Dodaj do ulubionych

OK, wspomnijmy swoje 1-sze autko

IP: *.devs.futuro.pl 22.11.01, 13:14
Zaczne od siebie.
To byl Kanciak 125p '87 (wiem, wiem nie tacy seniorzy jeszcze sa na
chodzie), 4 biegi. Kosztowal wtedy 1.3 mln zl i pociagniety
Plastmalem szczypal w oczy. Ale psul sie. Powyzej predkosci 85 km/
h trudno bylo juz rozmawiac i dzieki olejowi Selektol Specjal Plus
generalny remont silnika odbyl sie juz przy 58tys. km. Naprawa
przedluzyla sie o 1 dzien bo, jak powiedzial mechanik, w silniku od
poczatku brakowalo 2 czesci (!) i musial je dokupic. Po odbiorze
odkrylem samochod na nowo. Zalany Elfem, po szlifie walu i z nowym
rozrzadem byl cichszy i mocniejszy. Palil mniej i nabral charakteru.
Wymienilem wszystkie 4 wklady reflektorow z gownianych na
halogenowe i jak rypnalem dlugimi to zamieral ruch. Tryknalem nim
jeszcze 85 tys. i nawet nie jeknal. Acha, co pol roku wymiana galek w
ukl. kierowniczym i tlumika.
To wlasnie na niego zlowilem moja zone. Kochalem go.

Pozdr.
Obserwuj wątek
    • Gość: Piotr Re: OK, wspomnijmy swoje 1-sze autko IP: 192.168.1.* 22.11.01, 13:48
      Moim pierwszym samochodem był...Polski Fiat 126P z roku 82 kupiony w 98 roku
      od !!pierwszego!! właściciela(pomiędzy mną i kupującym był mechanik, ponieważ
      na auto najechał tyłem star i dla dziadka to było za dużo), kupiony za śmieszną
      kwotę 1200zł. Samochodzik z 120.000 przebiegiem bez jakigoś większego remontu
      zachowywał się dobrze, tzn nie psuł się i mało palił. Dodam, że w 2 dzień po
      zakupie udałem się w 300km trasę do stolicy po brata- wyczyn ten wielu
      komentowało, że oni by takim autem nie pojechali w ogóle.
      W nim właśnie uczyłem się kułek, ręcznych, poślizgów, pierwszej zimy doceniłem
      ogrzewanie tego samochodu jak i doskonałą prądnicę i mocne światła:-)
      Niestety po przejechaniu ponad 16000km uznałem, że czas wsiąść w coś większego,
      po za tym padła skrzynia i sprzedałem go koledze mechanikowi(innemu).
      Pojazd ten wzbudza sympatię tylko z jednego powodu: Po przejechaniu nim kilku
      kilometrów, w co by się nie wsiadło puźniej, to zawsze będzie lepiej-nawet w
      kamaza.
      Piotr
      • Gość: dar Re: OK, wspomnijmy swoje 1-sze autko IP: 10.1.100.* 22.11.01, 13:54
        Pierwszy którym jeździłem to CC 0.7 98 r. który dostałem od rodziców.
        Przejechałem nim w 3 lata 105 000 km bez poważnej usterki. Łezka kaoie na
        klawiature jak sobie o nim przypomnę.
        Następny samochód kupiony za własne pieniądze daje jednak więcej satysfakcji.

        Pzdr
        • pryzma Re: OK, wspomnijmy swoje 1-sze autko 22.11.01, 15:34
          VW POLO - jakies 15 lat temu - autko wtedy mialo 11 lat - przywieziony z
          Niemiec za uskladana kase oraz prezenty od rodziny(glownie dziadka).
          To byl ostatni dzien kiedy mozna bylo przywozic samochody po niskim cle (piekne
          czasy), i stalem w kolejce do odprawy na granicy 29 godz.a potem byla juz tylko
          jazda i upaprane smarem rece..::)))
          • Gość: mumma Re: OK, wspomnijmy swoje 1-sze autko IP: 213.134.142.* 22.11.01, 15:52
            A ja miałem Trabanty... 5 (słownie pięć) - poezja... i wszystkie na te same
            papiery. Znam je na wylot. Razem z bratem wyjmowałem i wkładałem silnik
            (łącznie z ustawianiem zapłonu) w pół godziny (silników miałem zawsze kilka w
            zapasie). Zawsze zapalały, nawet na największych mrozach, podczas gdy obok
            ludzie "na pych" zapalali swoje kilkunastoletnie mercedesy-diesle. Może i mam
            teraz wadę słuchu, ale to były piękne czasy...
            • Gość: Jarek Re: OK, wspomnijmy swoje 1-sze autko IP: 192.168.10.* 22.11.01, 16:47
              W '90 przed swoja matura dostalem w prezencie czternastoletniego maluszka 600
              cm3. Dowiedzialem sie potem, ze kosztowal DEM 800,- (byly takie czasy, ze
              handlowano u nas w walucie innej niz polski zloty). Przezylem z nim 3 lata i
              przejechalem ponad 70 tys. km. Nie doczekal osiemnastych urodzin w moim
              wladaniu, bo przesiadlem sie na pietnastoletniego Poloneza (ale to juz inna
              spiewka). Auto ("strucelek") w zasadzie nie zawodne, oprocz wiecznie zrywanych
              linek rozrusznika (a de facto pewnego mocowania), wiecznego rozregulowania sie
              aparatu zaplonowego ("znikajaca" po nagrzaniu sie silnika przerwa na aparacie),
              wiecznie zapiekajace sie cylinderki hamulcow, zdychajacego akumulatora
              (pradnica) itp. Na jego obrone musze powiedziec, ze oprocz remontu generalnego
              silnika, wymiany tarcz sprzegla, latania dziur w podlodze, ciagniecia nowych
              przewodow instalacji elektrycznej to nic przy nim nie robilem.
              Chcialbym zauwazyc, ze w standarcie byl zestaw do "tuningu optycznego"
              polegajacy na mozliwosci uchylenia pokrywy silnika w trakcie jazdy ;-).
              Pod koniec bycia posiadaczem tego udanego modelu musialem nabyc bilet
              miesieczny na komunikacje miejska i co chwile fatygowac ojca o pomoc w
              holowaniu "bolida" pod blok.
              Moja milosc do niego zgasla razem ze zgasnieciem silnika na podjezdzie na most
              Lazienkowski (musialem go przepchac przez caaaaaalyyyyyyy most, a wazylem wtedy
              niecale 60 kg), gdy jechalem na wieczor kawalerski za Zegrze.
              Za cene uzyskana ze zbycia i dolozeniu udalo mi sie nabyc drewniane okno
              trzyszybowe obwiedniowe o szerokosci 90 cm produkcji Sokolki (zaczalem sie
              budowac i... cholera jeszcze nie skonczylem :-( ).

              Pozdr ;-)
              • Gość: Michal Re: OK, wspomnijmy swoje 1-sze autko IP: *.telia.com 22.11.01, 20:17
                Byl to rok A.D. 1969 kupilem od kolegi studenta Taunusa sprowadzonego z
                W.Berlina.Kosztowala mnie ta bryka 100dolcow.Potem w Rzepinie doladowali 52
                tys.zl cla Potem reperowalem i potem jezdilem.Taki maly krazowniczek Ford
                Taunus17m rok produkcji 1958 z 6V instalacja./Zmora/ w naszym
                klimacie.Pzdr.Michal
                • Gość: trurl Re: OK, wspomnijmy swoje 1-sze autko IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 22.11.01, 21:00
                  Zaczynałem jak wielu od 126 p.Pamiętam jak dziś jak odbieraliśmy z ojcem to
                  lśniące białym(czysto białym -wtedy był to jeden z dwóch dostępnych kolorów)
                  lakierem i chromowanymi zderzakami cacko w dniu moich urodzin w lipcu 76 z
                  Polmozbytu na 1-go Sierpnia.Jako że był to drugi samochód w domu a ojciec nie
                  bał się ryzyka już kilka dni później śmigaliśmy z dwoma kumplami szosą gdańską
                  na Warmię do Starych Jabłonek.Takie to były czasy że na "malucha" wybraliśmy z
                  wczasowiska co ładniejsze dziewczyny.Eeeech .... .Tamtego roku sporo
                  zawdzięczałem temu autku.Niestety później już było trochę gorzej.Rok później
                  jakiś "zaprawiony" amator motoryzacji pożyczył sobie go na chwilę i po
                  fantastycznym pościgu milicyjnym (rozbite trzy samochody i radiowóz 125 P )
                  skasował go dość dokładnie.Strasznie mi było przykro. PZDR.
      • Gość: Szybki Re: OK, wspomnijmy swoje 1-sze autko IP: *.proxy.aol.com 14.12.01, 05:57
        Moje pierwsze autko to bylo - GTO (Pontiac) nowy model 1967 roku. Sportowe
        silnik prawie 3.9L i 302 konie mechaniczne. Naprawde szybkie auto.Jezdzilem nim
        przez dwa lata i po wezwaniu do wojska dalem dla brata(dla mnie niestety bylo
        niepotrzebne to auto w Wietnamie) gdyz latalem helikopterami.Naprawde mam duzo
        bardzo dobrych wspomnien o tym aucie lecz niestety nie mozna o tym
        pisac....Pozdrawiam z Kaliforni.
    • Gość: Wojciech Re: OK, wspomnijmy swoje 1-sze autko IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 23.11.01, 00:59
      Mercedes 115 220D, kupiony w 99r. jako 24 latek. Piękne, klasyczne auto. 60 km
      mocy na półtorej tony wagi, ale jaki komfort! Tydzień po zakupie odpadł mi
      tylny tłumik, przy przeglądzie pojawiły się problemy z numerem silnikia,
      musiałem kupić drugi akumulator, bo jeden 92 Ah starczał na tydzień, potem
      musiał być ładowany. W zimie nocą parkowałem zawsze przodem z góry, w razie
      jakby co. Żeby spryskać przednią szybę należało popsikać wodą z atomizera po
      płynie do okien. Po pół roku zaczął mi się odłamywać bagażnik, niedługo potem
      go sprzedałem. Ale do dzis miło wspominam. Był pierwszy, był elegancki i
      wygodny. Po umyciu lakier (szary) i kołpaki świeciły się jak psu jajca. Mam to
      na zdjęciach.
    • Gość: Andre Re: OK, wspomnijmy swoje 1-sze autko IP: *.pcplus.com.pl 14.12.01, 22:28
      Pierwsze auto w rodzinie to Hanza Cabrio (mojego ojca)
      Drugie to Opel jakiś tam (j/w)
      Trzecie to Polski Fiat 508 (j/w)
      Czwarte to Opel super 6 (j/w) ale tego już próbowałem sam.
      Piąte to wózek inwalidzki (j/w) nie jeździłem
      Szóste to Citroen Visa (moje)
      Siódme Fiat Uno (moje)
      ósme Skoda Fabia (moja)
      Pozdr.
    • Gość: Krzysiek Re: OK, wspomnijmy swoje 1-sze autko IP: *.*.*.* 14.12.01, 23:41
      Moje pierwsze auto to fabia i juz powiedzialem nigdy wiecej skody!
      • Gość: Andre Re: OK, wspomnijmy swoje 1-sze autko IP: *.pcplus.com.pl 14.12.01, 23:57
        Gość portalu: Krzysiek napisał(a):

        > Moje pierwsze auto to fabia i juz powiedzialem nigdy wiecej skody!

        Eeeeeeeetam.
        Idę spać!
    • Gość: 130rapid Re: OK, wspomnijmy swoje 1-sze autko IP: *.pila.cvx.ppp.tpnet.pl 17.12.01, 12:01
      Do dziś pamiętam swoją dziką radość (nie o poranku tylko wieczorem) gdy
      wyjechałem od poprzedniego właściciela Rapidą, kupioną za własne pieniądze.
      Tak naprawdę nie było się z czego cieszyć - Skoda przepłacona, karczemnie
      zapuszczona, zwalniała po gwałtowniejszym dodaniu gazu, wpadała w makabryczną
      drżączkę tylnej osi powyżej 70 km/h, po za tym reflektory-kaganki, jakiś lekki
      spin w instalacji elektrycznej i wnętrze śmierdzące jak popielniczka.

      Podskakiwałem w fotelu z radości, bo jednak toczyła się wolno przed siebie,
      skręcała, a nawet hamowała. A przy tym drżałem, czy dojadę nią do domu (aż 5
      km).

      Stoi dziś w garażu z dożywotnią emeryturą. Na miły Bóg, nigdy jej nie sprzedam,
      chociaż to jawna rozpusta mieć jeden samochód do jeżdżenia na co dzień, a drugi
      do jeżdżenia dla przyjemności.
    • Gość: Remo Re: OK, wspomnijmy swoje 1-sze autko IP: 192.168.0.* 17.12.01, 14:18
      13-letni kaszlak, rocznik 1983. Był cięższy od fabrycznego o kilogramy szpachli
      i blach wnitowanych w miejsca, gdzie rdza porobiła dziury. Na drugi dzień jak
      go kupiłem pojechałem w Polskę i w dwa dni zrobiłem ponad 600 km - bez
      sprawdzania stanu technicznego itp. Kilka tygodni potem spieprzył się na amen.
      Sprzedałem go za pół ceny w drodze na giełdę samochodową.
      pzdr
    • Gość: Paulus Re: OK, wspomnijmy swoje 1-sze autko IP: *.bialystok.cvx.ppp.tpnet.pl 17.12.01, 14:34
      Moje pierwsze to Peugeot 204 1,4 diesel. Dla niezorientowanych powiem, że można
      toto zobaczyć na filmach z serii Żandarm... . Jak go kupiłem miał ponad 300 tys
      na liczniku i był sprawny! Rocznik 1973. Na każdym parkingu byłem zaczepiany i
      pytany o markę. Zrobiłem nim dalsze 100 tys.( całe studia :) ) i sprzedałem go
      dla kolekcjonera całej serii 4 (tzn. 504,304,itp). Autko jeżdzi do tej pory.
      • pakuz Re: OK, wspomnijmy swoje 1-sze autko 17.12.01, 15:01
        moje pierwsze autko to VW - garbus 1300 ccm wersja amerykanska
        byl rok 1983 i dostalem go w prezencie za ukonczenie studiow
        autko bylo dziesiecioletnie - ale od pierwszego wlasciciela (znaczy ojca)
        coz - lza sie w oku kreci, bo z tym autkiem wraz z moja przyszla zona
        objechalismy polske dookola ze trzy razy , no i na porodowke nim wiozlem
        i z powrotem
        to nic , ze sie psulo prawie codziennie (bo skad bym sie teraz choc troche znal
        na samochodach) - ale do tego paskudztwa nie bylo zadnych czesci !!
        linka sprzegla (tak- linka!!!) - dorabiana u prywaciarza , pekala srednio raz
        w miesiacu ,wymiane opracowalem do perfekcji
        ogrzewanie sterowane linkami - zapiekly sie w tunelach , wiec ogrzewanie bylo
        polautomatyczne (jesienia wlazilem pod samochod i otwieralem przepustnice na
        kolektorach, wiosna zamykalem)
        tlumik nie pasowal od zadnego innego garbusa (wersja amerykanska) wiec przez
        pol roku jezdzilem bez tlumika wywolujac poploch na ulicach - az wreszcie
        zebralem te USD 80,- (wtedy to byl majatek) i kupilem nowy w pewexie
        ale szczytem durnoty tego auta bylo otwieranie bagaznika - wajcha zamocowana
        w tekturowej obudowie wnetrza skrzynki na drobiazgi - wyrobilo sie oczywiscie od
        razu , do konca jezdzilem z zagietym gwozdziem i kombinerkami w skrzyneczce !!
        w koncu przesiadlem sie na duzego fiata 125 - wrazenie: o qr... ale ja mam
        limuzyne !!!
    • Gość: PTee Re: OK, wspomnijmy swoje 1-sze autko IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 17.12.01, 16:22
      Rok 1994, maluszek Elegant, nówka salon, całe 84.000.000 /słownie:
      osiemdziesiąt cztery miliony złotych/ Płaciłem gotówką, a jadąc autobusem do
      dealera, kasę dla niepoznaki i dla zmylenia wroga przewoziłem w
      siatce "zakupowej", z krórej wystawało zielsko warzywne...

      No i pierwszy samochód w rodzinie - dwie noce nie spałem...
    • Gość: Arti Cordoba IP: *.teleaudio.com.pl 18.12.01, 13:55
      A ja unikałem auta tak długo jak było można (bo kradną, rysują lakier, można
      mieć stłuczkę, może sie psuć, wybija szybę, zabiorą radio, trzeba opłacić
      ubezpieczenie itd.itp.). Dopiero jak już do pracy nie dało się dojechać
      tramwajem (bo praca pod miastem), to kupiłem sobie Cordobę. Miałem ją niespełna
      rok, dzięki czemu kupowałem auto roczne i sprzedawałem tez roczne (od
      przedwiośnia do jesieni). W tym czasie raz przywaliłem w murek przy parkowaniu,
      raz wjechałem facetowi w furgonetkę (on - nic, ja - przód do blacharza) i raz
      przytarłem przednie i tylne drzwi o zderzak innego samochodu (to był kawał
      żelaza, bo należał do kilkunastoletniego forda).
      Uważałem auto za pechowe, bo nie dość tych przygód, to jeszcze raz w trasie
      pękła mi linka od sprzęgła i wieźli mnie na lawecie do warsztatu w małym
      miasteczku. Poza tym dwa razy wydłubali mi przednie kierunkowskazy (tak było w
      starej cordobie, w nowej się nie da, bo trzeba by zabrać cały wspólny dla
      wszystkich świateł klosz). Na dodatek czasem nie wchodził mi pierwszy bieg. No
      i samochód był jednak troche krowiasty (60KM).
      Mając na uwadze to wszystko groziłem mu czasem: "Ja cię skurwysynu podpalę!"
      No, ale nie podpaliłem, a jak go sprzedawałam, to miałem łzy w oczach.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka