Gość: niki
IP: *.stacje.agora.pl
22.09.03, 12:28
Wlasnie wrocilem z europesjkich wojazy wakacyjnych (trasa PL - D - CH - I -
A - D - PL). Jakis czas temu sporo jezdilem tez po F, E, NL i B. Na podstawie
wszystkich swoich dotychyczasowych doswiadczen, ulozylem sobie ranking
autostrad. SUBIEKTYWNY oczywiscie.
1. niemieckie. SUPER oznaczone (po prostu NIE DA SIE zabladzic), doskonale
przemyslane (z punktu widzenia inzynierii ruchu drogowego - np. obwodnica
Monachium z systemem spowalniania anty-korkowego. Przetestowalem.
Majstersztyk!). Wielka kultrura jazdy, przestrzeganie (generalne) przepisow.
No i te samochody smigajace lewym pasem... Cuda... Porsche, Audii, BMW i
rozne takie Mercedesy....
A to wszystko za darmo.
potem dluuuuuuuuuuuuo nic.
2. A jednak płatne franolskie. Dobrze oznaczone, stosounkowo duzo stacji
beznynowych itp. itd. Jakosc bez zarzutu (znam Paryz ) Bordeaux, Paryz -
Lyon, Paryz - Lille oraz Paryz - Rennes). Oplaty nie sa wygorowane.
Oczywiscie - temat do dyskusji.
3. ex equo - belgijskie i holenderskie. (Duzo ograniczen predkosci, ale za to
belgijskie jako jedyne na swierecie na calej dlugosci oswietlone, co wiecej -
darmowe)
4. Szwajcarskie (o dziwo!). Kiepsko z oznaczeniami, mozna przegapic wjazd. Co
wiecej, szwajcarzy wcale nie sa duzo bardziej zdyscyplinowani niz niemieccy.
Chyba ich stac na mandaty, bo system foto-radarow dziala po prostu doskonale.
Ja ani razu nie odwazylem sie zalmac jakiegokolwiek ograniczenia predkosci...
5. Hiszpanskie. Sa nowiutkie, za unijne pieniadze, ale drogie.
6. Wloskie. Z paroma wyjatkami - fatalne oznaczenia. Na wielu odcinkach -
brak barierek anty-kolizyjnych. No i te zakrety... Np. na trasie Bolonia -
Florencja zdarzalo sie, ze wolalem jechac pasem dla ciezarowek. Zle
wyprofilowane, przechyly drogi w zla strone, balem sie, ze mi samochod
wyleci, moja narzeczona az brzuch rozbolal.... Zaliczylem dwa mega-korki
spowodowane wypadkami (wlasnie na zakretach). A wloscy kierowcy jezdza jak
szalency... Po raz pierwszy w zyciu wudzialem Fiata Punto, ktory jechal
powyzej 160 km/h. (Ja jechalem 150, a on sobnie "smignal").
Za to jeden ogromny plus: na wszystkich stacjach najlepsza kawa! (Chyba tylko
Wlosi tak potrafia robic espresso)
7. O dziwo! Austriackie. Cholernie drogie. Przejazd kawaleczka Przelecz
Brenner - Innsbruck kosztowal mnie chyba 20 euro: winietka + dodatkowa oplata
za przejazd przelacza. To jakis skandal! Takie sobie oznaczenie, lekkie
dziury nawierzchni.... Za co te euro?
Oczywicie o pokksie "autostradzie" A4 nie bede sie wypowiadal. Na starym
kawalku jechalem 70 - 60 km/h bojac sie, ze mi zawieszenie urwie. KOSZMAR.
KOSZMAR. KOSZMAR.
Co Wy sadzicie? Np. wogole nie znam autostrad skandynawskich. Jak wypadaja na
tle?
niki