sonicboom 06.02.07, 16:59 Zapowiadany koncert Lee Scratch Perrego narobil mi smaku na zapoznanie sie z tym gatunkiem. Mozecie cos polecic nowicjuszowi? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
michal-z Re: Dub - klasyka, nowości? 06.02.07, 18:57 Asian Dub Foundation to ponoć klasyka gatunku Odpowiedz Link
ton2 Re: Dub - klasyka, nowości? 06.02.07, 19:31 Nie jestem żadnym wyjadaczem, ale proponuje Mad Pofessora, Sly & Robbie i ewentualnie Zion Train (choc wszystko co oni robia dosc jednorodne jest i z rozwojem raczej slabo) Z "nowości", czy też nowszych interpretacji dubu poleciłbym Deadbeat i Fat Freddy's Drop. Pozdr Odpowiedz Link
braineater Re: Dub - klasyka, nowości? 06.02.07, 19:32 nowicjuszowi polecamy Laswella, Billa Lawella:) A polecamy, bowiem dub, jak i 90% muzy z okolicj Dżamajki, jest na dłuższą metę dość nudnawy, szcególnie jak jest się białasem, nie ma się dredów, i wierzy się, że dobre zioło rośnie w Holandii - znaczy rosnie dobre, ale nie pomaga w ogarnianiu dźwięków Jah:) A Laswell to przypadek o tyle szczególny, że nauczył się od rastamańskich dubmasterów wszystkiego, czego nauczyć się było warto, po czym zaprzągł ich techniki do cąłkiem innych gatunków muzycznych, co effekta daje przednie. Nie znając Twoich preferencji muzycznych, na dzień dobry polecam płyty z gatunku izi - Imaginary Cuba, gdzie do kubańskich śpiewanek w stylu Buena visty dorzucono monstrualnie miażdżacy bas, dopieszczoną produkcję i wszystkie dubowe patenty, typu delaye, pogłosy, reverby, echa i takie tam, co mogę napisać, ale nie bardzo wiem o czym piszę, jak o tym piszę. Potem możesz, jak nie boisz się szargania świętości sięgnąc po Panthalassę, którą lubią wszyscy, prócz tych, co lubia Milesa Davisa, bo tam właśnie Laswell pojechał po kawałkach Maestro. Niby fajne, niby dopieszczone, ale lepiej by było, jakby Milesa zostawił w spokoju:) JAk już łykniesz to, to można się przespacerować trochę głębiej na ciemną stronę mocy i zahaczyć o seryjkę Sacred Sytem gdzie do prostych, czysto rootsowych rytmów, paru klasycznych sampli, dołaczają się obłakańcy dogrywający żywe partie na tabli. I dzieją się tam cuda i nie ma cżłowieka co by po wysłuchaniu tych płytek choćby na chwile nie oszalał na punkcie dźwieku tabli. Ale to nadal jest izi. Idąc głębiej, możesz zachaczyc o współpracę pana Billa, z najgenialniejszym z zyjących trebaczy jazzowych, czyli Toshinorim Kondo. Panowie spotkali się <chyba> dwa razy, raz nagrywając Life-Space-Death, ale to mało fajne jest, bo generalnie to płyta na której robią za taperów do wywodów Dalaj Lamy, który przez godzinę wywodzi o tym, o czym Dalaj Lamowie wywodza zazwyczaj - znaczy kwiatki, ptaszki, miłośc, samsara, pierdoły. Średnio strawne, ale można przeboleć, jak się wie, że potem powstało Charged, czyli jakbym miał zwyczaj rankingowania, jedna z chyba najlepszych dubowych płyt w ogóle. Znowu jest bas, jest produkcja trochę bardziej przesunięta w ambientowe rejony muzyczne, a nad tym wszystkim Kondo wymiata na swojej z piekła rodem trąbce która mu zapętlajją, puszczają przez milionowe ustrojstwa i mechanizmy, a która nadal brzmi tak, że, zostawia dziewczętom kisiel w majtach a chłopcom wspomnienie po mimowolnych polucjach. Masterpis po prostu. A potem jest juz z górki:) Dub Terror Exhaust, znaczy tytuł jest znaczący, 40 pare minut masowania zwojów samym basem i efektami AfterMaThematics, czyli wyobrażenie Laswella o tym, jak Robocopy z przyszłości grałyby hip-hop w dubowych klimatach, gdyby tylko grać umiały Ale obie należą do tego typu płyt, że generalnie bez dżointa nie podchodź, więc nie polecam, bo to nielegalajzet. Jak już przełkniesz Laswella, to każdy inny dub będzie niczym czopek łagodzący hemoroidy i wtedy lista jest szeroka a ciekawa, choć monotonnie regąłowa: Sly & Robbie - duecik producencki, de masters of masters, kolesie, którzy obok Lee Scratcha i Mad Proffesora wymyślili chyba wszystko, co w dubie zażarło - ich polecam szcególnie to, co wykonali produkując Heart It, feel it zespołu Foundation, wspólpracę z Laswellem i Williamem Burroughsem przy Material - Seven Souls; prawie że arcydzieło czyli Howie B - Drum and Bass strip to the bone - płyta, ktra powinna być po prostu zakazana bo już przy pierwszych dźwiękach palce same sięgaja po worek i bibułki, a potem jest to samo, tylko jeszce lepiej; i jedno z dokonań ostatnich, czyli dubową wersję Throw Down Your Arms Łysej O'Connor <za wersję normalną zreszta też sa odpowiedzialni> Se posłuchac tez możesz Mad Professora - z klasykiem czyli "No protection" Massive Attack, płytą przy której na początku lat 90' każda laska mogła byc twoja; jest też cąła seria firmowanych przez niego skłądaków Dub me crazy - z 10 chyba, ale nie znam nikogo, kto byłby w stanie tyle palić, żeby prześłuchac całość. A na deser, tym razem w ciemno pogrzeb sobie za pewnym nowozelandzkim bandem, co nazywa się Fat Freddy's Drop i robi rewelacyjna muzykę, mocno zdubowaną, ale przy tym kompletnie pojechaną w siną dal, bez oglądania się na to, że gdzieś tam Dżamajka Chyba tyle na początek, jakbyś wolał bardziej o reggae dub, to juz ktoś inny by musiał, bo ja akurat nieznoszę reggae:) P:) Odpowiedz Link
cze67 Re: Dub - klasyka, nowości? 07.02.07, 09:25 Zawsze sobie ceniłem Twoje zdawkowe posty, brajn. :-) Odpowiedz Link
p.o.box.77 Re: Dub - klasyka, nowości? 07.02.07, 15:22 braineater pojechal po calosci. sorry ale dla mnie za długo... ja bym zwrócił tylko uwage na niejednolitość dubu: 1. oldskull: jamajka lat 60tych upsetters z lee perrym, king tubby mętne, ciężkie.. w pewnym sensie ograniczone technicznie ze względu na niskie nakłady budżdżetowe i czasy analogowe... dzis zachwycić może, ale nawet starzy wyjadacze sie meczą po dłuższym czasie używania. 2. nowa era. cyfrowy dub z pod znaku zion train. to już studia tak kosmiczne że wszystko można, czasami chemia lejąca się z głosników powala na głowe niejedno nagranie JM Jarre'a :D 3. dub jako przedwstęp do nowych form. asian dub foundation łączy muzykę hinduską, jamajską i rockową w jedną wystrzałową mieszankę, bill laswell z dubu wyczaruje wszystko dub dubowi nie równy ale jakby koncept podobny: dużo basu, duzo delayów i jazda na maksa. [o co mi w zasadzie chodzi? chodzi mi niej więcej o to że zanim źle napiszesz o dubie sprawdź więcej niż ADF :D pozdrawiam] Odpowiedz Link
polleke Re: Dub - klasyka, nowości? 07.02.07, 22:50 Fajnie, że się taki wątek pojawił. Dzięki temu względnemu szumowi wokół koncertu LSP sięgnęłam po dawno niesłuchane płyty, może też poszukam nowych rzeczy. Zaczynać z dubem od Laswella? Hmmm. Czy on nie przyszedł po prostu na gotowe? Klasyka gatunku: Augustus Pablo – King Tubby Meets Rockers Uptown Keith Hudson - Pick a Dub I nie zgadzam się z p.o.box.77, że klasyczny dub ciężki i mętny. Przy wykorzystaniu minimalnej technologii powstały rzeczy niesamowicie zdyscyplinowane, z przestrzennym brzmieniem. Cyfrowy dub w porównaniu z tym jest mocno klaustrofobiczny moim zdaniem. W ostatnim The Wire jest duży materiał o On-U Sound, z okazji 30-lecia wytwórni (m.in. Dub Syndicate, African Head Charge). Nie miałam jeszcze tego w rękach. Podobnie nie czytałam nigdy recenzji, ale wiem, że jest kolumna poświęcona dubowi. Jeszcze w temacie dub jako punkt wyjścia albo punkt zaczepny: - post-punk: na początku działalności On-U Sound Sherwood wydawał The Pop Group, The Slits i PiL, - disco lat 70/80: Gibbons, Kevorkian, Levan też się nie wstydzili sięgać po dubowe produkcje. Z białych ludzi nieodmienne polecam Arthura Russella, zwłaszcza World of Echo. Trochę OT: trudno mi sobie wyobrazić, że można lubić dub kompletnie dissując reggae, ale może tylko ja tak mam. Odpowiedz Link
braineater Re: Dub - klasyka, nowości? 08.02.07, 09:59 kiedy ja nie disuję reggae. po prostu zasypiam w połowie prawie każdej jamajskiej płyty typu klasycznego, a zanim zasne, to mi przekaz ideologiczny zdrowo podnosi cisnienie. za to dubowcy nie pchają się nachalnie z ideolo i trzymają się raczej z dala od klimatów typu one riddim plate, dzieki czemu jest to o wiele mniej monotonne i faktycznie dużo przystępniejsze niz klasyczne reggae - przynajmniej ja to tak odbieram. Nie prowadzi mnie to w stronę negacji 'wielkich' tego gatunku, typu Marley, Tosh czy Black Uhuru, tyle, że słabo mnie to kręci w swoich oryginalnych wersjach. To samo mam ze ska, czy dancehallem, które traktowane ortodoksyjnie, sa dośc monotonne, ale za to wplątane w inne gatunki sprawdzaja sie doskonale. siegając kulinarnie - bita smietana jest fajna jako dodatek do róznych rzeczy, natomiast jedzona solo, to raczej srednio wchodi:) P:) Odpowiedz Link
p.o.box.77 Re: Dub - klasyka, nowości? 08.02.07, 11:59 a ja miałem ten Wire w ręku :D ba nawet miałem Sherwooda osobiście w ręku ale może to nie miejsce i nie czas na takie wyznania... on U Sound to klasyka lat 90 i to w UK. jak ze ska zaczeło sie na jamajce a kolejna rewolucja miala miejsce w UK. i to jak najbardziej pozytywna sprawa. to daje szersze pole podejscia, szybsza ewolucja, a sluchacz może sobie wybrac. a teraz zacznę się bronić bo "ciężki i mętny" jest pozytwnym określeniem dubu z lat 60tych. caly smaczek jest w tym jak z analogowych tasm mozna poprzycinac nowe podkłady, albo na kilku scieszkach miec podpiete pętle delayów i analogowych loopow. jak najbardziej i zgodze sie że cyfrowy dub jest klaustrofobiczny. i tu ciekawa propozycja ze strony onUsound np. tu większość produkcji jest nagrywana z udziałem żywych muzyków, co daje dużo uroku. płyta Dub Syndicate Live at the T+C to jedna z moich ulubionych plyt ever. przechodząc do kwestii czym jest dub mozna napomknąć o tym jak powszechne techniki dubowe są/były ww współczesnej muzyce elektronicznej. na plycie richiego hawtina "Decks, EFX & 909" znalazł sie kawalek czystego jamajskiego dubu, niby znikąd, a jest. co jeszce ciekawego.. np mad profesor miksował w londynie płytą izraela. izrael in dub chyba po prostu, a moze 1991 [?] o w polsce w ogóle dub jako taki od konca lat 90tych jest znany i lubiany. np. to co na koncertach potrafi wyczarować z konsolety koleś z vavamuffin gdzie oczywiscie do konsolety ma podpięty cały zespoł daje ogólny pogląd o co w tym wszystkim chodzi. brylewski jako "ojciec krzesny" też przecież miksował nie jedną płytę technikami dubu z lepszym lub gorszym skutkiem, ale np. plyta users, jeżeli ktoś był na koncercie w teatrze małym tez czuje że rożnic jakościowa miksu jest. powiedzialem juz czy nie że dub bardzo fajnie się ogląda na filmie albo na żywo. także kto ma ciekawość sprawy powinien zobaczyć lee perry'ego. o. Odpowiedz Link
polleke Re: Dub - klasyka, nowości? 08.02.07, 23:04 p.o.box.77 napisał: > a teraz zacznę się bronić bo "ciężki i mętny" jest pozytwnym określeniem dubu > z lat 60tych. caly smaczek jest w tym jak z analogowych tasm mozna > poprzycinac nowe podkłady, albo na kilku scieszkach miec podpiete pętle > delayów i analogowych loopow. Aaa. W takim razie źle Cię zrozumiałam. Przypomniał mi się jeszcze dokument o Tubby'm, kiedyś tam puszczony na BBC. Naprawdę ciekawa postać: pan inżynier, złota rączka, w żadnym razie nie postrzegał siebie jako "cultural artist". Fan jazzu, maniak szeroko rozumianej *czystości* - nie palił!, niezbyt zainteresowany duchowym czy ideologicznym wymiarem muzyki jamajskiej, skupiony na dekonstruowaniu brzmienia. Czyli przeciwległy biegun zaplątanego w swoich zwojach mózgowych freaka i wizjonera Perry'ego. Odpowiedz Link
e_white Serge Gainsbourg 08.02.07, 20:45 Wydał taki bardzo ciekawy dwupłytowy album "Mauvaises nouvelles des étoiles", gdzie na pierwszej dubuje on, na drugiej dubują za niego. Perła! Odpowiedz Link
carmody Re: Dub - klasyka, nowości? 09.02.07, 01:38 Scientist - Rids The World Of The Evil Curese Of The Vampires Genialny album. Scientist to wychowanek Tubby'ego, płyta z lat 80tych - tyle wiem. Genialny album, więcej takich nie znam. Odpowiedz Link
sonicboom Re: Dub - klasyka, nowości? 09.02.07, 11:28 Wielkie dzieki za wszystkie typy. Moze zdaze cos sprawdzic jeszcze przed koncertem... Odpowiedz Link