowolnie zrezygnowałam z
                  > dojazdów samochodem. Jeździłam samochodem przez miesiąc - i muszę ci
                  powiedzieć
                  >
                  > że po przejechaniu z Mokotowa na WOlę byłam ledwo żywa, wypalona ze wszelkiej
                  > energii - jedyny pozytyw to taki , że z chęcią biegłam do spokojnej pracy bo
                  > tej przebrniętej dżungli!
                  > Czasem też cieszę się ,jak jadę tramwajem , i widzę zapoconych kierowców
                  > zamkniętych w swojej blaszce , wkurzających i zionących agresją. Potem
                  > przesiadam się w metro, kilka stacji i jestem w domu.
                  > Słucham sobie walkmena, czytam knigę (nawet stojąc w tłoku...) i niczym
                  > bohater "Dnia Świra" - lubię sobie posłuchać "jak te ch..je stoją w korkach"
                  > Podejrzewam Frustracie, że jakbyś mógł tez byś tak myślał, gdybyś w tym korku
                  > nie stał. SAM

                  Jeśli tak dobrze jest w środkach komunikacji miejskiej a tak źle w blaszankach
                  stojących w korku, to domyślam się, że tylko czysta złośliwość dyktuje Ci
                  rozwiązania zmniejszające liczbę szczęśliwców w tramwajach na rzecz zwiększenia
                  frustratów w samochodach. Czy się mylę? A może to tylko egoistyczne pożądanie
                  wolnego miejsca, aby czytać knigę na siedząco? Jak Ci nie wstyd? ;-)

            • Gość: Mar do miłosników naturalizmu i entuzjastów autostopu IP: *.skorosze.2a.pl 17.04.03, 16:20
              Gość portalu: xxxxxxxx napisał(a):

              >> (nawiasem mowiąc pewien jestem że autostopowiczów nie bierzesz nigdy,

              polecam wycieczkę w piątkowe popołudnie na al. Krakowską róg Malowniczej. Tak
              się składa, że jeden z moich samochodó zarejestrowany jest w województwie, do
              którego jedzie się właśnie al. Krakowską, toteż wąsaci panowie w sweterkach i
              wytartych jeansach oraz z reklamówkami i torbami na ramię wyczyniają w moją
              stronę baletowe gesty, żebym zechciał sę zatrzymać i podwieźć ich do rodzinnego
              Szydłowca, Skarżyska itp. Zwykle blokuję drzwi od środka, ale któregoś dnia
              pech chciał, że zapomniałem tego zrobić, a akurat przy skrzżowaniu był korek.
              Jakby tego było mało, jechałem pawym pasem. Natychmiast do mojego samochodu
              dopado stado kwaotu klasy robotniczej i nagle jeden z nich otworzył drzwi i
              zaczął mi się ładować do środka. Fetor był straszny. Przestrzszyłem się nie na
              żarty i ruszyłem nie patrząc czy kogoś rozjadę, jeszcze z niezamknietymi
              drzwiami, zostawiając to indywiduum na zewnątrz.
        • Gość: martynka Re: zamiast naprawiać świat moze warto się IP: *.lukowa7.waw.pl 17.04.03, 14:56
          zazwyczaj nie jeżdże autkiem do szkoły czy pracy!!!
          A jak już to do pracy z mamą, a do szkoły z chłopakiem - więc we 2.
          Trochę opacznie mnie zrozumieliście .....Chodzi o to by można było w jakiś
          sosób rozwiązać korki w mieście!!!!
          • Gość: robert Re: zamiast naprawiać świat moze warto się IP: *.acn.pl 17.04.03, 15:15
            Gość portalu: martynka napisał(a):

            > Chodzi o to by można było w jakiś
            > sosób rozwiązać korki w mieście!!!!

            nie można - miasto to takie miejsce gdzie są korki. I zawsze bedą.
    • Gość: darekk Re: Tak sobie jadę autobusem.... IP: 217.153.15.* 17.04.03, 12:47
      sporo sie najezdzilem po swiecie i gdzies (to chyba byl madryt) widzialem fajne
      rozwiazanie. polegalo to na tym, ze byl specjalny pas, ktorym mogly sie
      poruszacy wylacznie auta z minimum dwiema osobami. dalo sie nim szybko
      przejechac przez miasto. pas byl wydzielony i dalo sie na niego wjechac przez
      bramki - jak sie wepchnal pojedynczy kierowca, to dostawal drogie zdjecie
      pamiatkowe.

      darekk
    • remo29 Re: Tak sobie jadę autobusem.... 17.04.03, 13:02
      Hmmm... Właściwie jadąc codziennie do pracy mijam 4 przystanki... Gdybym za
      przednią szybę wstawił tablicę "KatowiceExpress 3 zł", to codziennie miałbym
      pełny pokład i miesięcznie jakieś 5 starych baniek do przodu... :)
    • Gość: Marek Re: Tak sobie jadę autobusem.... IP: *.atlanta.ga.us 17.04.03, 13:19
      To niestety tylko marzenie.... Choc sa metody:
      - np. w paru miejscach na swiecie trzeba zaplacic "kare"
      za wjazd do miasta samemu.
      - w innych miejscach sa specjalne pasy ruchu tylko dla
      samochodow z conajmniej 2 ludzmi.
      - jeszcze innym rozwiazaniem jest BARDZO droga benzyna

      Ale i tak moim zdaniem lepiej by bylo gdyby zamiast tych
      wielkich limuzyn ludzie poruszali sie samochodzikami w
      rozmiarze Smarta. Niech nawet jada sami, wazne ze w
      czasie tej jazdy nie zuzywaja hektolitrow paliwa. Pawo
      czlowieka do prywatnosci jest bardzo wazne a wozenie
      pasazerow to prawo narusza. Podobnie jak poruszanie sie
      srodkami komunikacji miejskiej, ktorych chronicznie nie
      cierpie.
      • Gość: Piotr Re: Tak sobie jadę autobusem.... IP: *.mtnet.com.pl 17.04.03, 15:01
        albo niech przesiada sie wszyscy na skuterki.
        tanie, malo miejsca zajmuja, malo truja, niezla dynamika

        Pozdrawiam
        Piotr
        astra klekot
      • Gość: martynka Re: Tak sobie jadę autobusem.... IP: *.lukowa7.waw.pl 17.04.03, 15:13
        Rozumiem prawo człowiek do prywatności...owszem.
        Nikogo nie namawiam.

        Zanim w Polsce rozwiąże się problem doskonałych dróg i zsynchronizowanych
        świateł, może warto zastanowić się jak inaczej, mniejszym kosztem rozwiązać ten
        problem. Aut przybywa a dróg nie:(.
        Mój post miał być sposobem na dyskusję o problemie, a nie szukaniem podwózki:))
        Szkoda, że niektórzy tego nie zrozumieli.
        Innym, rozsądnym - dziękuję bardzo za pomysły i zrozumienie problemu.
        Pozdrawiam.

        p.s ogólnie= uwielbiam prowadzić samochód, jeździć itd.
        Nie jestem też zwariowaną ekolożką - moje jedyna objwy "eko" to rower i
        segregacja odpadów....chyba szkoda że tak mało....
        • Gość: fragi Re: Tak sobie spaceruję IP: 195.117.125.* 17.04.03, 16:48
          Spaceruje sobie po parku i widzę jak goscie leżą pod ławkami, a na noc idą na
          dworzec, albo do tunelu. A tymczasem inni mają salony po 200 metrów i gonią się
          po nich w 2 osoby. Czy nie trzeba by jakoś tego problemu rozwiązać ?
          Mało tego, jedni chodzą w wytartych trampkach przez cały rok, a inni kupują
          sobie sukienki na sylwestra za 20.000 zł.
          PROLETARIUSZE WSZYSTKICH KRAJÓW ŁĄCZCIE SIĘ !!!
          • Gość: martynka Re: Tak sobie spaceruję IP: *.lukowa7.waw.pl 17.04.03, 19:09
            o problemei bezdomności napisze na forum DOM.
            To jak na razie jest forum auto-moto i stąd tez taki pomysł - post.
            Jak na razie jestem uznawana za socjalistkę:))
            Całkiem to zabawne, biorąc pod uwagę moje przekonania.
            Być może dowiedziałam się o sobie czegoś nowego DZIS>..
    • Gość: Wonsz Re: Tak sobie jadę autobusem.... IP: 24.76.196.* 17.04.03, 17:06
      Martyna ma racje, szukajac rozwiazania problemu. Nie bardzo rozumiem, dlaczego
      wielu z was uwaza ja za skazona komuna z tego powodu. Ja osobiscie oszczedzam
      kieszen i srodowisko przez jezdzenie do pracy (110km dziennie) ze
      wspolpracownikiem, tydzien moim a tydzien jego autem. Dobralibysmy trzeciego,
      gdyby auta nie byly praktycznie dwuosobowe. I jakos nie widze w tym niczego
      nagannego. Mozna tez drzemac lub czytac ksiazke w czasie jazdy :))) Polecam :)

      K.
      • Gość: jolly_bb Re: Tak sobie jadę autobusem.... IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 17.04.03, 18:26
        Gość portalu: Wonsz napisał(a):

        > Martyna ma racje, szukajac rozwiazania problemu. Nie bardzo rozumiem,
        dlaczego
        > wielu z was uwaza ja za skazona komuna z tego powodu. Ja osobiscie
        oszczedzam
        > kieszen i srodowisko przez jezdzenie do pracy (110km dziennie) ze
        > wspolpracownikiem, tydzien moim a tydzien jego autem. Dobralibysmy
        trzeciego,
        > gdyby auta nie byly praktycznie dwuosobowe. I jakos nie widze w tym niczego
        > nagannego. Mozna tez drzemac lub czytac ksiazke w czasie jazdy :)))
        Polecam :)


        i dobrze ze sobie tak jezdzicie. ja tez jak jade do krakowa z bielska czy na
        odwrot to mam pasazerow - takich, ktorzy planowo tam ze mna jezdza w tych
        samych sprawach, znajomych. byloby bez sensu tluc sie samemu kazdy w osobnym
        aucie, skoro i tak wracamy potem do drugiego miasta tez razem. z
        autostopowiczow biore tylko kobiety - co do panow: przykro mi :))
        ale pomysl zeby byl obowiazek pakowania do auta jakichs ludzi zeby tylko byly
        te 2-3 osoby w aucie uwazam za poroniony. nie bede szukal jakiegos goscia na
        auta zebym mogl podjechac do sklepu w centrum po np. plyte glowna albo cos.
        problem rozwiazuje sie sam - wszyscy rozsadni jezdza razem tam, gdzie moga,
        jest to proste, przyjemne, WLASCIWE i POZYTECZNE - a to znaczy, ze nie zawsze,
        tylko czasem.
        Co do korkow w miastach, to po pierwsze: nic tak nie poprawia przepustowosci
        drog jak jednokierunkowki, skrzyzowania bezkolizyjne i brak swiatel tudziez
        przejsc dla pieszych(niech bedzie duzo podziemnych).
        poza tym ludzie sami sie naucza uzywac do miasta takich pojazdow jak clic
        (wyprodukuja go w koncu?)
        SMART wcale nie jest taki maly i nie pali jakos skrajnie malo takze.

        w tej kwestii nie mozna ludzi do niczego zmuszac. Mozna tylko OCZEKIWAC(nie
        wymagac) rozsadku - czestszego bycia pieszym, kiedy da sie kogos wziac po
        drodze - to brania go. Ale pomysl zeby polowa miasta sie nam pakowala do aut
        zgodnie z prawem to jest paranoja. z komunikacji miejskiej nie korzystam wcale
        nie dlatego ze nie chcialbym, ale primo: smrod, halas, brak klimy w lecie.
        secundo(NAJWAZNIEJSZE): nie czuje sie bezpiecznie jadac po 20 w autobusie na
        przedmiesciach, gdzie pelno jest lysych kolesi w glanach i z tasakami za
        pazucha. i wracajac z przystanku te 200 metrow do budynku tez sie nie czuje
        bezpiecznie(z tych samych powodow) - dopoki to sie nie zmieni nie bede uzywal
        komunikacji publicznej.
        • Gość: martynka Re: Tak sobie jadę autobusem.... IP: *.lukowa7.waw.pl 17.04.03, 19:14
          Jolly. masz dużo racji...
          Nie chodzi jednak o to , żeby jechać do sklepu z połową bloku.
          Chodzi o prosty dojazd do pracy. Zabrać kolegę z pracy, męża/żonę która pracuje
          po drodze.
          Wiem ,że w Stanach , naszych wzorcowych, jest coś takiego jak wspólne jeżdżenie
          do pracy.....
          • Gość: jolly_bb Re: Tak sobie jadę autobusem.... IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 17.04.03, 22:11
            Gość portalu: martynka napisał(a):

            > Jolly. masz dużo racji...
            > Nie chodzi jednak o to , żeby jechać do sklepu z połową bloku.
            > Chodzi o prosty dojazd do pracy. Zabrać kolegę z pracy, męża/żonę która
            pracuje
            >
            > po drodze.
            > Wiem ,że w Stanach , naszych wzorcowych, jest coś takiego jak wspólne
            jeżdżenie
            >
            > do pracy.....

            Oczywiscie ze o to chodzi i wierz mi - ludzie czesto to robia. nie znam
            nikogo, kto by pakowal meza/zone do osobnego auta, jesli pracuje jedno po
            drodze drugiego. ale jesli juz nie wracaja o tej samej mniej wiecej porze,
            tylko w odstepie np 2 godzin, albo tez nie wracaja w to samo miejsce, to caly
            proces traci sens. chyba ze zalozymy ze ludzie zgodza sie jechac do pracy z
            sasiadem a, do domu ze znajomym b, a wieczorem z mezem/zona. ale ja w to nie
            wierze. jak juz mialbym z kims jezdzic - jezdzilbym z tym samym ciagle
            osobnikiem. a jesli bym tak nie mogl - jezdzilbym sam, nie chcialbym zmieniac
            szofera dwa razy na dzien. taki podwozacy to musialaby byc dobrze znana osoba
            (tu chodzi o moje odczucia, uczucia, emocje, zwal jak zwal). autostopowicze to
            inna, osobna bajka. w ogole nie maja zwiazku z ta sprawa.
            ludzi nie wolno zmuszac do takich zachowan, jakie proponujecie. nie
            zaakceptuja ich tak latwo - i cale szczescie!
            przeciez ludzie kieruja sie emocjami, nawet podczas jazdy i niech nikt nie
            pisze o 'zimnie zawodowego mordercy', bo go wysmieje. KAZDY z nas podlega
            emocjom, i chcac nie chcac postepujemy po czesci zgodnie z nimi. z tym nawet
            nie mozna walczyc. tak jest i juz. bez tego swiat bylby ubozszy. znacznie.

          • polokokt Re: Tak sobie jadę autobusem.... 17.04.03, 22:30

            > Wiem ,że w Stanach , naszych wzorcowych, jest coś takiego jak wspólne
            >jeżdżenie do pracy.....

            Z tego co wiem to na dojazdowkach w Los Angeles na autostradach sa oddzielne
            pasy ruchu wyznaczone dla samochodow w ktorych jest nie mniej niz 2 osoby (o
            ile dobrze pamietam). Wszystko to jest strasznie pokrecone, bo dla tych pasow
            sa oddzielne zjazdy i praktycznie nowa siec komunikacyjna. Troche to pokrecone
            ale w sumie logiczne.
            Pozdrawiam
            • Gość: Henio Re: Tak sobie jadę autobusem.... IP: *.chello.pl 20.04.03, 19:41
              W czasie pobytu w Chicago do pracy dojeżdżaliśmy z okolicznymi sąsiadami w 4.
              Każdy z nas praktycznie przez okres tygodnia swoim samochodem podwoził
              pozostałą trójkę pod miejsce zamieszkania,eksploatując samochód 1 tydzień w
              czasie miesiąca.Amerykanie są ekonomiczni,cenią pieniądze,umieją oszczędzać,do
              czego zmusza ich życie.My Polacy mamy GEST.Oni nie.Umawiasz się na randkę z
              dziewczyną,gdzieś ją zapraszasz Ona płaci za siebie a Ty za siebie.Nie wszyscy
              są Tam milionerami,mają bezustannie jakieś kredyty do spłacenia.Przy okazji
              pozdrawiam znajomych z Advance Process Supply Company/polskiego
              pochodzenia/może któryś się odezwie.
              • Gość: fragi Re: Tak sobie jadę autobusem.... IP: 195.117.125.* 20.04.03, 21:03
                Czytając o tych specjalnych pasach dla pełnych aut wpadł mi do głowy pomysł na
                niezły interes. Produkcja dmuchanych pasażerów. Ładujesz do auta trzy baby-doll
                i śmigasz na taki pas ! Możnaby wyposażyć samochód w automatyczne pompowanie w
                siedzeniach. Wciskasz przycisk na tablicy i ... masz w aucie trzech pasażerów,
                naciskasz ponownie i jedziesz sam. extra !
    • Gość: agulha Re: Tak sobie jadę autobusem.... IP: *.acn.pl / 10.67.0.* 22.04.03, 01:13
      Myślę, Martynko, że Twoje marzenie pozostanie tylko marzeniem. Mamy za małe
      odległości i zbyt sprawną komunikację miejską (!). Mieszkam na Bielanach. Swego
      czasu nie miałam samochodu i pracowałam pod Wilanowem. Czasami pewna koleżanka
      z pracy ofiarowywała mi, że mnie podwiezie. Mieszkała pod placem Wilsona.
      Szybko się nauczyłam uprzejmie dziękować. Ona zawsze
      _miała_jeszcze_coś_do_zrobienia_, kiedy ja byłam gotowa do wyjścia, i w
      rezultacie lądowałam w domu później niż autobusem.
      Teraz pracuję na Służewcu i mam samochód służbowy. Nasza recepcjonistka mieszka
      o rzut beretem ode mnie. Ale ile razy chcę ją podwieźć, to albo ona gdzieś
      idzie po pracy (np. na angielski), albo ja, albo też któraś z nas ma coś
      jeszcze do dokończenia. I podwożenie traci sens. A rano ledwo się zwlekam z
      łóżka i jestem w niedoczasie, po co mi jeszcze stres, że spowoduję _cudze_
      spóźnienie do pracy, i tej osobie stres, że znowu się przeze mnie spóźni.
      W Stanach ludzie nie mają wyboru! Autobusu zwykle nie ma wcale albo jest kilka
      kursów dziennie, a do pracy dojeżdża się nieraz i kilkadziesiąt kilometrów. To
      jest w ogóle inna skala problemu, a nie większa solidarność społeczna czy
      oszczędność.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka