Zapisałam dzisiaj swoje miesięczne wydatki:
Kredyt 200zł (zostało mi jeszcze 15 rat)
Mieszkanie z rodzicami, liczą mi 450zł
Chemia (dezodorant, krem, pasta, maszynki, rajstopy itp.) 150zł
Szkła kontaktowe 30zł.
Co dwa miesiące fryzjer 120zł, czyli miesięcznie: 60zł.
Telefon 30zł
To są moje wydatki dnia pierwszego:] Czyli zaraz po wpłynięciu kasy na konto
kupuję to co jest mi niezbędne w danym miesiącu i potem staram się żyć za
resztę. Reszty jest niewiele, bo zarabiałam 1200zł, więc zostawało mi trochę
ponad 200zł, a ostatnio zwolnili mnie i w ogóle nie wiem, jak sobie poradzę,
szukam pracy, listopad na wypowiedzeniu, więc jeszcze jedną wypłatę dostanę.
Najgorzej jak trzeba kupić kurtkę czy buty albo znajomy ma urodziny... Wtedy
najczęściej pożyczam z 50, 100zł i oddaję po następnej wypłacie.
Mam kartę kredytową z limitem 1100zł, spłacona, ale czuję, że w przyszłym m-cu
będę musiała ją ruszyć
Jeśli chodzi o jedzenie, to mam własną półkę w lodówce, ale ostatnio jest na
niej marnie:] Biorę stąd różne przepisy na tanie dania, ale głównie to jem
kanapki.
Chciałam wynająć miejsce w swoim pokoju jakiejś studentce, niekoniecznie
mieszkać z nią cały miesiąc, ale chociaż komuś na weekendy na zjazdy zaoczne,
ale rodzice się nie zgodzili. Staram się trochę dorobić jako hostessa albo
korkami, ale na razie marnie.
Nie bardzo wiem, co mogłabym ograniczyć. Myślę też, że jak mi się uda znaleźć
pracę, to i tak nie dostanę więcej jak 1200zł. Na ostatnim roku przerwałam
studia z powodów finansowych, w tej chwili nie ma widoków, żebym mogła na nie
wrócić, bo po prostu nie uzbieram 500zł miesięcznie na czesne.
Powiedzcie, że kiedyś będzie lepiej:]