marysia0_9
30.11.11, 18:08
Może zacznę od razu od pytania: czy się w ogóle da zaoszczędzić jakiekolwiek pieniądze przy takim człowieku, jak mój mąż? Zaraz wyjaśnię o co chodzi. Od samego początku był to typ Piotrusia Pana. Wieczne dziecko, które nie potrafi samodzielnie i racjonalnie myśleć. Zaczął studia, i przerwał na czwartym roku - znudziły mu się. Tak zresztą było w jego młodzieńczych latach - kilkakrotnie zmieniał szkołę. Ale pomijam już fakt edukacji, chociaż to tez pewnie ważne. Przepuszcza wszystkie pieniądze, jakie mamy (lub raczej: jakie on zarabia). Na co? Nie wiem. Tak przynajmniej myślę. Że nie znam całej prawdy. Nie są to małe sumy. A potrafi je szybko wydać, co więcej i gorzej - zapożycza się u różnych ludzi. Potem często nie oddaje, lub muszę to robić ja. Jeżeli nie, to dług dlaej rośnie. Wstyd mi, bo część z tych ludzi znam. Gdyby nie ja, to pewnie nie mielibyśmy za co żyć i płacić rachunków - bo ,,kochany'' małżonek o tym nie myśli. Uważa, że ja się na tym znam najlepiej. On sam zarabia znacznie więcej ode mnie - ale wszystko wydaje.
Wydaje do tego stopnia, że mu brakuje i pożycza. Na początku dawał mi część pieniędzy, potem coraz rzadziej. Teraz w ogóle. Twierdzi, że są mu potrzebne. Na każdą prośbę, żeby mi powiedział, na co potrzebuje takich kwot i dlaczego tyle pożycza, od razu robi awantury, obraża się i twierdzi, że jak zwykle się czepiam. A my dosłownie nie jesteśmy w stanie nic odłożyć. Moja pensja (4 tysiące) idzie na opłaty (razem 2 tysiące), jedzenie (ok. 1000 zł), zostaje tysiąc - dosłownie na wszystko. A ile rzeczy można kupić za tysiąc zł? Niewiele. O odłożeniu większej kwoty nie ma nawet mowy. Bo z czego? Powoli męczy mnie takie życie. Z takim człowiekiem.
Czasami chciałabym, aby to był koszmarny sen, ale niestety - to rzeczywistość.