magdalaena1977
28.10.08, 22:06
Spędziłam dzieciństwo na tylnym siedzeniu malucha - jak wiele innych osób z
wyżu lat 70. Oczywiście kochaliśmy nasz samochód i uważaliśmy go za bardzo
pakowny (bo każdy zakamarek wykorzystywaliśmy dokumentnie zamiast wrzucić do
bagażnika dwie walizki). A już z bagażnikiem na dachu ... mnóstwo miejsca.
Niemniej jednak nabawiłam się zdecydowanej niechęci do samochodów, które nie
mają z tyłu osobnych drzwi dla pasażerów Jeśli ktoś siedzi z tyłu musi się
przeciskać przez przednie drzwi, wsiadać jako pierwszy, wysiadać jako ostatni.
Nawet bagaże jest tam niewygodnie przewozić.
Kiedy 2001 r. kupowałam swój pierwszy mały samochód, bardzo mi zależało, żeby
to był Matiz a nie Seicento, bo ten pierwszy miał pięcioro drzwi i pięć miejsc
"jak normalny samochód", a ten drugi był dla mnie takim odnowionym maluchem.
Wbrew pozorom kwestia drzwi z tyłu ma znaczenie także dla singla, bo jeśli
jeżdżę sama to mam lepszy dostęp do miejsca na zakupy i bagaże, a jeśli mam
pasażerów, to jest to albo moja babcia, która potrzebuje wygodnego wejścia
albo kilka koleżanek, którym też powinno być wygodniej.
I jakie było moje zdziwienie, kiedy szukając nowego (używanego) auta
przekonałam się, że nadal wiele firm produkuje hatchbacki także w wersji
trzydrzwiowej. I zaczęłam się zastanawiać, kto je kupuje ?
Przecież różnica w cenie jest minimalna (nowa Toyota Yaris 3d jest 5% tańsza
niż 5d).
Wymiary te same ?
Czy to kwestia wożenia dzieci na tylnym siedzeniu ? ale przecież tylne drzwi
zwykle można zablokować.
Dlaczego takie samochody się jeszcze produkuje i dlaczego ktoś jeszcze je
kupuje ?