Hello,
Krótko mówiąc - zamierzam spróbować. Po angielsku komunikuję się bez większych problemów ( może za wyjątkiem yinglish rodem z kalifornii

, liczę też nieco na wzbogacenie bardzo słabego francuskiego. Od piętnastu lat z okładem jestem informatykiem, mam w dorobku ogromne projekty dla firm
o międzynarodowej renomie, uniwersytetów, korporacji, banków, itp.
Ledwo przekroczyłem trzydziestkę, żadnych problemów
zdrowotnych czy chorób zawodowych so far, waga w normie, kondycja przyzwoita, ogólna odporność na życie i warunki klimatyczne zdecydowanie ponad normę

Żadnych długów ani zobowiązań, moje zasoby gotówkowe to w przeliczeniu na dolary kanadyjskie - kilkadziesiąt tysięcy. Najłatwiej będzie mi pewnie zarobić "w zawodzie",
aczkolwiek nie mam szczególnych oporów, żeby zdobyć jakiś inny, mam też trochę doświadczenia w motoryzacji.
W Polsce czuję się trochę jak wariat kiedy na "co słychać" odpowiadam znajomym,
że generalnie wszystko w porządku i jestem całkiem zadowolony z życia, że zarabiam przyzwoicie, że sobie radzę i ogarniam swoje potrzeby w zadowalającym
mnie stopniu. Nie przeszkadza mi ani szczególne zimno, ani wybitne upały.
Jak byłem mały jedna z pierwszych książek jakie przeczytałem, to była książka
"Szarej Sowy", a pierwszym marzeniem - Alaska. Po latach dowiedziałem się, że
Szara Sowa nie był właściwie indianinem, i zmarł w dość niewesołych okolicznościach,
ale szczególnie mnie to nie wzruszyło - marzenia to marzenia, po wielu latach czas do nich wrócić

Dokonałem małej korekty z Alaski w stronę środkowej Kanady,
no i cóż, czas przystąpić do realizacji
Nie mam szczególnych złudzeń, nie spodziewam się oazy mlekiem i miodem płynącej, nie wybieram się tam po to, żeby do końca życia przezimować w cieple specjalnie się nie wysilając i kombinując "jak zarobić żeby się nie narobić" - gdyby mi na tym zależało, zostałbym tutaj, w Polsce, gdzie mam w miarę ustabilizowaną sytuację życiowo-zawodową i w miarę dobre perspektywy na przyszłość. Nie zależy mi szczególnie na tym, żeby się jakoś wybitnie wzbogacić, na starość zostać bóg-wie-jakim miliarderem, spotkałem już wystarczająco dużo tego rodzaju ludzi i zupełnie mnie to nie ciągnie. ile przeżyję, tyle przeżyję, ale chyba wolę umrzeć ze starości w Kanadzie, niż tutaj

Postawiłem ostatnio pod blokiem swoje auto, nie potrzebowałem go przez dłuższy czas, no i śnieg trochę je przysypał. Parkujący i odjeżdżający po obydwu stronach odśnieżając swoje pojazdy bez żenady przerzucali śnieg na moje. W końcu postanowiłem odśnieżyć swoje, jak się do tego zabrałem to się tak wkręciłem, że
odśnieżyłem swoje, chodnik, i kawałek ulicy, nie przyrzuciwszy nikogo. Wszystko pięknie - jednego tylko nie rozumiem, czemu osoby które wcześniej zasypywały moje auto wytykały mnie palcami pukając się w czoło. Nie rozumiem dlaczego jako ktoś,
komu chce się ruszyć d.. i zrobić cokolwiek, ogarnąć się dookoła siebie, wynieść śmieci, naprawić klamkę w drzwiach i zmienić żarówkę na schodach itd. jestem wytykany palcami jakbym chodził w przebraniu wielkiego różowego królika, sprzedającego gliniane kogutki.
Plan jest następujący - jechać do Kanady, niejako wakacyjnie, i zwiedzając, orientując się w lokalnym klimacie, rozglądać się za pracą. Jeżeli przez kilka miesięcy żadnej nie znajdę i zaczną mi się kończyć pieniądze - najwyżej wrócę. Ale sądzę, że znajdę.
Interesuje mnie raczej środkowa kanada, powiedzmy południowa Manitoba, ale zobaczymy jak będzie to wyglądać na miejscu. Nie przepadam szczególnie za przeprowadzkami, dlatego nastawiam się single shot, nie planuję tułania się po wielu krajach bez konkretnego kierunku - liczę że uda się zostać na stałe w Kanadzie. Nie sądzę, żebym miał jeszcze w życiu czas na drugi taki ruch. Do USA jakoś mnie nie ciągnie. Rodziny jak dotąd brak, żadnych zobowiązań nie zostawiam, wszystko ogólnie posprzątane. Czekam na biometryczny paszport, i jak go dostanę, zajrzę do ambasady kanadyjskiej w PL, rozejrzeć się, dopytać, no i byle do przodu - ponoć z biometrycznym jest wjazd do Kanady bez wizy, przynajmniej w celach turystycznych jak sądzę. Właściwie, to żal mi tylko jednego - mianowicie mam tutaj, w charakterze hobby, kilka amerykańskich motocykli, i najchętniej bym je ze sobą zabrał, za żadne skarby nie chcę ich sprzedawać, no ale widoki na to, jak na razie, raczej marne, może jak się uda "zaczepić" na miejscu, to zaimportuję je z PL z powrotem na kontynent pochodzenia

Jakoś tak, po wielu latach, przypomniałem sobie o marzeniach z dzieciństwa

Chyba ostatni moment w życiu żeby spróbować ich realizacji

Życzcie mi powodzenia, aczkolwiek, nie ukrywam, bynajmniej nie na pobożnych życzeniach zamierzam polegać, tylko na tym, co zawsze - na sobie
Ale będę wdzięczny za ewentualne uwagi i wskazówki. Będę starał się aby raczej nie korzystać z pomocy państwowej typu PNP, ogólnie rzecz biorąc zorientowałem się w temacie, poszperałem na stronach www, mniej wiecej wiem czego się spodziewać, a reszta się okaże na miejscu..
pozdrawiam "życiowo chcących"