Dodaj do ulubionych

KOTLET Z PLUSZOWEGO MISIA

01.07.04, 11:42
KOTLET z pluszowego MISIA
Autor: balbinia
Data: 23.04.2004 11:40


Między kotkiem, którego dziecko przytula a krową czy świnią nie ma żadnej
różnicy, tyle, że kotek ma imię.
Tego, kto nie ma imienia, można zabić i zjeść.

PRZY OKRĄGŁYM WEGETARIAŃSKIM STOLE ROZMAWIAJĄ:

Wojciech Eichelberger - psychoterapeuta, członek zespołu Laboratorium
Psychoedukacji,
Piotr Gliński - socjolog kultury, adiunkt w Instytucie Fizjologii i
Socjologii PAN, związany z wieloma organizacjami ekologicznymi,
Bolesław Rok - doktor filozofii, szef wydawnictwa "Pusty Obłok" i goszczącej
nas restauracji "Kuchnia Artystyczna".
"Wegetariański Świat" reprezentuje Agnieszka Olędzka, redaktor naczelna.

BOLESŁAW ROK: Rodzice czują się zagrożeni. Z mięsem związane są wszystkie
wartości, które wkładali w wychowanie dziecka. Dziecko negując to - neguje
rodziców.
PIOTR GLIŃSKI: Z badań wynika, że 90% Polaków uważa, że zwierzęta czują
strach i ból tak samo jak człowiek, 55% Polaków jest przeciwna polowaniom,
40% - doświadczeniom na zwierzętach.
WOJCIECH EICHELBERGER: - Myślę, że nie tylko własnego ciała trzeba słuchać,
ale też tego, co się nazywa sumieniem.


Agnieszka Olędzka: "Nawet kiedy człowiek buntuje się przeciwko śmierci, tak
jak ja się buntuję, to jeszcze może z niej wyciągnąć boską przyjemność sam ją
zadając" - napisał Ernest Hemingway, wielki pisarz i wielki myśliwy. Zabić,
aby wziąć rekompensatę od losu za swoje poczucie niższości wobec Boga, losu,
śmierci, której podlegamy, zabić aby pokonać strach przed własna słabością?
Poprzez cudzą śmierć, tak jakby odwlekamy własną, mocujemy się z nią i ją
oswajamy. Czyż nie tak?
Wojciech Eichelberger: Gdy się raz zabije, to potem już łatwo zabić drugi
raz, a wręcz trzeba zabić drugi raz. Ponieważ zabijanie domaga się
uzasadnienia, domaga się też pewnego znieczulenia na samo to doświadczenie.
Zaczyna się bardzo niebezpieczny proces. W tym Hemingwayowskim cytacie kryje
się osobiste zaangażowanie i osobista pasja zabijania. Każde kolejne
zabijanie uzasadnia poprzednie. Ta "boska przyjemność" jest prawdziwym
nieszczęściem, gdyż żyjąc w antropocentrycznej kulturze, nazywając się
dziećmi Boga czy podobnymi Bogu, nie mamy udziału w akcie tworzenia. I możemy
swoją boskość realizować tylko paradoksalnie i bardzo tragicznie - poprzez
zabijanie.
Sporą część dzieciństwa spędziłem na wsi i bardzo boleśnie reagowałem na
widok zabijania kury czy świni, czy nawet łowienia ryb na haczyk. Było to dla
mnie doświadczenie, z którym nie mogłem sobie poradzić, ponieważ jednocześnie
żyłem w przekonaniu, wzmacnianym przez całą rodzinę, że mięso jest niezbędne
do życia. Myślę, że ten konflikt, który rozgrywał się wówczas w mojej
podświadomości, wpływał w dużej mierze na stan mojego zdrowia. Gdy ponad 20
lat temu zacząłem praktykować zen i dowiedziałem się, że człowiek może żyć
bez mięsa, moim pierwszym uczuciem była natychmiastowa ogromna ulga, że
nareszcie mogę zmienić skład pożywienia. Wiązało się to z pewnym
wyrzeczeniem, ponieważ wówczas już lubiłem smak mięsa. Ale to nie był
argument, ważne było, żeby tę ogromną część życia, którą człowiek spędza przy
jedzeniu i w związku z jedzeniem, przeżywać zgodnie z własnym sumieniem. We
mnie już była pewna gotowość do przyjęcia tej informacji; ja na nią
nieświadomie czekałem. Ale myślę, że czasami może być odwrotnie. Można zacząć
od informacji ściśle medycznych i niekoniecznie zdawać sobie sprawę do końca
z jakichś głębszych powodów, które przyczaiły się w naszej podświadomości i
chcą zmienić nasze postępowanie. Są jednak ludzie, do których informacja ta
dociera a jednak nie są w stanie nic zmienić. Mam kilku takich znajomych,
którzy opowiadają, że tyle się już naczytali o wegetarianizmie, mają
olbrzymie poczucie winy, że jedzą mięso i chcieliby się od jedzenia mięsa
uwolnić. W ciągu dnia im się to udaje, a w nocy idą do lodówki i wyjadają
kiełbasę.
Bolesław Rok: To pokazuje inny wymiar sprawy. Jedzenie mięsa jest nie tylko
nałogiem wypływającym z tradycji i obyczaju czy psychologicznym uwikłaniem
się
w lęk przed zmianą stylu życia i odżywiania, ale też nałogiem przypisanym
fizjologii.
Agnieszka Olędzka: Pisaliśmy o tym szeroko w pierwszym
numerze "Wegetariańskiego Świata" w artykule "Pożądanie zwane mięsem". Mięso
było zapewne pierwszym środkiem narkotycznym ludzkości, działało ekscytująco
i
dawało przejściowe poczucie wzrostu siły.
Bolesław Rok: Chciałem postawić pytanie: co można zrobić, jeśli ludzie wiedzą
już dokładnie wszystko o wszelkich aspektach jedzenia mięsa, ale nie chcą nic
zmienić? Czy powinniśmy dostarczać coraz więcej i coraz lepiej naukowo
sprawdzonych informacji, czy powinniśmy szokować migawkami z rzeźni? Czy w
ogóle cokolwiek robiąc pomagamy tym ludziom z podjęciem decyzji, czy może im
przeszkadzamy? Gdy się mówi o tym za dużo i za głośno, to człowiek broni się
przed taką informacją.
Piotr Gliński: Z badań socjologicznych przeprowadzonych w Polsce wynika, iż
90%
Polaków uważa, ze zwierzęta odczuwają strach i ból w takim samym stopniu jak
człowiek, 55% Polaków jest przeciwna polowaniom, 40% jest przeciwna
doświadczeniom na zwierzętach. Te wyniki pokazują, że istnieje u nas pewne
pole
do dyskusji, punkt startowy do dialogu na tematy wegetariańskie.
Agnieszka Olędzka: Doświadczenie zabijania w naszej kulturze zostało
całkowicie
odpersonalizowane. Nie jest ono osobistym doświadczeniem ludzi, tych, którzy
jedzą mięso. Oni dostają gotowy produkt na stół, który nazywa się szynka, a
nie
na przykład "ciało zwierzęcia".
Bolesław Rok: Rzadko osoba jedząca mięso zdaje sobie sprawę z tego, że ta
potrawa związana jest ze śmiercią. Uświadomienie ludziom, że to, co mają na
talerzu okupione jest cierpieniem zwierzęcia, na ogół wzbudza w nich poczucie
winy, po czym niechęć, a często agresję w stosunku do osoby o tym mówiącej.
Rzadko wpływa na zmianę postawy. Chciałbym, abyśmy zastanowili się nad tym,
na
ile możemy zmienić psychikę człowieka nie obwiniając go. Bo my mówimy mu:
spójrz, tu uczestniczyłeś w czymś, co my uważamy za zło.
Wojciech Eichelberger: Ja też myślę, że nie tędy droga. Myślę, że
jakiekolwiek
mówienie o wegetarianizmie musi być wolne od przemocy, bo zaprzeczałoby to
samej istocie sprawy. I jeśli są tacy, którzy używają wegetarianizmu, aby
wywyższać się, albo wywierać presję na innych, to może się to wydarzyć w
pierwszej fazie - neofickiej, jako konieczność obrony przed naciskiem
środowiska, rodziny, która domaga wycofania się z tych zmian. W pierwszej
fazie
zaczynamy gwałtownie poszukiwać sojuszników. Opowiadamy wszystkim o swoim
wegetarianizmie, dyskutujemy, aby jaśniej wytyczyć sobie to nowe terytorium.
Przekonując innych, kolejny raz przekonujemy siebie o dobrze wybranej drodze.
Potem pojawiają się nowe myśli, nowe problemy i sytuacja się uspokaja.
Pamiętam, że w tym okresie, gdy przestawiałem się na wegetarianizm, to
wszystko
zaczęło się wokół mnie zmieniać. Dużo ludzi odeszło z mojego otoczenia,
pojawili się zupełnie inni - to było tak jak podróż, w której jedzie się do
obcego miasta i nie wiadomo, czy w tym mieście ktoś wyjdzie na dworzec.
Bolesław Rok: Ja młodym ludziom, którzy przychodzą do mojej "Kuchni
Artystycznej" i którzy chcą zerwać z jedzeniem mięsa, doradzam, żeby
przygotowali dla swoich rodziców jakieś danie wegetariańskie, zamiast
obwieszczać im, że od dzisiaj nie jedzą mięsa. Gdy wyrzuci się centralną
część
posiłku, czyli kotlet, to ku przerażeniu troskliwych mam często zostają same
ziemniaki. Rodzice czują się zagrożeni. Zawsze to mięso było najważniejsze -
"zjedz chociaż mięsko". Wali się w gruzy ich sposób karmienia dziecka,
wychowania, ich wartości. Z mięsem są związane wszystkie wartości, które oni
wkładali w wychowanie swojego dziecka. Dziecko, negując to - neguje rodziców.
Ja uczę te dzieciaki, jak mogą swój wegetariani
Obserwuj wątek
    • balbinia Re: KOTLET Z PLUSZOWEGO MISIA 03.07.04, 18:35
      Rodzice czują się zagrożeni. Zawsze to mięso było najważniejsze -
      "zjedz chociaż mięsko". Wali się w gruzy ich sposób karmienia dziecka,
      wychowania, ich wartości. Z mięsem są związane wszystkie wartości, które oni
      wkładali w wychowanie swojego dziecka. Dziecko, negując to - neguje rodziców.
      Ja uczę te dzieciaki, jak mogą swój wegetariani


      A GDZIE KOLEJNA CZESC ??? URWALO :/
    • headline Cz. 1 03.07.04, 19:30
      Między kotkiem, którego dziecko przytula a krową czy świnią nie ma żadnej
      różnicy, tyle, że kotek ma imię.
      Tego, kto nie ma imienia, można zabić i zjeść.

      PRZY OKRĄGŁYM WEGETARIAŃSKIM STOLE ROZMAWIAJĄ:

      Wojciech Eichelberger - psychoterapeuta, członek zespołu Laboratorium
      Psychoedukacji,
      Piotr Gliński - socjolog kultury, adiunkt w Instytucie Fizjologii i
      Socjologii PAN, związany z wieloma organizacjami ekologicznymi,
      Bolesław Rok - doktor filozofii, szef wydawnictwa "Pusty Obłok" i goszczącej
      nas restauracji "Kuchnia Artystyczna".
      "Wegetariański Świat" reprezentuje Agnieszka Olędzka, redaktor naczelna.

      BOLESŁAW ROK: Rodzice czują się zagrożeni. Z mięsem związane są wszystkie
      wartości, które wkładali w wychowanie dziecka. Dziecko negując to - neguje
      rodziców.
      PIOTR GLIŃSKI: Z badań wynika, że 90% Polaków uważa, że zwierzęta czują
      strach i ból tak samo jak człowiek, 55% Polaków jest przeciwna polowaniom,
      40% - doświadczeniom na zwierzętach.
      WOJCIECH EICHELBERGER: - Myślę, że nie tylko własnego ciała trzeba słuchać,
      ale też tego, co się nazywa sumieniem.


      Agnieszka Olędzka: "Nawet kiedy człowiek buntuje się przeciwko śmierci, tak
      jak ja się buntuję, to jeszcze może z niej wyciągnąć boską przyjemność sam ją
      zadając" - napisał Ernest Hemingway, wielki pisarz i wielki myśliwy. Zabić,
      aby wziąć rekompensatę od losu za swoje poczucie niższości wobec Boga, losu,
      śmierci, której podlegamy, zabić aby pokonać strach przed własna słabością?
      Poprzez cudzą śmierć, tak jakby odwlekamy własną, mocujemy się z nią i ją
      oswajamy. Czyż nie tak?
      Wojciech Eichelberger: Gdy się raz zabije, to potem już łatwo zabić drugi
      raz, a wręcz trzeba zabić drugi raz. Ponieważ zabijanie domaga się
      uzasadnienia, domaga się też pewnego znieczulenia na samo to doświadczenie.
      Zaczyna się bardzo niebezpieczny proces. W tym Hemingwayowskim cytacie kryje
      się osobiste zaangażowanie i osobista pasja zabijania. Każde kolejne
      zabijanie uzasadnia poprzednie. Ta "boska przyjemność" jest prawdziwym
      nieszczęściem, gdyż żyjąc w antropocentrycznej kulturze, nazywając się
      dziećmi Boga czy podobnymi Bogu, nie mamy udziału w akcie tworzenia. I możemy
      swoją boskość realizować tylko paradoksalnie i bardzo tragicznie - poprzez
      zabijanie.
      Sporą część dzieciństwa spędziłem na wsi i bardzo boleśnie reagowałem na
      widok zabijania kury czy świni, czy nawet łowienia ryb na haczyk. Było to dla
      mnie doświadczenie, z którym nie mogłem sobie poradzić, ponieważ jednocześnie
      żyłem w przekonaniu, wzmacnianym przez całą rodzinę, że mięso jest niezbędne
      do życia. Myślę, że ten konflikt, który rozgrywał się wówczas w mojej
      podświadomości, wpływał w dużej mierze na stan mojego zdrowia. Gdy ponad 20
      lat temu zacząłem praktykować zen i dowiedziałem się, że człowiek może żyć
      bez mięsa, moim pierwszym uczuciem była natychmiastowa ogromna ulga, że
      nareszcie mogę zmienić skład pożywienia. Wiązało się to z pewnym
      wyrzeczeniem, ponieważ wówczas już lubiłem smak mięsa. Ale to nie był
      argument, ważne było, żeby tę ogromną część życia, którą człowiek spędza przy
      jedzeniu i w związku z jedzeniem, przeżywać zgodnie z własnym sumieniem. We
      mnie już była pewna gotowość do przyjęcia tej informacji; ja na nią
      nieświadomie czekałem. Ale myślę, że czasami może być odwrotnie. Można zacząć
      od informacji ściśle medycznych i niekoniecznie zdawać sobie sprawę do końca
      z jakichś głębszych powodów, które przyczaiły się w naszej podświadomości i
      chcą zmienić nasze postępowanie. Są jednak ludzie, do których informacja ta
      dociera a jednak nie są w stanie nic zmienić. Mam kilku takich znajomych,
      którzy opowiadają, że tyle się już naczytali o wegetarianizmie, mają
      olbrzymie poczucie winy, że jedzą mięso i chcieliby się od jedzenia mięsa
      uwolnić. W ciągu dnia im się to udaje, a w nocy idą do lodówki i wyjadają
      kiełbasę.
      Bolesław Rok: To pokazuje inny wymiar sprawy. Jedzenie mięsa jest nie tylko
      nałogiem wypływającym z tradycji i obyczaju czy psychologicznym uwikłaniem się
      w lęk przed zmianą stylu życia i odżywiania, ale też nałogiem przypisanym
      fizjologii.
      • headline Re: Cz. 2 03.07.04, 19:32
        Agnieszka Olędzka: Pisaliśmy o tym szeroko w pierwszym
        numerze "Wegetariańskiego Świata" w artykule "Pożądanie zwane mięsem". Mięso
        było zapewne pierwszym środkiem narkotycznym ludzkości, działało ekscytująco i
        dawało przejściowe poczucie wzrostu siły.
        Bolesław Rok: Chciałem postawić pytanie: co można zrobić, jeśli ludzie wiedzą
        już dokładnie wszystko o wszelkich aspektach jedzenia mięsa, ale nie chcą nic
        zmienić? Czy powinniśmy dostarczać coraz więcej i coraz lepiej naukowo
        sprawdzonych informacji, czy powinniśmy szokować migawkami z rzeźni? Czy w
        ogóle cokolwiek robiąc pomagamy tym ludziom z podjęciem decyzji, czy może im
        przeszkadzamy? Gdy się mówi o tym za dużo i za głośno, to człowiek broni się
        przed taką informacją.
        Piotr Gliński: Z badań socjologicznych przeprowadzonych w Polsce wynika, iż 90%
        Polaków uważa, ze zwierzęta odczuwają strach i ból w takim samym stopniu jak
        człowiek, 55% Polaków jest przeciwna polowaniom, 40% jest przeciwna
        doświadczeniom na zwierzętach. Te wyniki pokazują, że istnieje u nas pewne pole
        do dyskusji, punkt startowy do dialogu na tematy wegetariańskie.
        Agnieszka Olędzka: Doświadczenie zabijania w naszej kulturze zostało całkowicie
        odpersonalizowane. Nie jest ono osobistym doświadczeniem ludzi, tych, którzy
        jedzą mięso. Oni dostają gotowy produkt na stół, który nazywa się szynka, a nie
        na przykład "ciało zwierzęcia".
        Bolesław Rok: Rzadko osoba jedząca mięso zdaje sobie sprawę z tego, że ta
        potrawa związana jest ze śmiercią. Uświadomienie ludziom, że to, co mają na
        talerzu okupione jest cierpieniem zwierzęcia, na ogół wzbudza w nich poczucie
        winy, po czym niechęć, a często agresję w stosunku do osoby o tym mówiącej.
        Rzadko wpływa na zmianę postawy. Chciałbym, abyśmy zastanowili się nad tym, na
        ile możemy zmienić psychikę człowieka nie obwiniając go. Bo my mówimy mu:
        spójrz, tu uczestniczyłeś w czymś, co my uważamy za zło.
        Wojciech Eichelberger: Ja też myślę, że nie tędy droga. Myślę, że jakiekolwiek
        mówienie o wegetarianizmie musi być wolne od przemocy, bo zaprzeczałoby to
        samej istocie sprawy. I jeśli są tacy, którzy używają wegetarianizmu, aby
        wywyższać się, albo wywierać presję na innych, to może się to wydarzyć w
        pierwszej fazie - neofickiej, jako konieczność obrony przed naciskiem
        środowiska, rodziny, która domaga wycofania się z tych zmian. W pierwszej fazie
        zaczynamy gwałtownie poszukiwać sojuszników. Opowiadamy wszystkim o swoim
        wegetarianizmie, dyskutujemy, aby jaśniej wytyczyć sobie to nowe terytorium.
        Przekonując innych, kolejny raz przekonujemy siebie o dobrze wybranej drodze.
        Potem pojawiają się nowe myśli, nowe problemy i sytuacja się uspokaja.
        Pamiętam, że w tym okresie, gdy przestawiałem się na wegetarianizm, to wszystko
        zaczęło się wokół mnie zmieniać. Dużo ludzi odeszło z mojego otoczenia,
        pojawili się zupełnie inni - to było tak jak podróż, w której jedzie się do
        obcego miasta i nie wiadomo, czy w tym mieście ktoś wyjdzie na dworzec.
        Bolesław Rok: Ja młodym ludziom, którzy przychodzą do mojej "Kuchni
        Artystycznej" i którzy chcą zerwać z jedzeniem mięsa, doradzam, żeby
        przygotowali dla swoich rodziców jakieś danie wegetariańskie, zamiast
        obwieszczać im, że od dzisiaj nie jedzą mięsa. Gdy wyrzuci się centralną część
        posiłku, czyli kotlet, to ku przerażeniu troskliwych mam często zostają same
        ziemniaki. Rodzice czują się zagrożeni. Zawsze to mięso było najważniejsze -
        "zjedz chociaż mięsko". Wali się w gruzy ich sposób karmienia dziecka,
        wychowania, ich wartości. Z mięsem są związane wszystkie wartości, które oni
        wkładali w wychowanie swojego dziecka. Dziecko, negując to - neguje rodziców.
        Ja uczę te dzieciaki, jak mogą swój wegetarianizm pokazywać innym.
        Niekoniecznie to musi być walka - wojna przy stole, ale na przykład wspólne
        gotowanie.
        Wojciech Eichelberger: Dziecko jest udręczone tą podwójną moralnością, z którą
        styka się już w pierwszych latach swojego życia. Stosunek do zwierząt jest dla
        dziecka pierwszym obszarem doświadczenia miłości, wspólnoty ze światem innym
        niż matka. Z jednej strony dostaje pluszowe zwierzątka, książeczki o
        zwierzątkach, uczy się głosów zwierząt, potem dostaje żywe zwierzątko, a
        jednocześnie karmione jest zabitymi zwierzętami i jest to pierwszy szok moralny
        w naszym doświadczeniu. Uczymy się, że można w coś wierzyć i coś mówić, coś
        przeżywać i to nie ma nic wspólnego z tym co robimy. Potem to ciągnie się za
        nami przez całe życie. I ta sprawa bardzo boli, uwiera gdzieś w podświadomości.
        Dziecko ma daleko bardziej rozwiniętą intuicję niż dorośli i wie, że między
        pieskiem i kotkiem, które przytula, a świnką nie ma różnic. Że to jest ten sam
        świat. Sprawa się różni tylko tym, że jego piesek ma imię. A tego, kogo się nie
        zna z imienia, do kogo się nigdy nie podeszło i nie pogłaskało i komu odmawia
        się przyjaźni, można zabić i zjeść.
        Agnieszka Olędzka: Jakie konsekwencje może mieć takie zachowanie?
        Wojciech Eichelberger: Jest to zalążek pewnej schizofrenicznej postawy w życiu -
        rozdwojenie osobowości na jedną, która niby podtrzymuje wartość miłości,
        współczucia, chronienia życia oraz drugą, która niezależnie od tamtej zabija i
        zjada. To nasza cywilizacja jest właśnie schizofreniczna - to, co mówimy, co
        deklarujemy, w co usiłujemy wierzyć, co wielbimy, czy to, do czego się modlimy,
        rozmija się z tym, co robimy.
        Agnieszka Olędzka: Czy można zaryzykować twierdzenie, że tak dużo obecnych
        teraz przypadków nieradzenia sobie z własną psychiką, kalekich osobowości ma
        powiązanie z tym dziecięcym problemem z kotletem?
        Wojciech Eichelberger: Może mieć. Tak jak powiedziałem jest to jedno z
        najbardziej pierwotnych doświadczeń tego konfliktu między tym, co się
        deklaruje, a tym, co się robi. To się musi rozmijać. A doświadczenie to jest
        niebezpieczne i konsekwencje tego widoczne są przez całe późniejsze dorosłe
        życie.
        • headline Re: Cz. 3 03.07.04, 19:33
          Piotr Gliński: Moje przejście na wegetarianizm było nietypowe. Miałem od wielu
          lat kontakty z grupami ekologicznymi, wegetariańskimi. Znałem cały szereg
          różnorodnych racjonalnych powodów medycznych i etycznych, dla których człowiek
          powinien być wegetarianinem. I nie wiem, dlaczego przeszedłem na wegetarianizm.
          Któregoś dnia, dwa i pół roku temu pomyślałem sobie, że przydałoby mi się w
          życiu troszeczkę wyrzeczenia czy ascezy i akurat wegetarianizm był pod ręką.
          Później już nie miałem ani jednego momentu, w którym myślałbym o kiełbasie.
          Bolesław Rok: I... lubisz siebie za to.
          Wojciech Eichelberger: Asceza z punktu widzenia obserwatora zewnętrznego jest
          pasmem wyrzeczeń i umartwiania się, a z punktu widzenia tego, który jej
          doświadcza może być otwieraniem się nowych światów, sięganiem do rogu
          obfitości. W naszej judeo-chrześcijańskiej kulturze wegetarianizm jest
          podnoszony do rangi praktyki religijnej jako post np. w piątki czy w Wigilię.
          Jest to odświętna praktyka duchowa, która ma pomóc człowiekowi w obliczu
          świętego wydarzenia, w którym uczestniczy, skontaktować się bliżej, lepiej z
          wymiarem duchowym w sobie. Jest to ciekawe, że ludzie zanurzeni głęboko w tej
          kulturze i tradycji traktują to jako nieprawdopodobne wyrzeczenie, umartwianie
          się, skrajny ascetyzm, że wyrzekają się mięsa w piątek czy w Wielki Tydzień.
          Myślę, że wegetarianie mogą budzić agresję w tym sensie, że ludziom
          przywiązanym do kotleta jawią się bardziej święci niż święci.
          Piotr Gliński : Są też inne reakcje, jak na przykład wyśmiewanie czy agresja
          ze
          strony ludzi, którzy są najczęściej bezrefleksyjnie nastawieni do cywilizacji,
          w której żyją, usadowili się w niej, przyjęli jakieś funkcjonujące wzorce
          rozwoju i dla nich jest dość nieprzyjemnym pytaniem, pytanie o sens wyścigu
          szczurów, tego w czym uczestniczą. Nieprzyjemne jest też dla nich
          kwestionowanie zasadniczych elementów ich kultury czy stylu życia. I dlatego
          ich reakcja może być agresywna. Dodam jednak, że z nimi też można dyskutować.
          Bolesław Rok: Nigdy nie uważałem siebie za kogoś lepszego, bardziej świętego
          przez to, że nie jem mięsa. Przyznam się, że jestem pionierem wegetarianizmu w
          Polsce. Od 20 lat nie miałem potrzeby pokazywania tego, eksponowania ani
          potrzeby przekonywania innych. Kiedyś zdarzyło się, że znalazłem się na
          przyjęciu specjalnie dla mnie przygotowanym, gdzie były same dania mięsne -
          wówczas jadłem. Nigdy bym nie powiedział o sobie: powstrzymuję się od jedzenia
          mięsa; ja po prostu nie jem mięsa, nie uczestniczę w procederze zabijania, nie
          jem pokarmu, który - co intuicyjnie czuję - nie jest dla mnie dobry. Energie,
          które towarzyszą mięsu, są negatywne dla mojego organizmu. Nie chcę zaśmiecać
          organizmu takim pokarmem, tak jak nie chcę zaśmiecać umysłu niepotrzebnymi
          rzeczami. Można to nazwać praktyką czystości.


          Autor: spisała: Agnieszka Olędzka
          • pawwww ..... 03.07.04, 20:11
            naprawde interesujace wypowiedzi.dzieki
          • balbinia Re: Cz. 3 28.06.05, 17:01
            Tak podbijam, moze jeszcze ktos nie czytal :)
            • miss_dronio Dziekuję Balb. i Hedl-właśnie przeczytałam (nt) 02.07.05, 15:16
    • murraya Re: KOTLET Z PLUSZOWEGO MISIA 02.12.05, 11:30
      super. Właśnie w tym jest problem i oni go dostrzegaja. Znam kilku wegan którzy pałaja wstretem do niewegetarian, ba oni nawet nie chca rozmawiać z takimi osobami, mówiąc że nie zasługuja na to , nie zasługują na szacunek. Tak jakby nie rozumieli ze jedzenie miesa jest uzaleznieniem i nie wszyscy maja na tyle silna wolę by zerwac z tym nałogiem. Uważaja ich za ludzi gorszej klasy, w pewnych momentach staje sie to juz faszyzm. Ja traktuje ich
      na równi z sobą, i wiem że zasługuja na szacunek tak samo jak ja czy którykolwiek człowiek. Tacy wegetarianie/weganie jeszcze bardziej zniechecaja ludzi jedzacych mięso do zmiany diety. Są zbyt nachalni, agresywni w stosunku do innych tym samym wzbudzaja agresję u jedzacych mięso do wegetarianizmu i do nich samych. Nie tędy droga. Taki człowiek jest jak alkoholik, jak palacz papierosów, niech popatrza jak się walczy z takimi nałogami, i "stosuja podobne techniki nawracania". Powiedz Palaczowi albo alkoholikowi że ma problem, że musi zerwać znałogiem. Jaka jest reakcja? Tak samo jest z osobami jedzącymi mięso. Pozdrawiam wszystkich.
      • yehudee Re: KOTLET Z PLUSZOWEGO MISIA 14.07.06, 14:40
        Moze będzie prowokacyjnie, ale pytam (jako laik) z czystej ciekawości.
        Dlaczego wegetarianizm? Wydaje mi się, że nie chodzi tu przecież o naszą
        tradycję kotleta schabowego. Tak jest po prostu skonstruowany łańcuch pokarmowy.
        Ktoś musi zjeść kogoś innego, żeby ten mógł być zjedzony przez jeszcze kogoś.
        Nie człowiek to wymyślił - istniało to przecież od zarania dziejów. Dlaczego
        człowiek miałby to zmieniać?
        • martvica Re: KOTLET Z PLUSZOWEGO MISIA 14.07.06, 20:09
          Osobiście nie czuję się drapieżnikiem. W najmniejszym stopniu.
          Dlaczego wegetarianizm? Bedzie prowokacyjnie;)
          Bo tak! :)
          • yehudee Re: KOTLET Z PLUSZOWEGO MISIA 15.07.06, 23:41
            Noo... Ale to co innego. Mi chodziło ogólnie o ludzi jako całość a nie
            pojedyncze jednostki. Że jednostki nie jedzą mięsa czy nie robią czegośtam to
            rozumiem. Zastanawiam się natomiast nad przekazem tego wątku, który według mnie
            sugeruje że docelowo wszyscy powinni porzucić mięso... I tego właśnie do końca
            nie kupuję...
            • martvica Re: KOTLET Z PLUSZOWEGO MISIA 18.07.06, 22:18
              Ogólnie ludzie jako całość też nie są drapieżnikami, znaczy się nawet
              zatwardziałych mięsożerców sobie nie wyobrażam jak polują, zagryzają i w
              ogóle... Baaardzo pojedynczo potrafiliby zabić używając narzędzi albo przejść na
              rybożerstwo.
              Jeśli zjedzenie kotleta wymagałby zarżnięcia świnki to zapewne woleliby się
              żywić przysłowiowymi ziemniakami, przed wykopaniem których nikt nie miałby oporów.
              Fakt, że moi znajomi to też tylko jednostki i nie wiem jak jest z ogółem:P
              • yehudee Re: KOTLET Z PLUSZOWEGO MISIA 19.07.06, 10:42
                Zgadzam się, że współcześni, żyjący w miastach ludzie mieliby problem z zabiciem
                czegoś większego niż osa. Ale już na wsi (przynajmniej jeszcze kilka-kilkanaście
                lat temu) było to dosyć oczywiste i nikt nie dziwił się zabijaniem
                świń/krów/królików/kur które przeznaczone były do jedzenia. (pomijam już
                barbarzyńskie topienie kotów). Wydaje mi się że to raczej kwestia potrzeby lub
                jej braku powoduje, że dalecy jesteśmy od zabijania zwierząt osobiście, ale być
                może ta umiejętność wróciła by szybko wraz z potrzebą.
                • ja_joanna Re: KOTLET Z PLUSZOWEGO MISIA 25.07.06, 10:33
                  > Zgadzam się, że współcześni, żyjący w miastach ludzie mieliby problem z zabicie
                  > m
                  > czegoś większego niż osa. Ale już na wsi (przynajmniej jeszcze kilka-kilkanaści
                  > e
                  > lat temu) było to dosyć oczywiste i nikt nie dziwił się zabijaniem
                  > świń/krów/królików/kur które przeznaczone były do jedzenia.

                  Czekaj, czekaj, a widziales u siebie moze ostre spiczaste pazury do
                  rozszarpywania zwierzyny i takiez zeby?

                  Nasz uklad pokarmowy jest typowy dla roslinozercow (jest dlugi). Ludzie nie sa z
                  natury miesozerni.

                  > Wydaje mi się że to raczej kwestia potrzeby lub
                  > jej braku powoduje, że dalecy jesteśmy od zabijania zwierząt osobiście, ale być
                  > może ta umiejętność wróciła by szybko wraz z potrzebą.

                  To nie jest kwestia umiejetnosci tylko przystosowania przez nature. A poza
                  cechami anatomicznymi, ktorych nam brakuje, jestesmy wyposazeni w moralnosc. A
                  ta podpowiada nam, nie bez powodu, ze zabijanie boli.



                  Pozdrowienia,


                  Joanna
                  PS: Bardzo ladna rozmowa.
                  PS: Przepraszam za brak polskich liter, ale aktualnie uzywam niemiecka klawiature.
                  • yehudee Re: KOTLET Z PLUSZOWEGO MISIA 29.07.06, 09:55
                    :) Pazurów ani wielkich zębów rzeczywiście nie mam ;) Co do przewodu pokarmowego
                    to się do końca nie zgodzę - nasz układ pokarmowy jest raczej czymś pomiędzy
                    układem drapieżników a roślinożerców (jednak daleko nam do krowy).
                    A że zabijanie boli... Chyba zwierzęta też zdają sobie z tego sprawę. A w naszym
                    codziennym życiu pełno jest chyba przykładów na to, że człowiek to jednak
                    bestia, która jest również napędzana agresją... I pewnie, że dobrze, żeby jej
                    było jak najmniej, ale to chyba jest jednak nasza natura... I wydaje mi się, że
                    dużo ważniejsze byłoby zapewnienie, żeby ta śmierć zwierząt była jak najmniej
                    bestialska a ich chów odbywał się w przyzwoitych warunkach. I o to, wydaje mi
                    się, warto walczyć... A może za kilkaset lat człowiek trochę się zmieni...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka