Dodaj do ulubionych

jak sobie radzić

24.02.11, 10:57
Od pewnego czasu śledzę to forum. Dzięki niemu mam ŚWIADOMOŚĆ pieniędzy, choć do odłożenia jakiś oszczędności jeszcze droga daleka. Na razie nie zadłużam się i to uważam za mój mały sukces. Jednak mam problem, chyba natury psychologicznej-mam znajomych, świetnych ludzi jednak między nami jest duża przepaść ekonomiczna ( oni mogą sobie pozwolić na super zagraniczne wyjazdy, ekstra wydatki itp.) Żle się z tym czuję, bo ja na wszystko muszę odkładać. Choć wiem, że wyznacznik ekonomiczny nie jest najważniejszy w życiu. Po każdym spotkaniu z nimi jestem zdołowana. Nie wiem jak mieć więcej dystansu do tej sprawy. Proszę, podpowiedzcie coś .
Obserwuj wątek
    • meggi79 Re: jak sobie radzić 24.02.11, 11:11
      Zuzanka, ja tez mam taki problem, ale...
      Ja mam coś czego większość lepiej uposażonych nie ma: cudowną rodzinę, kochającego od 11 lat męza, poukładane spokojne życie bez ciagłego pośpiechu.
      Znajomi często się kłócą, spierają, denerwują, śpieszą...ciągle za wszelką cenę chcą utrzymać życie na poziomie...
      A ja mam to gdzieś i często mówią, że zazdroszczą i chyba woleli by mieć takie spokojne zycie smile

      A z drugiej strony przecież czasem zdarzają się w życiu różne rzeczy i pieniądze jakoś się znajdują smile Bo przecież "Forsa zawsze daje się jakoś zorganizować" smile
      • ofelia1982 Re: jak sobie radzić 24.02.11, 18:48
        "Ja mam coś czego większość lepiej uposażonych nie ma: cudowną rodzinę, kochając
        > ego od 11 lat męza, poukładane spokojne życie bez ciagłego pośpiechu."

        No ale wpadasz ze skrajności w skrajność. Jest też sporo szczęśliwych, "uposażonych" ludzi..Nie wiem na jakiej podstawie twierdzisz, że większość zamożnych ludzi jest nieszczęśliwa..
    • havena Re: jak sobie radzić 24.02.11, 11:34
      Twoim znajomym tez pewnie pieniadze nie spadaja z nieba. Wiec rownaj w gore! Moze poszukaj lepiej platnej pracy? Doksztalc sie, jesli potrzeba.
    • jagoda_pl Re: jak sobie radzić 24.02.11, 11:44
      Mnie też czasem jest przykro jak znajomi deliberują o szalonych zakupach ciuchowych lub wyjazdach do dalekich krajów, ale wierzę, że kiedyś też będę mogła i staram się do tego dążyćsmile
      • naturella Re: jak sobie radzić 24.02.11, 12:19
        Mnie jakoś nigdy nie jest przykro. Nie porównuję się z innymi. Jestem dumna z tego, co mamy, do czego doszliśmy. Nikt nam niczego nie dał, a wielu naszych znajomych ma to, co ma, od rodziców (mieszkanie, samochody itp). albo na kredyt (myślę tu o samochodach, my jeździmy starą Corsą, ale jakoś branie kredytu na samochód jest dla mnie czymś, czego nie chcę robić). Generalnie skupiam się na sobie, na tym, żeby mojej rodzinie było jak najlepiej, cieszę się z każdego naszego osiągnięcia, a nie myślę, że to i tak pestka w porównaniu z innymi.
        • jagoda_pl Re: jak sobie radzić 24.02.11, 12:29
          Zazdroszczęsmile Dużo pracuję nad swoim charakterem, aby tak umieć myśleć.
          • zuzanka.6 Re: jak sobie radzić 24.02.11, 12:42
            Super podejście, ja też niestety się tego nie nauczyłam. Dziękuję za wszystkie rady.
        • zuzanna56 Re: jak sobie radzić 24.02.11, 12:40
          Naturella, ja podobnie. Cieszę się z tego co mamy i z tego, że mamy to dzięki swojej pracy. Gdybym coś dostała w spadku jak wiele osób, to bym teraz pewnie nie spłacała kredytu i mogłabym te pieniądze na coś innego przeznaczyć np na podróże czy nowszy samochód, ale jest jak jest, mam kochanego męża, fajne dzieciaki, mieszkam w pięknym miejscu, w ładnym domu (ale z kredytem), jesteśmy zdrowi. To się liczy. Czasami jeździmy gdzieś na wczasy, dzieci na obozy, ale właśnie na to dodatkowo co miesiąc odkładam czegoś tam innego nie kupując. Takie życie. Pracuję więcej, aby więcej zarobić, czasami w weekendy. No tak to jest.
    • magdalaena1977 Re: jak sobie radzić 24.02.11, 12:33
      zuzanka.6 napisała:

      > mam znajomych, świetnych ludzi jednak między nami jest duża przepaść
      > ekonomiczna ( oni mogą sobie pozwolić na super zagraniczne wyjazdy,
      > ekstra wydatki itp.) Żle się z tym czuję, bo ja na wszystko muszę odkładać.

      Dlaczego znajomi są w lepszej sytuacji finansowej ? Mają lepszą pracę ? lepiej płatne zawody ? Czy możesz w jakiś sposób do nich dołączyć ?

      Zresztą zastanów się co naprawdę wiesz o ich sytuacji finansowej - tj. jakie mają dochody i jaki mają majątek, a nie na jakie wakacje wyjeżdżają i o czym opowiadają, bo to nie zawsze jest proporcjonalne.
    • korniz Re: jak sobie radzić 24.02.11, 13:32
      jak sobie radzic hm .Też mamy takich znajomych na wszystko ich stać odtąd maż zmienił pracę na gorszą i wg ich dochodu to nasze to jak zapomoga.Przestali nas zapraszac,co więcej ani razu nie zaproponowali pomocy nie chcielibyśmy nawet.Zazdrość to chyba najgorsza wada tez czasem mnie to boli.Kiedyś psycholog mi poradziła było to w innej sprawie ,Ze człowiek powinnien unikać czegoś co sprawia mu bol.To jest jedyna droga żeby nie zwariować.Wg tego albo się pogodzisz że ich stać albo zrezygnuj ze znajomości i się nie mecz patrząc na ich dobytek.Ja tak robię,unikam sytuacji ktore mnie przerastają nie walczę z nimi bo po co.Jak to mówia Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal.A może poobserwuj czego oni nie maja a wy macie zdrowe dziecko ,szczesliwy zwiazek grzeczne dzieci?Pamiętaj zawsze może się sytuacja odwrócić.Też musimy na wszystko oszczedzac.
    • zosia711 Re: jak sobie radzić 24.02.11, 13:35
      zuzanka.6 przypomnialas mi,że ja tez kiedyś tak się czułam.
      Dołowalam się po spotkaniach ze znajomymi. Starałam sie sobie wytłumaczyć pewne sprawy, pocieszałam sie że jest jak jest, inni mają lepiej, dzieki sobie lub nie sobie... roznie...
      niby umiałam przemówic sobie do rozsądku, ale z drugiej strony gdzieś tam zazdrość kłuła...

      teraz twój post uzmysłowił mi,ze juz tak nie jest smile gdzies po drodze mineło
      mysle,ze zaczęlo kończyć sie z momentem założenia przeze mnie firmy, zarabianiem jakis tam pieniędzy (raz jest lepiej raz gorzej) Ale mam te satysfakcję ze nie jestem calkiem na utrzymaniu męża (choc nigdy mi tego nie wypominal i nigdy też jego zarobki nie były dla nas niewystarczajace)


      • naturella Re: jak sobie radzić 24.02.11, 13:44
        Teraz sobie myślę, że może jednak moje podejście jest pochodną tego, że wiedzie nam się obecnie znacznie lepiej niż rok temu. Rok temu mieliśmy do dyspozycji prawie 3 razy mniej pieniędzy, dwa razy mniejsze mieszkanie, i nawet starej Corsy nie mieliśmy. I jak czytam, co piszecie, to w sumie faktycznie, wtedy było mi przykro, jak koleżanki kupowały nowe mieszkania, samochody, nieosiągalne dla mnie wyposażenie mieszkania itp. Miałam Empik pod nosem, a przez rok nie kupiłam ani jednej książki - teraz z kolei boleję, że w Empiku jestem o godzinie 8, jak dział z książkami jest jeszcze zamknięty. Może stąd ta zmiana mojej postawy teraz, bo widzę róznicę między naszym zyciem wtedy i teraz - i choć chciałoby się więcej (wiadomo!) to obecny stan i tak mnie cieszy.

        No i zgadzam się z tym, co któraś z Was napisała, że czasem należy się zastanowić, skąd znajomi mają to, co mają. Bo w sumie znajomi, o których myslałam kiedyś z zazdrością, wszystko co mają kupują z karty kredytowej albo na coraz to nowsze kredyty - więc nie ma chyba czego zazdrościć.
      • verdana Re: jak sobie radzić 24.02.11, 13:47
        Hm.
        Wyglada na to, ze oceniasz wartość ludzi po ich dochodach. lepsza placa - więzej warty człowiek. Wiadać,z e tu zazdrość miesza się w niektorych p[ostach z pewna pogardą "nie czuje się gorsza, bo ja sama osiągnęłam wszystko, nie dostałam, jak inni".
        A może po prostu uznać, ze posiadanie pieniędzy nie ma nic wspólnego z wartością człowieka, z przyjaźnią, z tym, co soba czlowiek reprezentuje? Jednych znajomych stać na podróż dookoła swiata, a innych na tydzień w gospodarstwie agroturystycznym - czy od pierwszych mam czuć sie gorsza, a od drugich lepsza? To przecież jakaś bzdura. Wazne, czy znajomi sa fajni, a nie ile mają kasy.
        • zuzanna56 Re: jak sobie radzić 24.02.11, 15:39
          verdana napisała:

          > Wyglada na to, ze oceniasz wartość ludzi po ich dochodach. lepsza placa - więze
          > j warty człowiek. Wiadać,z e tu zazdrość miesza się w niektorych p[ostach z pe
          > wna pogardą "nie czuje się gorsza, bo ja sama osiągnęłam wszystko, nie dostałam
          > , jak inni".

          Ależ jaka pogarda. Tak, jestem dumna z tego, że skończyłam studia, że mam pracę, fajną rodzinę, że sama zarabiam. Ci inni albo dostali w spadku, no trudno, ja nie miałam po kim, albo po prostu umieją dużo więcej zarobić, trudno, ja nie umiem, ale jestem zadowolona z tego co mam.

          > A może po prostu uznać, ze posiadanie pieniędzy nie ma nic wspólnego z wartości
          > ą człowieka, z przyjaźnią, z tym, co soba czlowiek reprezentuje?

          Pewnie, że nie ma nic wspólnego. Ale nie dziwię się autorce wątku, że czasami sobie westchnie: ojej, ten to ma fajnie. Nie chodzi o zazdrość, o zawiść, ale takie spojrzenie, że ja też bym tak chciała, no ale trudno, nie mam.
    • monikaj21 Re: jak sobie radzić 24.02.11, 13:58
      Zuzanka, zdecydowana większość naszych przyjaciół żyje na sporo wyższym poziomie niż my, więc pewnie mniej więcej wiem co czujesz. Tylko, że ja nie zazdroszczę im tych mieszkań czy podróży a takiego spokoju i łatwości życia - jak padam na twarz bo jestem zawalona w pracy, pracuję po nocach a dzieci chore to ktoś mi radzi - 'to weź panią do sprzątania' albo 'weź miesiąc urlopu bezpłatnego'. A ja niestety nie mogę ze względów finansowych smile
      Wiem, że taka różnica w jakiś sposób utrudnia kontakty bo łatwiej się zrozumieć z osobami w podobnej sytuacji, ale jak naprawdę się kogoś lubi i obie strony chcą to jest super smile
    • verycherry Re: jak sobie radzić 24.02.11, 14:28
      Miałam podobny problem, tak się złożyło, że cała rodzina i wszyscy znajomi zawsze byli lepiej sytuowani niż my. Było mi przykro, bo miałam pracę zgodną z wykształceniem i którą lubiłam, ale bardzo mało platną. Tłumaczyłam sobie zawsze, że to przecież mój własny wybór, ale i tak było mi przykro. "Wszyscy" mieli mieszkania lub domy w dobrych dzielnicach (za gotówkę, w spadku, albo na kredyt spłacony w 5 lat), a ja nawet nie miałam zdolności kredytowej. "Wszyscy" jeździli na wakacje na Dominikanę czy gdzieś, zmieniali samochody, jak im się zachciało jechac na weekend do Wiednia, bo jest fajna wystawa w muzeum, to jechali z dnia na dzień, umawiali się w restauracjach, mieli "panią do sprzątania" itd. Kiedyś, gdy odmówiłam koleżance nagłego babskiego wyjazdu zagranicznego, powiedziała, że bardzo się zmienilam od czasów szkoły, bo jestem teraz tak mało spontaniczna! Innym razem koledzy nie chcieli mnie odwiedzić z dziećmi, bo mam za małe mieszkanie i dzieci nie będą miały gdzie się bawić! (malutka kawalerka). Doszło do tego, że kontakty z niektórymi znajomymi ze studiów czy szkoly średniej się rozluźniły, choć wielu z nich to bardzo fajni ludzie, po prostu inaczej niż ja ułożyli sobie życie. Czułam się gorsza i było mi przykro, też wracałam ze spotkań zdołowana. Nie chodziło o to, że znajomi mówili tylko o pieniądzach - bo tak nie było - ale mówili o rzeczach które widzieli, robili dzięki temu, że po prostu było ich na to stać. Skończyły się wspólne tematy. Ja też nie zapraszałam, miałam już dość (szczerych) współczujących min i pytań "to jak, myślicie o przeprowadzce?".
      Potem po prostu z tego "wyrosłam", zrozumiałam że ważne są inne rzeczy, okazuje się po latach, że często mam coś (niematerialnego), czego innym brakuje, i doceniam to. Los też się trochę odmienił na lepsze, mąż dostał lepszą pracę, ja też zrezygnowałam ze swojej pracy na rzecz lepszych zarobków (ale na szczęście praca, choć inna, też pasjonująca), dostaliśmy kredyt na 30 lat i teraz mamy dwa malutkie pokoje z kuchnią zamiast kawalerki bez kuchni smile oraz 12-letni samochód smile Żyjemy bardzo oszczędnie, ale jest nam dobrze. Dzięki oszczędzaniu możemy nawet pojechać na wakacje czy doposażyć mieszkanie, choć prawie wszystko robimy sami ("weźcie sobie ekipę, po co się tak męczyć" - odpowiadam wtedy z uśmiechem "wolimy sami, lubimy to"). Nadal "wszyscy" są lepiej sytuowani, ale już mnie to w ogóle nie dołuje. Co więcej, teraz powoli wierzę, że i nasza sytuacja będzie się poprawiała, rozwijamy się przecież zawodowo.
      Nie martw się, i Ty po prostu wyrośniesz z takiego myślenia smile Skoncentruj się na pozytywnych rzeczach (choć powiem szczerze, mi zajęło to kilka lat).
    • woman-in-the-city Re: jak sobie radzić 24.02.11, 15:05
      W rzeczywistosci sporo osób uchodzacych za majętne moga miec wszystko na kredyt i nierzadko zyc też ponad stan, byle na pokaz. Wielu jest takich, którzy otrzymali mieszkania, firmy, pieniądze od rodziców etc. W moim otoczeniu ludzie naprawde majętni , (których znałam ze szkół i studiów), z przysłowiowego dziada pradziada nie wyrózniaja się specjalnie ani mentalnoscia, ani nie epatują swym bogactwem. Z kolei Ci z tzw. "młodymi" pieniedzmi nie zawsze posiadają dystans do swej zamoznosci traktujac ją jako normę dla wszystkich i czasem zapominaja jak żyje przecietny Kowalski. Uczucie goryczy bywa mobilizujace a,le nigdy nie wolno sprawic by przez to poczuc si egorszym. Doceniaj to co masz nieważne jak by brzmiało to banalnie i pomysl, ze ty widzisz tylko fragment czyjegoś życia nie znasz do konca prawdy.
    • magdalaena1977 Re: jak sobie radzić 24.02.11, 17:09
      Do wszystkich: jak Waszym zdaniem powinna się zachowywać osoba dobrze zarabiająca, która właśnie wróciła z egzotycznych wakacji i spotyka się ze swoją niezamożną znajomą czy krewną ?
      Nie opowiadać o wakacjach ? Bo wiadomo, że w tych opowieściach będzie chodziło o widoki, zabytki itp, a nie o wydane pieniądze, ale koszt imprezy będzie ewidentny.
      • monikaj21 Re: jak sobie radzić 24.02.11, 17:41
        Ja tam bardzo chętnie słucham o podróżach na które mnie nie stać smile Podobnie jak z przyjemnością oglądam wypasione domy.
        Mnie bardziej dołuje kwestia takiego niezrozumienia (nie winię tu raczej osoby, która nie rozumie - być może chce dobrze, chodzi o coś w rodzaju oddalenia światów smile. Przykład: przyjaciółka podkreślała wielokrotnie, że ona nie może zrozumieć jak ja mogę narzekać na siedzenie na macierzyńskim, że sobie stwarzam problemy a to taki cudowny czas (a ja nie lubię siedzieć w domu i nie lubię niemowlaków i już smile. I kiedyś pojechałam do niej po rzeczy ciążowe dla siebie (ona jakiś czas wcześniej urodziła, ja byłam w kolejnej ciąży). Okazało się, że całe dnie spędzają z małą i koleżanką z dzieckiem na spacerach - w międzyczasie na jakieś 2 godzinki siadają w kawiarni/restauracji z ogródkiem (obiad, kawa, deser). Ceny normalne - wielkomiejskie (za pyszną kawę zapłaciłam chyba 14 zł). A przy tej kawie taka rozmowa owych 2 koleżanek:
        Jak chłopaki wrócą z pracy to pojedziemy gdzieś na obiad (tu wybieranie gdzie dziś pojechać), przecież przy dziecku to nawet nie ma kiedy obiadu zrobić.
        No i już rozumiem dlaczego ona mnie nie rozumie smile
      • fruzia01 Re: jak sobie radzić 25.02.11, 08:04
        niech opowiada, niech sie dzieli przeżyciami, tylko niech uważa żeby się nie wywyższać; można powiedzieć 'na Kanarach leżałem na najpiękniejszej plaży na świecie' a można powiedzieć 'już nigdy więcej nie pojadę nad ten zimny śmierdzący Bałtyk'; fajnie też, jeśli bogaty będzie z zainteresowaniem słuchał opowieści o wakacjach biednego pod namiotem nad rzeką, bez wyrazu politowania na twarzy (no tak biedaki, a wy ciagle pod namiot)
    • ofelia1982 Re: jak sobie radzić 24.02.11, 18:54
      Jest jeszcze druga strona tego wszystkiego. Może wielu z nich ma tak wiele, ale jest to jakimś ich kosztem. To jest mój i mojego męża przypadek - zarabiamy sporo, mamy fajne mieszkanie (choć na kredyt), 2 samochody, jeździmy na fajne wakacje, ale..No właśnie..ale za to mój mąż wraca często z pracy o 23-24 (a zaczyna o 9-10 i nawet nie płaci się mu za nadgodziny bo ma stanowisko menedżerskie i zadaniowy czas pracysad, a ja z kolei mam dość stresującą i też bogatą w nadgodziny pracę..WIęc to jest tak, że niektórzy mają mniej, ale mogą planować sobie czas z rodziną/przyjaciółmi/na hobby po pracy, mają mniej stresującą pracę etc.
      Mnie własnie wkurza (to nie jest Broń Boże przytyk do Ciebie!) jak ktoś nam zazdrości, a nie widzi całego obrazka i tego, że to jest czymś okupione..
      • zuzanna56 Re: jak sobie radzić 24.02.11, 20:10
        Fakt, zwykle jednak ten, który sporo zarabia, pracuje dużo więcej niż 8 godzin dziennie albo ma pracę bardzo wymagającą i stresującą - pewnie tego ludzie nie widzą, ale dochody tak.
      • monikaj21 Re: jak sobie radzić 24.02.11, 21:06
        Ofelia, ale założenie, że ktoś ma albo czas albo kasę jest niestety błędne. To byłoby ideałem, ale patrząc wokół siebie myślę, że wielu ludzi zarabia bardzo średnio, i w to, żeby utrzymać się na bardzo przeciętnym poziomie wkładają niewiele mniej (a niektórzy pewnie więcej) energii niż Wy.
        • ofelia1982 Re: jak sobie radzić 24.02.11, 21:27
          Pewnie niektórzy tak, masz rację. Ale to jest składowa wielu czynników - bo my też ciężko pracowaliśmy, żeby być gdzie jesteśmy teraz i to było wiele wyrzeczeń, a nasi rówieśnicy często wtedy mieli co innego na głowie..
          Ale jednak jak ktoś pracuje w urzędzie (przykład, nie chcę nikogo urazić) i od 16:00 jest już wolny, to co innego niż mój mąż, którego jak teraz piszę ten post - jeszcze nie ma w domu i który jest na każdy telefon i który często w weekendy też musi pracować..To naprawdę często (ale zgadza się, nie zawsze) jest coś za coś..I mówię - to jest wybór każdego człowieka jaką ścieżką pójdzie w życiu, ale chciałam zwrócić uwagę na to, żeby postarać się zobaczyć całość obrazka, a nie tylko jego część.
    • i_b13 Re: jak sobie radzić 24.02.11, 20:41
      Też mnie to kiedyś gryzło. Wszyscy, dosłownie wszyscy, nasi znajomi dostali z okazji slubu od swoich rodziców mieszkania na dobry początek i auto. My mieliśmy malucha i starego peugeota, każdy z czasów panieńsko/kawalerskich. Przez 6 lat tułaliśmy się po wynajętych mieszkaniach. Oni jeździli na zagraniczne wojaże kilka razy do roku, my na deski do Jastarni i pod namiot, a i na to brakowało. Oni ubierali się w modnych sklepach, my większość w seconhandach. Był czas, że naprawdę było nam trudno. Zwłaszcza, gdy zostałam z młodą po macierzyńskim i odpadła nam moja pensja, a mąż zasuwał po 3 etaty, żeby wszystko do kupy związać. I choć czasem było mi troszkę przykro, że znów nas nie stać na coś, to nigdy nie stalo sie to dla mnie dramatem. Nigdy mnie to nie dołowało.
      Od tego czasu minęło już 10 lat. Dochody niektórych okazały sie wynikiem przekrętów i oszustw i boją sie teraz własnego cienia na ulicy. Inni zostali na poziomie sprzed lat. Mają ten sam samochód, który dostali na ślub. To samo mieszkanie, oczekujące od lat na remont. Bo ich dochody kiedys duże dziś już oszałamiające nie są. I to juz przysłowiowe mieszkanie i auto ułatwiło im sporo na starcie, ale zabrakło im woli walki o siebie, o swój lepszy byt, bo mieli początek podany na tacy. Dzis mam swój dom, tak - na kredyt, mam wiele rzeczy, na które moge sobie pozwolić i sami na to wszystko zarobiliśmy. Mam też męża tego samego od lat i związek coraz silniejszy, bo wspólna walka o lepsze jutro związała nas ze soba bardziej niż urlop na Kanarach. I czy żałuję, że wtedy nie było mnie stac na wyjazd na narty do Włoch? nie, mam i miałam nieco inne priorytety.
      Dobrobyt to nie wszystko. Są rzeczy ważniejsze
      • ofelia1982 Re: jak sobie radzić 24.02.11, 21:30
        > Od tego czasu minęło już 10 lat. Dochody niektórych okazały sie wynikiem przekr
        > ętów i oszustw i boją sie teraz własnego cienia na ulicy. Inni zostali na pozio
        > mie sprzed lat. Mają ten sam samochód, który dostali na ślub. To samo mieszkani
        > e, oczekujące od lat na remont. Bo ich dochody kiedys duże dziś już oszałamiają
        > ce nie są. I to juz przysłowiowe mieszkanie i auto ułatwiło im sporo na starcie
        > , ale zabrakło im woli walki o siebie, o swój lepszy byt, bo mieli początek pod
        > any na tacy

        A ja mam wrażenie, że widzicie wszystko czarno-białe. Są przecież też ludzie, którzy wszystko dostali na tacy, legalnie i do dziś im się łatwo i szczęśliwie żyje. Naprawdę nie lubię takiego wykrzywiania rzeczywistości, że Ci bogaci są źli i leniwi i na koniec i tak wyjdą na tym źle, a Ci biedni po latach wreszcie się odkuwają i mają lepiej niż bogacze..
        • zuzanna56 Re: jak sobie radzić 24.02.11, 21:44
          ofelia1982 napisała:
          Naprawdę nie lubię takiego wykrzywiania rzeczywistości, że Ci bogaci są źl
          > i i leniwi i na koniec i tak wyjdą na tym źle, a Ci biedni po latach wreszcie s
          > ię odkuwają i mają lepiej niż bogacze..

          Może niektórzy by tak chcieli wink
          Podziwiam siłę do pracy od rana do 23.00 smile
          Mąż tak codziennie pracuje czy tylko czasami?
          • ofelia1982 Re: jak sobie radzić 24.02.11, 22:33
            Niestety ostatnio codziennie, bo trafił na taki projektsad
        • magdalaena1977 Re: jak sobie radzić 24.02.11, 22:42
          ofelia1982 napisała:
          > A ja mam wrażenie, że widzicie wszystko czarno-białe.
          Ja też mam takie wrażenie. Że podświadomie oczekujecie, że bogaci będą nieuczciwi. Albo nieszczęśliwi w małżeństwie. Albo niezaradni.

          I jeszcze jedno - wielu z Was pisze o narastających różnicach finansowych. A ja mam raczej przeciwne doświadczenia. W podstawówce czy liceum sytuacja materialna moich kolegów zależała wyłącznie od ich rodziców, bez związku z osobowością czy cechami charakteru dziecka.
          Ale na studiach i później spotykałam raczej osoby o podobnym systemie wartości i podobnych cechach charakteru czy poziomie intelektualnym. I sytuacja zawodowo - finansowa tych osób nie jest jakoś dramatycznie inna niż moja.
    • mal-foj Re: jak sobie radzić 24.02.11, 22:27
      Ja mam ten komfort, że mogę mieć dystans do pieniędzy. Zarabiamy z mężem ponad 12 tys. miesięcznie, jesteśmy przed 30., pełni sił i planów, nasza sytuacja zawodowa jest stabilna, z tendencją wzrostową oczywiście. Nie ukrywam, że ja zarabiam jedynie końcówkę naszych dochodów, ale pracuję w administracji publicznej, resztę przynosi mąż. Ale tak jak napisał już ktoś przede mną nie jest to praca 8-godzinna, standardem są powroty o 22, a w crunch time'ie potrafi nie wracać do domu dwa dni. Nasza sytuacja finansowa jest bardzo dobra w porównaniu z 97% naszych kolegów z roku. Ale np. moja siostra ze szwagrem mają miesięcznych dochodów ok. 20-30 tys. (jak nie lepiej). Moja matka, jak szłam do pracy i powiedziałam ile będę zarabiać (2,5 tys.) pocieszała mnie, żebym się nie martwiła, bo w razie czego ona mi dołoży do przedszkola moich dzieci...
      Także ja ani nie czuję się jakoś uprzywilejowana, że mam to co mam, ani nie jestem zazdrosna o tych co mają kilka razy więcej. Najważniejsz, że dzieci mam zdrowe. Ostatnio babcia kolegi mojego dziecka powiedziała mi piękny komplement, że patrząc na moje dzieci od razu można poznać, że są bardzo szczęśliwe big_grin To jest sens życia.
      Ja uważam, że najważniejsze jest mieć ambicje, rozwijać się, dążyć do poprawy swojej sytuacji. Ja ciągle naiwnie wierzę, że pomysł na siebie i rzetelna praca bronią się same. Nie znam nikogo, kto dorobił się na kombinacji. Wszyscy ciężko pracują.
      • zuzanna56 Re: jak sobie radzić 25.02.11, 07:21
        mal-foj napisała:

        > Ja uważam, że najważniejsze jest mieć ambicje, rozwijać się, dążyć do poprawy s
        > wojej sytuacji. Ja ciągle naiwnie wierzę, że pomysł na siebie i rzetelna praca
        > bronią się same. Nie znam nikogo, kto dorobił się na kombinacji. Wszyscy ciężko
        > pracują.


        Zgadzam się.
      • beatrycja.30 Re: jak sobie radzić 25.02.11, 09:46

        mal-foj napisała:

        > Ja mam ten komfort, że mogę mieć dystans do pieniędzy. Zarabiamy z mężem ponad
        > 12 tys. miesięcznie,
        > Nie ukrywam, że ja zarab
        > iam jedynie końcówkę naszych dochodów,
        > resztę przynosi mąż.

        Z twojego pierwszego posta zrozumiałam że oboje dość dużo zarabiacie, nie mówię, że tak pisałaś, ja pewnie tak wywnioskowałam. Gdzie indziej piszesz, że zarabiasz 2,5 tysiąca. Oczywiście fajnie, że mąż jeszcze przed 30 tak fajnie zarabia (zazdroszczę), ale czy to jest komfort taki że możesz mieć dystans do pieniędzy? Wiem, że to już wałkowaliśmy na tym forum, ale jak mąż straciłby pracę, to co, albo zachorował? Jednak jak dwie osoby składałyby się mniej więcej po połowie na te 12000, to chyba czułabym się pewniej. Ale może ja tak mam, że trochę panikuję, nie mam nic do ciebie, tylko tak sobie pozwoliłam skomentować wink
        • mal-foj Re: jak sobie radzić 25.02.11, 17:15
          Wiesz, jakos nie odczuwam dyskomfortu z tego powodu, że mój mąż zarabia dychę na rękę plus premie wink
          A tak serio, to mąż jest dyrektorem technicznym w firmie IT, więc raczej nie powinien mieć problemów ze znalezieniem pracy. Raczej jego szuka praca a nie na odwrót. Cn raz w miesiącu dzwonią z róznych firm nie tylko polskich, ale myśmy sobie upodobali ten nasz nadwiślański kraj... A jak zachoruje, no coż to jakoś sobie poradzimy. My jesteśmy z natury optymistami, nie wyobrażam sobie życia z myślą, że przecież w końcu musi się nie udać. A właśnie, że się uda!
          Ja pracuję od roku, w administracji publicznej, bo tak chciałam, bo chcę mieć czas dla dzieci, bo chcę mieć stabilne zatrudnienie. Pracę zdobyłam tylko dzięki sobie, dzięki swoim kompetencjom, determinacji, bez żadnych pleców, choć wszyscy mówili, daj spokój, nie masz szans, tam liczą się tylko znajomości. Teraz jestem najlepszym pracownikiem działu, mój dyrektor otwarcie mówi, że zrobi wszystko żeby mnie zatrzymać, bo jestem bardzo pracowita i pojętna (co wśród urzędników, przynajmniej u nas, nie jest cechą częstą, ba to deficytowa cecha).
          Niebawem wystąpię o podwyżkę i pewnie ją dostanę, ale nie mam co liczyć na zarobki rzędu mojego męża. Ale dzięki temu ma kto odebrać dzieciaki z przedszkola. Za 8h roboty nie płaci kokosów.
          A poza tym mam 28 lat, życie przede mną.
    • ladyjm Re: jak sobie radzić 24.02.11, 23:16
      mam takich znajomków co to ciagle sie chwala gdzie to nie byli i czego to sobie nie kupili i jakie to maja super auta a tak naprawde maja 40tke na karku, pracuja u tatusia i mieszkaja w wynajetych mieszkaniach bo zaden bank im nie chce przyznac kredytu na wlasne. taaak. grunt to dobra prezentacja w towarzystwie, hehe.
      • zuzanna56 Praca do 22.00 25.02.11, 07:19
        Dziewczyny, a jak funkcjonuje wasz dom, gdy mąż jest tak długo w pracy i do tego czasami w weekendy? Chodzi mi o kontakty taty z dziećmi. Czy tata jest w pracy ciągle tak długo czy jest to na przykład taki ciężki tydzień w miesiącu powiedzmy?
        Ja już jestem od was starsza i dzieci mam większe, ale moje nie wyobrażały sobie popołudnia bez tatysmile, bez zabawy z nim. W sumie zawsze mój mąż pracował 8 godzin dziennie, rzadko dłużej, rzadko wyjeżdża służbowo, choć się zdarza. Na pewno zarabia przez to mniej, choć wiele osiągnął i nie raz awansował, no ale to tzw praca państwowa smile
        • ofelia1982 Re: Praca do 22.00 25.02.11, 08:56
          Zuzanna, my jeszcze dzieci nie mamy - pierwsze pojawi się za miesiącsmile Ale rozmawialiśmy o tym, bo zaczęłam się bać..Nie wyobrażam sobie, żeby taki stan się utrzymał. Wolę wtedy żeby zmienił pracę i zarabiał mniej, ale miał normalne życie. Podobno na dniach kończy mu się ten ogromny projekt i będzie lepiej.
          Ale naprawdę to nic fajnego, bo moim zdaniem to totalnie dezorganizuje życie i oddala ludzi od siebie.Aczkolwiek rozumiem, że to coś za coś. Tyle, że ja wolę mniej kasy i go w domusmile
          Mam nadzieję, że tak się stanie..
          • zuzanna56 Re: Praca do 22.00 25.02.11, 09:53
            Ale jakiś zapas gotówki dla dziecka też jest ważny. Może jednak poczekać ze zmianą pracy.
            Tata w domu też bardzo ważny.

            Powodzenia wam życzę w pierwszych miesiącach po urodzeniu dziecka smile
            Mój synuś był strasznym marudą, aż dziwię się że wyrósł na fajnego i mądrego 14 latka, bardzo podobnego do taty, naśladującego go we wszystkim, co dobre smile
    • alba27 Re: jak sobie radzić 25.02.11, 09:07
      Ja myślę, że nie ma sensu porównywać się do innych, zawsze znajdą się bogatsi i biedniejsi, mądrzejsi i głupcy, bogaci, którzy dorobili się na przekrętach i bogaci, którzy stali sie bogaci dzięki własnej pracy lub pomysłom, pamiętajmy, że najprawdopodobniej ( chyba, że jesteśmy w czołówce potentatówwink zawsze znajdzie sie ktoś bogatszy od nas. My chyba jesteśmy średnio zamożni, znamy ludzi bogatszych i ludzi biedniejszych ale jakoś ani jedni ani drudzy mnie nie "ruszają", dla mnie liczy się to co mam, to kim jestem, to że realizuję swoje marzenia. Ostatnio dowiedziałam sie że jeden z moich znajomych zarabia ok 200.tys miesięcznie. Dla mnie to kasa której pewnie nigdy nie zobaczę na oczy ale wiem, że chłopak dorobił się wszystkiego sam, zaczynał od zera, jedyne co miał to pomysł. I nie czuję zazdrości, razej podziw że się mu udało, nie zamierzam się dowartościowywać mówiąc o nim że pewnie jest nieszczęśliwy bo dużo pracuje i nie założyl rodziny bo tego nie wiem. To zresztą nie moja sprawa, cieszę sie jak się komuś powodzi. Jeżeli ktoś "biedniejszy" nie radzi sobie ze swoją zazdrością to już jego problem.
    • volta2 Re: jak sobie radzić 25.02.11, 09:21
      ja lubię słuchać, oglądać i podziwiać to wszystko co wydarzyło się w życiu naszych lepiej sytuowanych znajomych i nawet do głowy by mi nie przyszło "negatywnie" zazdrościć.

      i chciałabym by o nas podobnie myślano w naszej paczce.
      a paczka jest różnorodna, jest i tramwajarz i sędzia jakiegoś tam wysokiego szczebla.
      znamy się wszyscy 20 lat prawie, niektórzy dłużej i lubimy od czasów, gdy sędzia nie wiedział czy w ogóle dostanie się na prawo, a mój mąż nie skończy jako osiedlowy żul(oj, chyba miał zadatki...)

      i strasznie by nam było przykro gdyby ktoś z powodu sukcesów finasowych lub porażek miał z naszego koła odpłynąć. bo zazdrości albo boi się zazdrości innych.
      oczywiście trudno nam scementować przyjaźń na wspólnych wyjazdach wakacyjnych czy zimowych bo każdy jedzie tam, gdzie jego portfel pozwala, lub nie jeździ nigdzie, ale już łikend na działce, na grillu, wypad nad rzekę pod chmurkę jest w zasięgu nas wszystkich i wtedy jest pełna integracja.

      pomyśl o tym, że dla twoich znajomych ważne jest to, że jesteś, że mogą się z tobą spotkać, że przecież gdyby byli lansiarscy to szukali by takich samych lub podobnych sobie, (zakładam że nie zadajesz się z przypadkowymi ludźmi, tylko piszesz o znajomościach co najmniej kiluletnich, w miarę sprawdzonych), że twój status finansowy nie ma dla nich znaczenia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka