Dodaj do ulubionych

Po kolizji (doświadczenia...)

IP: w3cache:* / 192.168.0.* 20.06.03, 00:08
Właśnie wczoraj spowodowałem kolizję drogową (stłuczka - drzwi kierowcy do
wymiany). Dziś siedzę w domu i analizuję sekunda po sekundzie całe zdarzenie.
Po 14 latach bezkolizyjnej jazdy zastanawiam się jak mogłem dopuścić do tego
zdarzenia. Jak długo będe to rozstrząsał w sobie? Może ktoś ma już
doświadczenie w tym względzie i zechce podzielić się ze mną?
Obserwuj wątek
    • Gość: Prezes Re: Po kolizji (doświadczenia...) IP: *.ces.clemson.edu 20.06.03, 00:18
      Gość portalu: Stach napisał(a):

      > Właśnie wczoraj spowodowałem kolizję drogową (stłuczka
      - drzwi kierowcy do
      > wymiany). Dziś siedzę w domu i analizuję sekunda po
      sekundzie całe zdarzenie.
      > Po 14 latach bezkolizyjnej jazdy zastanawiam się jak
      mogłem dopuścić do tego
      > zdarzenia. Jak długo będe to rozstrząsał w sobie? Może
      ktoś ma już
      > doświadczenie w tym względzie i zechce podzielić się ze
      mną?

      jesli nic sie nikomu nie stalo, to nie ma co sie tym
      zbytnio przejmowac. Kazdy z nas popelnia bledy...
      • Gość: Stach Re: Po kolizji (doświadczenia...) IP: w3cache:* / 192.168.0.* 20.06.03, 00:22
        No własnie, całe szczęście, że wszyscy uczestnicy zdarzenia (a było ich w sumie
        sześć) wyszli z tego bez najmniejszego zadrapania...
    • Gość: zenon77 Re: Po kolizji (doświadczenia...) IP: 192.79.245.* 20.06.03, 11:37
      Faktycznie człowiek trochę się głupio czuje, ale to mija. Dwa lata lemu po 10
      latach nawet bez zadrapania na parkingu i przejechaniu pewnie z pół miliona km
      w Polsce, Europie Zachodniej, Białorusi i USA wpakowałem się pod tramwaj na
      Pl. Grunwaldzkim w Warszawie (100m od bloku, w którym wówczas mieszkałem). A
      przecież znam to skrzyżowanie na pamięć, łącznie z detalami o długości
      zielonego światła dla każdego z kierunków ruchu. Nie jeździłem później tamtędy
      chyba z rok po tym wypadku. Po prostu nawet jak miałem nadłożyć drogi to
      wybierałem inne warianty. Szkoda, że moją ukochaną Omegę zabrali jacyś
      paskudni handlarze, przecież uratowała mi życie; tramwaj z dość znaczną
      szybkością uderzył centralnie w moje drzwi; dyszel złamał oparcie fotela. Do
      dziś jak widzę takie auto na drodze (Omega A w wersji CD, granatowa) to łezka
      mi się w oku kręci.
    • Gość: karburator Re: Po kolizji (doświadczenia...) IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 21.06.03, 16:19
      Proponuję ci się cieszyć! Tego rodzaju zdarzenia jeżeli nie powodują uszczerbku
      na ludzkim zdrowiu (a blacha: co tam!) są idealnym środkiem dla ustawienia
      kierowcy; jeżeli potrafi ze zda(e)rzenia wyciągnąć właściwe wnioski, jest to
      dla niego lekcja pokory, przynajmniej na pewien czas.Wracając do nagłówka:
      tanim kosztem dostałeś lekcję, niczyje zdrowie ni życie nie ucierpiało. Może
      ktoś patrzy z góry (8D) i chce żebyś był dobrym kierowcą.Nie przejmuj się,,,...
      • Gość: Tomaszek Re: Po kolizji (doświadczenia...) IP: *.ruczaj.pl / 192.168.15.* 21.06.03, 23:36
        Ja skasowałem w sierpniu ubr. swoje auto w odległości 150 m od mego domu.
        Przejechałem nim ponad 140 km w 3 lata po drogach:
        PL,SK,CZ,H,RO,D,A,HR,SI,DK,S,FIN,LT,LV,EST,FIN,NL,B,GB.
        To naprawdę uczy pokory!
        • Gość: uny Re: Po kolizji (doświadczenia...) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 23.06.03, 10:57
          o tak! uczy pokory -to dobre określenie. ja muslałem że ja nie spowoduję
          wypadku (jeżdzę dosyć ostrożnie), chyba że ktoś we mnie wjedzie. i życie mnie
          zweryfikowało negatywnie. przygrzmociłem na trzeciego w Lublina 3. potem było
          kilka dni myslenia jak to się stało i dlaczego??? ale przeszło i jest spokój.
          teraz tylko podświadomie utrzymuję znacznie większą odległość od pojazdu
          poprzedającego :)
          PZDR
    • zdzisio1 stachu, co ty taki mientki jestes 23.06.03, 13:14
      sie jezdzi samochodem, sie czasem przypierdoli w cus ..ale to nie powod by sie
      zadreczac....sie klepie gablote i spowrotem na drogie....
      powodzenia..nie bondz mientki stachu..
    • Gość: -) Re: Po kolizji (doświadczenia...) IP: 217.153.34.* 23.06.03, 13:22
      ja przydzwonilem w styczniu 2002 100 metrow od domu. Jechalem do roboty,
      zaspany, zly (poniedzialek), bylo mokro, jechalem w sznureczku i ogladalem
      bilbordy no i nie zdazylem wychamowac. Mialem wtedy 22 lata, 160 tys
      bezwypadkowej jazdy. Tez bylo przykro ale jakos minelo. Wydaje mi sie, ze
      stluczki czy kolizje sa nieuniknione, czesciej lub rzadziej ale beda. Wystarczy
      uswiadomic sobie ile bledow, swiadomie - takich malych wykroczen, na drodze
      popelniamy. Oprocz tego, bardzo rzadko ale jednak, zdarza mi sie zlapac na
      jakims powaznym bledzie. Zawsze staram sie wyciagac wnioski ale do takich
      powazniejszych bledow wystarczy dodac tzw. niesprzyjajace okolicznosci (pogoda,
      akurat ktos inny wykonal jakis manewr) i dzwonek juz gotowy. Ale trzeba jechac
      dalej i cieszyc sie, ze nikomu nic sie nie stalo.

      jesli chodzi o moj dzwonek - od tamtej pory jezdze ze zlamana maska z przodu -
      ludzie sa jakos bardziej uprzejmi, nie zajezdzaja drogi etc... :-))

      pzdr
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka