agibubu
28.07.16, 08:12
Witam Dziewczyny. Mam na imię Agnieszka i mam 31 lat. Moja historia położnicza jest pewnie podobna do wielu z Was. W 2007r. zaszłam w ciążę, którą poroniłam w 10 tc, z zabiegiem łyżeczkowania. Równo po pół roku zaszłam w kolejną ciąże - córka urodziła się w 37 tc, poród sn, po porodzie łyżeczkowanie. 3,5 roku później urodził się syn, poród sn, bez powikłań. Tydzień temu straciłam kolejną ciążę w 11 tygodniu, która obumarła w 8. Znowu łyżeczkowanie. To już w sumie 3 zabiegi.
Jest mi bardzo źle, ale dzieci dają siłę do życia i walki. Upadek nie jest tak głęboki jak po pierwszej stracie. Wszystkie ciąże - zachodziłam od razu. Ale teraz się boję, że po 3 zabiegach to już może nie być takie proste? Czy któraś z Was mnie pocieszy że jest to jeszcze możliwe? Chcemy się starać po pierwszej @, takie mamy też przyzwolenie ginekologa. Ta ciąża od początku przebiegała źle - prawdopodobnie zarodek podjął decyzję, żeby się nie zagnieżdżać, ale widocznie się zamotał i do implantacji jeszcze doszło (implantacja była dość nisko, jakby próbował jednak się poronić, ale nie wyszło). Lekarz twierdził, że widział już takie ciąże, które zakończyły się dobrze i potem się podniosły jednak, ale biorąc pod uwagę finał tej historii, miało być u mnie jednak inaczej...
Boję się tylko o stan mojej macicy, niby po 2 abrazji już 2 razy zaszłam w ciążę, ale teraz mam za sobą kolejną...