Dodaj do ulubionych

Nie potrafię cieszyć się z tego co mam...

20.11.09, 18:18
Kilka tygodni temu złożyłem wypowiedzenie z pracy. Zamierzam założyć
własną działalność. Od dawna o tym marzyłem, ale im bliżej
rozwiązania umowy o pracę tym bardziej się boję i obawiam o swoją
przyszłość.

W aktualnym miejscu pracy pracowałem 3 lata. W poprzednim też 3
lata. Zmieniłem pracę bo uznałem, ze nie mając szans na awans i nie
rozwiając się będę stał w miejscu. Teraz też doszedłem do takiego
miejsca, gdzie musiałem sobie odpoweidziec na pytanie „co dalej”.
Problem nawet nie polegal na tym, ze nie było ciekawych spraw, nie
byłem do nich dopuszczany z powodu polityki szefa („nie wychylać
się”). Przeszkadzały mi gierki i wojny podjazdowe między
poszczególnymi departamentami. Dlatego gdy pojawila się oferta ze
strony innej firmy aby robic to samo, tylko na zasadzie dzialalnosci
gospodarczej, prawie wogole się nie wahalem i zlozylem
wypowiedzenie. Postanowilem zaryzykowac. Pojawil się partner, który
chce mnie wciagnac do społki. Zamierzam wspolpracowac z jedną firmą
a dodatkowo szukac nowych klientów z partnerem na ustalonych
zasadach. Potencjalnie jest to pomysl, ale niepewny. Musze
przeksztalcic się z eksperta merytorycznego w sprzedawce, musze
robic dobre wrazenie i być jakims autorytetem dla potencjalnych
klientow (bo chyba inaczej nikt nie kupi moich uslug – ja bym nie
kupil).

Dotychczasowa praca mimo wszystko była w pewnych kwestiach bardzo
dobra – dobrze płatna, niewymagająca siedzenia po godzinach. Przez
to trochę rozleniwiająca. Odchodząc z poprzednej pracy czułem się
przepracowany i cieszylem się ze zmiany (mimo obaw), a odchodzac z
tej mam wrazenie ze opuszczam bezpieczne i spokojne gniazdo i udaję
się w nieznane. Mam trochę wrażenie, że zmarnowalem te 3 lata, bo
dalem poniesc się temu rozleniwieniu zamiast skupic się na jakims
konkrecie. Kontynuowac nauke jezyka, wznowic doktorat, napisac
ksiązkę. A tu nic. Zły jestem na siebie gdy patrzę wstecz na te 3
minione lata. Jakby byly zmarnowane...

Jednak boję się. Myślę, że może ta decyzja była pochopna? Trzeba
było trzymać się tej pracy. Przeciez doświadczeni pracownicy znający
firmę są cenieni. A ja chciałem koniecznie czegoś nowego. Gdyby dziś
szef zaproponował mi zostanie na takich samych warunkach to bym się
zgodził, rezygnując z tych ustaleń, które już dokonałem w związku z
planowaną działalnością. Poradzilbym sobie z tymi wojnami
podjazdowymi, może nawet nauczylbym się kłamać i zamiatać sprawy pod
dywan. Przecież ludzie pracują tak w korporacjach i mimo to są
ludźmi (chyba). Przede wszystkim mają bezpieczeństwo. W sumie te
problemy o ktorych pisalem nie były aż tak bardzo uwłaczające.
Dałbym sobie radę przez te 8 godzin dziennie – a potem włączam off i
zajmuję się innymi sprawami.

Mam takie wrażenie, że pochopnie opuszczam to spokojne miejsce
pracy. Bo o ile przy poprzedniej zmianie liczyc moglem na
analogiczny charakter pracy (duza i pewna firma) to teraz liczyc
mogę tylko na siebie. Boję się tego, ze nie mam wystarczającej
wiedzy aby sobie poradzic na rynku samodzielnie. Strasznie źle
przechodzę ten okres. Nigdy tak się nie stresowałem. Mam problemy z
zasnięciem i boję się o swoje zdrowie. Jedynymi sprawami, które
siedzą w mojej głowie to to, czy wystarczy mi na oplacenie ZUS i
podatków żeby zostalo mi mniej wiecej tyle i zarabialem teraz.

Mimo tego, ze i tak zarabiac będę (z tym jednym klientem) niezle to
martwi mnie to bo będzie to mniej niż dostawlaem do tej pory od
pracodawcy. Zle się z tym czuję. Zle znosze swiadomosc ze
dobrowolnie zrezygnowalem z czegos co było pewne i calkiem wygodne.
Mysle ze lepiej bym się czul gdybym zostal zwolniony – wówczas
byloby wyzwaniem odnalezienie się w nowej rzeczywistosci i bylby ten
ktoś „winny”. A tak sam sobie jestem winny… Oczywisice przy
dzialanosci mogę potencjalnie zarobic wiecej, ale wcale nie jest to
pewne i sam musze znalezc kogos kto będzie chcial mi placic za moją
widzę. To mnie przeraża. Mam żal do siebie, ze zdecydowałem się na
ten krok bo ciągle chce czegos wiecej niż mam. Gdybym siedzial cicho
w tej pracy nadal miał bym spokoj i dobrą pensję. A teraz
dobrowolnie ide w nieznane… Ilekroc ułozy mi się gdzieś to od razu
myslami jestem gdzie indziej, ze lepiej byloby w innym miejscu,
lepiej byloby robic co innego…

Rozmawiam z ludzmi. Z żoną, znajomymi (przyjaciółmi), dzielę się
swoimi obawiami. Mam znajomych którzy prowadza dzialalnosc i mimo ze
mowia, ze będzie dobrze, ze jest trudno ale się ulozy to wcale mnie
to nie pocesza. Co z tego ze z nimi rozmawiam. Przeciez z tego
powodu nie ujdzie mi stresu, nie będę lepiej spal, a obawiam się ze
będzie z tym jeszcze gorzej.

Mój plan był taki, ze jeśli w ciagu roku biznes nie zaskoczy to będę
rozgladal się za powrotem do korporacji i gdy się dostane to będę
się wtedy jej mocno trzymal i pocałuję szefa w rękę. Poznam firme,
będę cenionym i lojalnym pracownikiem i będę cieszyl się z tego co
mam. Aaaaaaaa…..

Kurna olek! Co zrozbic z tym piep…m stresem ?!!

Próbuje przypomniec sobie jak się płacze. Będąc dzieckiem pomagało
mi to w złych chwilach. A teraz nic. Nawet w ten sposób nie mogę
rozładować stresu…

Hand
Obserwuj wątek
    • de_witch Eeeech facet! 20.11.09, 18:41
      Toć to nie dla ciebie. Już teraz masz newicę, a później całkiem się
      wykończysz.

      Dobra, bezpieczna posada, to w obecnych czasach marzenie 10000
      bezrobotnych ludzi.

      Wyofaj ten wniosek o zwolnienie, bo to bezmyślna decyzja.Narobisz
      sobie jedynie dużych problemów. Marzenia to jedno, a rzeczywistosć
      to drugie.

      Firmy nie staruje się od namawiajacych kolegów, a dobrze
      przygotowanego, zbadanego marketingu, planu marketingowego,rozmów z
      bankami, 100 -rozmow z potencjalnymi klientami, przeliczeniami
      ekonomicznymi, rozmowami z biurem podatkow, kursami w biurze
      podatkow itp.
      Zyjac jedynie z firmy musisz ekonomicznie byc do przodu...i to sporo
      do przodu finansowo, albo miec kogos kto cie utrzyma.

      Dlatego radze ci juz teraz pocalowac szefa w rączke i wycofać
      wniosek jak najszybciej. A marzenia schować do kieszeni i kierować
      się jedynie realizmem.
    • yoko0202 weź to skróć do 4 akapitów max 20.11.09, 18:55
      bo czytam i czytam i nie wiem w końcu, co ty masz i czym nie potrafisz się cieszyć
      • handcare Re: weź to skróć do 4 akapitów max 20.11.09, 19:04
        W zasadzie tytul powinien brzmiec: Jak radzic sobie ze stresem...

        Tu duzo problemow jest a nie tylko jeden. Dlatego takie dlugie.

        Sorki, ze tak rozwlekle

        hand
        • marzeka1 Re: weź to skróć do 4 akapitów max 20.11.09, 19:21
          "
          Dotychczasowa praca mimo wszystko była w pewnych kwestiach bardzo
          dobra – dobrze płatna, niewymagająca siedzenia po godzinach. Przez
          to trochę rozleniwiająca. "- i SERIO przy takiej pracy nie mogłeś się rozwijać,
          uczyć języka???? Może musisz żyć z tym dreszczykiem emocji, ale dla mnie to bez
          sensu, bo umierając nikt nie żałuje, że nie zatyrał się w pracy, nie zasuwał w
          nadgodzinach, ale że nie zdążył cieszyć się życiem, bo nie miał na to czasu. Dla
          mnie praca jako cel najważniejszy w życiu, życie na spalaniu się wobec nowych,
          "pracowych" wyzwań jest bez sensu. Pracuję, ale staram się, by praca nie była
          sensem mojego życia. Moim zdaniem pochopnie podjąłeś decyzję, ale co kto lubi.
        • dyn-ex Re: weź to skróć do 4 akapitów max 20.11.09, 19:34
          handcare napisał:
          > Tu duzo problemow jest a nie tylko jeden. Dlatego takie dlugie.
          >
          > Sorki, ze tak rozwlekle

          xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
          nie szkodzi...juz nie takie pokractwa opuszkowe tutaj
          czytalem....takze spoko....
          jak konczylem cie czytac...to zapomnialem cos wybzdzial na
          poczatku, ale to nie wazne....
          esencje z pocalunkami zapamietalem......jka to sie lasisz do
          swojego szefa by go cmoknac pod mankiet
        • yoko0202 a czego ty w ogóle chcesz w życiu? 20.11.09, 19:36
          • dyn-ex Re: a czego ty w ogóle chcesz w życiu? 20.11.09, 19:37
            zadupczyc wirtualnie pewnie
            • yoko0202 dynex zlituj się 20.11.09, 19:43
              facet i tak już walczy ze stresem
              :)
              • dyn-ex Re: dynex zlituj się 20.11.09, 19:51
                yoko0202 napisała:

                > facet i tak już walczy ze stresem
                > :)
                xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                a co to, salon pocieszen ze tu przychodza leczyc swoje ulomnosci?
    • dyn-ex juz jestes na dobrej drodze... 20.11.09, 19:20
      handcare napisał:

      Mój plan był taki, ze jeśli w ciagu roku biznes nie zaskoczy to
      będę
      > rozgladal się za powrotem do korporacji i gdy się dostane to będę
      > się wtedy jej mocno trzymal i pocałuję szefa w rękę. Poznam
      firme,
      > będę cenionym i lojalnym pracownikiem i będę cieszyl się z tego
      co
      > mam. Aaaaaaaa…..
      >
      > Kurna olek! Co zrozbic z tym piep…m stresem ?!!


      xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
      kitek, jestes na dobrej drodze...trafiles w samo
      mrowisko...tutejsze bzdziagwy pomoga ci...tu zlapisz wene....tylko
      postaraj sie bzdziec sowiciej..

      acha...zapomnialbym.....jak wrocisz do korporacji....nie caluj
      szefa w reke.....najlepiej jak ci sie wystawi...proponuje lewy
      posladek...najlepiej rure wydechowa
      buzka, frasobliwy
    • tenesee Re: Nie potrafię cieszyć się z tego co mam... 20.11.09, 19:54
      Boisz się tej zmiany, ale to normalne. Zmiany zawsze sporo kosztują. Przezywałam
      coś podobnego, kiedyś odeszłam z firmy, w której wszystko mnie irytowało,a
      najbardziej szef. Ale mimo tego wszystkiego, też bardzo żałowałam,że zostawiłam
      ciepłą posadkę i skazałam się na niepewny los. Ale wierz mi, wszystko się
      później pozytywnie obróciło. Działalność ma przecież szansę się udać, nie martw
      się, za rok o tej porze będziesz się śmiał z tych rozterek, a jeśli nie wyjdzie,
      cóż, jeśli nie spróbujesz to się nie dowiesz. A zawsze przecież możesz wrócić do
      korporacji.
      • dyn-ex Re: Nie potrafię cieszyć się z tego co mam... 20.11.09, 19:59
        bzdziagwa z tenesee napisała:

        Ale wierz mi, wszystko się
        > później pozytywnie obróciło


        xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
        szef twoj sie odwrocil a ty skorzystalas by zlozyc dziekczynny cmok
        na jego genitalach
    • s.p.7 Re: Nie potrafię cieszyć się z tego co mam... 20.11.09, 20:11
      mysle ze to dylemat meidzy tym co moglo by sie miec a tym co sie ma.

      Kobieta ktora zastanawia sie czy zucic mezczyzne i poszukac lepszego przezywa
      mniej wiecej to samo, tyko nie tak jak ty, bo ty sie chlopie zameczasz.

      Czasem jest to kwestia WIARY W SWOJE MOZLIWOSCI
      ona pozwala ja pozbyc sie stresu ktory zwyczajnei jest natuarlnym
      mobilisaztorem, keidy jest g oza duzo zaczyna sie choroba

      podjales decyzje, to pracy zmoesz wrucic i tak

      chcesz do zycai czegos wiecej a z drugiej strony cial by smeic bezpieczn
      aspokojna i pewna posadzke na pewnym stanowisku

      kto nei ryzykuje ten nei zyskuje,

      sam musisz podjac decyzje, podjales ja i nie czujes sie pewnie

      ja podejrzewam ze masz jescze na jakiejs innej plaszczyznie zycia problemy.
      Poniewaz skoro masz predyzposyzje cos takiego nie wywolyalao by tak silnej
      reakcji stresowej samo w sobie.

      CZasem lpeiej sprubowac nawet jesli mialo b ysie odniesc poraze niz zlaowac
      przez reszte zycia ze nigdy sie nie spróbowało

      Bedziesz gnil kolejnych 6 lat i potem znowu bedziesz mial wyrzuty ze mogles
      robic to i tamto...

      zwyczajnei zastanow sie czego chesz idaz do tego.

      kluscisz sie sam ze soba na kilku plaszczynach.
      • handcare Re: Nie potrafię cieszyć się z tego co mam... 20.11.09, 21:55
        > Czasem jest to kwestia WIARY W SWOJE MOZLIWOSCI
        > ona pozwala ja pozbyc sie stresu ktory zwyczajnei jest natuarlnym
        > mobilisaztorem, keidy jest g oza duzo zaczyna sie choroba

        Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. I martwi mnie to, ze tego
        stresu jest za duzo.

        > ja podejrzewam ze masz jescze na jakiejs innej plaszczyznie zycia
        problemy.
        > Poniewaz skoro masz predyzposyzje cos takiego nie wywolyalao by
        tak silnej
        > reakcji stresowej samo w sobie.

        Branża w ktorej funkcjonuje jest bardzo mala. Boje sie porazki, boję
        się odrzucenia, bo bede oferowal sprzedaz uslug osobom, ktore znam,
        a nie jestem dla nich autorytetem (i nie czuje sie nim). Czuje sie
        troche za "maly".

        > CZasem lpeiej sprubowac nawet jesli mialo b ysie odniesc poraze
        niz zlaowac
        > przez reszte zycia ze nigdy sie nie spróbowało

        Tez tak uwazam. Zawsze stralem sie kierowac tą maksymą. Pociesza
        mnie to, ze jak spojrze w stecz za lat 6 to mysle ze nie bede
        zalowal - nawet jesli okaze sie, ze mi sie nie udalo. Mam nadzieje.

        > zwyczajnei zastanow sie czego chesz idaz do tego.

        Gdybym wiedzial to nie miala bym problemow ktore tu opisuje...

        Pozdrawiam,
        hand
        • s.p.7 Re: Nie potrafię cieszyć się z tego co mam... 20.11.09, 22:50
          ale zauwaz ze masz zal do siebie dlatego ze nie chesz stac w miejscu

          postoj moe troche ale moze kolejne 2 lata ale skup sie na tym by sie mentalnie
          przygotowac

          byc zdecydowanym, siegnac kilka lat w przod myslami i planami

          moze nie ograniczac sie do jednej branzy

          jesli masz problem ze strsem to mzoe napisz ta ksiązke to spokojniejsze zajęcie


          sadze ze jesli nabral bys odpowiedniej postawy wewnetrznej bez trudu robil bys
          wszystko co bys chial bez zadnych wiekszych stresow
    • wichrowe_wzgorza Re: Nie potrafię cieszyć się z tego co mam... 20.11.09, 23:00
      Twoj problem....
      Zacznij doceniac może;)
      powodzenia!
    • journeyman Re: Nie potrafię cieszyć się z tego co mam... 21.11.09, 01:21

      Czego tak naprawdę się boisz? Gdyby Ci nie wyszło, co by się stało? Zapewne masz
      jakieś oszczędności, doświadczenia nikt i tak Ci nie dobierze - będziesz więc
      mógł wrócić do tej wyidealizowanej korporacji kiedykolwiek.

      Wygląda na to, że masz tendencje do obwiniania się - zarówno że czegoś nie
      zrobiłeś jak i że zrobiłeś. Jeśli to sobie uzmysłowisz, to zauważysz pewną
      logiczną zależność - jeśli nie założysz swojego biznesu NA PEWNO będziesz miał
      to sobie za złe, bo będziesz domniemywał, że straciłeś świetną okazję. Jeśli
      założysz własny interes to będziesz się czuł winny tylko BYĆ MOŻE - wtedy jeśli
      nie wyjdzie. Zatem masz do wyboru czuć się źle na pewno lub być może - może
      teraz będzie łatwiej logicznie wybrać :)
    • lifeisaparadox ... 21.11.09, 01:37
      Mam wrażenie że nauczyłeś się kierować w życiu unikaniem nieprzyjemnego.
    • to.niemozliwe Re: Nie potrafię cieszyć się z tego co mam... 21.11.09, 05:10
      Sukcesy w biznesie odnoszą dwojakiego rodzaju ludzie. Jeden typ, to
      Ci, którzy pasję z młodości przekuli w sposób na zarabianie. I
      własciwie ciągle "przy okazji" robienia tego, co lubia tłuką
      szmal :). Przykładem obrazującym jest tu Bill Gates. Zresztą on sam
      powiada, że jeżeli przez 20-stym rokiem zycia nie przepracujesz
      kilku tysięcy godzin nad swoim biznesem (w formie hobby, pasji), to
      potem już tego nie masz kiedy nadrobić.
      Znam osobiście dwóch ludzi, którzy pasję rozwiajaną od 10-go roku
      zycia zamienili w źródło dochodów. Tak, ze kończąc studia mieli już
      15-letnie doświadczenie w branzy. Jak to mawia
      reklama ..."bezcenne" :).
      Drugi typ, to psychopatyczne bydlaki i sukinkoty (określenia
      specjalnie na wyrost), skoncentrowane na zysku, marży i gotówce na
      koncie. Ci też odnoszą sukcesy, bo wszystko podporządkowują celowi
      bogacenia się. Przy czym, skuteczność warunkowana jest od
      odrzucania: zasad, lojalności, przyjaźni, itp. relacji, bo liczy się
      zysk. Nie ma dla nich znaczenia czym sie zajmują, jak jest biznes na
      pampersach, to pampersami, jak na rakietach, to rakietami. Zwykle
      nie mają merytorycznej głębokiej wiedzy, ale mają fenomenalny zmysł
      do wyczuwania cennych i kluczowych informacji z danej branży, a
      analiza jej nastepstw finansowych w krótszej lub dłuższej
      perspektywie nosi znamiona geniuszu. :)

      Własciwie obie te postawy sa skuteczne, posrednich jako efektywnych
      nie postrzegam.

      Acha....pierwsza postawa wymaga umiejętności zjednywania sobie ludzi
      i wzbudzania ich entuzjazmu dla własnych pomysłów i planów.
      Wyjatkowo trudna sprawa. Druga wymaga zręcznego manipulowana, grania
      na uczuciach, potrzebach i lękach. Wyjatkowo niewdzięczna sprawa :).


      Zatem, jeżeli nie dotrzegasz w sobie silnych i wiarygodnych
      elementów jednej lub drugiej postawy, to prawdopodobnie nie
      osiągniesz sukcesu, lub bedziesz miał poczucie ciągłego
      niespełnienia (mimo tego, ze np. będziesz normalnie zarabiał).

      Biznes wymaga ciągłego podejmowania decyzji w sytuacji
      niewystarczających i niejasnych danych (mimo prób standaryzacji
      informacji element niewiadomej lub szczęścia jest w znacznej mierze
      decydujący). Nie każdemu taki stres odpowiada.

      Jeżeli inne wartości w życiu, takie jak rodzina, dzieci, własne
      hobby, tzw. "święty spokój" po wyjsciu z pracy są dla Ciebie cenne -
      to też się zastanów.

      Rola sprzedawcy znaczaco się różni od merytorycznego specjalisty,
      rzadko osoba dobra w jednym, jest dobra w drugim. Możesz mieć
      kłopoty z przestawieniem się na metody sprzedazowe (sprzedaz to
      swoista gra psychologiczna, gdzie jakość i wiarygodność oferowanego
      towaru/usługi nie zawsze jest kluczowa). W pewnym sensie mozesz być
      za uczciwy, zeby osiągną sukces w biznesie.


      Z drugiej strony, takie doświadczenie szalenie wzbogaca. O ile nie
      pozwolisz sobie na nadmierne zadłużenie sie, to nic się nie powinno
      stać, tylko nie przywiązuj się do swoich pomysłów jeżeli nie
      przynoszą dochodów. Make money! Jak biznes nie daje kasy w sensownym
      terminie, to nie warto angażować sił.


      Akurat zaczynasz w sposób dośc typowy, podkupujesz klienta swojemu
      pracodawcy (dobrze zrozumiałem?). Tylko, ze to oznacza, ze klient
      nie jest lojalny i wiarygodny. I nie masz pewności, czy pracodawca
      przycisniety przez klienta nie przebije Cię ceną i zostaniesz na
      lodzie. Prawie na 100% mozesz sie spodziewać kontrreakcji pracodawcy
      z oskarzeniem o kradzież poufnych danych i wykorzystywanie ich na
      własne potrzeby włącznie (skoro to ten sam klient).

      Sam piszesz zreszta, ze ty byś na ich miejscu nie kupił swoich
      usług...OK, mysl, tak, jak potencjalny klient, ale żeby czasem ten
      nawyk nie rozwalał Cię jako sprzedawcy?

      Narzekasz na pracę w korporacji, ale ona taka jest. Tak funkcjonują
      korporacje, ze jest w nich duzo nielogicznosci i walki o wpływy,
      dominację, podkradanie pomysłów.
      Tylko, ze świat biznesu nie jest wcale inny.

      Spokojnie podejmij decyzję, a potem bierz sie do roboty i...nie
      żałuj!
      Pozdrawiam :)
      • handcare Re: Nie potrafię cieszyć się z tego co mam... 21.11.09, 22:35
        journeyman napisał:

        "Wygląda na to, że masz tendencje do obwiniania się - zarówno że
        czegoś nie
        zrobiłeś jak i że zrobiłeś. Jeśli to sobie uzmysłowisz, to zauważysz
        pewną
        logiczną zależność - jeśli nie założysz swojego biznesu NA PEWNO
        będziesz miał
        to sobie za złe, bo będziesz domniemywał, że straciłeś świetną
        okazję. Jeśli
        założysz własny interes to będziesz się czuł winny tylko BYĆ MOŻE -
        wtedy jeśli
        nie wyjdzie. Zatem masz do wyboru czuć się źle na pewno lub być
        może - może
        teraz będzie łatwiej logicznie wybrać :) "

        Bardzo rozsądne i logiczne to co piszesz journeyman :)

        1. Problem w tym, ze ja jestem rozdarty miedzy chęcią
        rozwoju, "zdobywania świata", potrzebą osiągnięcia sukcesu (wiem,
        wiem, wyścig szczurów - ale bez kasy nie ma...) z jednej strony a
        potrzebą spokoju i bezpieczeństwa z drugiej.

        Wydaje mi sie, ze najwieksza korzyscia tego procesu, ktory
        przechodze teraz bedzie zwiększenie mojej samoświadomości. Naprawdę
        nie wiedzialem ze tak bede reagowal na stres. Teraz gdy przypominam
        sobie pewne stresowe (krotkotrwale) sytuacje z historii i moje
        reakcje na ten stres to rozumiem, ze nie bylo to bez znaczenia.
        Okazalo sie, ze ja po prostu zle znosze dlugotrwaly stres.
        Rozwiazaniem jest zmiana otoczenia (czytaj powrot do korporacji,
        generalnie powrot na umowe o prace) albo nauczenie sie walczyc ze
        stresem albo z nim zyc.

        Ktos juz napisal, ze warto probowac i podejmowac nowe wyzwania.
        Dobra maksyma, ktora z reguly sprawdzala sie w moim dotychczasowym
        zyciu. Jesli patrze na to co robie z perspektywy doswiadczenia
        zyciowego to sadze, ze za jakis czas uznam, ze to byla dobra decyzja
        bo naucze sie czegos dzieki temu, czego bym sie nie nauczyl gdybym
        zostal pod "opieka" pracodawcy. Moze jako bardziej doswiadczony
        zyciowo bede po prostu mądrzejszy. Mozliwe ze nawet bede lepszym
        kandydatem dla przyszlego pracodawcy (to ze wroce to chyba pewne,
        juz nawet przegladam ogloszenia o prace... jedynie sukces tego
        biznesu mnie uspokoi).

        2. Druga sprawa to to, ze bedac w tej pracy nie bylem zadowolony z
        wlasnego rozwoju zawodowego, ale... ciągle liczylem ze cos sie
        zmieni. Czulem sie troche "mamiony" tą potencjalna zmiana, ktora już
        już ma nadejść "w przyszłym półroczu", "po zakończeniu tego
        projektu"... Na poczatku mojej pracy zostalo mi cos obiecane, co
        potem okazalo sie nierealne (najpierw zmienil sie prezes, potem
        krysys, nowa strategia...) Mimo to ciagle liczylem na to ze jest
        szansa na zmiany w kierunku ktory by mnie usatysfakcjonowal. Nie
        wiem tgo na pewno, bo skoro przez 3 lata nic sie nie wydarzylo to
        pewnie i nie wydarzyloby sie nic w przyszlosci, chociaz... nie
        dowiem sie juz tego. Mimo to mam wrazenie ze ta obietnica, nadzieja
        ciągle mnie podtrzymywala. A jednoczesnie praca byla spokojna i
        bezpieczna.

        Teraz gdy dobrowolnie zrezygnowalem z tej pracy mam wrazenie, ze
        odciąłem sie od tego "podtrzymywacza". Bo mimo tego, ze potencjalnie
        szanse na rozwoj mam wieksze to jest to zdarzenie przyszle i
        niepewne. W dodatku pozbawilem sie bezpieczenstwa, ktore - jak teraz
        sobie uswiadamiam - jest dla mnie wartoscią. Pozbylem sie wiec tej
        podtrzymywanej NADZIEI polaczonej z bezpieczenstwem. Teraz zostala
        mi tylko NADZIEJA.

        Dlatego, ze czuje to rozdarcie (miedzy potrzeba bezpieczenstwa a
        checia rozwoju i "zdobywania nowych szczytow") napisalem ze nie
        potrafie sie cieszyc z tego co mam. Ale chyba zaczyna do mnie
        docierac, ze zycie to nie tylko zaspokajanie wlasnych potrzeb i
        ambicji i czasem chyba warto schowac swoje ambicje do kieszeni i
        cieszyc sie z tego co sie ma (nigdy nie sadzilem ze cos takiego
        powiem/napisze).

        3. Kurcze, brakuje mi punktu odniesienia, kontrastu albo
        dlugofalowego celu ktory pozwoliby mi sie zdystansowac zarówno od
        ryzyka klapy mego biznesu jak i od tego co straciem odchodzac z
        firmy. Bo bardziej odczuwam chyba utrate tego od czego sie odcialem
        niz ryzyko klapy biznesu. Jestem zbyt skoncentrowany na sobie i
        dlatego tak odczuwam ta sytuacje. F.ck

        Obiektywnie rzecz biorac to nie mam na co narzekac. Mam
        wyksztalcenie, troche oszczednosci, dobry fach w ręku, kochającą
        żonę. Porównując sie do niektorych rówiesników to moge byc obiektem
        zazdrosci dla niektorych z nich. Ale wcale mnie to ani nie cieszy
        ani nie uspokaja. Dlaczego kurcze tak jest, ze w zyciu ciagle musisz
        zapieprzac zeby cos osiagnac?

        Hand


        PS. Właśnie dotarlo do mnie, ze to co mnie najbardziej by
        satysfakcjonowao w zyciu to sukces osiagniety malym kosztem, taki
        seks bez zobowiazan, zysk bez ryzyka...
        • handcare Re: Nie potrafię cieszyć się z tego co mam... 21.11.09, 22:39

          dy-nex: bardzo mi pasuje to co piszesz :)))

          Na przyklad to:

          xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
          kitek, jestes na dobrej drodze...trafiles w samo
          mrowisko...tutejsze bzdziagwy pomoga ci...tu zlapisz wene....tylko
          postaraj sie bzdziec sowiciej..

          acha...zapomnialbym.....jak wrocisz do korporacji....nie caluj
          szefa w reke.....najlepiej jak ci sie wystawi...proponuje lewy
          posladek...najlepiej rure wydechowa
          buzka, frasobliwy

          Poproszę o jeszcze ;)

          Hand
          • dyn-ex Re: Nie potrafię cieszyć się z tego co mam... 22.11.09, 04:24
            handcare napisał:

            bla bla bla...

            xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

            kitek, czasami ty nie jestes bratem jednojajowym pytona w ktorego
            zona jezdzi jak stroz po dozorczyni?

            prezenujesz sie jak jego brat blizniaczy....jednojajowiec....obaj
            macie po jednym jaju

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka