Gość: zetor
IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl
16.01.02, 11:20
Wracałem ostatnio z Wrocławia do Warszawy. W pewnym momencie zauważyłem, że
jedzie za mną policja na sygnale, zjeżdzam więc grzecznie w prawo i nieco
zwalniam. Policja mnie dogoniła i jedzie za mną. Pomyślałem, że chcą skręcić w
prawo, tak więc steruje do osi jezdni, aby zrobić im miejsce. Ale nie, oni
dalej za mną. Jeden z policjantów był łaskawy wyciągnąć lizaka przez okno (cały
czas jadąc za mną) z czego wywnioskowałem, że chodzi im o mnie. Nadmienie, że
od Wrocławia (a byłe juz niedaleko Bełchatowa) nie mijałem żadnego policyjnego
patrolu. Zjeżdzam grzecznie na pobocze, opuszczam szybe i czekam co powie
władza. Władza podeszła i pyta dlaczego nie zatrzymałem sie na ich wezwanie.
Zdziwiłem sie okrutnie i odpowiadam, że żadnej władzy a tym bardziej wezwania
nie widziałem. Policjant zrobił głupia minę, zapadła chwila uciążliwego
milczenia, po czym usłyszałem:" To chyba nie Pan. Do widzenia".
Śmiałem sie z tego zdarzenia do samej Warszawy.
Ech, ci nasi policjanci...
Może macie jakieś podobne wspomnienia z kontaktów z drogówką?
Pozdrawiam