Dodaj do ulubionych

Mam doła...

03.07.04, 11:51
Dziewczyny ja już nie mogę.Byłam w czwartek na usg(dokładnie to było
8tyg.6dni).Jak Wam pisałam,byłam w ub. tyg. w szpitalu,mam krwiaka.Okazało
się,że krwiak jest większy o cm,niż wynikało to z usg robionego w szpitalu
tydzień wczesniej.A dzidziuś żyje,nawet się rusza,ale jest z wyglądu na
8tydzień+1dzień(trochę za mały).Cały czas plamię,leżę,lekarz powiedział,że
albo szpital albo leżenie plackiem w domu do 16tygodnia.O ile utrzymam tę
ciążę.Wiem,że tak musi być,więc leżę i leżę.Tylko,że to leżenie trwa miesiąc
a ja coraz gorzej wytrzymuję psychicznie.Czuję się jak kaleka,piąte koło u
wozu.Mój mąż już traci do mnie cierpliwość.Wczoraj nie
wytrzymałam,pokłóciliśmy się strasznie,powiedział mi okropną rzecz,wiem,że w
złości,ale do rana nie mogłam spać("obyś poroniła").Na co dzień bardzo mnie
wspiera,pomaga,wozi na zastrzyki,dba,ale jak mógł coś takiego powiedzieć?
Nawet nie przeprosił.Potem przekręcił swoje słowa,że niby powiedział"jak się
tak będziesz złościć to poronisz".A tak naprawdę kilkakrotnie krzyczał mi to
w twarz.
Naprawdę jest kochany,dobry,chciał tego dziecka.Tym bardziej mi
przykro,przecieza wie jaki to ból,bo już przez to przechodziłam.
Ja tez nie jestem jakoś szczególnie wymagająca.A on nie daje mi odczuć,że
jestem ciężarem.Tylko,że teraz czuję się okropnie.Co będzie dalej?Jak
wytrzymamy te kolejne miesiące?Przecież należy mu się odpoczynek,wyjazd nad
jezioro,z kolegami.Nie trzymam go na siłę w domu,jeździ sobie na
rowerze,siedzi w garażu.Ale ja jestem tak strasznie samotna i zdana na jego
łaskę.Nic mnie już nie cieszy,do niedawna duzo czytałam,serfowałam po
internecie,słuchałam muzyki.Teraz czuję się jak w więzieniu.Gdybym miała
jeszcze pewność,że dzięki temu dzidziuś przeżyje.Ale doktor powiedział,że
szansa nie jest mała,ale też nie duża.Mój facet jakby tego nie czuje.Pewnie
mysli,nie teraz,to spróbujemy jeszcze raz.
Normalnie jestem osobą aktywną,mam dużo zainteresowań.Ale nie mogę nawet
ruszyć się z łózka,nie mówiąc o pójściu gdziekolwiek.Okazuje się,że
tzw.przyjaciele nie mają czasu,by mnie odwiedzić,a ci co by chcieli
autentycznie nie mogą(dwie koleżanki dopiero urodziły).Ostatnio ciągle mam
doła,nie moge się nawet wyżalić,mój mąż twierdzi,że mi zazdrości tego
lenistwa i nic nie rozumie.Tak mi smutno...
Przepraszam za ten przygnębiający list,ale nie mam z kim o tym
pogadać.Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • perissa Re: Mam doła... 03.07.04, 12:16
      Kochana Misiu.. Nawet nie wiesz jak bardzo Cię rozumiem.. To historia bardzo
      podobna do mojej.. (tzn. sytuacja z ciążą i w domu). Moje styczniowo/lutowe
      maleństwo (Aniołek 26 luty, 9 t.c.) też było zagrożone - plamienia, bóle
      podbrzusza.. Też musiałam leżeć kilka tygodni plackiem. Męża mam dobrego, ale
      najwidoczniej nawet ci dobrzy i cierpliwi mogą nie wytrzymywać psychicznie
      takich sytuacji. U mnie jeszcze komplikuje sprawę fakt, że mamy 2,5 rocznego
      synka, który jest bardzo absorbujący. W lutym mój mąż musiał opiekować się
      dzieckiem, odwozić do nani, pracować, odbierać od niani, robić zakupy, gotować,
      prać, sprzątać.. Zakończyło się to awanturą (powiedział mi, że.. nie nadaję się
      do tego żeby mieć rodzinę..) i 25 lutego spakowałam ciężkie walizki, sama
      zatargałam je do samochodu razem z dzieckiem i wyprowadziłam się do mamy.
      Następnego dnia ból.. i dziecko w moim brzuchu zmarło. A on wtedy płakał.. i
      przeżywał.. Ale teraz znowu moja ciąża nie jest łatwa. Poplamiam. I pomimo
      poprzedniego żalu, mój mąż znowu nieraz zgrzyta zębami.. A ja w takich
      sytuacjach czuję bezsilność.. Czuję się jak kaleka, zawadzająca i nieprzydatna.
      I nieraz, chociaż plamię, to wstaję i robię coś w domu.. Tylko ja nie mam
      stwierdzonego na USG krwiaka. I nie mam tej pewności, którą masz Ty, że każdy
      ruch grozi śmiercią Twojemu dziecku. Misiu, zastanawiam się czy nie doradzić Ci
      w tej sytuacji pójścia do szpitala. Ja leżałam w 1 ciąży na patologii cały 5
      miesiąc i cały 8 miesiąc. I przykrzyło mi się, ale przynajmniej nie czułam się
      niczyją "zawalidrogą" - opiekowały się mną pielęgniarki a nie mąż. On mógł
      trochę odpocząć.. Być może, wbrew pozorom, odpoczęłabyś psychicznie (i Twój
      mąż też), a miałabyś na pewno większą gwarancję niż w domu na utrzymanie ciąży
      (w szpitalu można przecież nawet siusiać na basen, a ponadto tam nie korci żeby
      do czegokolwiek wstawać , no bo nie ma do czego....). Weź ze sobą książki
      (tylko te bardzo ciekawe, ja czytałam Agathę Cristie), spakuj kilka koniecznych
      rzeczy (kosmetyki, koszulki) - może poproś o pomoc w spakowaniu mamę lub
      rodzeństwo, nie męża.. Nie wiem czy Ci dobrze radzę, ale wydaje mi się, że
      jeśli jakaś sytuacja jest nie do wytrzymania, to nie może dalej trwać. Coś
      trzeba zmienić. Może ta zmiana (choćby chwilowa) oczyści trochę atmosferę..
      Całuję Cię bardzo mocno, w razie potrzeby w każdej chwili pisz (na forum lub na
      mój priv), Perissa. PS. A o dziecko walcz. Bo jeśli ustąpisz, to potem będzie
      być może jeszcze ciężej.. Musisz zrobić wszystko co w Twojej mocy, żeby niczego
      sobie nie zarzucić i nie mieć nigdy wyrzutów sumienia wobec maleństwa.
      • perissa Re: Mam doła... 03.07.04, 12:28
        I jeszcze jedno.. w szpitalu będziesz miała koleżanki.. Ciągle, i w podobnej
        sytuacji. Takie znajomości pomagają przetrwać.. Będziesz mniej samotna niż w
        domu. Całuję.
    • agnesm1 Re: Mam doła... 03.07.04, 15:49
      Ja tez na Twoim miejscu pomyslalabym chyba o szpitalu, ale o takim o ktorym
      wiesz, ze bedziesz miala dobra opieke i mila atmosfere bo z tym roznie bywa...
      w domu mimo wszystko zawsze ciagnie do roznych rzeczy i ciezko usiedziec w
      miejscu, gdy ma sie swiadomosc ze maz musi biegac i zalatwiac to co zazwyczaj
      Ty robilas...
      Poza tym w szpitalu jak pisala perrisa jest wiele dziewczyn w podobnej
      sytuacji - to pomaga... ja bylam w szpitalu niestety tylko na zabieg, ale nie
      bylam tam osamotniona - a dziewczyny sluzyly zawsze dobra rada i wsparciem w
      tych trudnych chwilach - nawet polozne okazaly sie w wiekszosci bardzo
      cieple... to pomaga
      w domu niestety jestes skazana na meza, ktory po pracy pewnie juz nie daje rady
      i czuje sie wyczerpany ta cala sytuacja...
      Przemysl to moze to na pewnien czas bedzie dobrym rozwiazaniem...
      Agnesm i mala 9 tygodniowa Fasolka
    • perissa Re: Mam doła... 03.07.04, 16:17
      I jeszcze jedno. O ile zrozumiałam dobrze, nie masz żadnego starszego dziecka.
      I choć to brzmi groteskowo, to jest to w tej chwili dla Ciebie pewien komfort..
      Możesz myśleć tylko o sobie i o Fasolce.. I dlatego masz wybór: dom - szpital.
      Ja nie mam takiego wyboru. Nie mogłabym zostawić rozeźlonego męża samego z 2,5
      rocznym synkiem, który za mną bardzo by tęsknił.. Wykorzystaj to. Myśl o SOBIE
      (+ o Twoim brzuszku). Kieruj się wyłącznie swoim dobrem.
      • misiabella Re: Mam doła... 03.07.04, 17:56
        Dziękuję Wam dziewczyny. Aż mi wstyd,że napisałam takiego posta. Mój mąż jest
        taki cudowny,a ja jeszcze narzekam...
        Jakoś nie wyobrażam sobie pobytu w szpitalu. Byłam tam w ciągu ostatniego roku
        3 razy i mam niemiłe wspomnienia. A przede wszystkim bardzo tęskniłam za
        domem,mężem. Porozmawiałam sobie teraz z teściową. To bardzo dobra kobieta.
        Chce nam pomagać,ale ja do tej pory starałam się jej nie sprawiać
        kłopotu,odmawiałam pomocy. Ale stwierdziłam,że schowam dumę do kieszeni i
        pozwolę jej nam pomóc.Będzie nam przynosić obiadki (mieszkamy w tym samym
        budynku,powiedziała,że dla niej to przyjemność,bo lubi gotować,a mi zawsze
        smakuje (hehehe). Moja mama mieszka w innym mieście i nie może nam pomagać.
        Mąż był dzisiaj dla mnie bardzo dobry,zresztą zawsze jest.
        Takie mam dziwne humory i nastroje,to chyba wina tej ciąży i jej hormonów.
        Przepraszam,że tak Was zaabsorbowałam swoim dołem...
        • agnesm1 Re: Mam doła... 03.07.04, 18:11
          Nie przepraszaj - kazda z nas ma trudne chwile i tutaj szukamy pocieszenia i
          wsparcia, a Tobie udalo sie znalezc calkiem niezle rozwiazanie... czasem
          niestety jestesmy zdane na pomoc innych, a prawda jest ze nie kazdy szpital to
          miejsce w ktorym poczujemy sie lepiej - czasem wrecz gorzej...

          A jesli chodzi o humorki to taki urok naszego stanu - hormony, obawy i
          bezradnosc sprawia ze robimy sie nerwowe... zwlaszcza w takich sytuacjach jak
          Twoja...

          Zycze duzo cierpliwosci w lezeniu... pomodle sie tez za Twoja mala Dzidzie,
          zeby wszystko bylo dobrze...
          3maj sie i pamietaj ze nie jestes sama smile
          Agnesm i Fasolka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka