headline
01.07.04, 11:42
KOTLET z pluszowego MISIA
Autor: balbinia
Data: 23.04.2004 11:40
Między kotkiem, którego dziecko przytula a krową czy świnią nie ma żadnej
różnicy, tyle, że kotek ma imię.
Tego, kto nie ma imienia, można zabić i zjeść.
PRZY OKRĄGŁYM WEGETARIAŃSKIM STOLE ROZMAWIAJĄ:
Wojciech Eichelberger - psychoterapeuta, członek zespołu Laboratorium
Psychoedukacji,
Piotr Gliński - socjolog kultury, adiunkt w Instytucie Fizjologii i
Socjologii PAN, związany z wieloma organizacjami ekologicznymi,
Bolesław Rok - doktor filozofii, szef wydawnictwa "Pusty Obłok" i goszczącej
nas restauracji "Kuchnia Artystyczna".
"Wegetariański Świat" reprezentuje Agnieszka Olędzka, redaktor naczelna.
BOLESŁAW ROK: Rodzice czują się zagrożeni. Z mięsem związane są wszystkie
wartości, które wkładali w wychowanie dziecka. Dziecko negując to - neguje
rodziców.
PIOTR GLIŃSKI: Z badań wynika, że 90% Polaków uważa, że zwierzęta czują
strach i ból tak samo jak człowiek, 55% Polaków jest przeciwna polowaniom,
40% - doświadczeniom na zwierzętach.
WOJCIECH EICHELBERGER: - Myślę, że nie tylko własnego ciała trzeba słuchać,
ale też tego, co się nazywa sumieniem.
Agnieszka Olędzka: "Nawet kiedy człowiek buntuje się przeciwko śmierci, tak
jak ja się buntuję, to jeszcze może z niej wyciągnąć boską przyjemność sam ją
zadając" - napisał Ernest Hemingway, wielki pisarz i wielki myśliwy. Zabić,
aby wziąć rekompensatę od losu za swoje poczucie niższości wobec Boga, losu,
śmierci, której podlegamy, zabić aby pokonać strach przed własna słabością?
Poprzez cudzą śmierć, tak jakby odwlekamy własną, mocujemy się z nią i ją
oswajamy. Czyż nie tak?
Wojciech Eichelberger: Gdy się raz zabije, to potem już łatwo zabić drugi
raz, a wręcz trzeba zabić drugi raz. Ponieważ zabijanie domaga się
uzasadnienia, domaga się też pewnego znieczulenia na samo to doświadczenie.
Zaczyna się bardzo niebezpieczny proces. W tym Hemingwayowskim cytacie kryje
się osobiste zaangażowanie i osobista pasja zabijania. Każde kolejne
zabijanie uzasadnia poprzednie. Ta "boska przyjemność" jest prawdziwym
nieszczęściem, gdyż żyjąc w antropocentrycznej kulturze, nazywając się
dziećmi Boga czy podobnymi Bogu, nie mamy udziału w akcie tworzenia. I możemy
swoją boskość realizować tylko paradoksalnie i bardzo tragicznie - poprzez
zabijanie.
Sporą część dzieciństwa spędziłem na wsi i bardzo boleśnie reagowałem na
widok zabijania kury czy świni, czy nawet łowienia ryb na haczyk. Było to dla
mnie doświadczenie, z którym nie mogłem sobie poradzić, ponieważ jednocześnie
żyłem w przekonaniu, wzmacnianym przez całą rodzinę, że mięso jest niezbędne
do życia. Myślę, że ten konflikt, który rozgrywał się wówczas w mojej
podświadomości, wpływał w dużej mierze na stan mojego zdrowia. Gdy ponad 20
lat temu zacząłem praktykować zen i dowiedziałem się, że człowiek może żyć
bez mięsa, moim pierwszym uczuciem była natychmiastowa ogromna ulga, że
nareszcie mogę zmienić skład pożywienia. Wiązało się to z pewnym
wyrzeczeniem, ponieważ wówczas już lubiłem smak mięsa. Ale to nie był
argument, ważne było, żeby tę ogromną część życia, którą człowiek spędza przy
jedzeniu i w związku z jedzeniem, przeżywać zgodnie z własnym sumieniem. We
mnie już była pewna gotowość do przyjęcia tej informacji; ja na nią
nieświadomie czekałem. Ale myślę, że czasami może być odwrotnie. Można zacząć
od informacji ściśle medycznych i niekoniecznie zdawać sobie sprawę do końca
z jakichś głębszych powodów, które przyczaiły się w naszej podświadomości i
chcą zmienić nasze postępowanie. Są jednak ludzie, do których informacja ta
dociera a jednak nie są w stanie nic zmienić. Mam kilku takich znajomych,
którzy opowiadają, że tyle się już naczytali o wegetarianizmie, mają
olbrzymie poczucie winy, że jedzą mięso i chcieliby się od jedzenia mięsa
uwolnić. W ciągu dnia im się to udaje, a w nocy idą do lodówki i wyjadają
kiełbasę.
Bolesław Rok: To pokazuje inny wymiar sprawy. Jedzenie mięsa jest nie tylko
nałogiem wypływającym z tradycji i obyczaju czy psychologicznym uwikłaniem
się
w lęk przed zmianą stylu życia i odżywiania, ale też nałogiem przypisanym
fizjologii.
Agnieszka Olędzka: Pisaliśmy o tym szeroko w pierwszym
numerze "Wegetariańskiego Świata" w artykule "Pożądanie zwane mięsem". Mięso
było zapewne pierwszym środkiem narkotycznym ludzkości, działało ekscytująco
i
dawało przejściowe poczucie wzrostu siły.
Bolesław Rok: Chciałem postawić pytanie: co można zrobić, jeśli ludzie wiedzą
już dokładnie wszystko o wszelkich aspektach jedzenia mięsa, ale nie chcą nic
zmienić? Czy powinniśmy dostarczać coraz więcej i coraz lepiej naukowo
sprawdzonych informacji, czy powinniśmy szokować migawkami z rzeźni? Czy w
ogóle cokolwiek robiąc pomagamy tym ludziom z podjęciem decyzji, czy może im
przeszkadzamy? Gdy się mówi o tym za dużo i za głośno, to człowiek broni się
przed taką informacją.
Piotr Gliński: Z badań socjologicznych przeprowadzonych w Polsce wynika, iż
90%
Polaków uważa, ze zwierzęta odczuwają strach i ból w takim samym stopniu jak
człowiek, 55% Polaków jest przeciwna polowaniom, 40% jest przeciwna
doświadczeniom na zwierzętach. Te wyniki pokazują, że istnieje u nas pewne
pole
do dyskusji, punkt startowy do dialogu na tematy wegetariańskie.
Agnieszka Olędzka: Doświadczenie zabijania w naszej kulturze zostało
całkowicie
odpersonalizowane. Nie jest ono osobistym doświadczeniem ludzi, tych, którzy
jedzą mięso. Oni dostają gotowy produkt na stół, który nazywa się szynka, a
nie
na przykład "ciało zwierzęcia".
Bolesław Rok: Rzadko osoba jedząca mięso zdaje sobie sprawę z tego, że ta
potrawa związana jest ze śmiercią. Uświadomienie ludziom, że to, co mają na
talerzu okupione jest cierpieniem zwierzęcia, na ogół wzbudza w nich poczucie
winy, po czym niechęć, a często agresję w stosunku do osoby o tym mówiącej.
Rzadko wpływa na zmianę postawy. Chciałbym, abyśmy zastanowili się nad tym,
na
ile możemy zmienić psychikę człowieka nie obwiniając go. Bo my mówimy mu:
spójrz, tu uczestniczyłeś w czymś, co my uważamy za zło.
Wojciech Eichelberger: Ja też myślę, że nie tędy droga. Myślę, że
jakiekolwiek
mówienie o wegetarianizmie musi być wolne od przemocy, bo zaprzeczałoby to
samej istocie sprawy. I jeśli są tacy, którzy używają wegetarianizmu, aby
wywyższać się, albo wywierać presję na innych, to może się to wydarzyć w
pierwszej fazie - neofickiej, jako konieczność obrony przed naciskiem
środowiska, rodziny, która domaga wycofania się z tych zmian. W pierwszej
fazie
zaczynamy gwałtownie poszukiwać sojuszników. Opowiadamy wszystkim o swoim
wegetarianizmie, dyskutujemy, aby jaśniej wytyczyć sobie to nowe terytorium.
Przekonując innych, kolejny raz przekonujemy siebie o dobrze wybranej drodze.
Potem pojawiają się nowe myśli, nowe problemy i sytuacja się uspokaja.
Pamiętam, że w tym okresie, gdy przestawiałem się na wegetarianizm, to
wszystko
zaczęło się wokół mnie zmieniać. Dużo ludzi odeszło z mojego otoczenia,
pojawili się zupełnie inni - to było tak jak podróż, w której jedzie się do
obcego miasta i nie wiadomo, czy w tym mieście ktoś wyjdzie na dworzec.
Bolesław Rok: Ja młodym ludziom, którzy przychodzą do mojej "Kuchni
Artystycznej" i którzy chcą zerwać z jedzeniem mięsa, doradzam, żeby
przygotowali dla swoich rodziców jakieś danie wegetariańskie, zamiast
obwieszczać im, że od dzisiaj nie jedzą mięsa. Gdy wyrzuci się centralną
część
posiłku, czyli kotlet, to ku przerażeniu troskliwych mam często zostają same
ziemniaki. Rodzice czują się zagrożeni. Zawsze to mięso było najważniejsze -
"zjedz chociaż mięsko". Wali się w gruzy ich sposób karmienia dziecka,
wychowania, ich wartości. Z mięsem są związane wszystkie wartości, które oni
wkładali w wychowanie swojego dziecka. Dziecko, negując to - neguje rodziców.
Ja uczę te dzieciaki, jak mogą swój wegetariani