Dodaj do ulubionych

Powaznie niepowazny problem.

13.11.09, 18:40
Jestem przeziebiona wiec od trzech dni leze w lozku a sprawami
szkolnymi zajmuje sie moj obecnie bezrobotny maz. I tak od kilku dni
neka mnie telefonami z prosba o oddzwonienie matka dziewczynki z
klasy Alexandry. Koniecznie musze sie z nia porozumiec zanim
"sytuacja wymknie sie spod kontroli, problem escalates etc. etc.).
Wypytywalam Alexandre o co moze chodzic ale dowiedzialam sie tylko
ze wczoraj nie chciala bawic sie z ta dziewczynka wiec ta sie
poplakala. No i dzisaj rano w koncu jej matka zostawila wiadomosc z
wyjasnieniem na czym polega problem, otoz moja corka nie chce bawic
sie z jej(?!) I co ja mam zrobic, nakazac swojej zabawe z Leah? Leah
byla jej przyjaciolka w zeszlym roku a w tym jest inna, w przyszlym
na pewno znowu cos sie odmieni. Gdyby jakies dziecko nie chcialo
bawic sie z moim poradzilabym zeby znalazla inne towarzystwo, malo
to dzieci w klasie? Ale na pewno nie nekalabym innego rodzica takimi
bzdetami. Co radzicie? Najchetniej nie zajmowalabym sie takimi
glupotami ale predzej czy pozniej i tak spotkamy sie przed szkola, a
na dodatek w nastepna sobote sa urodziny tej dziewczynki, ale
najprawdopodobniej Alexandra na nie nie pojdzie.
Obserwuj wątek
    • pawimi455 Re: Powaznie niepowazny problem. 13.11.09, 20:51
      baaa, no skoro matka nie rozumie ze w zasadzie nie ma problemu to nic
      dziwnego ze jej corka czuje sie poszkodowana....moze porozmawiaj z ta
      matka jak haha z dzieckiem i wytlumacz jej ze dzieci rosna, dojrzewaja,
      zmieniaja sie ich przyjaznie z roku na rok i to jest normalna
      akceptowalna kolej rzeczy....gdyby mala znalazla sobie kolezanka
      problem by sie sam rozwiazal.
      • edytkus Re: Powaznie niepowazny problem. 14.11.09, 04:45
        pawimi455 napisała:

        > baaa, no skoro matka nie rozumie ze w zasadzie nie ma problemu to
        nic
        > dziwnego ze jej corka czuje sie poszkodowana....(...)gdyby mala
        znalazla sobie kolezanka
        > problem by sie sam rozwiazal.

        no wlasnie, matka jest strasznie konserwatywna (jej corki na widok
        osoby z tatuazem musza odwracac glowe w druga strone), ma juz
        ulozona przyszlosc swoich corek (zostana bibliotekarkami i beda miec
        mezow Zydow), a takze wybiera im znajomych. My, nie wiadomo
        dlaczego, znalazlysmy sie w gronie tych ostatnich. Poniewaz ona jest
        taka "picky" i jej dzieci nie moga chodzic na urodziny innych dzieci
        z klasy (poszlyby na jedne - do najlepszej uczennicy - ale impreza
        byla w sali budynku nalezacego do kosciola katolickiego wiec zostaly
        w domu; o matko, ta kobieta nie pozwala swoim dzieciom nawet
        przechodzic przez parking koscielny chociaz to im skrociloby droge
        do domu o dwa blocks) na urodzinach jej corki z klasowych
        rowiesnikow w zeszlym roku byla tylko moja Alexandra - umarlam tam
        z nudow! Nie mam kompletnie ochoty na dyskusje z nia, bedzie
        bezowocona, ale nie chce tez wracac do tematu za kazdym razem gdy
        sie spotkamy. Co za durny problem.
        • beatamc Re: Powaznie niepowazny problem. 14.11.09, 05:37
          pewnie macie podobne podejsie do zycia i dlatego jej na tej znajomosci zalezy?
          Moze zrob malej tatuaze z henny? Problem moze sie wtedy sam rozwiaze? Albo nich
          Alexandra ponosi krzyzyk z wizerunkiem Chrystusa ...to powino odstraszyc... albo
          gromnice ;)
        • xeriusek Re: Powaznie niepowazny problem. 16.11.09, 03:42
          Edytka, na Twoim miejscu przede wszystkim cieszylabym sie ze
          Alexandra juz sie nie przyjazni z jej corka. A nieuniknione rozmowy
          pod szkola z mama tej dziewczynki: najlepiej obrocic wszystko w
          zart, w koncu takich "pretensji" nie da sie powaznie traktowac :)

          Kasia
    • szymina Re: Powaznie niepowazny problem. 15.11.09, 14:21
      a moze zamiast rozmawiac z rodzicem jak z dzieckiem, popros corke,
      zeby porozmawiala (jak dorosli) z kolezanka? Zeby podpowiedziala jej
      jak alternatywnie moze spedzic czas, z kim razem malowac, w cos
      grac, znalezc wspolne zainteresowania?
      Obrazi sie, to trudno, Wam to nic nie zmienia, moze tylko zdejmie
      klopot z glowy, a Twoja corke tez nauczy zalatwiac samodzielnie
      swoje sprawy.
      Ja napomknelabym tez o tym przy okazji nauczycielce- zeby
      wyltlumaczyla drugiej mamie zwykle prawdy zyciowe :-)
      • agnihope Re: Powaznie niepowazny problem. 16.11.09, 04:27
        Edytkus nie lekcewazylabym sytuacji...Jedna z malych dam ma problem z
        nadmiernym przywiazywaniem sie a druga odwrotnie.Nie dziwi mnie ze malej
        jest przykro ze zostala odrzucona...I jeszcze nie zna powodu...Przychylam
        sie do wypowiedzi Szyminy...tyle ze porozmawialabym z Alexandra czy nie
        fajniej miec dwie przyjaciolki zamiast jednej.Nie jestes pewna czy druga
        kolezanka nie powiedziala Alexandrze"nie bawimy sie z nia ,a jak chcesz
        sie z nia bawic, to ja z toba nie bede"...Nie chcesz zeby w przyszlosci
        Alexandra nauczyla sie niestalosci i ulegania szantazom...Wydaje mi sie
        ze nalezy uczyc dzieci od poczatku ze kazdy czlowiek spotkany na naszej
        drodze jest nam potrzebny...Tak uczylam starsze i teraz to owocuje...A
        tak na marginesie...Co dziecko winne ze ma rodzicow jakich ma?
        • edytkus Re: Powaznie niepowazny problem. 16.11.09, 05:57
          agnihope napisała:

          > .Nie jestes pewna czy druga
          > kolezanka nie powiedziala Alexandrze"nie bawimy sie z nia ,a jak
          chcesz
          > sie z nia bawic, to ja z toba nie bede"...Nie chcesz zeby w
          przyszlosci
          > Alexandra nauczyla sie niestalosci i ulegania szantazom...

          hmm, ciekawa uwaga, moze macie racje, pogadam z corka. Pytalam ja co
          prawda czy juz nie lubi Leah na co odparla ze i owszem ale woli
          bawic sie z Leslie, ktora jest kompletnym przeciwienstwem tej
          pierwszej.


          >A
          > tak na marginesie...Co dziecko winne ze ma rodzicow jakich ma?

          to prawda ale... jak sugeruje Xeriusek ciesze sie ze Alexandra
          zmienila towarzystwo. Nigdy jej nie namawialam do zmiany przyjazni,
          jedynie kiedys na kolejna prosbe zarowno Alexandry i Leah w domu
          zabronilam Alexandrze kiedykolwiek wspominac ze Leah moze nas
          odwiedzic. Powodem byla koszmarna playdate ale to juz cala historia.
          Jutro znowu corke wiezie do szkoly maz wiec chcac nie chcac bede
          musiala do niej oddzwonic. Ostatnim razem gadala mi do sluchawki o
          swoich dzieciach przez godzine, doslownie odlozylam sluchawke na
          biurko i przez pol godziny zajmowalam sie czyms innym, a ona nawet
          sie nie zorientowala.

          Acha, z matka tej dziewczynki laczy nas tylko tyle ze obie nie
          przepadamy za swoimi tesciowymi i jestesmy imigrantkami ktore maja
          mezow tubylcow.
          • xeriusek Re: Powaznie niepowazny problem. 17.11.09, 04:41
            Mam podobna sytuacje z Kamilem,, moze dlatego tak napisalam.
            W moim przypadku ucieszylam sie ze Kamil zmienil (poszerzyl)
            towarzystwo.
            Przede wszystkim uwazam, ze zobowiazywanie naszych malolatkow do
            danych przyjazni jest bledem.
            Powinni poznawac jak najwiecej rowiesnikow, miec mozliwosc wyboru z
            kim chca sie bawic, kolegowac.
            Skoro Alexandra woli bawic sie z kims innym - jej prawo.
            Kolega Kamila przyjazni sie z nim troche na sile. Trudno mi to
            okreslic, ale ogolnie mi sie to nie podoba.
            A konkretnie zachowanie tego dziecka, on jest na wskros zly,
            zlosliwy, cieszy sie z cudzej krzywdy, namawia do robienia zlych
            rzeczy (np. bicia innych). Jego mama nie widzi tego, badz nie chce
            widziec, udajac ze nie zauwaza.
            Miala miejsce niedawno taka sytuacja pod szkola po lekcjach:
            Kamil zrobil sobie z papieru samolot i go puszczal. Ten chlopiec tez
            chcial sie nim pobawic i probowal go zabrac, Kamil nie chcial oddac
            samolotu, chlopiec nie wytrzymal i uderzyl Kamila w twarz na naszych
            oczach. Kamil zaczal plakac i zlapal sie za oko. Chlopiec, kiedy
            zobaczyl co zrobil tez zlapal sie za oko i zaczal niby plakac.
            Dlugo uspokajalam Kamila, ktory nie ma zwyczaju sie nad soba uzalac.
            Powiedzial wtedy: nie chce sie z nim bawic, best friend nie bije w
            twarz.
            Po dluzszej chwili ten chlopiec, zly i rozzalony, jakby chcac
            odreagowac sytuacje (zostal skarcony przez mame) chwycil jakiegos
            trzylatka za szyje i zaczal go dusic. Nie wiem czy dla zartu,
            zabawy, ale tamten maly jeszcze przez jakis czas mial czerwona
            szyje. Mama tego chlopca jak zwykle nie zwrocila na to uwagi.
            Potem zrobil tak jeszcze raz...wiec powiedzialam mu cos do sluchu,
            ale to nie moje dziecko, nie moja rola jest go wychowywac.
            Kilka dni pozniej jadac do szkoly z dziecmi mielismy wypadek:
            mezczyzna nie zauwazyl mojego auta zmieniajac pas i dosc mocno
            uderzyl w tylne drzwi. Nikomu nic sie nie stalo na szczescie,
            spoznilismy sie tylko mocno do szkoly.
            Kiedy odbieralam dzieci popoludniu ze szkoly ten chlopiec
            przechodzac kolo mnie wysyczal nie patrzac w moim kierunku: car
            crash, car crash... Szok! Przedrzeznial mnie nie raz jak wolalam
            Kamila, wiem ze nauczycielka tez sie na to skarzy, ale to bylo
            szokujace...
            Wiem, ze to nie jego wina, ze jest jaki jest, ale tez nie mam wplywu
            na jego wychowanie, wiec wole zeby moj syn mial jak najmniej z nim
            kontaktu.
            Rozpisalam sie, ale chce krotko opisac jeszcze jedna sytuacje z tym
            chlopcem. W ktorys piatek umowilam sie z mama kolezanki Kamila z
            klasy, ze wezme ja do siebie na tzw. play time, a potem odwioze do
            domu. Kiedy odjechalismy z pod szkoly zadzwonila do mnie oburzona
            mama tego chlopca, ze on wpadl w histerie, bo nie zostal zaproszony
            na sleep over do mnie do domu, a ta dziewczynka tak. Nie wiedzialam
            co mam powiedziec, jakim prawem ona do mnie z takimi pretensjami?
            • edytkus Re: Powaznie niepowazny problem. 17.11.09, 05:46
              no to tez masz nieciekawie.

              >Nie wiedzialam
              > co mam powiedziec, jakim prawem ona do mnie z takimi pretensjami?

              ano wlasnie, jakim prawem? z dzieciaka wyrasta potworek a matka
              jeszcze przyklaskuje :O IMO, biorac pod uwage ze nauczycielka tez
              sie skarzy, chlopiec jest na tyle problematyczny ze powinien byc
              przeniesiony do klasy special ed. W Alexandry klasie wszystkie
              dzieci majace powazne problemy z zachowaniem lub nauka zostaly
              poprzenoszone do innych szkol. Nie watpie ze ma to wiecej wspolnego
              z zagraniami naszego board of ed i przyznaniem dla szkoly w zeszlym
              roku blekitnej wstazki niz z dobrem dzieci. Tym bardziej ze w naszym
              miescie tak naprawde nie ma programu dla takich dzieci i musza byc
              odsylane do Jersey City a z nimi oczywiscie wedruja dotacje ze stanu
              przyznawane na kazde dziecko (dlatego u nas jest tak malo dzieci
              specjalnej troski, znam rodzicow ktorzy sami wojuja z board of ed o
              przyznanie dzieciom statusu special ed a urzednicy odmawiaja). A
              propos telfonu od tej matki, co jej w koncu powiedzialas? Mnie
              Alexandra niedawno poinformowala ze Tata jednej z jej kolezanek
              (pisalam kiedys ze zostawil mi ta dziewczynke pod drzwiami) zagrozil
              ze jesli nie zaprosimy jego corki wykasuje nasz numer z telefonu
              ;))) Nie wiem czy to prawda czy dzieci cos nazmyslaly ale mijajac
              mnie pod moim domem (pracuje obok) udaje ze mnie nie zna LOL

              O ile kolega Kamila potrzebuje anger management class ;) to
              Alexandry kolezanka ma syndrom nigdy nie karanej rozganianej malpki.
              W styczniu byla u nas z matka i mlodsza siostra na playdate.
              Doslownie piec minut po przyjsciu do nas, nawet nie zdazyly zdjac
              kurtek i szalikow a Alexandry lozko, ktore miala dopiero od kilku
              miesiecy bylo zlamane w pol. Reakcja ich matki... ZADNA! Po ich
              wyjsciu musialam myc sciany w calym domu umazane czipsami, rozlanym
              piciem, pod lozkiem w swojej sypialni - chociaz jasno i wyraznie
              zabronilam tam wchodzic - znalazlam powrzucane chrupki (kota
              dokarmialy), a kot przez dwa dni nie mogl do siebie dojsc. A jako
              prezent przyniosly ze soba... nie uwierzycie, coz, mnie tez szczeka
              opadla gdy zobaczylam co matka wystawia z torby na stol... butelke
              wodki, przychodzac na playdate?! Ale co sie dziwic, na swieta jej
              corki nosza nauczycielkom w prezencie to samo. A z chrupkami i
              czipsami bylo tak ze przyszly nas odwiedzic pare dni po sylwestrze
              wiec, z braku miejsca w szafkach, mialam to i owo jeszcze na
              wierzchu. Od matki dzieci zawsze slyszalam ze takich rzeczy nie
              jedza wiec nie przyszlo mi do glowy to pochowac. A matka z miejsca,
              nie dajac mi dojsc do slowa zaczela gadac ze nie trzeba bylo nic
              przygotowywac ;), i zaraz wszystko obejrzala czy nie ma peanuts bo
              dzieci maja alergie. Myslalam ze powie dzieciom ze nie moga nic z
              tych rzeczy jesc ale skad, oczy im sie zaswiecily i powyciagaly
              chrupki garsciami zanim zdazylam zareagowac. To samo bylo z kotem, w
              domu nie wolno miec im zwierzat wiec nie widzac nigdy kota z bliska
              mojego prawie zamordowaly ze szczescia. Tak to jest jak dzieciom
              czegos nie wolno, teraz juz wiem co to znaczy gdy ktos mowi np.
              "moje dzieci zabawkami sie nie bawia" - bo zapewne wcale ich nie
              maja, chodza nacieszyc sie do innych (tak jak te dziewczynki, ktore
              moga dla rozrywki i rozwoju wyobrazni jedynie czytac lub rysowac - a
              ze po scianach to szczegol), a jakie sa efekty opisalam wyzej. Nie
              wspomnialam ze nie sluchaja sie matki KOMPLETNIE i robia na co im
              zywnie przyjdzie ochota. Dlatego wiecej noga zadnej z nich w moim
              domu nie postanie!!!


              • xeriusek Re: Powaznie niepowazny problem. 17.11.09, 15:18
                Odpowiedzialam jej, ze to tylko kilka godzin zabawy, a nie
                nocowanie. Po co ja sie glupia tlumaczylam w ogole ...
                Moje kontakty z nia ograniczaja sie teraz do usmiechnietego good
                morning, kilka slow o pogodzie i tyle.
                Jezeli nie ma sie na cos wplywu lepiej to poprostu odpuscic,
                zaoszczedzi sie na wlasnym zdrowiu :)
                Ja mam "sprawdzone" dzieci moich kolezanek, ktore znaja domowe
                zasady jak przychodza. Jedzenie w kuchni, zabawki w pokoju i one
                lubia stosowac sie do zasad, jesli sa jasne i konsekwentnie
                wymagane :)
                • edytais Re: Powaznie niepowazny problem. 18.11.09, 02:21
                  Horror playdate, edytkus?
                  Przypominaja mi sie stare czasy. Kolezanki Nicole i Emily po wejsciu do naszego
                  domu chyba maja misje: zrownac dom z ziemia!
                  Nam troche trudno bylo zerwac kontakty, bo glowa domu to kolega mojego meza w
                  pracy :( Cale szczescie jakos tak powoli sie kontakty poluzowaly. Coraz
                  zapraszali nas do siebie a my zawsze mielismy jakas wymowke. Zwykle, ze brak
                  czasu bo ja sie ucze itp. Po jakims czasie przestali zapraszac (moze tez
                  zrozumieli, ze nie chcemy jak uslyszeli, ze to do jednych znajomych poszlismy to
                  do drugich, lub innych goscimy u siebie). No i na szczescie jakiejs wielkiej
                  obrazy nie bylo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka