zdzisiamisia
28.10.09, 18:54
Witam.
Chciałabym poradzić się na tym forum, gdyż ostatnio bardzo źle się czuję. Wiem, że powinnam udać się do psychologa i psychiatry, ale dotychczasowe wizyty nie pomagały mi.
A więc mam 20 lat, właśnie rozpoczęłam studia.
2 lata temu miałam jeden epizod, napad lęku, moje serce zaczęło szybko bić i bałam się, że umrę, całą noc musiałam byc uspokajana przez moją matkę. Po tym, przez około rok miałam spokój, ale w tym czasie, to była klasa maturalna, zaczęłam bać się odzywać na zajęciach, odpowiadać, przez to zaczęłam wagarować. Bałam się także, że dostanę raka.W wakacje po maturze pojawiły się u mnie silne lęki, napięcie, bałam się, że dostanę zawału serca, obsesyjnie myślałam o śmierci. Miałam kilka silnych ataków paniki, badałam tarczycę i serce- wszystko w porządku. Mimo wszystko bałam się, że dostanę zawału, jak tylko słyszałam coś o chorobach serca lęk wracał. Przez to miałam nie iść na studia (musiałam wyjechać do innego miasta), ale w końcu zdecydowałam się na to. Studia, nowi znajomi, imprezy na tyle mnie wciągnęły, że lęki, choć wciąż obecne i męczące stały się znośne, przyzwyczaiłam się. Potem moje życie uległo zmianie, miałam bardzo stresujące pół roku związane z nową sytuacją (praca, dorosłe życie), byłam bardzo zajęta przez co lęki mimo, że istniały, nie przeszkadzały mi tak bardzo, nauczyłam się z nimi funkcjonować. Jednek 2 tygodnie przed rokiem akademickim (rozpoczęłam nowy kierunek) dostałam silnego ataku paniki, myslałam, że umieram, ale wcześniej dostałam poczucia derealizacji, czułam się jak we śnie, świat wydawał mi się dziwny. Przyjechało pogotowie, ale ja już w tym czasie doszłam do siebie. Dzięki temu atakowi pozbyłam się lęków o serce, doszedł do mnie absurd tej sytuacji, że młoda, zdrowa dziewczyna boi się zawału. Jednak tydzień później przypomniał mi się stan derealizacji i powrócił. Trzymał mnie kolejny tydzień, a ja zaczęłam sie bać, że jestem chora psychicznie, mam schizofrenię. Z tego lęku nie chciałam wychodzić z domu, bałam się, że dostanę halucynacji, omamów, że stracę kontakt z rzeczywistością. Początki studiów to była męczarnia, okropnie bałam się, że zwariuję na oczach wszystkich, że wszystko czego pragnę nie zrealizuje się przez moją chorobę. Poszłam do psychiatry, mimo iż odradzali mi tego najbliższi (uważali i uważają, że jestem zdrowa), zapewnił mnie on po mojej długiej przemowie, że nie mam schizofrenii napewno, przepisał leki, ale ja ich nie biorę. Po tym zaczęłam mieć obniżony nastrój, wszystko wydawało mi się bez sensu, bałam się życia, ciągle zastanawiałam się co to znaczy że żyję, jestem, bałam się, że wszystko jest wytworem mojej wyobraźni, że nic nie jest realne. Moje niepokoje przechodzą w momentach, kiedy jestem czymś zajęta, spędzam czas z bliskimi, a także po alkocholu ( przez co bałam się, że popadnę w nałóg). Pomagają mi też rozmowy z ojcem, który przechodził przez podobne lęki i który uważa, że żeby się ich pozbyc muszę uporządkować swoje życie, wciągnąć się w coś. Nie wiem już co robić, staram się normalnie żyć, raz jest lepiej raz gorzej, a ja boję się, że jestem już uzależniona od lęku.