alba.alba
13.09.07, 16:39
Słyszałam o tym gdzieś w telewizji już jakiś czas temu. Przypomniało mi się jak zaczęłam rozmyślać o oszczędzaniu. Z góry uprzedzam, że ja tego procederu ani nie uprawiam, ani go szczególnie nie pochwalam. Choć jest to dość sprytne wyjście w sytuacji, gdy ktoś ma ambicje do tego, by w oczach otoczenia uchodzić za bagatszego niż jest w rzeczywistości.
Otóż załóżmy, że jest sobie Pani X, która często miewa jakieś przyjęcia czy innego rodzaju "specjalne" okazje, podczas których chciałaby zabłysnąć jakimś modnym, drogim ciuchem, respektując przy tym zasadę, by nie pokazywać się dwa razy w tym samym. Ogólnie chodzi o to, żeby koleżankom "pospadały buty z wrażenia" jak zobaczą, że kupuje sobie sunkienki warte kilka stów, o których one mogą tylko pomarzyć. Piszę "koleżankom", bo wiadomo, że mężczyźni nie studiują kobiecych katalogów z modą. Poza tym im się najbardziej podoba to co pod sukienką.
Co robi Pani X, której z jednej strony nie pozwalają na taką ekstrawagancję zarobki, a z drugiej strony - zachowując elementarne zasady oszczędności - nie chce wydawać kilka stów za sukienkę, którą i tak założy tylko raz, bo przecież nie można się pokazać po kilka razy w tej samej sukience.
Otóż Pani X ma pewne sprytne rozwiązanie. Idzie do upatrzonego wcześniej sklepu i kupuje upatrzoną sukienkę, najlepiej tego samego dnia, co ma być to przyjęcie. Zakłada ją na siebie, wszystkie koleżanki zielenieją z zazdrości. Po czym następnego dnia idzie z tą sukienką do tego samego sklepu i mówi w zależności od humoru dwie wersje:
a) sukienka ją "uwiera" i chce ją zwrócić
b) okazało się, że sukienka ma jakąś drobną plamkę czy dziurkę (w rzeczywistości zrobiła ją po przyjęciu sama Pani X celowo, by mieć uzasadnienie reklamacji). Sklep poczuje się winny i nie chcąc sobie psuć reklamy odda jej pieniądze. Kto udowodni, kiedy plama powstała? Wszak kupowała ją wczoraj, a zaraz na drugi dzień poszła ją oddać.
Slep często nie może proponować wymiany na taką samą sukienkę wolną od wad, gdyż jak wiadomo eklskluzywniejsze sukienki nie leżą hurtowo na zapleczu, więc tej samej sukienki w tym sammy rozmiarze może aktualnie w tym sklepie nie być. A jak wiadomo klientka nie ma obowiązku czekać ani nie ma też obowiązku wymianiać tej sukienki na inny rodzaj. Więc chcąc nie chcąc sklep musi przyjąć reklamację i zwrócić Pani X pieniądze. W przypadku bardziej inteligentnych sprzedawców wystarczy postraszyć rzecznikiem praw konsumenta.
Pani X wychodzi zadowolona, wszak tej sukienki i tak nie mogłaby założyć drugi raz, więc już jej do nieczego nie jest potrzebna. Ale zdążyła w niej zabłysnąć na przyjęciu. Aha, i w związku z kolejnym przyjęciem idzie do innego sklepu i prezentuje na sobie nową sukienkę, powtarzając ten sam proceder.
Powiecie, że powinna iść do wypożyczalni ubrań? Po pierwsze nie są one za bardzo powszechne, a co za tym idzie - mają ograniczony wybór sukienek i rozmiarów. Po drugie - trzeba za to płacić jakąś sumę. A tak to Pani X ma nową sukienkę którą sobie wybrała spośród obszernej oferty w mieście, i co najważniejsze - nie straciła na tym ani złotówki.