Dodaj do ulubionych

Poe "Hello"

12.05.05, 00:46
Ta płyta ukazała się dziesięć lat temu. No to w okrągłą rocznicę będę
apelował, eee... hajpował, eee... bo w sumie mało to znany materiał, a
szkoda. Z trzech powodów:
- mało jest płyt, gdzie każdy utwór jest inny
- mało jest płyt, gdzie każdy utwór jest inny i nie ma żadnego słabego
- mało jest płyt, gdzie każdy utwór jest inny i nie ma żadnego słabego, a
przy tym całość nie robi wrażenia przypadkowej zbieraniny dzięki silnej
osobowości szefa przedsięwzięcia
Szef prezentuje silną osobowość i płeć żeńską, głosowo jest to, powiedzmy,
Sophie Ellis-Bextor (ale kto był pierwszy? no na pewno nie Sophie)
przyprawiona amerykańskim college'em i dymem z fajek. Z pomocą producencką
pospieszyli RJ Rice (kto to jest? "Hello" udowadnia, że majster i przekozak,
tylko jakoś mało znany) i Dave Jerden.

1) Hello

Na, literalnie, dzień dobry, mamy hiphopowy beat, przestrzenne smyczkopodobne
pady, ultraniski bas i smakowite oszczędne zagrywki gitary z kaczką.
Słyszycie to? :) Poe prezentuje już tu w pełni swój dualny styl: w zwrotkach
jest zblazowana i zrezygnowana (tak śpiewa częściej), w refrenach dziewczęco-
erotyczna.

2) Trigger Happy Jack

Gramy ostrzej: Dean Pleasants na gitarze, Matt Sorum na bębnach. Utwór brzmi
niedbale, trochę garażowo, wznosząca się po skali melodia w refrenie i
ryzykowne wielogłosy zaraz potem - sam miód. Tekst ciut schizofreniczny, ale
ciekawy.

3) Choking The Cherry

A to już zupełny garaż. Akompaniuje zespół Vibe#5, brzmiący jak mniej
otumaniony toksynami Kyuss. W zwrotce głos wokalistki przepuszczony przez
fuzzbox, bardziej skoczny, czysty refren wpada w ucho. Ciekawostka: twórcy
płyty uznali za stosowne umieścić przy utworze adnotację, iż "nagrano go w
całości przy użyciu systemu Pro Tools". Taki był to ewenement w roku 1995,
czy taka umowa z firmą Digidesign?

4) That Day

Dwie i pół minuty głosu Poe (która mniej śpiewa, a bardziej mówi) plus
wiolonczeli Camerona Stone'a - coś mi to nazwisko przypomina (na zmianę
pizzicato i ostro ciągnięte, przesterowane akordy). Dziwne, ale ciekawe,
chwila oddechu w sam raz.

5) Angry Johnny

Zdecydowanie najciekawszy numer na płycie, także jedyny który od biedy można
nazwać reprezentatywnym (i pewnie dlatego to był singiel). Śmieciarski beat,
kapitalna linia basu (pojechana właściwie na samych kwartach i kwintach),
dużo dziwnych dźwięków z samplera, schowana w tle gitara (i po raz kolejny
brawa dla gitarzysty za wyjątkowe wyczucie). Nie do opisania numer - z niczym
mi się nie kojarzy. Poe śpiewa leciutko, numer wpada w ucho jak cholera, a
klimat ma zupełnie wyjątkowy - taki, powiedzmy, sadystyczno erotyczny. Tylko
proszę nie kojarzyć tego określenia z Army of Lovers, bo zeżrę.

6) Dolphin

Tłusty beat, lekko funkowy bas, ogniskowe pajączki na gitarze i fluegelhorn z
samplera. Utwór robi się gęstszy i gęstszy, na końcu pojawia się solo na
pudle, a zaraz potem mamy kapitalną dramatyczną końcówkę z Poe zbliżającą się
do trzykreślnej oktawy.

7) Another World

Zrobiony na czarno, uliczne rytmy z przełomu lat 80/90. Podajcie mi mój
ghettoblaster. Tylko Poe śpiewająca jak knajpiana diva przypomina, że nie
słuchamy Public Enemy. Tęskny, bardzo ładny refren. W mostku punkowe krzyki i
klawiszowe plamy.

8) Fingertips

I zjeżdżamy w klimaty triphopowo-soulowe. Piano rhodesa (gra Amp Fiddler),
śliczna trąbka z tłumikiem, wokal tak niewinny, że można się zakochać. Jeden
z najlepszych momentów płyty.

9) Beautiful Girl

I powrót do rocka, a właściwie nawet do folkrocka. Hmm, z czym mi się tak
zbudowana piosenka może kojarzyć? Fiona Apple? Alanis Morrissette? Ten
zdecydowanie akustycznogitarowy aranż jakoś wciąż cofa numer w czasy protest
singerów, chociaż tekst jest poetycki, a nie polityczny.

10) Junkie

Zaczyna się doskonałą zagrywką basu. Wchodzi mocny beat i mamy "podwodny"
aranż (rhodes z ekstremalnym panningiem/vibrato, bas z reverbem, krótkie
zagrywki na klawiszach i gitarze) i świetne dęciaki. Leniwie to wszystko,
nomen omen, płynie. Potem dochodzi jeszcze telefonowaty clavinet. Zwrotka
bardziej chwytliwa od refrenu. Ogólnie kawałek z charakterem jak cholera,
cały czas coś się dzieje (tak jak zresztą we wszystkich numerach z tej płyty,
na dobra sprawę), choć to tylko trzy minuty.

11) Fly Away

Idealne, bardzo liryczne i spokojne zamknięcie płyty. Fortepian (gra sama
wokalistka) i flet, i nic więcej nie jest potrzebne. Zero pulsu, dużo grania
pauzami. Po drugiej minucie ciekawszy, więcej zmian akordów, pojawia się też
wyciszenie z demonstracją gry stylem jednopalcowym.

Sędzia Collina rzecze: daję tej płycie 9/10.

I git. Trochę ponad czterdzieści minut muzyki, a tyle radochy. A o drugim
albumie ("Haunted") to niech już pisze Ayya albo ktoś inny :)
Obserwuj wątek
    • grimsrund Re: Poe "Hello" 12.05.05, 02:11
      Ale długi hajp :))

      Od siebie mogę tylko, że to fajna rzecz bardzo. I pani nasza, polska,
      Danielewska, więc popierać trza!!
    • ihopeyouwilllikeme Re: Poe "Hello" 12.05.05, 08:49
      > A o drugim albumie ("Haunted") to niech już pisze Ayya albo ktoś inny :)

      Ja też mogę napisać :) Dobra płyta. Ciekawy koncept, muzycznie są chwile
      uniesień, ale taki np. kawałek tytułowy to zwykły pop-przebój w stylu np.
      Natalie Imbruglia ( co nie znaczy, że zły ). Takie 6/10.
    • ayya Re: Poe "Hello" 12.05.05, 16:01
      Ja też lubię Poe, ale przede wszystkim z powodu "Hello". "Haunted" nie jest aż
      tak przekonywującą płytą (może zbiorę sie i napiszę coś więcej o tym krążku).
      Moim zdaniem Poe nie jest jakąś specjalnie wybitną wokalistką, ale dla takich
      kompozycji jak "Angry Johnny" czy "That Day" warto sięgnąć po jej albumy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka