mysz0lec
19.05.17, 15:50
Mieszkam w takim miejscu, że muszę mieć samochód. Do pracy mam 35 km, autem jadę ok 45-50 minut, a rowerem + pociągiem + tramwajem jeździłabym chyba z 3 godziny w jedną stronę. W mojej wsi nie ma autobusów, na stację PKP jest 10 km, więc samochód to konieczność.
Mam stare, 16 letnie auto, jednak niestety coraz częściej odmawia posłuszeństwa. Teraz stoi pod domem, ponieważ ostatnio hamulec zapadł się w podłogę... I teraz zastanawiam się co robić i na co mnie stać...
Sytuacja jest taka, że zbieramy z mężem na własny dom, co dodatkowo komplikuje sytuację, bo to jest priorytet.
Zastanawiam się nad trzema opcjami:
1) naprawianie do upojenia 16 letniego Seicento. Naprawy niby nie są drogie, ale ostatnio są coraz częściej.
2) kupno nowego auta za ok. 40 tys.
3) kupno 2 letniego, używanego za ok. 25 tys.
Tylko czy stać mnie na takie auto? Ale z drugiej strony, czy stać mnie na ciągłe naprawianie gruchota? Ale z trzeciej strony, czy bezpieczeństwo (niedziałające hamulce) nie jest priorytetem?
Sytuacja: Ja 2400 netto, mąż różnie ok. 5000-6000 netto.
Oszczędności 160 tys, ale na dom.
Tata zaoferował, że pożyczy na auto, bylebym w końcu coś kupiła, ale skoro mamy tyle kasy, to wstyd od taty pożyczać, ale on wie, jaki mamy priorytet.
Co wybrać?
P.S. Mąż ma swoje auto, ale nie pracujemy w tym samym mieście, mąż jeździ do różnych klientów w rożnych miejscach.