papaya6
17.06.09, 18:44
Jestem mezatka,mam jedno dziecko.
Dzielimy sie z mezem wydatkami mniej wiecej w ten sposob,ze on
oplaca ze swojej pensji mieszkanie,samochod,prad itd.
Ja natomiast kupuje zywnosc,chemie,ubrania i inne rzeczy potrzebne
dziecku.
Probuje oszczedzac,ale mi to nie wychodzi,wlasnie ze wzgledu na meza.
Sam potrafi chodzic po mieszkaniu,gasic swiatla,przykrecac
kaloryfery.
Bo za to placi.
Natomiast jak przyjdzie do jedzenia-nie ma umiaru.
Gdy kupie soki na zapas,potafi otworzyc karton w poludnie i wypije
caly do wieczora.Probowalam w ogole nie kupowac,wowczas
potrafil ''podbierac''soczki malej...
Duza butelke coca-coli tez w ciagu dnia wypija,a jak nie kupie i nie
ma w domu,marudzi(bo jest od niej uzalezniony).
Nie moge robic pierogow,pyz,zup-do ust tego nie bierze.
Choc bym nie wiem jak sie starala,zawsze przed wyplata jest pusto w
portfelu.
Probowalam z mezem rozmawiac na ten temat,niby rozumie ,mowi,ze mam
racje,ale po kilku dniach znow to samo.
Co radzicie?