handcare
20.11.09, 18:18
Kilka tygodni temu złożyłem wypowiedzenie z pracy. Zamierzam założyć
własną działalność. Od dawna o tym marzyłem, ale im bliżej
rozwiązania umowy o pracę tym bardziej się boję i obawiam o swoją
przyszłość.
W aktualnym miejscu pracy pracowałem 3 lata. W poprzednim też 3
lata. Zmieniłem pracę bo uznałem, ze nie mając szans na awans i nie
rozwiając się będę stał w miejscu. Teraz też doszedłem do takiego
miejsca, gdzie musiałem sobie odpoweidziec na pytanie „co dalej”.
Problem nawet nie polegal na tym, ze nie było ciekawych spraw, nie
byłem do nich dopuszczany z powodu polityki szefa („nie wychylać
się”). Przeszkadzały mi gierki i wojny podjazdowe między
poszczególnymi departamentami. Dlatego gdy pojawila się oferta ze
strony innej firmy aby robic to samo, tylko na zasadzie dzialalnosci
gospodarczej, prawie wogole się nie wahalem i zlozylem
wypowiedzenie. Postanowilem zaryzykowac. Pojawil się partner, który
chce mnie wciagnac do społki. Zamierzam wspolpracowac z jedną firmą
a dodatkowo szukac nowych klientów z partnerem na ustalonych
zasadach. Potencjalnie jest to pomysl, ale niepewny. Musze
przeksztalcic się z eksperta merytorycznego w sprzedawce, musze
robic dobre wrazenie i być jakims autorytetem dla potencjalnych
klientow (bo chyba inaczej nikt nie kupi moich uslug – ja bym nie
kupil).
Dotychczasowa praca mimo wszystko była w pewnych kwestiach bardzo
dobra – dobrze płatna, niewymagająca siedzenia po godzinach. Przez
to trochę rozleniwiająca. Odchodząc z poprzednej pracy czułem się
przepracowany i cieszylem się ze zmiany (mimo obaw), a odchodzac z
tej mam wrazenie ze opuszczam bezpieczne i spokojne gniazdo i udaję
się w nieznane. Mam trochę wrażenie, że zmarnowalem te 3 lata, bo
dalem poniesc się temu rozleniwieniu zamiast skupic się na jakims
konkrecie. Kontynuowac nauke jezyka, wznowic doktorat, napisac
ksiązkę. A tu nic. Zły jestem na siebie gdy patrzę wstecz na te 3
minione lata. Jakby byly zmarnowane...
Jednak boję się. Myślę, że może ta decyzja była pochopna? Trzeba
było trzymać się tej pracy. Przeciez doświadczeni pracownicy znający
firmę są cenieni. A ja chciałem koniecznie czegoś nowego. Gdyby dziś
szef zaproponował mi zostanie na takich samych warunkach to bym się
zgodził, rezygnując z tych ustaleń, które już dokonałem w związku z
planowaną działalnością. Poradzilbym sobie z tymi wojnami
podjazdowymi, może nawet nauczylbym się kłamać i zamiatać sprawy pod
dywan. Przecież ludzie pracują tak w korporacjach i mimo to są
ludźmi (chyba). Przede wszystkim mają bezpieczeństwo. W sumie te
problemy o ktorych pisalem nie były aż tak bardzo uwłaczające.
Dałbym sobie radę przez te 8 godzin dziennie – a potem włączam off i
zajmuję się innymi sprawami.
Mam takie wrażenie, że pochopnie opuszczam to spokojne miejsce
pracy. Bo o ile przy poprzedniej zmianie liczyc moglem na
analogiczny charakter pracy (duza i pewna firma) to teraz liczyc
mogę tylko na siebie. Boję się tego, ze nie mam wystarczającej
wiedzy aby sobie poradzic na rynku samodzielnie. Strasznie źle
przechodzę ten okres. Nigdy tak się nie stresowałem. Mam problemy z
zasnięciem i boję się o swoje zdrowie. Jedynymi sprawami, które
siedzą w mojej głowie to to, czy wystarczy mi na oplacenie ZUS i
podatków żeby zostalo mi mniej wiecej tyle i zarabialem teraz.
Mimo tego, ze i tak zarabiac będę (z tym jednym klientem) niezle to
martwi mnie to bo będzie to mniej niż dostawlaem do tej pory od
pracodawcy. Zle się z tym czuję. Zle znosze swiadomosc ze
dobrowolnie zrezygnowalem z czegos co było pewne i calkiem wygodne.
Mysle ze lepiej bym się czul gdybym zostal zwolniony – wówczas
byloby wyzwaniem odnalezienie się w nowej rzeczywistosci i bylby ten
ktoś „winny”. A tak sam sobie jestem winny… Oczywisice przy
dzialanosci mogę potencjalnie zarobic wiecej, ale wcale nie jest to
pewne i sam musze znalezc kogos kto będzie chcial mi placic za moją
widzę. To mnie przeraża. Mam żal do siebie, ze zdecydowałem się na
ten krok bo ciągle chce czegos wiecej niż mam. Gdybym siedzial cicho
w tej pracy nadal miał bym spokoj i dobrą pensję. A teraz
dobrowolnie ide w nieznane… Ilekroc ułozy mi się gdzieś to od razu
myslami jestem gdzie indziej, ze lepiej byloby w innym miejscu,
lepiej byloby robic co innego…
Rozmawiam z ludzmi. Z żoną, znajomymi (przyjaciółmi), dzielę się
swoimi obawiami. Mam znajomych którzy prowadza dzialalnosc i mimo ze
mowia, ze będzie dobrze, ze jest trudno ale się ulozy to wcale mnie
to nie pocesza. Co z tego ze z nimi rozmawiam. Przeciez z tego
powodu nie ujdzie mi stresu, nie będę lepiej spal, a obawiam się ze
będzie z tym jeszcze gorzej.
Mój plan był taki, ze jeśli w ciagu roku biznes nie zaskoczy to będę
rozgladal się za powrotem do korporacji i gdy się dostane to będę
się wtedy jej mocno trzymal i pocałuję szefa w rękę. Poznam firme,
będę cenionym i lojalnym pracownikiem i będę cieszyl się z tego co
mam. Aaaaaaaa…..
Kurna olek! Co zrozbic z tym piep…m stresem ?!!
Próbuje przypomniec sobie jak się płacze. Będąc dzieckiem pomagało
mi to w złych chwilach. A teraz nic. Nawet w ten sposób nie mogę
rozładować stresu…
Hand