serwisy.gazeta.pl/df/1,34467,2150013.html?as=1&ias=8
Zastanowiło mnie to:
<<Postanowiłem podjąć próbę spotkania z tym "potężnym człowiekiem". Było dla
mnie jasne, że Kobylański nie zdecyduje się rozmawiać z "Gazetą Wyborczą".
Wyruszyłem więc do Ameryki Południowej jako Stanisław Andrzejewski, student
piszący pracę na temat Polonii.>>
Czy człowiek, który ucieka się do kłamstwa, aby dociec prawdy, może mieć
pretensje do innego człowieka, że ten również kłamie?
Jaką wartość ma prawda przedstawiona przez takiego człowieka?
Ostatnio chyba tracę wiarę w wartość jakichkolwiek dokumentów. Przecież ich
prawdziwość opiera się w grubcie rzeczy na słowie jakiegoś człowieka.
A ten człowiek słaby jest - i lubi pieniądze bardziej niż wartości moralne.
Podrabia się i akty urodzenia, i dyplomy, fałszuje księgi wieczyste...
Potem kontrolerzy wykrywają aferę, następuje niekończący się proces, który
ujwnia powiązania kontrolerów z oskarżonymi...
Dobranoc